Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

secret85

Zamieszcza historie od: 24 lutego 2012 - 19:03
Ostatnio: 5 listopada 2018 - 7:16
  • Historii na głównej: 3 z 5
  • Punktów za historie: 1278
  • Komentarzy: 67
  • Punktów za komentarze: 150
 
zarchiwizowany

#77850

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z autobusowych historii.
Dzisiejsza podróż z pracy nieco się przedłużała. Na jednej z ulic powstał mały korek. A przyczyną tegoż była ciężarówka wysypująca z paki węgiel pod jedną z kamienic. Cóż, bywa.... w końcu kiedyś trzeba to zrobić, a że ulica ruchliwa, ciasno, z obu stron zaparkowane samochody, to kierowca ciężarówki musiał zająć chwilowo oba pasy jezdni. Czekają cierpliwie wszyscy, prócz jednego mojego współpasażera.
Dresik siedział równolegle do mnie tyle, że dzieliło nas przejście. Wysypka węgla nie spodobała się Panu i Władcy. On nie śmiał czeka, cierpliwość szybko się wyczerpała, więc puścił taki oto monolog:
- Co za ch*j zje*°y, pojeb*o go, kur...a! Węgiel zachciało się wysypywać! Ty kut.....sie pier....ny! Cwe....u kur....a!
W tym momencie rozpostarł się szerzej na siedzeniu i z dumą spojrzał na mnie. Zawiodłam dresika bo uniosłam tylko brew i założyłam słuchawki. Nie przejął się zbytnio i ciągnął dalej (z ciekawości nie włączyłam jeszcze muzyki):
- Fiu....e pier....y kur...a! Korek ku...wa zrobił kur....a! Przez ku...wa węgiel kur....a! Jak bym ci kur...a przyj...al kur...a! Ch...u kur..a!
Kierowca też go zignorował. Po 5 min ruszyliśmy. Mijając ciężarówkę z węglem dresik wyskoczył ze swojego siedzenia wciąż wyzywając i pokazując przez szybę faki panom obsługującym całą operację.
Po tej akcji ukontentowany wrócił na miejsce, założył słuchawki i począł poruszać kopytem w takt płynącej do uszu muzyki.
Przez resztę podróży niemal czułam fizycznie jego agresję bo spokojnie usiedzieć to on nie umiał.
I tak dotarliśmy do pewnej miejscowości, gdzie przejeżdżając obok kościoła dresik przeżegnał się z gorliwością, której pozazdrościł by mu nie jeden moherek

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (25)

#76878

(PW) ·
| Do ulubionych
Od kilku lat brat mój jest po rozwodzie. Razem z byłą bratową dorobili się dziecka, które w tym roku skończy 8 lat.

Obecnie ten sam brat układa sobie życie na nowo z kobietą, która także lekko nie miała. Samotnie wychowywała córkę, kończącą w tym roku 17 lat. Brat mój z przyszłą bratową dorobili się uroczego dzieciątka.

Dziś się dowiedziałam od tejże przyszłej bratowej, że jestem "agentem", bo śmiem utrzymywać kontakty z ex mojego brata (tylko w tematach bratanka, równocześnie mojego chrześniaka) i cytuję: mam sobie iść karmić ośmiolatka, wypowiedziane przy równoczesnym wyrwaniu mi dzieciątka wraz z jego butelką.
I pomijam już fakt, że to ona wraz z córką - nastolatką wprowadziła się do nas.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 253 (275)

#71975

(PW) ·
| Do ulubionych
Biedronka. Ruch umiarkowany. Po szybkim uzupełnieniu zapasów spożywczych udałam się do kasy. Za mną stanęła w kolejce kobieta z nastoletnią córką. Za chwilę usłyszałam ich dialog:

- Ty, zobacz co ta baba robi - mówi matka wskazując głową stoisko z cukierkami.

