Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Bonia

Zamieszcza historie od: 3 kwietnia 2016 - 16:36
Ostatnio: 29 czerwca 2019 - 7:09
  • Historii na głównej: 28 z 40
  • Punktów za historie: 5238
  • Komentarzy: 29
  • Punktów za komentarze: 92
 
zarchiwizowany

#84314

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wprowadziła się do nowego bloku. Wszystko byłoby ok, gdyby nie śmieciarze...

Obok mojego bloku stoi drugi taki sam, pomiędzy nimi jest parking mojego bloku i wiata śmietnikowa. Co ważne jest ona podwójna, to znaczy jest podzielona na pół i jedno wejście jest od strony mojego bloku, a do drugiego wejścia dochodzi chodnik, który prowadzi do parkingu i wejścia do drugiego bloku.

Owa wiata stoi w taki sposób, że z boku jest parking. W pierwszą niedzielę po przeprowadzce stanęłam zaraz przy niej. Rano w poniedziałek (dzień wywozu śmieci) na lusterkach miałam karne ku*asy i samochód zastawiony kontenerem na śmieci. Załapałam aluzję i przestałam tam parkować w te dni. Problem był w tym, że tak postawiony samochód blokuje przejście z kontenerem z części wiaty drugiego bloku. To znaczy blokuje przejście na skróty. Sąsiedzi mówią, że wcześniej śmieciarze, zabierając śmieci z drugiego bloku, stawali na tamtym parkingu i mieli wygodne dojście chodnikiem, ale coś im się odwidziało.

Muszę dodać, że mieszkam w mieście, w którym jest sporo turystów i dużo wynajmuje mieszkania w moim bloku, często przyjeżdżają samochodami, dodatkowo do mieszkańców przyjeżdżają goście, albo po prostu ludzie tam parkują, więc taka sytuacja zdarza się co tydzień. Zawsze ktoś ma obklejony i zastawiony samochód.

Kolejną sprawą jest, że kontener postawiony w taki sposób blokuje wyjazd z części parkingu, a w moim bloku mieszka sporo osób starszych, które nie mają siły, żeby szarpać się z kontenerem.

Czy tak trudno nakleić, albo poprosić administrację o naklejenie kartki z informacją, żeby tam nie parkować?

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (32)
zarchiwizowany

#80650

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Może i byłam tutaj piekielna, ale następnym razem zrobię to samo.

Musiałam podjechać na dworzec. Niestety był to dzień roboczy, więc samochodów sporo. Chciałam podjechać na parking, który znajduje się najdalej od dworca. Jednak dojazd tam jest trochę utrudniony.

Dość wąska uliczka, po obu jej stronach równolegle zaparkowane samochody, w jednym miejscu wjazd na parking, na końcu uliczki kolejny parking.

Sytuacja właściwa. Chciałam podjechać na parking który znajduje się na końcu uliczki. Byłam w połowie, gdy z jednego z miejsc równoległych przy ulicy wyjechał samochód. Ja stanęłam, on stanął i tak razem się gapimy na siebie. Minąć się nie da, bo za wąsko. On na mnie miga długimi i trąbi, żebym cofała. Ja nie zamierzam, bo po pierwsze, nienawidzę cofać w takich miejscach (mnóstwo ludzi, łatwo wjechać w coś lub kogoś, poza tym nie moja wina, że wyjechał pomimo, że ja jechałam), po drugie facet mnie widział i nie mam pojęcia, czemu wolał wyjechać i zatamować drogę zamiast poczekać kilka sekund, aż przejadę. Najwyraźniej nie mógł również cofnąć kawałek na swoje miejsce parkingowe.

Jako babsko wredne postanowiłam wykręcić w tej wąskiej uliczce (stojąc przez chwilę naprzeciwko tego faceta, zauważyłam, że na parkingu na który jechałam i tak nie ma miejsc, więc bez sensu tam jechać). A że, jak wyżej wspomniałam uliczka wąska, a mój samochód długi (kombi), to zajęło mi to kilka minut, facet cały czas stał, trąbił i wymachiwał łapami, jakby odprawiał jakieś czary, mające na celu usunięcie mojego samochodu.

Na szczęście nikt inny nie jechał, więc nie zablokowałam nikogo "niewinnego".

kierowcy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (31)
zarchiwizowany

#80155

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Było ostatnio kilka historii o zbyt wolnej jeździe samochodem. Również uważam, że zbyt wolna jazda jest często niebezpieczna.
Do rzeczy.
Jadę ostatnio autostradą. Ruch spory bo piątek po południu, a kierunek nad morze. Były to jeszcze wakacje, więc sporo osób ma urlop. No i tak jadę spokojnie wyprzedzając i zjeżdżając szybszym ode mnie. W pewnym momencie zator. Pomyślicie, ciężarówki się wyprzedzają. Otóż nie. Jakoś kretyn jechał autostradą 70km/h. Ludzie ostro hamują, nie wiedząc, co się dzieje. Cudem nikt w nikogo nie wjechał...

