Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

trolik1

Zamieszcza historie od: 8 sierpnia 2011 - 12:54
Ostatnio: 5 stycznia 2021 - 19:16
  • Historii na głównej: 12 z 42
  • Punktów za historie: 5543
  • Komentarzy: 184
  • Punktów za komentarze: 498
 

#87435

(PW) ·
| Do ulubionych
Wirus... Sensei (trener karate) znajomego zmarł w okolicach Wejherowa jakieś dwa tygodnie temu.

Facet ok 60-ki. Aktywny fizycznie. Zaczął mieć problemy z płucami. Karetka wciąż odmawiała przyjazdu. W końcu przyjechali. Okazało się, że płuca mają już tylko 80% wydolności.

A było za późno, zmarł. Na choroby współistniejące. A "rzunt" trzyma narodowy prawie pusty.

Kiedy naród się obudzi i pogoni te ścierwa?

Wejherowo

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (211)

#87351

(PW) ·
| Do ulubionych
Kontynuacja mojej "przygody" z covidem. Mógłbym dopisać ją w komentarzach, ale wg mnie jest tak absurdalna, że napiszę ją tu.

Czekamy na drugi wymaz, bo mój wyszedł negatywny, partnerki nieokreślony. Decyzja lekarzy - bezwzględnie siedzimy w domu i czekamy na następne badanie.
Rozumiemy to i czekamy. W międzyczasie napisałem do sanepidu jak kwestia zwolnienia, bo firma nic nie wie co się ze mną dzieje oficjalnie.
I przed chwilą dostaję telefon z tej "szacownej" instytucji.
Partnerka potencjalnie chora (tak powiedzieli lekarze, bo jeśli test nieokreślony, to oznacza że coś nie tak), ja zdrowy. Z jednej strony super, że w końcu mogę legalnie wyjść, z drugiej... Wrócę do pracy, partnerka okaże się pozytywna i... Firma wraca na kwarantannę. A najlepsze, że ona wtedy dostanie 10 dni, a ja 10 plus 7. Qfa, co się tu odjaśniepawla???

Trójmiasto

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (141)

#87333

(PW) ·
| Do ulubionych
Wcześniej pisałem, że mnie ogarnęła kwarantanna.
Piekielności tamte opisałem, więc czas na nowe - to już kpina z załóg karetek "covidowych".
W czasie kwarantanny zacząłem czuć się gorzej, partnerka również.
No to zgodnie z zaleceniami zgłosiłem fakt mojemu lekarzowi, partnerka swojemu, ale dzień później. Mieszkamy razem, więc logicznym jest, że ratownik wjedzie i pobierze wymazy od nas razem.
Ano niestety nie.
Przed chwilą była karetka po wymaz od partnerki. O mnie nic nie wiedzą. Na szczęście ratownik ogarnięty zszedł do wozu, zadzwonił, wrócił i wziął wymaz.
Jednocześnie opowiedział jak wyglądają te wyjazdy - np wczoraj był tuż obok (zgłaszaliśmy to wcześniej), stąd pogonili go spory kawał dalej, żeby za chwilę wracał z powrotem pod ten sam adres (blok). Gdyby dziś nie wziął wymazu ode mnie, pewnie w późniejszym czasie musiałby tu wrócić.
I tu pytanie - czy naprawdę nie ma tam nikogo ogarniętego, żeby jedna karetka ogarnęła w miarę wszystkie adresy w jednym " fyrtlu", a nie jeździła co chwil w te same miejsca? W ten sposób zaoszczędziliby masę czasu i pieniędzy.

Trójmiasto

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (90)
zarchiwizowany

#87358

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Q...a m....
Przed chwilą była dziewczyna-RM po wymaz, chwilę porozmawialiśmy. I to co powiedziała zjeżyło mi włos na głowie.
Z jednej strony hasła"chrońmy medyków!", a z drugiej....
Ów dziewczyna była zupełnie załamana. Po dwóch tygodniach dyżuru dowiaduje się, że w sumie nie ma dziś dokąd wracać, bo bank właśnie cofnął jej kredyt na mieszkanie. Więc ma się zawijać i spi..ć spać w karetce np.
Nie znam szczegółów tej sprawy. Ale sam fakt, który ma miejsce powoduje, że nóż się w kieszeni otwiera.
Tak , że ten tego ekh - chrońmy medyków. Niech śpią w szałasach. W końcu jak to się "nasz rzont" wyartykułował " to przecież KASTA".
A potem niech nas ratują.

