Profil użytkownika
SmoczycaWawelska ♀
| Zamieszcza historie od: | 8 stycznia 2023 - 12:48 |
| Ostatnio: | 13 stycznia 2026 - 18:03 |
- Historii na głównej: 5 z 5
- Punktów za historie: 607
- Komentarzy: 611
- Punktów za komentarze: 2614
| Zamieszcza historie od: | 8 stycznia 2023 - 12:48 |
| Ostatnio: | 13 stycznia 2026 - 18:03 |
|
Zobacz też inne serwisy:
|
|||
| Pewex | Faktopedia | Stylowi | Moto Memy |
| Demotywatory | Mistrzowie | ||
„Może być krzyż w sali lekcyjnej czy też nie? :)” Za Moich Czasów, część uczniów i uczennic świeckiej szkoły średniej chciała mieć w klasie choinkę na święta. Zapytaliśmy wychowawczyni, czy możemy, a ona na to, że możemy, o ile 1) wskażemy miejsce, gdzie choinka się zmieści i nie będzie uniemożliwiać nauki i/lub poruszania się po klasie, 2) zorganizujemy i przyniesiemy choinkę, 3) zorganizujemy i przyniesiemy ozdoby na choinkę, 4) ubieraniem choinki zajmiemy się po lekcjach, 5) będziemy regularnie poświęcać przerwę lub zostawać chwilę po lekcjach, by pozamiatać sypiące się z choinki igły oraz 6) zabierzemy sobie choinkę spowrotem najpóźniej w dniu rozdania świadectw. Warunki spełniliśmy i choinkę mieliśmy. Moim zdaniem o tym, co ozdabia salę, powinni decydować uczniowie wraz z wychowawcą. Jak ktoś chce mieć krzyżyk/posąg Buddy/logo partii/paprotkę na oknie/stojak z flagą na ławce – proszę bardzo, niech sobie przyniesie i będzie miał. Tylko niech o to swwoje coś dba, bo uschła paprotka czy osnuty pajęczyną krucyfiks to żadna ozdoba klasy. Że uczniowie będą se robić jaja? No początkowo pewnie niektórzy będą, ale jak będą traktowani poważnie i będzie się od nich wymagać dbania o to, co przynieśli, to im się to w końcu znudzi. Jak ktoś nie chce nic przynosić i woli się skoncentrować na nauce – proszę bardzo, przymusu nie ma. Jak jeden chce krzyż, a drugi antyteistyczny znaczek ze skreślonym krzyżem, to proszę bardzo, każdy sobie wiesza co chce i wiszą oba. Jedyny wyjątek: nie wolno wieszać zdjęć osób prywatnych, które nie wyraziły na to zgody. Same plusy: nie dość, że w ten sposób naprawdę szanujemy wolność i różnorodność osób przebywających w placówce oświatowej, przy okazji z góry rozbrajając konflikt ideologiczny pt. „krzyż albo nic”, to jeszcze uczymy dzieci i młodzież odpowiedzialności za przestrzeń wspólną. Obecnie młodzież często niszczy sprzęty szkolne, bo są one przecież wspólne, czyli niczyje. A strarczy prosta psychologia: jeśli coś jest „moje” i widoczne dla innych, czyli mnie reprezentuje, to zaczynam dbać o to bardziej. Co ciekawe, ten mechanizm często najmocniej działa właśnie na uczniów niezaangażowanych, buntowniczych, „olewających szkołę” - bo nagle dostają coś, czego wcześniej nie mieli: realny wpływ na otoczenie i wiążącą się z tym odpowiedzialność zamiast ciągłych zakazów i nakazów.
