Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Virula

Zamieszcza historie od: 3 kwietnia 2011 - 10:23
Ostatnio: 17 lutego 2019 - 10:42
  • Historii na głównej: 3 z 5
  • Punktów za historie: 252
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#84109

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu byłem na całkiem fajnej imprezie firmowej. Było tak fajnie, że prawe wszyscy zostali do 3 nad ranem. Na końcu podzieliliśmy się na grupki wg osiedli i rozsiedliśmy w taksówkach. Nie zdążyliśmy wejść do naszej, a tu słyszymy:

- Cześć!

Wśród nas lekka konsternacja, bo to trochę zbytnia spoufałość z klientami taksówki.

- Nie poznajecie mnie?

I zaczęły się kalambury i zgadywanki, może klient, znajomy, kolega...

- Ja towar wam przywożę. Jeżdżę w XXXXX ciężarówką.

Tu już coś zaczęło nam nie pasować, włączyła się dociekliwość, która przeszła w przerażenie. Wyciągnęliśmy z gościa, że od poniedziałku do piątku jeździ po 8 godzin samochodem, potem przychodzi do domu, je obiad, myje się i idzie na całą noc na taksówkę. Rano nawet nie wraca do domu, tylko prosto do pracy jedzie. Kiedy śpi? W niedziele, czasem soboty.

Zatrzymaliśmy gościa w środku osiedla i, mimo namawiań, rozeszliśmy się do domów. Kumpel po drodze szturchnął mnie i zapytał:

- Ja miałem jakieś alkoholowe zwidy, czy koleś nie spał od tygodnia?
- Tak.
- Nie wiem jak ty, ale ja wytrzeźwiałem na momencie... (a był mocno wcięty przed taksówką, może się nie przewracał, ale mówił już niezrozumiale).

No cóż, głupota i pazerność nie znają granic.

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (147)

#84069

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia podana przez GoshCa przypomina mi moją własną. Mam nadzieję że będzie dla was przestrogą przed przyjmowaniem nieznanych produktów bankowych.

Kilka lat temu dostałem w ramach promocji firmy X kartę kredytową banku Y. Kartę trzeba było aktywować w ciągu 3 miesięcy. Po dwóch miesiącach nonstop nękała mnie telefonicznie obsługa banku żebym prędko aktywował, a ja podświadomie czułem pismo nosem...

Niestety pod koniec tego okresu trafiło mi się nieprzewidziane zdarzenie i musiałem skorzystać z karty. Pierwszy rok był spoko, a drugi rozpoczął się od telefonu z windykacji.

- Proszę natychmiast spłacić ratę...
- Zaraz spłaciłem n-tego.
- Pieniądze nie wpłynęły. Trzeba przelać...
- Zaraz proszę sprawdzić stan konta.

W słuchawce dyszenie i tępy hałas klawiatury.
- Przelew wpłynął n-tego o m-tej ileś tam. To trzeba wpłacić ileś tam plus 50 złotych kary.
-Zaraz jakie wpłacić, jaka kara? Przecież zapłaciłem!
- Płaci pan czy mam kliknąć windykację...

Przed następnym miesiącem zadzwoniłem do obsługi klienta i zażądałem wyjaśnień. Zasada była "prosta" - trzeba było wpłacić na to samo konto dwie osobne wpłaty w dwa konkretne dni, których termin był płynny w zależności od miesiąca i czegoś tam plus coś tam. Horror, większość nie potrafiła powiedzieć ile i kiedy, a efekt był taki sam:
- Trzeba zapłacić n-tam plus 50...

Wytrzymałem tak do końca umowy i przeniosłem kartę do banku z którego korzystam od studiów. Stojąc w kolejce do rozwiązania umowy byłem jedyną osobą nie awanturująca się o dodatkowe opłaty i kary, bo miałem to z głowy.

Miałem szczęścia bo miesiąc później zlikwidowano placówkę w moim mieście i musiał bym jechać 160 km

bank

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (107)
zarchiwizowany

#84059

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W sumie mało piekielna historia , lecz pobudzająca do refleksji.

