Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

rodzynek2

Zamieszcza historie od: 26 lutego 2014 - 9:23
Ostatnio: 13 czerwca 2024 - 13:59
  • Historii na głównej: 8 z 11
  • Punktów za historie: 1204
  • Komentarzy: 2919
  • Punktów za komentarze: 19843
 

#91197

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam na podmiejskim osiedlu gdzie dominują domki jednorodzinne. Około jednej trzecia (w tym piszący te słowa) mieszkańców ma psy, a większość mieszkańców ma/miało psy przynajmniej jakiś czas. Na osiedlowych ulicach, chodnikach, czy trawnikach, poza pojedynczymi przypadkami od czasu do czasu, nie ma psich niespodzianek, ludzie dbają o porządek (w przeciwieństwie na przyosiedlowych nieużytkach, gdzie ludzie mają ewidentnie na to wywa....ne), są dwa ogólnodostępne kosze, gdzie lądują woreczki z "brudami" po psach.
Sęk w tym, że już drugi raz (pierwszy w tygodniu przed świętami, drugi w ostatni weekend), ktoś zadał sobie trud i wyjął wszystkie woreczki z psimi odchodami z koszy i porozrzucał obok tychże koszy. Nie wiem, kto się tak "nudzi", że zajmuję się takimi "porządkami", ale znów oberwie się pewnie psiarzom, za nie swoje winy.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (128)

#84808

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dostałem takiego "ciekawego" (i zdecydowanie piekielnego - przyp. red.) maila:

"Mam dla ciebie złe wieści.
11.02.2019 - w tym dniu włamałem się do twojego systemu operacyjnego i uzyskałem pełny dostęp do twojego konta [Tu mój mail].

Tak to było:
W oprogramowaniu routera, do którego byłeś podłączony w tym dniu, wystąpiła podatność na zranienie.
Najpierw zhakowałem ten router i umieściłem na nim mój złośliwy kod.
Kiedy połączone do niego przez Internet, mój trojan został zainstalowany w systemie operacyjnym twojego urządzenia.

Następnie wykonałem pełną kopię dysku (mam całą książkę adresową, historię przeglądania stron, wszystkie pliki, numery telefonów i adresy wszystkich kontaktów).

Miesiąc temu chciałem zablokować Twoje urządzenie i poprosić o niewielką kwotę, aby odblokować.
Ale przypadkowo widziałem witryny, które regularnie odwiedzasz. Jestem zszokowany twoimi ulubionymi zasobami.
Mówię o witrynach dla dorosłych.

Chcę powiedzieć - jesteś wielkim zboczeńcem. Masz nieokiełznaną fantazję!

Potem przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
Zrobiłem zrzut ekranu z intymnej strony, na którym "cieszyłeś się"(wiesz o co mi chodzi, prawda?).
Potem zrobiłem zdjęcie twojej rozrywki (używając aparatu twojego urządzenia).
Rezultat był świetny!

Jestem głęboko przekonany, że nie chciałbyś pokazać tych zdjęć swoim bliskim, przyjaciołom lub znajomym.
Myślę, że 253€ to niewielka kwota za moje milczenie.
Poza tym spędziłem dużo czasu nad tobą!

Akceptuję pieniądze tylko w Bitcons.
Mój portfel BTC: 15jzkibyFxrB5pYzG7rCkbgSocMyZe52aL

Nie wiesz, jak uzupełnić portfel Bitcoin?
W dowolnej wyszukiwarce napisz "jak uzupełnić portfel btc".
To łatwiejsze niż przelanie pieniędzy na kartę kredytową!

W przypadku płatności masz trochę więcej niż dwa dni (dokładnie 50 godzin).
Nie martw się, timer włączy się, gdy tylko otworzy się ten list. Tak, tak ... już się zaczęło!

Po dokonaniu płatności mój wirus i kompromitacja z Tobą automatycznie ulegają samozniszczeniu.
Pamiętaj, jeśli nie otrzymam określonej kwoty od ciebie, twoje urządzenie zostanie zablokowane, a wszystkie twoje kontakty otrzymają zdjęcie z twoją "rozrywką".

