Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

PluszaQ

Zamieszcza historie od: 14 lutego 2017 - 16:53
Ostatnio: 23 lutego 2018 - 9:15
  • Historii na głównej: 24 z 26
  • Punktów za historie: 4191
  • Komentarzy: 56
  • Punktów za komentarze: 347
 

#81525

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia opowiedziana dzisiaj przez kumpla w pracy.

Kończy mu się umowa na telefon. Udał się więc do salonu swojego operatora, by wybrać coś nowego. A że lubuje się w smartfonach, to szukał czegoś z wyższej półki. Co za tym idzie, w koszta zamierzał też wrzucić dodatkowe ubezpieczenie telefonu. By nie martwić się na przyszłość.

Typ umowy miał mniej więcej upatrzony. Nowy telefon również. Jego uwagę przykuła natomiast umowa dodatkowego ubezpieczenia. A dokładniej, odstępstwa w niej wymienione: kradzież, zalanie, uszkodzenie mechaniczne ciężkim przedmiotem (nie wiem, na jakiej podstawie mieliby to stwierdzać), uszkodzenia wynikające z przegrzania, zwarcia, bądź działania kwasów/zasad.

Krótko mówiąc, dodatkowe ubezpieczenie miało w zasadzie te same wykluczenia, co zwykła gwarancja producencka. A kosztowało 850zł.
Niestety kobitka w salonie nie potrafiła mu powiedzieć, co to dodatkowe ubezpieczenie obejmuje. Niemniej jednak, zanim kolega się zorientował w sytuacji, bardzo usilnie próbowała mu ten pakiet wcisnąć...

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (160)
poczekalnia

#81488

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sprzedaję samochód. I przy okazji krew mnie zalewa jeśli chodzi o potencjalnych kupujących. Nie sądziłem, że czytanie ze zrozumieniem jest w dzisiejszych czasach tak deficytową umiejętnością.

Ogłoszenie wystawiłem na otomoto. Opisałem w nim chyba wszystko co się dało. Każdą jedną naprawę, usterkę, wymianę, dodałem ze 20 zdjęć. Jest nawet podany numer VIN, by można było sprawdzić samochód w rządowej bazie danych. Cud, miód i orzeszki, bo w teorii powinny dzwonić osoby, które chcą się umówić na oglądanie samochodu. Dla własnej wygody napisałem, by ws ogłoszenia kontaktować się ze mną pon-pt: 17-21, w weekendy w zasadzie cały dzień. Gdybym nie odbierał, nagrać się, a oddzwonię. Tyle teorii. W praktyce, tak słodko nie ma.

Rozumiem sytuację, gdy ktoś dzwoni, bo pewnej kwestii nie rozumie, bądź chce się w jakimś stopniu doinformować. Ale pytania o przebieg, pojemność, moc silnika, rocznik, wyposażenie, czy inne rzeczy, które są szczegółowo opisane, niektóre nawet sfotografowane, to zakrawa na lekką ignorancję. A najgorsi w tym wszystkim są ludzie, którzy dzwoniąc w moich godzinach pracy, a)potrafią cię zwyzywać, gdy chcesz do nich oddzwonić w bardziej pasujących ci godzinach; b)domagają się, byś to ty przyjechał do nich na oglądanie samochodu, często gęsto kilkaset kilometrów; c) chcą, byś sprzedał im samochód za połowę ceny, a najlepiej to jeszcze oddał za darmo, bo przecież są biedni/mają chore dzieci/ty jesteś bogatszy/inny powód.

W tym momencie więc, gdy widzę dzwoniący do mnie obcy numer, zanim odbiorę, muszę wziąć 3 głębokie wdechy na uspokojenie, bo na 99% jest to kolejny potencjalny kupujący.

PS. Rozważałem sprzedaż do komisu, ale ceny, jakie mi proponowali, były, delikatnie mówiąc, śmieszne..

