Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Johny102

Zamieszcza historie od: 16 marca 2015 - 19:03
Ostatnio: 15 kwietnia 2019 - 9:10
  • Historii na głównej: 13 z 23
  • Punktów za historie: 2596
  • Komentarzy: 171
  • Punktów za komentarze: 395
 

#84415

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/72030 przypomniała mi moją związaną z podpisem w banku.

Załatwiałem sprawę firmową w banku. Jej finałem było podpisanie dokumentów. Pani z Banku (PB) znała mój podpis. Nie jest to nieczytelny bazgroł, ale z ręką na sercu przyznaję, że ktoś, kto widzi go po raz pierwszy, nie odczyta z tego podpisu poprawnie mojego nazwiska. PB mówi:

(PB) - Proszę tu podpisać, ale proszę, aby podpis pana był czytelny.
(J) – A co to, według pani, znaczy czytelny podpis?
(PB) – Taki, aby można było bez trudu odczytać imię i nazwisko.

OK. Chcesz to masz. Wykaligrafowałem pismem technicznym moje „Imię i Nazwisko” i kontynuuję rozmowę.

(J) – Rozumiem, że chciała pani, aby podpis był czytelny w celach dowodowych, np. przy jakimś konflikcie prawnym.
(PB) – No… no tak.
(J) - To widzi pani, wtedy będzie problem. Bo ja przed każdym sądem, nawet pod przysięgą przyznam, że te dwa słowa zostały napisane moją ręką, ale równocześnie złożę oświadczenie, że ja nigdy, przenigdy żadnego dokumentu nie podpisuję w ten sposób. I mam na to świadków.

Warto było udawać piekielnego, aby zobaczyć panikę w oczach PB.

Chociaż piekielna to właściwie była PB i durne procedury bankowe. No bo po jaką cholerę chodziłem do rejenta potwierdzać podpis i składałem go do Rejestru Handlowego, dlaczego inna pani z banku sprawdzała wzór podpisu na bankowej karcie wzorów z podpisem w Rejestrze.

Ale na koniec, ponieważ miałem dobry humor, napis uzupełniłem:
„Ja, Imię i Nazwisko, podpisałem niniejszy dokument dnia...”
i złożyłem mój podpis, zgodny ze wzorem.
Jest i podpisane, i czytelnie.

PS
Muszę wyjaśnić jedną ważną sprawę. Potrafię pisać czytelnie. Natomiast podpis to jest PODPIS, a nie czytelnie napisane imię i nazwisko. W Sądzie Rejestrowym jest złożony do akt notarialnie potwierdzony wzór podpisu. W banku jest karta podpisu ze wzorem podpisu potwierdzona przez pracownika banku. Całe te ceregiele są po to, aby można było porównać, czy dokument podpisała osoba uprawniona, czyli ta od potwierdzonych wzorów podpisu, a nie ktokolwiek, kto potrafi czytelnie napisać moje imię i nazwisko.
Albo bądźmy konsekwentni "w drugą stronę" - podpisuję każdy dokument, jak chcę (nawet każdy inaczej) i rezygnujemy ze wzorów podpisów w Rejestrze sądowym i na karcie w banku (bo nie są w tym przypadku do niczego potrzebne).

bank podpis

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (173)

#82985

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem oburzony wiadomością, że niemiecki (przepraszam, może poprawnie powinno być NAZISTOWSKI) Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe orzekł, że niemiecka (nazistowska?) stacja ZDF nie musi przepraszać Karola Tendery, byłego polskiego więźnia Auschwitz, za sformułowanie "polskie obozy śmierci”.

Ciekawe, w jakim języku jest uzasadnienie.

naziści niemieckie obozy śmierci przeprosiny

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (186)

#82723

(PW) ·
| Do ulubionych
Dostałem niedawno wiadomość mailową wysłaną ze skrzynki pocztowej jednego z sądów w woj. małopolskim. Treści następującej:

"Witaj, xxxxxx,
99% ludzi chce zarabiać pieniądze online bez wysiłku, ale tylko Ty masz szansę znaleźć się w gronie 1% szczęśliwców, którym się udało!
Twój adres e-mail xxxxx@xx został wybrany z naszej bazy danych i masz jedyną szansę, aby zostać beta testerem oprogramowania Josha.
Co możesz z tego mieć? No cóż, tak jak mówiłem – szansę na zmianę swojego życia. Szansę na zarabianie ~5000€ tygodniowo.
Josh to autor programu, który będzie od następnego tygodnia sprzedawany za co najmniej 7000€.
Ale w tym tygodniu 60 szczęśliwców dostanie go zupełnie za darmo.
Pobierz swoją kopię stąd:
>>> KLIKNIJ TUTAJ <<<
Wysłaliśmy ten e-mail do 120 osób, tak jak prosił Josh.
Policz sobie – tylko co druga osoba otrzyma do niego dostęp.
Im wcześniej się zdecydujesz, tym większe szanse, że będziesz częściej mieć uśmiech na twarzy...
Bo będziesz patrzeć jak pieniądze spływają Ci na konto nie co tydzień, nie co miesiąc. Ale codziennie!
Włącz maszynkę do zarabiania pieniędzy tutaj:
>>> KLIKNIJ TUTAJ <<<