Krótko? Nic Ci za to nie grozi. Czyżby chodził Ci po głowie art. 196 Kodeksu Karnego*? Żeby podciągnąć kogoś do odpowiedzialności karnej na jego podstawie, ów człowiek musiałby 1) znieważać 2) publicznie 3) z zamiarem obrażenia uczuć religijnych 4) kogoś innego (musiałaby istnieć jakaś pokrzywdzona osoba). No to po kolei: 1) czy podczas niszczenia dewocjonaliów wyśmiewasz się albo szydzisz z nich? Komentujesz jakoś ów fakt? Starasz się to zrobić ostentacyjnie, okazać im pogardę? 2) czy rzeczy po zmarłym są w DPS-ie segregowane w pomieszczeniach, gdzie ów fakt może obserwować nieokreślony krąg przypadkowych osób? Jest to jakoś ogłaszane z wyprzedzeniem? Albo nagrywane na żywo i/lub nagłaśniane po fakcie? Odbywa się przy tej okazji jakaś demonstracja albo happening? Publikujecie jednocześnie jakiś manifest albo komunikat? 3) Dość łatwo wykazać, że Twoją motywacją może być postępowanie zgodnie z procedurą DPS-u i/lub wykonanie woli rodziny zmarłego. Znacznie trudniej znaleźć argumenty za tym, że celowo chciałaś obrazić… 4) …no właśnie, kogo? Dysponenta mienia, wykonując jego polecenie? Wszystkich wierzących, którzy nie mają praktycznie żadnej możliwości się dowiedzieć co konkretnie robisz? „G*wnoburza” z nauczycielką to zupełnie inna kategoria. Tam (przynajmniej w narracji medialnej) pojawia się szkoła PUBLICZNA, działanie widoczne dla uczniów, a w efekcie spór o symbolikę i demonstracyjność. I nawet tam odpowiedzialność karna jest skrajnie wątpliwa. U Ciebie nie ma nawet punktu zaczepienia. Jeżeli martwisz się, że ktoś wygrzebie krzyżyk w śmietniku, zrobi ustawione zdjęcie i będzie kręcił aferę… Hym… Wiesz, pracowałam kiedyś w instytucji, która dość często musiała wyrzucać flagi – cięliśmy je, niekoniecznie na drobno, tylko tak, żeby pooddzielać kolory. Argument był taki, że szmatka w jednolitym kolorze nie jest symbolem**, więc może trafić do kosza. Może dałoby radę wyposażyć DPS w jakiś sprzęt do odpiłowania ramion krzyża? Wtedy to już nie będzie symbol, tylko kilka kawałków tworzywa. Natomiast jeśli jesteś wierząca i boli Cię widok krzyża w śmietniku, to nie wiem, ale może lokalny oddział kościoła by je przyjął? *„Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.” **Ta, też się dziwię, w końcu na upartego np. flaga będąca symbolem Polski po przecięciu stawała się dwoma symbolami – komunizmu i pokoju, ale jakoś ten argument przechodził.
@Michail: A widzisz mnie tu, czy przy każdej luźnej uwadze w necie?
@bipi29: ...ja zaś nie nazwałabym luksusem trzymania w domostwie niepotrzebnych przedmiotów, bo inaczej musiałabym uznać, że najbardziej luksusowo żyją ludzie cierpiący na syllogomanię. A za 600zł to ja bym się obecnie utrzymywała przez 1-1,5 miesiąca, gdybym miała taki tryb życia, jaki miałam na studiach...
@janhalb: Widzę, że Cię ubodło powiedzenie tego językiem potocznym. Bohater powyższej historii jest blisko jednego końca spektrum, na którego drugim końcu jest sztuczne podtrzymywanie życia sparaliżowanej, ale świadomej, czującej nieustający ból osoby. Problem filozoficzny polega na tym, że to spektrum jest ciągłe, więc niemożliwym jest logiczny podział go na dwie części, do których będziemy podchodzić skrajnie odmiennie ("należy dążyć do podtrzymania życia za wszelką cenę" versus "jakość życia jest tak drastycznie niska, że nie ma sensu podtrzymywanie go wbrew woli głównego zainteresowanego"). Oczywiście możliwy jest arbitralny podział tego spektrum, jednak spieranie się o to, w którym miejscu powinna leżeć granica takiego podziału jest absurdalne w sytuacji, w której nie tylko mamy świadomość arbitralności tego podziału, ale również nie zachodzi konieczność dokonania tego podziału, bo można na przykład uznać to za kwestię osobistą, (czyli w praktyce granicę obowiązującą tylko i wyłącznie daną osobę wyznacza ta właśnie osoba). Absurd ten łatwo zauważysz, jeśli podmienisz spektrum na inne o tych samych cechach, np. pomiędzy człowiekiem mającym 0 włosów na głowie a człowiekiem mającym 100000 włosów na głowie będziesz szukać granicy łysości.