Sprzedaż samochodu

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (122)

#81338

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiedziałem, że stypa po pogrzebie to jakiś cholerny obowiązek...

W piątek zmarł kolegi ojciec. Człowiek o dość nieciekawej opinii. W poniedziałek odbył się pogrzeb. I jak to zwykle bywa, po tej uroczystości najczęściej jest stypa. W tym przypadku była, teoretycznie. Bo kolega zaprosił do siebie na kawę jedynie kilka najbliższych osób.

Ale dla niektórych to był policzek. Już na cmentarzu słyszałem komentarze:
"No patrz jakie chytre, własnemu ojcu stypy nie wyprawi".
"K*rwa, obiadu nie gotowałam, bo myślałam, że nas na stypę zaproszą".
"To ma być stypa? 5 osób na krzyż, a do tego kawa i ciasto? Gdzie obiad, gdzie flaszka?".

Kolega mówił wczoraj, że stypy nie wyprawiał z jednego prostego powodu. Nie chciał słuchać chwytających za serce frazesów, jaki to jego ojciec nie był dobry i wspaniały. Chociaż rzeczywistość była całkiem inna...

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (195)

#81281

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam dziwne przeczucie, że nawet wczorajsza lekcja pokory nie nauczy przepisowej jazdy samochodem mojego znajomego z pracy.

Od rana był jak wściekły pies. Strach podejść, żeby nie pogryzł. Popytałem z ciekawości kilku osób, które są z nim w lepszej komitywie niż ja i dowiedziałem się, że dostał wczoraj mandat za szybką jazdę. W zasadzie to nie jeden, tylko trzy. Na odcinku półtora kilometra. Teren zabudowany, długa prosta z jednym, dość lekkim zakrętem.

Ale, mrucząc pod nosem, nie omieszkał dać innym do zrozumienia, co "myśli" o policjantach, tak samo, jak porównać ich do panien lekkich obyczajów i męskich członków...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (126)

#81243

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajsza sytuacja w moim mniemaniu przebiła dno głupoty.

Pojechałem do banku zrobić przelew międzynarodowy. Nie mam odpowiedniego konta internetowego, więc pozostał mi jedynie oddział.

Akurat wychodziłem, gdy do środka wpadła sfrustrowana kobieta.
- Wy cholerni oszuści, przez was wciągnęło mi kartę!
- Mam rozumieć, że pani próbowała wypłacić pieniądze z bankomatu i maszyna nie wydała karty z powrotem, tak?
- A co ja przed chwilą powiedziałam, co!?
- Który to był bankomat?
- Tamten w rogu.

W tym momencie przybiłem w myślach facepalma. Na bankomacie była przyklejona kartka A4 z napisem "Awaria, zapraszamy obok". Obok stał drugi bankomat. Czytanie ze zrozumieniem trudna sztuka...

awaria bankomatu

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (115)

#81229

(PW) ·
| Do ulubionych
Im bliżej mojego ślubu i wesela, tym bardziej mam dość. Nie tego, że zmienię stan cywilny. Organizacji całego przedsięwzięcia.

Bez mała od miesiąca czasu telefon mi się w zasadzie nie urywa. Non stop ktoś z rodziny dzwoni i pyta jak tam idą przygotowania. Sama ciekawość, to pal licho, bo ją jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale układanie mi planu ślubu i wesela już strawić nie mogę.

Mamy z narzeczoną już w zasadzie wszystko dopięte. Zaproszenia są, lista gości jest, sala jest, zespół, dania i 50 innych pierdół też. No ale jak na złość, pół roku przed ślubem, przypomniały sobie o mnie dwie moje ciotki. Co gorsze, bliźniaczki. Moja mama dostaje z nimi szewskiej pasji. Jak nie jedna, to druga co dzień, dwa okupują dom moich rodziców i wypytują po 150x o to samo. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że one to robią zawsze, gdy zbliża się ślub kogoś z rodziny.