Trójmiasto

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (25)

#87311

(PW) ·
| Do ulubionych
Covid... Cóż, w końcu i na mnie trafiło. Choć nie do końca - w naszej 6 osobowej grupie w pracy okazało się, że kolega jest pozytywny. Reakcja firmy - wszyscy natychmiast do domu i czekać na telefon. Zgłoszenie do sanepidu, dezynfekcja biura, aut, i co jeszcze można. I z 6 osób 5 dostało od sanepidu obowiązek kwarantanny. Wraz z współmieszkańcami. Czyli jeden zdrowy i nie podejrzewany... Cud chyba? ;)

Co dalej - w piątek pod wieczór dostaję telefon z sanepidu o obowiązku kwarantanny. Oczywiście muszę podać dane współmieszkańców, co też robię. Na koniec dostaję od sympatycznej Pani informację, ze w ciągu pół godziny dostaniemy wszyscy e-mail oraz sms, gdzie będą dane do aplikacji.

W związku z tym, że nic nie dostajemy następnego dnia piszę mail do sanepidu z zapytaniem co jest grane. Odpowiedź - mam dzwonić pod numer alarmowy. Kto próbował to wie, że nie można się dodzwonić. No i sms z groźbą, że moim obowiązkiem jest zainstalowanie aplikacji (fajnie, że ktoś o tym wspomniał).
Ok ściągam plik, loguję się, robię obowiązkowe zdjecie facjaty i już.
A moi współmieszkańcy? Ano nic. Mimo podania wszystkich danych brak ich w bazie. Wiec aplikacja dla nich nie działa. Znaczny zdrowi? Niedziela popołudnie dalej nic.
To tyle jeśli chodzi o całą tę"organizację" covidową.

Ps z ostatniej chwili 6-y kolega oficjalnie dalej nie ma kwarantanny. Znaczy dalej zdrowy?

Trójmiasto

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (121)

#87195

(PW) ·
| Do ulubionych
Dwa światy, w odległości kilku km. Nie, to nie Korea Pn i Pd.
Historia opowiedziana na bieżąco, całość zdarzyła się na dniach.

W związku z złym stanem zdrowia dziewczyna dostaje od lekarza specjalisty pilne skierowanie do szpitala. Więc udaje się do miejskiego (tego, który ma "renomę" umieralni).
Pobadali, posłuchała wrzasków na pacjentów etc (tam Rodo to kiepski żart, nazwiska, dane, wyniki badań może tam poznać każdy choćby przechodzący przypadkiem), usłyszała, że specjalista się nie zna i ma się badać/leczyć w domu i sama, brak zagrożenia życia.

Wróciła do domu. Chwilę potem telefon do specjalisty (terminów oczywiście brak, w końcu za mało składek płacimy, logiczne...). Ten (naprawdę konkretny facet) solidnie zaskoczony wystawia drugie z zaleceniem "szybko i inny szpital".

Więc udaje się do Tropikalnego, po pracy, tylko zapytać o możliwość. Nie dochodzi, zasłabła przed. Natychmiastowa akcja, badania, zagrożenie życia etc. I... pełna kultura, spokój, poważna i kompetentna ekipa. Następna zmiana tak samo. Inny świat. Niestety łóżek brak (była jeszcze druga kwestia w związku z problematyczną sytuacją gdańskiego zakaźnego - możliwe, że przeniosą do Tropikalnego), ale proszą o następne skierowanie i kontakt celem umówienia się na badania i ewentualną operację (nie wiadomo czy będzie można - choć schorzenie śmiertelne, gdzie chory żyje dosłownie z dnia na dzień).
Polska służba zdrowia w pigułce...

Gdynia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (151)

#86925

(PW) ·
| Do ulubionych
Refundowane leki.
Cóż, nie jestem całkiem zdrowy więc muszę korzystać z dobrodziejstw medykamentów.
Kupuję lek kosztujący normalnie ponad 250 zł. Z refundacją ok 50.

Kilka dni temu zgłosiłem się znów po receptę. I ją dostałem, ale z uwagą, że teraz będę płacił 100%, bo się zmieniły przepisy. Z ciekawości poczytałem o tym i ponoć jak najbardziej mogę mieć wersję refundowaną (min dwa leki stosowane od min pół roku), że nie wspomnę o tym, że jestem normalnie ubezpieczony. Niestety jest tam ponoć jakiś kruczek, który to definiuje - sprawdzone u kilku lekarzy.