Do zobaczenia wkrótce... Mam nadzieję.
Pozdrowienia,

Na adres nadawcy wysłałem informację o spamie, który rozsyłają. Do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi ani przeprosin. Po adminie w takiej instytucji spodziewałem się choć trochę odpowiedzialności.
Sprawdziłem dokładnie adres mailowy - jest zgodny z podanym na stronie sądu w zakładce Kontakt.
Zastanawiam się czy nie postraszyć ich RODO i w tym trybie poprosić o podanie źródła pozyskania moich danych.

sąd spam odpowiedzialność admina

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (182)

#82748

(PW) ·
| Do ulubionych
C.d. http://piekielni.pl/82723
1. Wszystkich specjalistów proszę o zrozumienie, ale historię chce opisać tak, aby była zrozumiana przez osoby nieznające się na technice komputerowej.
2. Prawdziwy nadawca spamu nie jest istotny w tej historii. Nie ważne, czy wysyłał wiadomość ze swojego komputera podszywając się pod sąd. Czy wysyłającym był komputer zombi. Mnie zbulwersowało podejście do sprawy (a właściwie jego brak) ze strony admina w sądzie.

Zgodnie z sugestiami sprawdziłem adresata wiadomości o rozsyłaniu spamu, którą przesłałem na adres mailowy sądu.
Mail ZOSTAŁ wysłany na adres sądu i pozostał bez odpowiedzi.
Pod koniec ubiegłego tygodnia odszukałem Dane kontaktowe Inspektora Ochrony Danych Osobowych: iod.xxxxxxx@xxxxx.so.gov.pl.
Na oba adresy: sądu i Inspektora wysłałem wiadomość, w której poskarżyłem się na brak odpowiedzi na poprzedniego maila oraz poprosiłem o wskazanie źródła pozyskania moich danych osobowych, zakresu posiadanych danych, celu ich przetwarzania i grzecznie poprosiłem o zaprzestanie przetwarzania moich danych osobowych i usunięcie ich z bazy.
Maila wysyłałem 2 razy i za każdym razem otrzymywałem odpowiedź z sądu:
<oddzial.administracyjny@xxxx-xxxxx.sr.gov.pl>: host xxxxx.xxxxx-xxxx.sr.gov.pl[11.111.111.11] said: 554 5.7.1 This message has been blocked because ASE reports it as spam. (in reply to end of DATA command).

Z serwera Inspektora:
<iod.xxxxxx@xxxx.so.gov.pl>: host poczta.xxxxx.so.gov.pl[11.11.11.11] said: 550 5.1.1 iod.nowahuta@krakow.so.gov.pl>... User unknown (in reply to RCPT TO command).
Wygląda na to, że admin sądowy po pół roku połapał się co to jest spam (pod koniec ub. roku wiadomość z zachowanymi linkami od spamera NIE ZOSTAŁA odrzucona przez serwer sądowy.

Po usunięciu linków z oryginalnej wiadomości ponownie wysłałem mail do obu adresatów - do sądu doszedł; na adres Inspektora bez zmian.

Następnie wszedłem na stronę sądu i przez formularz kontaktowy przekazałem informację, że na podany na ich stronie adres mailowy Inspektora Ochrony Danych Osobowych nie można wysyłać wiadomości z powodu błędu opisanego powyżej.

Jak łatwo się domyśleć - do dzisiaj nie dostałem żadnej informacji.

sąd spam odpowiedzialność admina

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (96)

#81789

(PW) ·
| Do ulubionych
Mogę Wam opowiedzieć, jak rozwiązuje się w praktyce problem opisany w 81737.

Jakieś 10 lat temu pracowałem w firmie deweloperskiej. Szef wpadł na pomysł – będziemy nowocześni, stosujemy nowoczesne normy ISO. Jedna z nich dotyczyła definicji powierzchni budynków i mieszkań. Szef wysłał więc naszego architekta do Urzędu Miasta, żeby dowiedział się, czy Urząd jest w stanie zrozumieć i zatwierdzić projekt budynku, w którym to projekcie będą stosowane nowe normy ISO do określenia powierzchni.