Ojciec stwierdził, że dostały małpiego rozumu. Za każdym razem jak przychodzą, to rzucają na stół kolejnych x propozycji, jak mój ślub i wesele mają wyglądać. Ale żeby to były tylko propozycje. To są żądania. Tak ma być, bo one się znają.

Raz, niefortunnie, wpadłem do rodziców, akurat jak siedziały obie. Uwierzcie mi, najlepszy psychiatra by z nimi nie wytrzymał. Ja wysiedziałem 10 minut i głowa zaczęła mi pękać.

Co jest najśmieszniejsze? Jedna jest starą panną. Od drugiej mąż odszedł 4 lata po ślubie. Bo psychicznie nie wytrzymał. I wcale mu się nie dziwię...

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (172)

#80763

(PW) ·
| Do ulubionych
Zima zaskoczyła... kierowców.

Od kilku dni temperatury na poziomie 3-4 stopni na plusie. Rano 0 albo ciut ponad, więc to chyba najwyższa pora, żeby zmienić opony. Po dzisiejszym dniu, stwierdzam, że nie dla wszystkich.

W nocy popadało, chwycił mróz. Więc rano po drodze jeździło się jak po lodowisku. A na letnich, to już w ogóle samobójstwo. Na odcinku 10 km naliczyłem 8 aut w rowie. Tutaj nie oceniam. Może kogoś ściągnęło z drogi, zarzuciło, nie wiem, nie wnikam. Chociaż obstawiam, że część pewnie jeszcze nie zdążyła opon zmienić.

Ale szlag mnie chciał trafić, jak widziałem geniusza na letniakach, próbującego wjechać na wzniesienie. Oczywiście bez rezultatu. Sznurek samochodów za nim, korek z każdą minutą coraz dłuższy, ale on dalej walczy, pali opony na tym lodzie.

W końcu kilku kierowców przede mną się wkurzyło, podeszli do niego, zaproponowali, że zepchną samochód na pobocze, żeby ruch udrożnić. Co na to sam zainteresowany? Chyba duma nie pozwoliła mu na przyjęcie propozycji. Członki i panie lekkich obyczajów sypały się jak z rękawa. Narzekanie na drogowców(fakt, droga mogłaby być lepiej odśnieżona), innych uczestników ruchu, pogodę, cholera wie co jeszcze, bo nie do końca usłyszałem.

Koniec końców faceta postraszyli policją, ktoś tam, wydawało mi się, że chyba nawet dzwonił albo udawał i samochód po 15 minutach udało się zepchnąć i ruch odblokować.

PS. Skąd wiem, że facet jechał na letnich? Bo mijając jego auto widziałem doskonale piękny łysy bieżnik jego gum. Dla mnie strach byłoby latem na takich jeździć, a co dopiero w zimę...

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (152)

#80541

(PW) ·
| Do ulubionych
Wszystkich Świętych, w założeniu święto, w którym każdy powinien się się wyciszyć. I jak to mawia ksiądz z parafii moich rodziców, ilość czy wielkość zniczy, które postawimy na grobach naszych bliskich nie ma znaczenia. Ważna jest pamięć i modlitwa.

A propos wyciszenia. Nie znaczy to, że skoro w tę środę każdy będzie starał się wyciszyć, to w dni poprzedzające mamy to nadrabiać chamstwem i awanturami. M.in. taką, jaką widziałem dzisiaj w markecie.

Pojechałem po jakieś składniki do ciasta, które narzeczona chciała upiec, a wyszedłem z przeświadczeniem, że gatunek ludzki, zamiast ewoluować i wypierać złe, a nabywać dobre cechy i nawyki, po prostu się uwstecznia. Bo jak inaczej można nazwać sytuację, gdzie dwie kobiety w sile wieku toczą regularną wojnę o głupi znicz, ostatni, jaki został na regale? I nie była to zwykła wojna na słowa, o nie.

W ruch poszły pięści, torebki, parasolka. A oprócz ofiar w ludziach, konkretniej awanturujących się kobietach, panie przy okazji rozbiły kilka zgrzewek mniejszych zniczy, stojących obok.