@Michail: Masz w domu "kolorową" drukarkę, kserokopiarkę, skaner, bindownicę i laminator? Jeśli tak, to: 1) ile Cię one w sumie kosztowały? Ile kosztowałyby dzisiaj, po uwzględnieniu inflacji? Czy gdybyś zarabiał minimalną, byłoby Cię na nie stać? 2) ile miejsca Ci zajmują? Jeśli mieszkasz w domu wolnostojącym, to wyobraź sobie, że od jutra musisz się przeprowadzić do mieszkania o powierzchni największego pojedynczego pokoju, jaki w tym domu masz. Zabrałbyś ze sobą wszystkie te sprzęty? 3) jak często ich używasz? Czy ich zakup już Ci się zwrócił? Jeśli tak, to po jakim czasie?
@gawronek: Skąd pomysł, że kuzyn kiedykolwiek będzie prowadził auto, uprzednio wszedłwszy w posiadanie auta oraz stosownych uprawnień? Z założenia, że "no przecież wszyscy normalni ludzie jeżdżą samochodami"? Skoro sam z siebie jest na tyle mądry, żeby nie łączyć wódy z lekami, to raczej powinien wpaść i na to, by jej nie łączyć z siadaniem za kółko.
Czy to ten sam kierownik, którego opisywałeś w poprzednich historiach? Bo jeśli tak, to sądzę, że po prostu podejrzewał Cię o zmyślanie, w końcu już wcześniej mieliście konflikty związane z Twoimi urlopami. Nawiasem mówiąc moje kondolencje.
Nie martw się, broda Ci odrośnie. Teraz może Ci się wydawać, że potrzeba będzie na to dużo czasu, ale jak przestaniesz się na niej skupiać to zleci jak z bicza strzelił, ani się obejrzysz. Szkoda twojego życia na zamartwianie się czymś takim.
@trolik1: Cóż, w takim razie nie dziwi mnie, że co najmniej czasem bywa Ci ciężko. Jakby co, to pamiętaj, że skorzystać z pomocy (800+, ulgi podatkowej, zerowego PITu, zasiłków czy nawet jednorazowych wypłat celowych np. na wyprawkę szkolną) to żaden wstyd. Nie zawsze będziesz tym, który pomaga, czasem będziesz tym, któremu pomagają inni – i to normalne. A skoro uważasz, że trójka dzieciaków wystarczy, to pozwól mi zmienić życzenia na dużo zdrowia, dużo siły i niech Ci się dzieciaki zdrowo chowają!
@trolik1: Cóż, najwyraźniej w państwie targanym problemami demograficznymi "narobienie sobie dzieci" jest cenione wyżej niż to, przy czym Ty "zapeer"-asz. Skoro obserwujesz, że ludziom mającym wiele dzieci żyje się lepiej niż mającym ich niewiele i/lub bezdzietnym, to życzę Ci, niech Ci Bozia w dzieciach tę pomoc w ramach Świątecznej Paczki wynagrodzi.
@jjzz: „Kalorie to kalorie, jak głodujesz, to wszystko wciągniesz.” Tak i nie. Tego typu powiedzonka odnoszą się do tego, że odpowiednio wygłodzony człowiek traci preferencje żywieniowe. Nie będzie narzekał, że mu dali wegański kotlet, a on woli schabowe, tylko się będzie cieszył że ciepłe i że można z tego jakieś kalorie PRZYSWOIĆ. Słowo-klucz: przyswoić. Nie sztuka włożyć sobie coś do ust, sztuka zasymilować składniki odżywcze w tym czymś zawarte. Słyszałeś kiedyś, żeby głodny człowiek zaczął na przykład żryć piasek? W końcu jak wszystko, to wszystko, no nie? Jak żul Mietek zwymiotuje pod sklepem, to na chodniku leży mnóstwo kalorii. Ale jeśli twój organizm wyczuwa truciznę i odpala odruch wymiotny, to ich nie przyswoisz. A skoro ich nie przyswoisz, to równie dobrze mogłoby ich nie być, organizmowi różnicy to nie robi.
@Balbina: Ja zaczęłam szukać info o tych opaskach i bardzo mnie skofundował fakt, że nie zawarto tego normalnie w regulaminie parku, tylko zamieszczono odniesienia do „Przewodnika dla osób z niepełnosprawnością i ich opiekunów”. Szczerze mnie ciekawi dlaczego tak to zrobiono, a nie inaczej.