Chcę, żebyś nie robił głupich rzeczy:
- Nie próbuj znaleźć i zniszczyć mojego wirusa! (Wszystkie twoje dane są już przesłane na serwer zdalny)
- Nie próbuj się ze mną kontaktować (nie jest to możliwe, adres nadawcy jest generowany automatycznie).
- Różne usługi bezpieczeństwa nie pomogą, formatowanie dysku lub niszczenie urządzenia również nie pomoże, ponieważ dane są już na serwerze zdalnym.

P.S. Gwarantuję ci, że nie będę ci przeszkadzał po wypłacie, ponieważ nie jesteś jedyną osobą, z którą "pracuję".
To jest kod honoru hakera.

Od tej pory radzę korzystać z dobrych programów antywirusowych i aktualizować je regularnie (kilka razy dziennie)!

Nie bądź na mnie zły, każdy ma własną pracę.
Do widzenia"

Co o tym, drodzy Piekielni, myślicie? Na wykopie i niebezpicznik.pl są podobne info, że to fejk. I żeby nie było. Nie wchodzę na podejrzane strony. ;)

poczta

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (145)

#83831

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj mnie pobito. W biały dzień ok 13:30.

Po trzydniowej wyżerce związanej ze świętami postanowiłem zażyć trochę ruchu i załatwić drobne zakupy idąc do sklepu na piechotę zamiast jechać samochodem. Nic szczególnego spacer 15-20 minut w jedną stronę. Często tak robiłem jeżeli zakupy były na tyle drobne, że dało się je zapakować do plecaka.

Droga do i z sklepu biegnie z jednej strony wzdłuż dwujezdniowej drogi po dwa pasy w jedną stronę oraz tory tramwajowe, a z drugiej kolejno, licząc od strony sklepu, są mały blok mieszkalny, komis samochodowy z biurem, stara zajezdnia tramwajowa, kilkadziesiąt drzew zwanych szumnie laskiem i "moje" osiedle. Tymczasowo z zajezdni korzystają tramwaje, żeby zawrócić, ponieważ na dalszej części trasy jest robiony jakiś większy remont torowiska.

Pobito mnie właśnie na wysokości tej zajezdni. Byłem dalej bity gdy podjechał tramwaj, wypuścił ok 5 pasażerów. Ludzie na pewno widzieli co się dzieje, bo musieli przejść koło nas. Wtedy napastnicy (był ich dwóch) zorientowali się, że są świadkowie i uciekli. Na ich szczęście wyjechał z zajezdni tramwaj, do którego wsiedli na pobliskim przystanku i odjechali. Żałuje tylko jednego, że od razu nie wezwałem policji, tylko po powrocie do domu, gdy ochłonąłem.

Nie mam pretensji do policji i tak pewnie nie znajdą, bo jedyny monitoring jest na terenie komisu samochodowego. Jak poinformowała mnie pani motorniczy tramwaju, monitoringu zewnętrznego nie miał ani tramwaj (w co trochę wątpię, bo to prawie nowy max pięcioletni tramwaj z bydgoskich zakładów), ani teren pobliskiej zajezdni. Więc policja co najwyżej będzie widziała, jak szli za mną.

Jedynie pani motorniczy poinformowała mnie, gdzie jest monitoring, żebym wiedział co mówić, gdy zdecyduję się wezwać policję. A tych około pięciu pasażerów z tramwaju, potencjalnych światków? Mimo, że widzieli co się stało nikt nawet się nie zatrzymał, nie spytał się czy wezwać pogotowie, policję, czy chociażby dać chusteczkę, bo z nosa leciała mi krew prawie jak z kranu. Bez nich, nawet jeżeli jakimś cudem policja znajdzie napastników, nie ma szans w sądzie udowodnić czegokolwiek, bo jeżeli wierzyć słowom pani motorniczy, żaden monitoring tego nie uchwycił.