W Urzędzie potwierdzili, że:
- możemy stosować nową normę ISO;
- projekt, w którym zastosowano normę ISO spełnia wymogi dotyczące projektów, więc na pewno nie zostanie z tego powodu odrzucony i będzie rozpatrywany w normalnym trybie;
- (wiadomość prywatna) Urząd nie zna szczegółów normy ISO. Pracownicy zostali zaznajomieni z oficjalnym komunikatem i opracowaniami na temat tej normy na portalach dla architektów/deweloperów;
- żadna kopia normy ISO nie jest w posiadaniu Urzędu, gdyż takowa kosztuje kilkadziesiąt franków szwajcarskich (gdzie jest dostępna w najniżej cenie).

Decyzja szefa była krótka i zdecydowana, opierała się na precedensie. Skoro Urząd wydaje decyzje znając przepisy jedynie z opracowań w internecie, więc my robimy tak samo. Zaoszczędziliśmy też kilkadziesiąt franków, budynki zostały zaprojektowane, projekty zatwierdzone i zrealizowane. Nabywcy budynków do dzisiaj nie wiedzą, że nikt tak do końca nie wie, czy powierzchnie ich budynków są policzone zgodne z normą ISO.

normy ISO w praktyce

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (112)

#80914

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłem na zakupach w sklepie, którego nazwa kojarzy się z "dobrym". Z chłodziarki wybrałem wyrób garmażeryjny pakowany w atmosferze ochronnej, czyli o trwałości liczonej w tygodniach. Na szczęście odwróciłem paczkę, aby sprawdzić datę przydatności. Zobaczyłem wówczas na produktach dwie szare plamy pleśni wielkości ok. 1 cm. Od razu zrezygnowałem z zakupu tego wyrobu, nawet przeszła mi ochota na przeglądanie innych paczek w poszukiwaniu nadającej się do jedzenia.

Jak zawsze w takich przypadkach (aby uchronić od trefnego zakupu osoby niedowidzące lub spieszące się z zakupami), podszedłem do najbliższej osoby z obsługi, aby dyskretnie poinformować o moim znalezisku. Tym razem trafiło na osobnika stojącego przy wyjściu na zaplecze między dwoma stoiskami z obsługą. Ze strony osobnika spotkało mnie tylko wzruszenie rąk i usłyszałem odpowiedź "Ale ja nie jestem z tego stoiska" i za chwilę mogłem oglądać jego, znaczy się osobnika. plecy.

Podszedłem więc do jednej (P1) z pań {P1;P2} obsługujących na stoisku obok i, jak poprzednio, poinformowałem dyskretnie o odkryciu. Tym razem udało mi się przekazać zdefektowany towar w ręce pracownika P1. Co prawda oblicze pani wyrażało pełne zdziwienie pt. "Czego chce klient?". Nim zdążyłem odejść kilka metrów do mojego wózka usłyszałem:

[P2] - Proszę pana, ale dlaczego nam to pan daje, Przecież tO jest z działu NABIAŁ.
[Ja] - Bo to jest spleśniałe i nie nadaje się do jedzenia.
[P1] - Ale to nie jest z naszego stoiska. Co my mamy z tym zrobić?

Nie wiem, jeśli chodzi o mnie, to P1 i P2 mogą to sobie nawet kupić i zjeść, ale najpierw niech ktoś sprawdzi towar eksponowany w chłodziarce i usunie zepsute opakowania. Wykonanie tej ostatniej czynności zasugerowałem paniom, przy czym dodałem, że mogą powiadomić kogoś z personelu. W międzyczasie rozmowa stawała się coraz głośniejsza i klienci w pobliżu odwracali się i słuchali naszej przepychanki słownej.

[P2] – Ale proszę pana, my nie mamy czasu kogoś szukać, a TO jest nie z naszego stoiska.

Ponieważ ja też nie mam czasu i "to" nie jest z mojego stoiska, zostawiłem "zaangażowane inaczej" w swoją pracę P1 i P2 oraz grono zdziwionych słuchaczy i poszedłem z pozostałymi zakupami do kasy.

Po drodze trafiłem na szarego pracownika od wykładania towarów. Dopiero ten wykazał zainteresowanie, choć nie miałem w ręce corpus delicti aby mu przekazać i ułatwić poszukiwania spleśniaków.

Sklep zepsuty towar reakcja pracowników

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (117)

#76936

(PW) ·
| Do ulubionych
W naszym mieście jest piekarnia. Właściciel ma krótkie nazwisko, powiedzmy Żuk. Pieczywo sprzedaje w kilku firmowych pawilonach/kioskach. Mimo tego, że ma naprawdę dobre pieczywo, od dwóch lat omijam jego sklepy.

Pierwsze zakupy robiłem w "centrali" gdzie zaprowadził mnie kolega. Wszystko było ok, pieczywo podane higienicznie.
Następne zakupy zakończyły się niestety niepowodzeniem

Podejście nr I - pawilon w pobliżu mojego mieszkania.
W sklepiku obsługiwała pani w wieku 60 (plus vat i to raczej stawka podstawowa). Powiedziałem, który chleb chcę kupić. Pani zamaszystym ruchem polizała palce, otworzyła woreczek foliowy i polizaną łapą złapała chleb „mój” chleb. Cóż miałem zrobić. Podziękowałem za zakupy.

