Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

PluszaQ

Zamieszcza historie od: 14 lutego 2017 - 16:53
Ostatnio: 19 kwietnia 2018 - 14:03
  • Historii na głównej: 29 z 30
  • Punktów za historie: 4886
  • Komentarzy: 60
  • Punktów za komentarze: 348
 

#81926

(PW) ·
| Do ulubionych
Wypalanie traw, czyli odwieczny problem dla strażaków każdej wiosny.

Załatwiając wczoraj w skarbówce kwestie związane z PIT-em, wpadłem przypadkowo na znajomego jeszcze z czasów gimnazjum. Aktualnie pracuje on w powiatowej PSP. W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat pracy i przyznał, że teraz na wiosnę mają wręcz urwanie kapelusza. Nie ma dnia, żeby nie było wyjazdu do wypalania traw. Z reguły wystarcza jeden zastęp, ale kilka dni temu mieli wyjazd na akcję, gdzie potrzeba było ich 5. 3 od nich z powiatu, 2 kolejne to siły z lokalnego OSP.

Przyczyna pożaru ta sama. Jakiś inteligentny jegomość postanowił wypalić trawę na polnej drodze. Pech chciał, że przy dość suchej wiośnie, jaką mamy teraz, wypaliła się nie tylko droga, ale również ze 4 hektary nieużytku, który był 30 metrów dalej. Dodatkowo istniało zagrożenie, że ogień ogarnie też kilka zabudowań gospodarczych, bo zaczął już dość blisko podchodzić.

Strażacy wezwali policję, mundurowi podpalacza przymknęli. Będzie miał za to podpalenie sprawę w sądzie. Akcję obtrąbiły lokalne media, wieść się rozeszła, poszedł apel do mieszkańców o niewypalanie traw.

Znajomy się śmiał, że niby reakcja prawidłowa, ale wczoraj znowu mieli 2 wezwania. Znowu do wypalanej trawy. Do niektórych to naprawdę jak grochem o ścianę...

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (148)

#81703

(PW) ·
| Do ulubionych
Zrobiło się ciepło. To chyba zauważył każdy. Więc z bratem postanowiliśmy wykorzystać wczorajszy piękny dzień i otworzyć sezon grillowy.

Rodzony przyjechał z żoną chwilę po 16.00. I tak sobie siedzimy, gadamy, popijamy piwko, w tle cicha muzyka. Sielanka normalnie. Na grillu dochodzą szaszłyki, kiełbaski, karczek.

Godzina 17.00, słyszę pukanie do drzwi. Gości innych nie przewidywałem, więc patrzę przez judasza. Sąsiadka. Oho, będzie ciekawie, myślę. Ciekaw jestem, co znowu wymyśliła? Muzyka za głośno?
- Witam sąsiadkę.
- Witam. Mógłby pan zgasić tego grilla?
- Ale dlaczego, przecież on nikomu nie przeszkadza?
- Mi przeszkadza, bo od pół godziny dzieci mi marudzą, żeby im grilla zrobić. Zobaczyły u pana. A ja nie mam nic kupione, a sam pan wie, że sklepy pozamykane. A jak pan zgasi, to przestaną mi truć.
- Pani wybaczy, ale to chyba nie jest w pani kwestii wydawać zezwolenie na to, kto może sobie grilla na balkonie rozpalić, a kto nie? Poza tym, ten sklep na rogu na końcu ulicy jest otwarty. Tam pani wszystko kupi.
- Na pewno nie jest otwarty, bo w telewizji mówili...
- W telewizji mówili również, że jak właściciel siedzi sam na kasie, to można sklep otworzyć. Do widzenia.
Poszła, po minie było widać, że niezadowolona jak diabli.

Mija może 2 minuty i słyszę już nie pukanie, a walenie do drzwi. Nawet przez judasza nie patrzyłem, wiedziałem że sąsiad przybiegł jako wsparcie dla żony.
- Zgaś tego grilla...
- Nie widzę takiej potrzeby.
- Ale ja widzę, bo zaraz pier*olca dostanę w mieszkaniu. Nic tylko, "tato rozpalisz grilla?", "tato, ja chcę kiełbaskę"
- Pan wybaczy, ale to nie moje dzieci i nie moje zmartwienie. I nie mam zamiaru dla czyjegoś "widzi mi się" zmieniać planów na dzisiejsze popołudnie. A teraz żegnam.
- Ja po policję zadzwonię!
- I co im pan powie? Że sąsiad sobie kiełbachę na grillu smaży, a komuś zapachy smaka robią? Pan mnie nie rozśmiesza, policjantów zresztą też. Do widzenia!