Nie oczekuję, że któryś ze świadków miał stanąć w mojej obronie i pal licho ewentualne odszukanie i skazanie w sądzie napastników. Ale mógłby się ktoś zainteresować, spytać, czy wezwać chociażby pogotowie.

napad

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (194)

#81965

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o kontaktach na linii urząd miasta-obywatel.

W maju zeszłego roku, brat się ożenił i wyprowadził się od rodziców na "swoje" mieszkanie. W tym samym mieście co rodzice, kilka(naście), w zależności od ruchu, minut jazdy samochodem. Że brat dalej mieszkał w tym samym mieście, tylko zmienił adres, więc wszelkie urzędowe sprawy i zmiany adresu załatwiał sobie w tym samym urzędzie.

W związku z tym w domu rodziców ubyła jedna zameldowana osoba i rodzicom przysługiwała mniejsza miesięczna opłata za wywóz nieczystości, którą trzeba urzędowi płacić. Wysokość opłaty liczy się od ilości osób, które mieszkają pod danym adresem, opłatę płaci właściciel nieruchomości. Rodzice, i my, jakoś mieliśmy inne sprawy na głowie i dalej płaciliśmy (tzn. ja albo brat zawsze robimy to za rodziców przez bankowość internetową z ich konta. Rodzice dają rachunki co i ile trzeba zapłacić) starą wyższą opłatę.

Tak po Wielkanocy, przyszedł list z urzędu miasta do ojca. Ma się stawić w ciągu 7 dni w urzędzie, bo od września 2017, nie uiszcza opłat za wywóz nieczystości w wymaganych kwotach. Sens taki, ale oczywiście napisane w urzędowym języku z paragrafami, ewentualnymi karami za brak stawienia się. No to sprawdzamy w banku, płatności szły miesiąc w miesiąc, no to drukujemy potwierdzenia, robimy szybki rachunek sumienia, czy przyszło jakieś pismo ze zmianą stawki lub zmianą numeru konta. Nikt sobie nie przypomina, a mieszkamy wszyscy w tym samym mieście, więc, jak już i tak pisma o zmianach powinny były przyjść również do nas.

Uzbrojony w potwierdzenia zapłaty i pismo, ojciec jedzie do urzędu miasta dowiedzieć się o co chodzi. Okazało się, że ojciec został wezwany, bo ma nadpłatę na opłatach za śmieci, bo urząd zauważył, że brat się wyprowadził i urząd sam od siebie skorygował stawkę. Na zarzut ojca, czemu tego nie napisali od razu, że jest nadpłata tyle i tyle, tylko napisali tak, jakby zalegał, strasząc konsekwencjami niepłacenia oraz niestawienia się, pani stwierdziła, że taką mają procedurę i teraz, dlatego, że ojciec się stawił w urzędzie, urząd może wysłać drugie pismo, z dokładną informacją ile, gdzie i jak nadpłata zostanie rozliczona.

A dlaczego pani nie może powiedzieć od razu przynajmniej kwoty nadpłaty? Bo tymi pismami zajmuje się dział księgowości i kancelaria, która wysyła listy i nawet nie wie kto się tam tym zajmuje, a ona może tylko odfajkować, że ojciec się stawił i wysłuchał o co chodzi.

Urząd jednego większych miast w Polsce.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (175)

#80517

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Możecie potraktować ten wpis jako historyjkę wkurzonego na "piekielny system", ale muszę gdzieś się wyżalić.

Na pewno większość z Was słyszała w radio czy TV lub czytała w gazetach czy internecie przeróżne historie, że zmarła osoba, która leżała na ulicy i nikt nie się zainteresował, nie pomógł, czy też nie zadzwonił po pomoc.

Przy tej okazji pojawiały się apele o udzielanie pomocy lub dzwonienie o pomoc dla takich osób, nawet jeżeli te osoby wyglądają na pijane czy odsypiające pijaństwo, mogą potrzebować pomocy.