Podejście nr II - sklep na deptaku
Dwa tygodnie później szedłem deptakiem. Zauważyłem nowo otwarty sklep Piekarnia Żuk. Pomyślałem sobie: chleb był bardzo dobry, więc Żuk dostanie drugą szansę. Niestety sytuacja się powtórzyła - ekspedientka 60+ polizała palce i tą łapą chwyta chleb. Cóż było robić, podziękowałem za zakupy.

Podejście nr III - sklep na drugim końcu deptaka.
Deja vu - pani 60+ liże palce i łapie mój chleb. Tradycyjnie podziękowałem za zakupy. Jak w poprzednich przypadkach pani zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia, więc na odchodne mówię:
J: Widzę, że pani nie wie, dlaczego rezygnuję z zakupów.
P: No nie wiem.
J: Polizała pani palce i tą samą ręką chce pani pakować chleb.
P: No wie pan, przecież to nikomu nie przeszkadza.

Panie Żuk, rozumiem: cięcie kosztów, zatrudnianie emerytek (bo za minimum i bez zusu) ale „maczałka” http://allegro.pl/listing?string=macza%C5%82ka&bmatch=s0-uni-1-4-1025 nie jest taka droga.

sklep spożywczy higiena obsługi

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (170)

#73379

(PW) ·
| Do ulubionych
W nawiązaniu do http://piekielni.pl/73324.
Pojechaliśmy kiedyś z żoną do jej rodziców na rodzinną imprezę. Przyjechała też teściowa szwagra, kobieta typu stateczna matrona. Po obiedzie, podwieczorku (i oczywiście kilku toastach) raczyła stwierdzić, że nie zostaje do jutra i zażądała aby ją odwieźć na dworzec. A tu niespodzianka - wszyscy kierowcy odmówili ze względu na toasty.
Mimo, że na dworzec jest ok 4 km więc na taksówkę nie zrujnowałaby się, próbowała wejść na ambicję mnie i mojemu szwagrowi tekstami typu.
- No wiecie panowie, PRAWDZIWI dżentelmeni nie pozwoliliby kobiecie samej podróżować na dworzec.
Dała spokój dopiero po mojej odpowiedzi:
- PRAWDZIWY mężczyzna potrafi powiedzieć, że po piciu nie kieruje i nie przejmuje się głupim gadaniem.
Mogłem sobie na to pozwolić, bo następne "widzenie" z matroną za rok.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 354 (362)

#72183

(PW) ·
| Do ulubionych
Niedawno zmianie uległy przepisy kodeksu karnego i budowlanego. Wprowadzono rozwiązania, które mają lepiej chronić lokatorów.
Jak to zostało przedstawione w komunikacie PAP powtórzonym bezmyślnie w mediach, np.

http://finanse.wp.pl/kat,1033781,title,Prawo-zwiekszajace-ochrone-nekanych-lokatorow-kamienic-wchodzi-w-zycie,wid,18087511,wiadomosc.html
http://m.onet.pl/biznes/branze/nieruchomosci,1qje65
Czytamy tam: „Nowelizacja - jak deklarowano po jej uchwaleniu - jest reakcją na zachowania właścicieli nieruchomości, którzy dążąc do przejęcia mieszkań ...”
No cóż. Jeśli chodzi o właścicieli, to należałoby napisać „.. do odzyskania mieszkań..” bo przejąć może ktoś inny, ale na pewno nie właściciel, który posiada własność.

Czyżby w PAP zapomnieli, że podobno 30 lat temu pożegnaliśmy się z komunizmem i szanujemy własność?

mentalność komunistyczna

Skomentuj (54) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (211)

#71997

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z lat 70. ub. wieku, czyli czasów, kiedy zmywarki to była fanaberia na „zgniłym zachodzie”.

Grupa inteligentów typu Ą i Ę spotkała się na urodzinach jednej z pań. Nad ranem, ok. 3 lub 4, goście powoli zaczęli zbierać się do domu. Przy pożegnaniach jeden z gości przytomnie (a właściwie nieprzytomnie) stwierdził, że tak być nie może, żeby wszyscy sobie poszli do domu spać i zostawili biedną gospodynię z brudnymi naczyniami, które będzie musiała zmywać do białego rana albo jeszcze dłużej. I szybko znaleźli sposób, żeby temu zaradzić. We czterech złapali obrus za rogi i z całą zastawą i naczyniami „wystawili” przez okno (z 3 piętra kamienicy).

Podobno nawet metalowe świeczniki nie przeżyły glebowania.

pomysły pijanych

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (229)