Z ciekawości sama zerknęłam w tamtym kierunku.
I co ujrzałam?
Stoi osobnik płci żeńskiej, przebiera w cukierkach na wagę, po czym rozpakowuje jeden, nadgryza, zawija papierek i wrzuca z powrotem do kartonu.
Zagotowało się we mnie. Odwracam się i mówię do kobiet stojących za mną:

- Obrzydliwość....
- Wie pani co.... trzeba chyba kupować tylko cukierki zapakowane. Ona tak już kilka sztuk przetestowała - rzekła starsza.
- O nie... trzeba takim osobnikom zwracać dosadnie uwagę - odparłam i tylko czekałam na odpowiednią okazję, wbijając wzrokiem w ziemię tę chodzącą obrzydliwość.
Ku mojej uciesze babsztyl ustawił się w kolejce za nami. Towarzyszyła jej inna kobieta.
Nie czekałam zbyt długo, odchyliłam się i zwróciłam do piekielnej:

- Teraz powinna pani kupić wszystkie te cukierki.

Kobieta nieznacznie się zmieszała, ale po chwili odzyskała rezon i mówi:

- Przecież nic takiego nie zrobiłam, ułamałam tylko i odłożyłam....
- Nie ułamała pani "tylko", a nadgryzła - wtrąciła się moja sojuszniczka z kolejki. - Tak się nie robi!
- O rany! Mogę zaraz iść po tego cukierka (ciekawe jak go zamierzała znaleźć w tej stercie), jeden cukierek i wielkie halo!

W tym momencie znowu pobiegła do tego stoiska, coś pogrzebała i wróciła, ja natomiast wymieniałam uwagi z panią stojącą za mną.
Niestety nie spodobało się to babsztylowi oraz towarzyszce, bo przechodząc w tryb ataku zwróciły się do mnie:

- A czego się wtrąca? Nie jej sprawa...

Ha! Dla mnie to była woda na młyn! :-)

- Jestem takim samym konsumentem jak pani i nie zamierzam jeść obślinionych, napoczętych przez innych ludzi cukierków. I mnie gdyby ktoś przyłapał w takiej sytuacji i zwrócił uwagę, byłoby wstyd. A pani jeszcze dyskutuje. Nie jestem jedyną osobą, która widziała całe zdarzenie. Gdyby tu była ochrona, wyrzucono by panią na zbity pysk!

Cały czas potakiwała mi moja sojuszniczka dorzucając swoje uwagi.
Kasjerka natomiast zapytała, która kobieta robi takie numery z cukierkami i tylko skinęła głową, gdy wskazałam.
Babsztyl uspokoił się trochę, ale coś mruczał pod nosem.
Niestety nie wiem jak się incydent zakończył, gdyż już zapłaciłam, zapakowałam swoje produkty, pożegnałam uprzejmie z sąsiadkami z kolejki i wyszłam ze sklepu.
Trzęsie mnie do teraz!
Proszę Was, czytelnicy/konsumenci... zwracajcie uwagę w takich sytuacjach, nie siedźcie cicho! Bo tylko tak można niektórych ludzi wychować.

sklepy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 292 (312)

#58128

(PW) ·
| Do ulubionych
“Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”.

Mojej sąsiadce mieszkającej vis a vis mojego domu, od lat przeszkadzały zaparkowane „po mojej stronie” samochody. Prawdę powiedziawszy dotyczyło to tylko i wyłącznie samochodów należących do mnie, mojego brata, kuzynki, a także jej brata. Wielokrotnie się odgrażała, że "zrobi z tym porządek". Zrozumiałabym jeszcze gdybyśmy parkowali w taki sposób, że uniemożliwiałoby jej to codzienne życie, ale nie... Samochody ustawiane były w odległości co najmniej 15 m od jej wjazdu, a także całego ogrodzenia. Poziom natężenia ruchu w tej lokalizacji w skali od 1 do 10 wynosi 0,5. Ot, po prostu – miejsce ciche, spokojne, że tak powiem boczna uliczka bocznej - w dodatku na wsi. (!) Droga nasza niedawno została utwardzona, przez co się jeszcze poszerzyła, jednym słowem cud, miód i orzeszki.
Do dzisiaj.