Dziś wracałem z zakupów w galerii handlowej. Wracałem tramwajem, z drobnymi zakupami łatwiej i szybciej jest dojechać komunikacją miejską niż samochodem. Na przystankowej ławeczce leży człowiek. Wygląda na śpiącego bezdomnego, ale jedna kobieta dzielnie wydzwania, żeby wezwać pomoc da tego bezdomnego. Najpierw poszło 112, tam odesłali kobietę, żeby zadzwoniła na pogotowie. Podczas rozmowy z pogotowiem kobieta opisuje, że człowiek leży na ławce, wygląda na śpiącego bezdomnego, ale nie reaguje na wołanie i próby obudzenia. Została odesłana na policję. Kobieta dzwoni na policję, tłumaczy, że śpiący bezdomny, że dzwoniła na pogotowie, pod 112. A policja odsyła do straży miejskiej. Kobieta szuka numeru i dzwoni do straży miejskiej. Ci jej każą dzwonić pod 112, bo tylko ci mogą wysłać odpowiednie służby i tak w kółko.

Z jednej strony słyszymy o znieczulicy, że ludzie umierają, bo nikt z przechodniów nawet nie zadzwoni po pogotowie czy inne służby. A z drugiej owe służby, które najwięcej tłumaczą, że warto pomagać, nie mają ochoty pomóc.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (102)

#80456

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś była pewna historia na Piekielnych, która traktowała o tym, jak jej autor lub jego znajomy przyszedł do kancelarii komorniczej naprawić sieć telefoniczną lub internetową, a pani pracująca w kancelarii nie wpuściła go do środka, odprawiając go słowami, że długi trzeba płacić.

Dziś usłyszałem niemal kopię tej historii.

Kumpel z klasy z liceum wraz z dwoma swoimi braćmi prowadzą sklep ze sprzętem komputerowym oraz zajmują się serwisem komputerów czy sieci komputerowych. Głównie w domach klientów lub w firmach czy firemkach, które obsługują. Każdy z nich skończył jakąś szkołę czy studia związane z komputerami czy elektroniką. Sklep to słowo trochę na wyrost, bardziej to przypomina punkt, gdzie przyjmowane są zamówienia na sprzęt pod bardziej lub mniej konkretne wymagania, oni wynajdują po dostawcach gotowe zestawy/laptopy lub jeżeli jest taka możliwość sami kupują komponenty i składają zestaw. Zazwyczaj jest tak, że jeden z nich jest w sklepie, a dwóch pozostałych w "terenie" u klientów.

Jak to czasami bywa, od jednego z dostawców przyszedł nie ten sprzęt, którego potrzebowali, i który ich klient zamówił. Nie wiem, kto zawinił - kumpel z braćmi, ich klient, czy dostawca lub ktoś z jego pracowników pomylił sprzęt lub źle zapisał zamówienie.

W każdym razie przyszła faktura za nie ten sprzęt, co trzeba. Poszły pisma reklamacyjne, których dostawca nie przyjął, bo, jak twierdzono, dostawa była zgodna z zamówieniem. Sprawa otarła się nawet o sąd. Koniec końców ów sąd, prawomocnym wyrokiem czy uzgodnioną ugodą, nakazał zapłacić kumplowi i jego braciom jakąś tam część faktury plus część kosztów sądowych, a do tego później doszły koszty komornika, gdy nie udało się zapłacić całości w wyznaczonym przez sąd terminie. Do komornika wraz z jego kosztami mieli zapłacić ok. 10 tysięcy. Z komornikiem dogadali się w ten sposób, że zapłacą mu w trzech ratach po 3-4 tysiące, co tydzień w piątek ktoś z nich miał przyjechać do kancelarii komornika i tam wpłacić umówioną w pisemnym oświadczeniu ratę długu. Pierwsza rata miała być dzisiaj.

