Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

SmoczycaWawelska

Zamieszcza historie od: 8 stycznia 2023 - 12:48
Ostatnio: 11 czerwca 2024 - 17:28
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 256
  • Komentarzy: 257
  • Punktów za komentarze: 959
 

#89825

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Do napisania tego skłonił mnie tekst #89823
Większość komentujących skupiła się na sprawie pieniędzy, ale jak dla mnie najważniejsza część, pod którą w całości mogę się podpisać, to ta o szacunku do (pracy) drugiego człowieka.

Też chciałbym, żeby ludzie się wzajemnie szanowali. Bardzo razi mnie ten wzajemny brak szacunku do (pracy) innych. Wzajemny, bo to działa w obie strony. Jak nie pracujesz fizycznie to od razu dla kogoś jesteś krawaciarzem bądź biurwą, bo przecież "klikanie to nie praca". A z drugiej strony ludzie patrzący z wyższością na pracujących fizycznie tylko dlatego, że maja mgr (z kropka ;-) ) z Wyższej Szkoły Braku Pomysłu na Życie i Szukania Mężów.

Pieniądze nie są jedynym wyznacznikiem wartości człowieka. Nie jest też nim edukacja. Nikt z nas nie startował z tego samego poziomu. Co więcej, szczerze wierzę, że niezwykle rzadko zdarza się że ktoś jest tylko zły, bądź tylko dobry na przestrzeni całego życia. Każdy z nas zapewne ma mocne punkty i odpały z przeszłości, bądź cechy, za które sam mógłby zostać opisany na tej stronie.

Polaryzacja społeczeństwa korzystna jest tylko dla polityków. Niestety wielu ludziom brakuje tolerancji i empatii potrzebnych do stworzenia tego klimatu do szacunku dla innych.

Jeśli uważacie głosujących na inne partie niż ty za kretynów, bo przecież jak można tak robić wiedząc co robią i mówią politycy tej partii na temat A, to tak naprawdę sami jesteście idiotami bez dozy empatii, bo uważacie, że temat A jest najważniejszy dla wszystkich. A może być przecież tak, że ktoś kto na nich głosuje, ma takie samo zdanie jak ty na temat A, ale po prostu uważa, że temat B jest dużo ważniejszy. Każdy z nas ma własne subiektywne przeżycia i potrzeby i dlatego dla jednych ważniejszy będzie temat A, a dla innych B. Zamiast deprecjonować potrzeby innych poprzez klasyfikowanie ich jako kretynów zastanówcie się, co możecie zrobić by problem B przestał być tak palący dla innych.

A jeszcze mamy tych co mylą tolerancję z nowoczesnością. Sorry, ale jeśli przykładowo popierasz ruch LGBT, ale jednocześnie obrażasz np. wierzących, to wcale nie jesteś tolerancyjny - jesteś tylko nowoczesny. Tolerancja oznacza zgodę na koegzystencję ludzi odmiennych od Ciebie, a nie na takich jak Ty bądź myślących tak jak Ty.

Wierzę, że każdy z nas jest ważny i na swój sposób potrzebny. Nie cierpię wszelkiego rodzaju ekstremizmów. Ale paradoksalnie, uważam, że nawet ekstremiści są potrzebni, właśnie dlatego, że dzięki nim możemy odnaleźć środek, który będzie najbardziej akceptowalny dla jak największej grupy ludzi.

życie

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (190)

#90638

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Z kategorii przemyślenia.

Jeśli ktoś ma słabą kondycję słyszy, że MUSI nad nią popracować.
Jeśli ktoś jest gruby słyszy, że MUSI schudnąć.
Jeśli ktoś nie lubi aktywności fizycznych słyszy, że jest leniem.
W sieci jest pełno memów o treści typu "On przebiegł maraton mając protezę nogi, a ty szukasz wymówek"

Tymczasem:
Jeśli ktoś nie rozumie matematyki, jest "humanistą".
Jeśli ktoś nie lubi czytać książek, ma inne hobby.
Jeśli ktoś robi błędy ortograficzne, ma dysortografię.
Nigdy nie widziałam mema typu "On wygrał konkurs matematyczny a jeszcze pół roku temu nie znał kolejności działań. Jaka jest twoja wymówka?" albo "On już wie jak napisać 'gżegżółka', a ty?"