Jakieś 7 lat temu do hurtowni budowlanej wchodzi staruszek, taki typowy chłopek z bazaru, co ziemniaki żukiem przywiózł. Brudny, nieogolony, w przetartym swetrze,wyświechtanych spodniach i znoszonych butach. Pyta zblazowaną dziewczynę o cenę cegły, cementu, styropianu i dostrzega to zlewanie. Zadumał się, poprawił czapkę poczym wysypał z reklamówki na stół milion złotych. Równą bańkę w zielonych, niebieskich i beżowych banknotach przewiniętych bankowymi banderolami. Wszystkich zatkało, a staruszek w końcu został porządnie obsłużony. A ja muszę przyznać, że milion złotych nie zajmuje dużo miejsca.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (36)

#84048

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu pomagałem załadować klientowi towar do nowego peugeota 206. Co w tym dziwnego? Facet był bardziej zainteresowany oglądaniem samochodu niż własnym towarem.
- Czemu pan tak ten samochód ogląda?
- Nowiutki samochód, odkupiłem od babki, która nim tylko miesiąc jeździła, a przednia szyba cała w tłustych plamach.
Mało myśląc zażartowałem:
- Jeżeli ktoś nalał oleju do spryskiwaczy, to gdzie wlał płyn do spryskiwaczy?
Zanim zdążyłem powstrzymać gościa przed odkręcaniem wszystkich korków z gorącego silnika, zobaczyłem spory "grzybek" czarnej piany.
Poprzednia właścicielka pomyliła otwory i uzupełniła płyny. Gdy tylko odkryła swój błąd pozbyła się samochodu. Na szczęście przez mój żarcik udało się uratować silnik.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (136)
zarchiwizowany

#84049

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moi koledzy często narzekają na upierdliwych, złośliwych lub wulgarnych klientów, ale oni nawet nie wiedzą co to piekielny klient. Prawdziwie piekielnych trudno ująć w jakieś ramy, ich piekielność mieści się w klasie scenariuszy horrorów i największych koszmarów sennych. Tacy ludzie są zostawiają traumę na całe życie. Znam osoby, które mimo lat boją się nawet dzwięku nazwisk, lub "ksywek" którymi określaliśmy pokręconych gości.

Dobroduszny dziadunio.
Miły starszy pan. Co może być piekielnego w starszym człowieku? może demencja? Wszyscy mieli go dość po tygodniu. Facet wszystko mylił, zapominał i sam MUSIAŁ nadzorować. Potrafił wpaść na dział sprzedaży z wrzaskiem i awanturować się przez kwadrans mgliście zdradzając istotę tej wizyty. Wydzwaniał co 5-20 minut by podrzeć się trochę na losową osobę, zmienić zamówienie, odmówić, albo... Powody złości? Pomylił się/źle zrozumiał pracownika/zamówił nie u nas/nie zamówił bo zapomniał (nie potrzebne skreślić)

Rodzina z zaburzeniami.
Byli przeciętnymi, ale stałymi klientami. Dziwni ludzie, którzy komunikowali się przez opóźnionego syna(albo pod wpływem silnych leków psychotropowych). Po kilku latach przyszli z reklamacją. Nikt nie chciał podjąć się rozmowy z nimi. Niestety zostałem wytypowany do rozmowy z tą rodziną, ale nawet szef nie zgodził się na pertraktacje w biurze. Pozwolono mi tylko zabrać jako świadka silnego kolegę i załatwić sprawę pod okiem monitoringu. On też się ich bał.

Klientka ze schizofrenią.
Uprzejma pani miała gorsze dni. Dopiero po paru miesiącach okazało się, że klientka jest niepoczytalna. Dużo ludzi się z nią procesowało, ale zawsze zasłaniała się kartą ze szpitala psychiatrycznego. Wykonawcy przeżywali z nią prawdziwe piekło, ale nam się też troszkę oberwało. Szczytem jej działań była kilkugodzinna awantura. Zajechała na środek parkingu i nie gasząc silnika kazała swojej piętnastoletniej córce kupić na przelew materiały za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nikt nie sprzeda nic nikomu bez upoważnienia, a nieletniemu tym bardziej. Dziewczynka łkała, błagała, ale nikt nic nie mógł zrobić. Nawet próbowano nawówić matkę na podanie listy i podpisanie gotowej faktury, ale to nic nie dało, bo jej dziecko ma to załatwić. Klientka odjechała po kilku godzinach rycząc na płaczącą dziewczynę.

Wisienka na torcie.
Kupowało u nas dwóch panów, eleganckich, grzecznych, powściągliwych, aczkolwiek mieli coś w sobie z półświatka. Przyjeżdżali raz na tydzień i po godzinnych pertraktacjach coś kupowali. Pewnego razu przyjechał ich wykonawca. Był przerażony. Bez przerwy się rozglądał dygocząc. Gdy go pociągneliśmy za język okazało się, poprosił swoich pracodawców o pozwolenie na zamawianie materiałów wprost w hurtowni bez ich udziału. Przecież ceny mają już ustalone, a prace by szły szybciej bez tygodniowych przerw. W odpowiedzi został zaproszony do samochodu, a zamiast podpisać upoważnienie do odbioru materiału, wylądował w lesie kopiąc dołek. Epilog. Wykonawca na własny koszt dokończył prace, zwolnił pracowników, wyrzucił telefon i uciekł do Anglii

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (22)

1