Co za ludzie...

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (203)

#81669

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, co kobieta miała w głowie, ale mózgiem bym tego nie nazwał.

Wpakowała mi się dzisiaj na czerwonym jakaś babka pod koła samochodu. Na przejściu dla pieszych. Jej szczęście, że ruszałem z miejsca, a nie leciałem przez skrzyżowanie z 70, bo najprawdopodobniej by ją skrobali z asfaltu. Szturchnąłem ją lekko prawym narożnikiem.

Oczywiście larum, bo pieszego potrącono na przejściu. Drze się na cały regulator, robi się zbiegowisko. Ja zjechałem na bok, pytam, czy nic jej nie jest. Wspomniałem przy okazji, że sama mi pod koła wlazła. Po krótkiej utarczce słownej doszedłem do wniosku, że trafiłem na przypadek tzw. "świętej krowy", która uważa, że jak już zrobi krok na przejściu, to jest to niczym przeprawa Mojżesza przez Morze Czerwone. Droga się rozstępuje, nic jej nie grozi, samochody magicznie znikają. No, niestety, tak to nie działa.

Chciałem się z kobietą po ludzku dogadać. Ale jak zaczęła się wydzierać i mnie obrażać, to stwierdziłem, że tak się bawić nie będziemy. Zadzwoniłem po policję.

Po 10 minutach przyjechali. Najpierw poproszono o przedstawienie jej wersji. Oczywiście padło stwierdzenie "miałam zielone, a pan na mnie najechał". Na dokładnie tą samą prośbę, odparłem, że mogę przedstawić nie tylko "swoją wersję", ale również rzeczywisty przebieg zdarzenia, z racji, że przy lusterku mam wideo rejestrator.

Policjanci obejrzeli nagranie, doszli do oczywistych wniosków i wystawili babce 5 stów mandatu. Byłoby mniej, tylko się awanturowała z mundurowymi.

Zabawne było jej tłumaczenie się. Stwierdziła, że skoro szła pewnym krokiem w stronę przejścia, to oczywistym jest, że będzie chciała przejść na drugą stronę. Więc obowiązkiem kierujących jest jej to umożliwić, czyli zatrzymać się przed przejściem. Niezależnie od tego, ile jadą.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (168)

#81595

(PW) ·
| Do ulubionych
W moim poprzednim miejscu pracy bywało różnie. Ale jedna historia szczególnie wbiła mi się w pamięć.

Któregoś dnia zostaliśmy poinformowani przez kierownika, że przychodzi do nas na praktyki studentka. Dziewczyna lat 20, czyli akurat po pierwszym roku studiów. Wydawała się w porządku, ale rogi pokazała już w zasadzie drugiego dnia.

W "kuchni" mieliśmy lodówkę. Ludzie trzymali tam drugie śniadanie, mleko do kawy, leki (jeśli ktoś brał i wymagały chłodzenia). Każdy z każdym potrafił się dogadać, nikt nikomu śniadań nie wyjadał. Problem się zaczął, gdy pojawiła się nasza praktykantka.

Dzień pierwszy, szkolenie BHP i ogólne oprowadzenie po zakładzie, więc zabawiła może 2 godziny.

Dzień drugi. Przyniosła w pudełku swoje śniadanie. Ktoś jej zasugerował, by schowała do lodówki. Miejsca było na tyle. Otworzyła i zaczęły się pomruki. Trafiliśmy, pech nasz, na wojującą wegetariankę. Dziewczyna zażądała, żeby zwolnić jej połowę lodówki albo postawić oddzielną, tak by jej posiłki nie miały kontaktu z naszymi, nieczystymi, bo z mięsem.

Na początku dziewczyny z księgowości chciały jej delikatnie dać do zrozumienia, że ona jest tutaj nowa, na może 2 miesiące i nikt z załogi nie będzie zmieniał uzgodnionych reguł pod jej dyktando.

Dziewczyna poszła się poskarżyć do kierownika, że ją dyskryminujemy. Facet, który potrafił na dzień dobry cię zjechać do 3 pokolenia wstecz, tylko dlatego, że wstał lewą nogą, kazał jej poczekać chwilę, że zaraz ta kwestia się wyjaśni. Przyszedł do nas, zapytał wprost, co się odwala? Został uświadomiony z czym panna ma problem, że nas chce poustawiać. Potem wrócił do gabinetu, wyciągnął jej wniosek o przyjęcie na praktyki i kazał wskazać fragment wskazujący na to, że dziewczyna jest wegetarianką i wymaga w tej kwestii jakiegoś specjalnego traktowania.