@Fahren: O, dziękuję za dodatkową informację. Gdybym miała tłumaczyć dziecku budowę atomu, to chciałabym mieć pod ręką jakiś schemat tejże, aczkolwiek sięgnęłabym raczej do podręcznika tego dziecka, żeby przy okazji od razu wiedzieć do jakiego stopnia uproszczone może maksymalnie być moje wyjaśnienie. Dopiero nie mając dostępu do podręcznika szukałabym schematów w innych książkach albo w internecie, w zależności od tego, do czego dostęp bym akurat miała. A czy to "elementarna wiedza"? Doceniam grę słów, ale czy ja wiem. Niby modelu z 1909 roku uczymy już 13-latków w podstawówkach, ale to nadal model z 1909 roku - młodszy niż wynalazek baterii elektrycznych, zmywarki do naczyń, sterowców, czekolady w tabliczkach, kamizelki kuloodpornej czy rozpoczęcie produkcji prezerwatyw na skalę masową. No nie wiem, ja tam czuję jakiś dziwny opór przed nazywaniem "elementarną wiedzą" czegoś, co jest tak względnie świeżym odkryciem naukowym.
@Enchantress: No nie wiem, ja tam widzę różnicę między „termin X to dla mnie kompletna nowość, sprawdźmy na Wikipedii co to w ogóle znaczy” a „X? coś mi dzwoni, ale nie pamiętam dokładnie, czekaj, żeby Cię nie wprowadzić w błąd wspomogę się np. książką” nie mówiąc już o „wiem czym jest X, ale niezbyt umiem to przystępnie wytłumaczyć komukolwiek, kto nie wie, czekaj, pokażę Ci na zdjęciu/filmie/wykresie/schemacie, będzie prościej”.
Mię zastanawia co innego… „WSZECHMATKA z 2 bombelków w wieku 6-8 lat” „do każdego 2-osobowego wagonika jest jedna bramka (…) baba (…) zajęła tylko jedną bramkę” „[baba] zaczęła się domagać od obsługi, żeby skłoniła nas do ustąpienia JEJ” (podkreślenie wielikim literami moje) „Ostatecznie obsługa kogoś przeprosiła i baba pojechała” Czy ja dobrze rozumiem, że dzieci tej kobiety wsiadły, a ona się uparła, że też musi jechać, bo… nie wiem… zapłacone z góry? rollercoaster to dla niej fantastyczna rozrywka, na którą się nastawiła tak samo/bardziej niż jej dzieci? dzieci będą się bały/stresowały bez matki… siedzącej i tak w innym wagoniku?
Jeden z członków mojej rodziny, facet po czterdziestce, aktualnie rekonwalescent po skomplikowanej operacji, która wymaga gonienia po milijonie lekarzy przed i po, prawie zawału wczoraj dostał, jak mu przyszedł SMS "przypominamy o dzisiejszej wizycie" - bo był święcie przekonany, że żadnej wizyty już dziś nie ma, a tu zonk. Finalnie się okazało, że chłop miał rację - wizytę miała jego córka, obecnie dorosła baba, ale wysłali SMS do niego, bo kiedyś podał numer jak był w tej przychodni z kilkuletnią wówczas dziewczynką. No ale zaraz, przecież po 18 córka była w rejestracji zmienić numer kontaktowy? No była, ale pani w okienku się zapomniało wpisać w system. Mam wrażenie, że to jest kwestia zawodowa. No bo jak urzędnikowi/recepcjoniście/innej panience z okienka się zapomni, no to oj tam, oj tam, cóż się takiego stało, nic w gruncie rzeczy, ot, ktoś nerwów sobie napsuł i tyle. W zawodach, w których mogą ludzie umrzeć względnie można umrzeć samemu jak ci się coś zapomni to jakoś tak mniejsza skleroza panuje.
"Ja sobie poradzę i pewnie pomogę innym ale nie tak to powinno wyglądać moim zdaniem" Ja chciałam tylko napisać, że każdy, kto w podobnej sytuacji kryzysowej pomaga innym, zasługuje moim zdaniem na miano bohatera, szacun, chapeau bas i czapki z głów.