Tak, że ścierwa maści wszelakiej w naszym "rządzie" uważające się za wyrocznie - obyście kiedyś sami musieli cierpieć z powodu chorób przewlekłych. :/

Polska

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (179)

#86412

(PW) ·
| Do ulubionych
Kwarantanna, dzień xxx... Wygląda na to, że czy kwarantanna czy nie, niektórym co nieco rzuca się na mózg.

Sytuacja z dziś. Partnerka idzie spokojnie koło wieżowca w swojej okolicy i nagle tuż przed nią rozpryskuje się na kawałki szklanka. Dziewczynę zamurowało, ale zdążyła ostrzec idącą za nią sąsiadkę. Przed którą rozbiła się następna szklanka. Potem z siódmego piętra zaczęły lecieć inne naczynia. Czy to jakaś gówniarzeria zaczęła się bawić? Czy może ktoś już się nudził w mieszkaniu?
Diabli wiedzą, policja wezwana (przyjechali szybko) zeznania spisane.
Co trzeba mieć w głowie, żeby z takiej wysokości rzucać czymkolwiek na chodnik? Gdyby szła matka z małym dzieckiem i ono oberwało, to by od razu karawan...

Pomorze

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (135)

#86175

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię https://piekielni.pl/86174, od razu staje mi przed oczami wjazd na jeden z naszych rodzimych terminali kontenerowych.

Otóż pracuje tam w ochronie pewien chudy koleś, zwany "pisemko" lub "długopis".
I o ile załóżmy, że wjazd nowych kierowców z towarami czy też na serwis może skutkować dość dokładną kontrolą, o tyle co powiecie na wjazd stałej firmy serwisowej, jeżdżącej tam od lat (twarze wciąż dokładnie te same, auto też), nawet kilka razy na dobę (serwisy 24h), gdzie przy trzykrotnym (pod rząd) wjeździe na teren koleś za każdym razem ogląda przepustki z każdej strony (wszystkie - mimo, że stała jest zawsze naklejona na szybę), samochód, skrzynki etc. Czepiając się np gaśnic wrzuconych na pakę w celu zawiezienia po drodze do legalizacji i twierdząc, że ta się skoczyła (naprawdę ???). Albo kiedy awaria była pilna (statek tuż przed wpłynięciem), kazał rozwijać przedłużacz i mierzył metry. Zdarzają się korki na ulicy przelotowej, bo ów miglanc znalazł DOWÓD PRZESTĘPSTWA w postaci np... braku kasku, czy kamizelki odblaskowej lub okazało się, że pracownik na zdjęciu ma brodę, a w rzeczywistości już nie ;)

Raz zatrzymał cały pociąg towarowy ze stałym maszynistą, bo dosłownie chwilę temu upłynął termin ważności przepustki.
I najlepsze - odbija przepustkę na auto, potem moją osobistą i przekręca kołowrotek, że niby wszedłem... Samochodem.

Jeśli czyta to jakikolwiek osoba, która tu była i na niego trafiła, doskonale wie o kogo chodzi. Skargi były nie raz - bezskutecznie.

Gdynia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (99)

#86130

(PW) ·
| Do ulubionych
Prywatne badania. Cóż, teoretycznie płacę i wymagam. I oczekuję jakości.
Ale nie zawsze. Jakiś czas temu moja partnerka wskutek dawnych urazów upadła. Było bardzo źle, szef z automatu będącą na L4 zwolnił listownie. Temat na inną opowieść o Januszu biznesu.

Ale nie o tym. Poszła do lekarza, natychmiastowe skierowanie na prześwietlenie i usg. Następnego dnia dostaje opis ("wszystko bez zmian" mimo widocznych, pourywanych ścięgien), z którym idzie do młodej lekarki. Ta stwierdza, że nic się nie da zrobić i zostają tylko środki przeciwbólowe (ona dalej pracuje i "leczy").

Udało mi się po znajomości dostać do dobrego ortopedy. Ten od razu wiedział co i jak, załamał ręce i nam pokazał na zdjęciu jaki jest problem (mimo, że się totalnie na tym nie znamy, zauważyliśmy co jest nie tak). Potem poszło szybko, pilne skierowanie na konsultacje do Gdańska i operacja.
Dziś dziewczyna chodzi.

Wejherowo

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (126)