Takowego oczywiście nie znalazła, więc dostała ultimatum. Albo dostosuje się do naszych reguł, będzie sumiennie wykonywać zadania i otrzyma rzetelną ocenę na ich podstawie. Albo kierownik tak ją w papierach obsmaruje, że po studiach nikt jej nie zatrudni nigdzie.

Wybrała opcję trzecią, na którą chyba wszyscy po cichu liczyli. Po tygodniu zrezygnowała...

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (172)

#81488

(PW) ·
| Do ulubionych
Sprzedaję samochód. I przy okazji krew mnie zalewa jeśli chodzi o potencjalnych kupujących. Nie sądziłem, że czytanie ze zrozumieniem jest w dzisiejszych czasach tak deficytową umiejętnością.

Ogłoszenie wystawiłem na otomoto. Opisałem w nim chyba wszystko co się dało. Każdą jedną naprawę, usterkę, wymianę, dodałem ze 20 zdjęć. Jest nawet podany numer VIN, by można było sprawdzić samochód w rządowej bazie danych. Cud, miód i orzeszki, bo w teorii powinny dzwonić osoby, które chcą się umówić na oglądanie samochodu. Dla własnej wygody napisałem, by w sprawie ogłoszenia kontaktować się ze mną pon-pt: 17-21, w weekendy w zasadzie cały dzień. Gdybym nie odbierał, nagrać się, a oddzwonię. Tyle teorii. W praktyce, tak słodko nie ma.

Rozumiem sytuację, gdy ktoś dzwoni, bo pewnej kwestii nie rozumie, bądź chce się w jakimś stopniu doinformować. Ale pytania o przebieg, pojemność, moc silnika, rocznik, wyposażenie, czy inne rzeczy, które są szczegółowo opisane, niektóre nawet sfotografowane, to zakrawa na lekką ignorancję. A najgorsi w tym wszystkim są ludzie, którzy dzwoniąc w moich godzinach pracy, a)potrafią cię zwyzywać, gdy chcesz do nich oddzwonić w bardziej pasujących ci godzinach; b)domagają się, byś to ty przyjechał do nich na oglądanie samochodu, często gęsto kilkaset kilometrów; c) chcą, byś sprzedał im samochód za połowę ceny, a najlepiej to jeszcze oddał za darmo, bo przecież są biedni/mają chore dzieci/ty jesteś bogatszy/inny powód.

W tym momencie więc, gdy widzę dzwoniący do mnie obcy numer, zanim odbiorę, muszę wziąć 3 głębokie wdechy na uspokojenie, bo na 99% jest to kolejny potencjalny kupujący.

PS. Rozważałem sprzedaż do komisu, ale ceny, jakie mi proponowali, były, delikatnie mówiąc, śmieszne…

Sprzedaż samochodu

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (167)

#81525

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia opowiedziana dzisiaj przez kumpla w pracy.

Kończy mu się umowa na telefon. Udał się więc do salonu swojego operatora, by wybrać coś nowego. A że lubuje się w smartfonach, to szukał czegoś z wyższej półki. Co za tym idzie, w koszta zamierzał też wrzucić dodatkowe ubezpieczenie telefonu. By nie martwić się na przyszłość.

Typ umowy miał mniej więcej upatrzony. Nowy telefon również. Jego uwagę przykuła natomiast umowa dodatkowego ubezpieczenia. A dokładniej, odstępstwa w niej wymienione: kradzież, zalanie, uszkodzenie mechaniczne ciężkim przedmiotem (nie wiem, na jakiej podstawie mieliby to stwierdzać), uszkodzenia wynikające z przegrzania, zwarcia, bądź działania kwasów/zasad.

Krótko mówiąc, dodatkowe ubezpieczenie miało w zasadzie te same wykluczenia, co zwykła gwarancja producencka. A kosztowało 850zł.
Niestety kobitka w salonie nie potrafiła mu powiedzieć, co to dodatkowe ubezpieczenie obejmuje. Niemniej jednak, zanim kolega się zorientował w sytuacji, bardzo usilnie próbowała mu ten pakiet wcisnąć...

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (175)

#81338

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiedziałem, że stypa po pogrzebie to jakiś cholerny obowiązek...