Teraz akcja właściwa. Jak już wspominałem, zawsze ktoś z nich był w terenie i kumpel wczoraj, tzn. jeden dzień przed umówionym terminem pierwszej raty, miał być u klienta w okolicy kancelarii komornika. Po krótkiej naradzie bracia doszli do oczywistego wniosku, że skoro jeden z nich jest tam dzień wcześniej, to szkoda czasu i paliwa na jeżdżenie w tę samą okolicę po raz kolejny na następny dzień, a komornik może się ucieszy, że ma ratę dzień wcześniej.

Sprawdzili, w jakich dokładnie godzinach kancelaria jest czynna, kumpel został zaopatrzony w odpowiednią ilość gotówki i potrzebne dokumenty. Gdy przyszedł do kancelarii komorniczej, pokazał pismo od komornika wraz z numerem sprawy i przygotował pieniądze, żeby dokonać wpłaty. Pani wyciągnęła akta. Po przeczytaniu owej "umowy" wywiązała się taka rozmowa (sens zachowany):

[P]ani: ale na oświadczeniu pisze, że panowie jutro mają zapłacić pierwszą ratę.
[K]umpel: Tak, oczywiście, ale dzisiaj byłem u klienta w okolicy i postanowiliśmy, że pierwszą ratę zapłacimy dzień wcześniej.
[P]: Ale jak na oświadczeniu pisze, że piątek, to rata musi być zapłacona w piątek.
[K] Ale chyba lepiej zapłacić dzień wcześniej, niż spóźnić się do kancelarii o kilka minut w dniu ostatecznej zapłaty i zastać ją zamkniętą.

I tak dyskusja trwała jakiś czas, aż w końcu wrócił do kancelarii owy komornik, gdy spytał się, o co chodzi i usłyszał od kumpla wyjaśnienie, bez słowa wziął kasę, wypisał pokwitowanie.

A potem tak opierd... znaczy opierniczył kobietę, że na dworze było słychać.

Komornik

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (129)

#77198

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Nasza firma wynajęła pół hali obok naszej obecnej i zainwestowała w śrutownie elementów stalowych. Żeby nie wdawać się w szczegółowe wyjaśnienia, na potrzeby historii wystarczy wiedzieć, że przed śrutowaniem stal ma rdzawy kolor, a po stalowy kolor, jakby została wyczyszczona. W ten sposób czyści się stal miedzy innymi do wycinarek laserowych, przed malowaniem elementów stalowych, czy całych konstrukcji.

Słabym punktem całego procesu jest to, że po ponownym kontakcie z wodą np. deszczem, rdzawy kolor wraca i robota idzie na marne. Może to nie jest interes życia dla nas, ale po odliczeniu kosztów, tej dodatkowej działalności, zawsze te kilkaset złotych miesięcznie przy 8-godzinnej zmianie dodatkowego zysku jest.

Natomiast klienci zazwyczaj oszczędzają na dodatkowym transporcie i nie muszą tracić czasu na poszukiwanie kolejnego zleceniobiorcy, który im wyśrutuje przez nas zrobione elementy w dogodnym dla niego terminie.
No ale można spróbować zarobić więcej.

Do „uruchomienia” drugiej zmiany, można zatrudnić dwóch dodatkowych ludzi, prąd i śrut do maszyny zużywa się co prawda dwa razy więcej niż przy jednej zmianie, ale ratę kredytu i czynsz dalej płaci się w stałej kwocie. Tylko trzeba znaleźć chętnych co będą nam zlecać pracę, żeby ta druga zmiana była opłacalna. No i szef znalazł. Będąc u jednego starego, dobrego znajomego (na tyle dobrego, że jak trzeba wyjaśnić jakieś problemy z dostawami, płatnościami, czy innymi cenami, panowie zawsze mówią „prosto z mostu” o co chodzi, bez większej obawy, że druga strona się obrazi) szefa hurtowni stali, żeby zareklamować i zaoferować nasze nowe usługi i żeby polecał nas swoim klientom.

Okazało się, że szef hurtowni ma dostać kontrakt na dostarczanie rur. Odpowiednio przyciętych na wymiar, przyspawanym kołnierzem (tu chciałem dać link do rysunku poglądowego, ale wyskakują mi tylko odnośniki do konkretnych firm i żeby nie robić kryptoreklamy, jak ktoś nie wie, jak wygląda kołnierz stalowy, to proszę sobie wygooglować), wyśrutowanych i pomalowanych.