Jak to jest, że jedne ograniczenia według społeczeństwa wręcz trzeba pokonywać, nawet wbrew sobie, a na inne można machnąć ręką?

ograniczenia

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (147)

#90627

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Trochę czasu minęło to można opisać temat.

Temat weselny. Teściów mam ciężkich, typ ludzi co niewiele potrafią zrobić dobrze, ale pierwsi do układania komuś życia.
O ile proces przygotowań do wesela poszedł, (przez pryzmat późniejszych wydarzeń) średnio, to sam dzień ślubu to dramat.

Weselnicy zbierają się pod urzędem stanu cywilnego i już cały na biało, teść dość mocno "wcięty" (a jeszcze godziny 15tej nie było), więc trzeba było go lekko "ukryć" i gdyby na tym się drama skończyła to by było ok. Jednak to dopiero "demówka".
Sama ceremonia przeszła bez większych problemów, więc czas iść na salę.

Teść aby w ogóle wytrwać na weselu musiał poratować się "białą kawą", co niezręcznie próbował ukryć.
Dzień był wybitnie upalny (35 stopni w cieniu), więc nikomu z weselników nie za bardzo chciało się tańczyć. Jednak jak ktoś jest "na dopingu" to najchętniej by biegał po suficie, zwłaszcza jak okrasi się to większą liczbą %.
Z racji iż kompana do balu nie za bardzo mógł znaleźć, to zaczął szukać zaczepki.
Zaczęło się "niewinne" od idiotycznych pytań "kiedy dzieci". Odparłem, że jeszcze wesele się nie skończyło, a już o dzieci pyta?

Tyle wystarczyło, coraz częściej, zaczął nam (parze młodej) teść dogryzać, najróżniejszymi dziwnymi docinkami. W stylu, że "ślepakami strzelam" (a nie dociera do łba, że dzieci po prostu nie chcemy mieć).
W międzyczasie teść pożarł się ze swoim bratem do tego stopnia, że owy brat chciał opuścić wesele.
Dochodzi godzina 18.30 i we mnie coś pękło. Powiedziałem że albo ma się ogarnąć i nas przeprosić, albo wywalam go z wesela.
Weselnicy się zlecieli, żeby dramy nie robić, że on się uspokoi. Uspokoił się, może na godzinę... Potem po prostu go unikaliśmy. Wybiła godzina 23, "biała dama zeszła" więc teść padł. Połowa weselników się zawinęła (wesele było małe, na 20 osób), więc zaczęliśmy powoli sprzątać, zwłaszcza, że salę należało oddać posprzątaną do 11tej rano :/ . A reszta weselników już po prostu siedziała, rozmawiała, wesele dogasało.

Jesteśmy w połowie sprzątania, godzina gdzieś tak koło 1szej w nocy, teść zapodał sobie dawkę 2.0, bo on się będzie bawić i co my robimy... Nie docierało do gościa że już koniec imprezy. Zaczął na nas wrzeszczeć, że mamy wpie****ć, że on posprząta, że on się chce bawić bla bla bla. Zabraliśmy z żoną część jedzenia oraz napojów, które zostały i pojechaliśmy do domu. Do posprzątania już wiele im nie zostało.

Koniec problemu? O nie, nie, nie... Jak się później dowiedzieliśmy, po naszym wyjściu zaczęły się dziać dantejskie sceny, doszło do rękoczynów na teściowej i nastoletniej szwagierce. Na dodatek nie posprzątali sali aż do poniedziałku (a dosłownie mieli do umycia z 10 talerzy i umyć podłogę). Mieli na dodatek pretensje że nie przyszliśmy im pomóc sprzątać.

Do tej pory nie rozmawiamy z teściami. Jakim trzeba być, delikatnie mówiąc, głupcem, aby rozmontować wesele własnej córki, wyrzucić ją z jej wesela i przyjść pijanym do urzędu!

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (145)

1