W piątek zmarł kolegi ojciec. Człowiek o dość nieciekawej opinii. W poniedziałek odbył się pogrzeb. I jak to zwykle bywa, po tej uroczystości najczęściej jest stypa. W tym przypadku była, teoretycznie. Bo kolega zaprosił do siebie na kawę jedynie kilka najbliższych osób.

Ale dla niektórych to był policzek. Już na cmentarzu słyszałem komentarze:
"No patrz jakie chytre, własnemu ojcu stypy nie wyprawi".
"K*rwa, obiadu nie gotowałam, bo myślałam, że nas na stypę zaproszą".
"To ma być stypa? 5 osób na krzyż, a do tego kawa i ciasto? Gdzie obiad, gdzie flaszka?".

Kolega mówił wczoraj, że stypy nie wyprawiał z jednego prostego powodu. Nie chciał słuchać chwytających za serce frazesów, jaki to jego ojciec nie był dobry i wspaniały. Chociaż rzeczywistość była całkiem inna...

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (204)

#81281

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam dziwne przeczucie, że nawet wczorajsza lekcja pokory nie nauczy przepisowej jazdy samochodem mojego znajomego z pracy.

Od rana był jak wściekły pies. Strach podejść, żeby nie pogryzł. Popytałem z ciekawości kilku osób, które są z nim w lepszej komitywie niż ja i dowiedziałem się, że dostał wczoraj mandat za szybką jazdę. W zasadzie to nie jeden, tylko trzy. Na odcinku półtora kilometra. Teren zabudowany, długa prosta z jednym, dość lekkim zakrętem.

Ale, mrucząc pod nosem, nie omieszkał dać innym do zrozumienia, co "myśli" o policjantach, tak samo, jak porównać ich do panien lekkich obyczajów i męskich członków...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (129)

#81243

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajsza sytuacja w moim mniemaniu przebiła dno głupoty.

Pojechałem do banku zrobić przelew międzynarodowy. Nie mam odpowiedniego konta internetowego, więc pozostał mi jedynie oddział.

Akurat wychodziłem, gdy do środka wpadła sfrustrowana kobieta.
- Wy cholerni oszuści, przez was wciągnęło mi kartę!
- Mam rozumieć, że pani próbowała wypłacić pieniądze z bankomatu i maszyna nie wydała karty z powrotem, tak?
- A co ja przed chwilą powiedziałam, co!?
- Który to był bankomat?
- Tamten w rogu.

W tym momencie przybiłem w myślach facepalma. Na bankomacie była przyklejona kartka A4 z napisem "Awaria, zapraszamy obok". Obok stał drugi bankomat. Czytanie ze zrozumieniem trudna sztuka...

awaria bankomatu

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (118)

#81229

(PW) ·
| Do ulubionych
Im bliżej mojego ślubu i wesela, tym bardziej mam dość. Nie tego, że zmienię stan cywilny. Organizacji całego przedsięwzięcia.

Bez mała od miesiąca czasu telefon mi się w zasadzie nie urywa. Non stop ktoś z rodziny dzwoni i pyta jak tam idą przygotowania. Sama ciekawość, to pal licho, bo ją jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale układanie mi planu ślubu i wesela już strawić nie mogę.

Mamy z narzeczoną już w zasadzie wszystko dopięte. Zaproszenia są, lista gości jest, sala jest, zespół, dania i 50 innych pierdół też. No ale jak na złość, pół roku przed ślubem, przypomniały sobie o mnie dwie moje ciotki. Co gorsze, bliźniaczki. Moja mama dostaje z nimi szewskiej pasji. Jak nie jedna, to druga co dzień, dwa okupują dom moich rodziców i wypytują po 150x o to samo. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że one to robią zawsze, gdy zbliża się ślub kogoś z rodziny.

Ojciec stwierdził, że dostały małpiego rozumu. Za każdym razem jak przychodzą, to rzucają na stół kolejnych x propozycji, jak mój ślub i wesele mają wyglądać. Ale żeby to były tylko propozycje. To są żądania. Tak ma być, bo one się znają.

Raz, niefortunnie, wpadłem do rodziców, akurat jak siedziały obie. Uwierzcie mi, najlepszy psychiatra by z nimi nie wytrzymał. Ja wysiedziałem 10 minut i głowa zaczęła mi pękać.

Co jest najśmieszniejsze? Jedna jest starą panną. Od drugiej mąż odszedł 4 lata po ślubie. Bo psychicznie nie wytrzymał. I wcale mu się nie dziwię...

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (174)