Wracając z pracy moim oczom ukazał się wielki, nowiuteńki znak B-36, czyli zakaz zatrzymywania się głęboko wkopany w ziemię tuż przy moim ogrodzeniu. Co ciekawe ja i moja rodzina mieszkamy praktycznie na końcu naszej i tak już krótkiej ślepej ulicy, zaraz za zakrętem, więc znak ten dotyczy tylko i wyłącznie krańca tej ulicy, czyli przede wszystkim zakazu zatrzymywania się pojazdów przy naszych posesjach. Babsko to wraz z mężem od lat uprzykrza życie wszystkim sąsiadom.
Na jej nieszczęście zakaz zatrzymywania się dotyczy tylko jednej strony jezdni – tej na której został postawiony. W ten sposób od dzisiaj mój biały rumak zyskał nowe miejsce parkingowe - naprzeciwko mego domu, pod oknami wrednego babska, w taki sposób, aby wyjazd z jej podwórza był jak najbardziej męczący, ale mimo wszystko całkowicie możliwy. Szach-mat - zdziwi się, jak zobaczy wszystkie te samochody na "swojej" stronie :)

Mimo wszystko nie zamierzam odpuścić - znak ten umieszczony w tym miejscu jest po prostu bez sensu. W związku z tym mam pytanie do Was, drodzy Użytkownicy:
- jak mam się dowiedzieć o celowości postawienia tego znaku?
- do kogo się zwrócić?
- jak wnioskować o jego usunięcie?
- co mogę jeszcze zrobić?

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 659 (735)
zarchiwizowany

#46872

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Do tej pory żerowałam, ale niestety przyszła kryska na matyska i ja również dodam swoją historię.
Dzisiejszego ranka dzielnie pokonywałam tą samą trasę do pracy, z którą mierzę się od prawie dziewięciu lat. Nie trudno się domyślić, że znam ją doskonale. Idąc ostatnim odcinkiem przecinam tory tramwajowe. Na tej trasie wyprzedziła mnie koleżanka z pracy, z którą nie łączą mnie jakieś wyjątkowe więzy koleżeńskie, ot... po prostu znamy się z pracy. Przed samymi torami zrównałyśmy się, przy czym ona się zatrzymała, a ja... nie wiem... być może roztargnienie, zamyślenie, głupota, rutyna, rozespanie (wstaw właściwe) w każdym bądź razie moja gapowata wina - weszłam prawie pod sam tramwaj. Na szczęście motorniczy na tyle ogarnięty i obserwujący otoczenie na czas rozpoczął hamowanie. W tym momencie i ja zauważyłam tramwaj i w porę się cofnęłam, odwracając głowę w stronę koleżanki, ze słowami:
- Co ja robię?
A ona przyglądając mi się odpowiada:
- Nie wiem, nie patrzyłaś.
Ja rozumiem, że gdyby to był ułamek sekundy, chwila, w której człowiek nie jest w stanie wymówić nawet jednej sylaby, ale to trwało kilka sekund, w czasie których koleżanka mogła mnie ostrzec!
Widziała ten tramwaj, widziała to, że ja z rozpędem wchodzę na te tory i bezmyślnie mi się przyglądała. Może nie pałać do mnie sympatią, mieć o coś żal, ale chodzi przede wszystkim o życie i zdrowie prawda? i nie ważne, czy jestem jej koleżanką z pracy czy nie!
No cóż... przynajmniej przestanę być niepoprawną idealistką, wierzącą w bohaterskie czyny znajomych i nieznajomych, ratujących w ostatniej chwili moje życie ;)

ulica

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -14 (20)

1