Więc tak wspominając filmiki, które widziałem na YT, gdzie ludzie walczyli o karpia czy przecenione torebki, dochodzę do wniosku, że do tego co było dzisiaj, to się one w najmniejszym stopniu nie umywają.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (103)

#80453

(PW) ·
| Do ulubionych
Tyle się mówi o pieszych na drogach. Nawet ostatnio w tv jakaś akcja na ten temat jest prowadzona. Ale do niektórych jak grochem o ścianę.

Wracam z pracy. Dojeżdżam do miejsca, w którym jakiś czas temu miałem kolizję. Pali się czerwone, stoję grzecznie. Przede mną gość z prawym kierunkiem. Wskakuje mu warunkowa i rusza. Ujechał może 10 metrów i walnął w kogoś na pasach. Pieszy akurat miał zielone, więc to nie było wtargnięcie.

Co na to kierowca? Najpierw wysiadł, myślałem, że po to, by sprawdzić, czy się pieszemu nic nie stało. Ale nie, wyszedł go opier*olić za to, że "miał czelność mu wejść na pasy, kiedy ten skręcał". W dodatku, w ręce miał batona (taką gumową pałkę). Dobrze, że na pasach było trochę ludzi, więc nie doszło tam do rękoczynów, na co się zbierało.

PS. Gość jechał starą betą. Więc stereotypy o burakach w BMW nie biorą się znikąd...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (139)

#80426

(PW) ·
| Do ulubionych
Czym może grozić próba zrobienia przez gminę porządku w mapkach geodezyjnych? Wojną wśród sąsiadów...

Wychowywałem się na wsi, moi rodzice do tej pory tam mieszkają. I odkąd pamiętam, gmina nigdy nie myślała nad tym, żeby zrobić porządek w mapkach. A, że jest bajzel, wiedzieli w zasadzie wszyscy. W końcu nadszedł ten moment i zaczęły się cyrki.

Przyjechali geodeci. Znaleźli bodajże 2 stare słupki graniczne, które wzięli jako punkty odniesienia. Pomierzyli i wyszło, że to co jest na mapkach, a to co jest w rzeczywistości, różni się miejscami o jakieś 3 metry. Niestety, niektórzy postanowili wykorzystać sytuację, chyba nie do końca zdając sobie sprawę z ogromu problemu. A szczególnie jeden osobnik, wiecznie wojujący z innymi sąsiadami, a ci zza płotu, to już w ogóle mają z typem ciężkie życie.

Ale nie przedłużając, gość dowiedział się, że granica jego podwórka wychodzi około 2,5 metra dalej, niż jest w rzeczywistości, czyli w praktyce, u sąsiada na środku wjazdu. I się zaczęło wojowanie. Że ma się natychmiast sunąć, bo zajmuje jego działkę. Tylko nie wziął pod uwagę jednej rzeczy. Szerokość jego podwórka się zgadzała z mapkami, jedynym mankamentem było to, że granice były poprzesuwane. Więc chcąc zyskać 2,5 metra z jednej strony, musi oddać tyle samo z drugiej.

I w tym momencie pojawił się drugi sąsiad upierdliwego jegomościa. Chyba chciał się odegrać za lata użerania, więc zażądał usunięcia płotu i postawienia go wg mapek. A skąd wiem, że zrobił to celowo? Bo granica wychodzi dokładnie przez środek salonu wspomnianego awanturnika. Więc na ścisłość, musiałby wyburzyć kawałek domu. Albo go jakimś cudownym sposobem przesunąć.

Póki co, dom stoi jak stał, sąsiedzi się nie pozabijali, więc ogłosili tymczasowe zawieszenie broni albo rozważają propozycję gminy. Czyli rozrysowanie nowych mapek w oparciu o aktualne granice działek i wykorzystanie prawa o zasiedzeniu.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (160)