Panowie dogadali się, że drugie pół hali jest do wynajęcia, szef hurtowni, który na swoją połowę postawił piłę i spawarki, a malowanie miało się odbywać w innej, trzeciej firmie. Facet zatrudnił gościa do obsługi piły i spawaczy, a że nie mógł osobiście doglądać interesu, wysłał swojego zaufanego magazyniera, jako brygadzistę, a że nasza główna hala jest tuż obok, mój szef obiecał trzymać rękę na pulsie. Czasami przyjeżdżał ktoś z ich biura, żeby przypilnować dostaw i wysyłek oraz załatwiał transport wszelkie sprawy „biurowe” z tym związane.

Dzisiaj jest wysyłka pełnego samochodu wyśrutowanych rur do malarni, prawie półtora dnia śrutowania, na szybko, bo trzeba nadrobić czas, bo było opóźnienie w dostawie rur (bywa). Sprawa była na tyle ważna, że pilnował ją, podobno, osobiście handlowiec bezpośrednio odpowiedzialny za klienta od rur.

Wszystko byłoby super, gdyby nie przechodziła ulewa nad miastem, najmocniejsze opady od ostatniej jesieni, a samochód ciężarowy jest otwarty od góry, nie ma nawet plandeki, ani nic innego, żeby zakryć wyśrutowane rury. Na uwagi swoich ludzi, że auto bez dachu nieodpowiednie i naszego śrutownika, że rury trzeba czymś przykryć, że znowu „pordzewieją”, gościu stwierdził, że nie ma czasu i, że nikt nie zwróci firmie kosztów za zamawianie innego transportu. Na szczęście ludzie z hali porobili zdjęcia załadowanego z rurami samochodu i filmik, jak wyjeżdża.

Po dwóch, czy trzech godzinach wpada do mojego szefa wzburzony szef hurtowni z pretensjami, że rury źle wyśrutowane, że dodatkowe koszty, bo na malarni musieli poprawiać przed malowaniem, że fuszerka i w ogóle. To idą na hale obok, żeby wyjaśnić. Brygadzista hurtownika tłumaczy, jak było, inni ludzie pokazują zdjęcia z telefonów komórkowych w jakim stanie rury z hali wyjechały.

Podobno handlowiec przez dłuższy czas będzie bez premii.

usługi stal

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (196)

#76779

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historie dotyczące piekielnych klientów w super i hiper marketach uważałem za nieco podkoloryzowane, a piekielności wobec pań w ciąży za mocno przesadzone. Do wczoraj.

Byłem wczoraj w tesco i już zmierzałem w kierunku kas. Na końcówce taśmy jednej z kas była tabliczka w stylu "ostatni klient zapraszamy do kasy obok", więc klienci spokojnie ustawiali się do kolejek do innych kas. Gdy pani z zamykanej kasy obsłużyła ostatniego klienta, podeszła do niej pani widocznej ciąży, mając chyba z trzy produkty (nawet tego małego koszyka, co można nieść w ręce, nie miała) z uprzejmą prośbą o skasowanie poza kolejnością. Gdy pani kasjerka się zgodziła i rozpoczęła kasowanie, wybuchła jedna wielka awantura. Część klientów naskoczyła na kasjerkę, że ta obsługuje klientów mimo, że ma kończyć, a potem, że też chcą być obsługiwani. Pani na kasie została zwyzywana od najgorszych, a pani w ciąży oberwało się od grubasów.

Ja rozumiem, że piątek wieczór, że weekend, że każdy zmęczony i jak najszybciej chce być w domu, ale żeby zwyzywać bogu ducha winną kasjerkę, że obsłużyła dodatkowo panią w ciąży? Przecież nikt przed nikogo się nie wpychał, nikt przez to dłużej w kolejce nie stał.

sklepy

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 287 (319)

1