@iks: Z opowieści znanych mi osobiście pracowników ZUSu: ZUS do tej pory nie jest zautomatyzowany, ponieważ nie dość, że 1) każda następna władza wprowadza jakieś zmiany w przepisach pod swój elektorat - a Rzeczypospolita Polska zachowuje ciągłość jako państwo i np. to co wprowadziła partia X dalej obowiązuje, nie przestaje być ważne tylko dlatego, że teraz wybrano partię Y, albo wręcz znów partię X, ale z powodu nowych obietnic - i tak co kadencję przybywa stos nowych przepisów, ale najczęściej nie unieważniają one w 100% wcześniejszych przepisów, a przecież gdy one obowiązywały rzesza ludzi zdążyła zmienić pracę, zmienić formę zatrudnienia, rozpocząć jakieś dłuższe L4 czy macierzyński, przejść na emeryturę, przejść na rentę itd. itp. i to wszystko trzeba brać pod uwagę, to jeszcze 2) napisanie cholernie skomplikowanego systemu, który by to wszystko liczył z jakiegoś powodu (to nie jest oskarżenie o nepotyzm, Wysoki Sądzie) zlecono komuś, kto nie potrafi w nim uwzględnić nawet tak prostego przypadku jak, powiedzmy, górnik, który po x latach pracy w tym zawodzie poczuł powołanie, poszedł do seminarium, został księdzem, był nim przez y lat do emerytury, w międzyczasie przepracowując w sumie z lat jako nauczyciel religii w szkole (w tym q za władzy X oraz z-q za władzy Y, która wprowadziła nowe przepisy w tej kwestii) - a przecież to nie jest jakiś przykład z kosmosu, tylko rzeczywistość wielu ludzi z pokolenia uprawnionego do emerytury.
@janhalb: O to i list datowany na 12 grudnia. Jedną datę uznałabym za omyłkę, ale dwie nasunęły mi myśl, że może ta historia faktycznie została napisana w grudniu.
Admini wrzucili odgrzewany kotlet sprzed lat z nową datą czy może to historia z przyszłości?
Dla synka mam dwa linki: 1) https://m.youtube.com/@matemaks 2) https://m.youtube.com/@patomatma Swoją drogą... "syn nauczycielki, dwa lata starszy od niego (...) który jej zdaniem jest tak samo kompetentny jak pna (chłopak wtedy chodził do 2 klasy liceum)" - z tego mi wychodzi, że Twój syn dopiero kończy podstawówkę. Się zastanawiam - czy nie byłoby prościej pouczyć go samodzielnie, zamiast angażować korepetytora? W sensie, mam na myśli to, że matematyka w zakresie "do egzaminu ósmoklasisty" jest dość prosta, zwłaszcza dla kogoś, kto zdał już maturę (a jego matka przecież ją zdała, skoro pisze, że była na studiach). Owszem, coś tam może wymagać odświeżenia sobie, ale generalnie bez jakichś problemów. Wytłumaczenie tego własnemu dziecku też nie jest nie wiadomo jak skomplikowane... O ile rozumiem korepetycje w szkole średniej (bo to jakby nie patrzeć trudniejszy materiał i np. ktoś, kto poszedł w życiu akademickim w kompletnie inną stronę potrzebowałby znacznie więcej czasu i wysiłku na sensowne wytłumaczenie czegoś dogłębnie), o tyle w przypadku dziecka z podstawówki uważam je za przerost formy nad treścią. Żeby nie było, historię uważam za piekielną, bo jak napisała aja123 jeśli kupujesz buty adidas, reklamujące się, jako adidas, w cenie firmy adidas, a orientujesz się, że to jakis chinski adidos - niby też zakrywa nogę, ale to nie to samo - zastałeś oszukany! Po prostu zastanawia mnie po co buty adidas komuś, komu spokojnie wystarczyłyby adidos.
@agaszka, @miramakota: A dziękuję za pochwały. @minutka: Czy Ty sugerujesz, że jestem sławna na Piekielnych? O_O
@HelikopterAugusto: Nie sposób się nie zgodzić.
@Shido: Ogarniam, problem polega na tym, że jedno z domowników chce, żeby w domu był pies, a drugie nie chce. Wyniesienie się nie jest najlepszym rozwiązaniem. Najlepszym rozwiązaniem jest nie branie psa do domu, gdzie nie wszyscy domownicy zgadzają się nim zajmować, ale to rozwiązanie uniemożliwiła żona. Drugim w kolejności rozwiązaniem jest sprzątanie po domownikach, gdy nabrudzą, ale to rozwiązanie autor odrzuca. No dalej to już świetnych rozwiązań nie ma, sorry, zostają tylko takie se. Nawiasem mówiąc trochę mnie bawi to zestawienie podejścia "moja przestrzeń, moje prawo, moje, nie dam!" z tak silną niechęcią do brania odpowiedzialności za cokolwiek, ot, choćby za porządek w tejże przestrzeni. (Nie żeby w sytuacji autora to było nielogiczne, po prostu mnie bawi mimo to.)