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (51)
zarchiwizowany

#79095

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Może dość piekielne, ale nie wiem, czy legalne (gdyby ktoś z czytających wiedział, czy tak można, to proszę pisać).

Skończyłam kolejny rok studiów i z racji wolnego postanowiłam pomóc cioci w sklepie, w centrum miasta. Ogólny zarys miejsca:

Sklep stoi przy chodniku. Po drugiej stronie chodnika, przy ulicy jest parking. Przy sklepie jest podwórze w kształcie litery L, tylko odwróconej o 45° w prawo, ogrodzone z bramą.

Zaraz na lewo od bramy, ale po stronie podwórza jest trochę miejsca, mniej więcej na jeden samochód osobowy.

I tu się zaczyna. Gdy na parkingu przed sklepem nie ma miejsca, ludzie wjeżdżają I stają w tym miejscu obok bramy. Nie byłoby problemu, gdyby byli to klienci sklepu cioci, stając tam na chwilę. Ale są to ludzie przyjeżdżający do innych sklepów albo na miasto. (Sklep cioci znajduje się na końcu długiego budynku, w którym jest jeszcze kilka innych sklepów, ale podwórko należy tylko do cioci). Stoją tak, że samochody z dostawami mają problem z wjechaniem, a przyjeżdżają dość często i w godzinach, gdzie zazwyczaj ktoś tam stoi. Mieszkamy w mniejszym mieście, i dostawy z np. Makro przyjeżdżają zazwyczaj koło południa.

Na nic zdawały się prośby, czy nawet tabliczki z zakazem wjazdu, albo telefony na straż miejską.

To był koniec piekielności ze strony ludzi. Teraz ze strony cioci. Właśnie tu nie wiemy czy to jest do końca legalne.

Ciocia na bramie wywiesiła tabliczkę "Parking płatny 50zł/godzina". Od tamtej pory samochodów wjeżdża mniej, ale ciągle są. Gdy ktoś wjeżdża i parkuje, ciocia wkłada mu za szybę kartkę z godziną o której wjechał, i ceną za parking. Np. "Godzina wjazdu 12. Cena za godzinę 50zł, płatne w sklepie XYZ". Zanim ktoś się przyczepi, że ciocia zauważa każdy samochód. Ona siedzi na zapleczu, w biurze, gdzie są monitory, jedna z kamer akurat "patrzy" na bramę i na to miejsce.

Gdy ktoś znajdzie karteczkę, przychodzi do sklepu i tłumaczy, że nie zauważył i tak dalej. Ciocia wtedy tłumaczy, że zrobiła to, żeby nie stawiać samochodu, wtedy ludzie rozumieją, ona nie bierze pieniędzy, ale powiedziała, że jeśli stanie tam ktoś, kto wie, to będzie brała pieniądze.

Czy tak wogole można?

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 24 (78)
zarchiwizowany

#78771

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mała codzienna piekielność.

Ostatnio zaczęłam robić hybrydy, jednak nie dla zarobku, a dla siebie i przyjaciółek, bliskich (siostra, szwagierka, kuzynki...).

Nie biorę za to pieniędzy, ale zazwyczaj dostaję a to czekoladę, a to makijaż, gdy potrzebuję (kuzynka się tym zajmuje).

Jednak ostatnio o moim hobby dowiedziała się ciotka. Zapytała, czy jej bym nie zrobiła, bo gdzieś idzie i ładnie by wyglądało i tak dalej.

Zapytałam, jaki chciałaby kolor, żeby nie nosić wszystkich kolorów, wysłałam zdjęcie tego, co mam. Ale jednak nic jej nie podpasowało. Dogadałyśmy się, że kupi wybrany kolor, bo ja mam nie po drodze do sklepu, a ona mieszka nie daleko.

Ona na to, że nie ma problemu, kupi, w końcu i tak zapłaci mniej niż za taki manicure w salonie.

Jadę do niej, rozkładam sprzęt, ona daje mi lakier i paragon. Ja troszkę w szoku, więc o nic nie pytałam, powiedziałam, że zapomniałam portfela i oddam jej potem.

Pominę to, że to co jej zrobiłam, w salonie kosztowałoby ok. 100 zł, lakier który kupiła 30 zł.

Zanim ludzie znający się na tym wytkną tą cenę:
- mieszkamy w małym mieście, gdzie praktycznie są tylko 2 salony robiące hybrydy, więc ceny mają w okolicach 70 zł. Do tego ciotce coś się nie podobało i kilka palców musiałam robić po dwa razy, wliczając folie do zdejmowania i acetone.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (80)
zarchiwizowany

#78485

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Możecie mi wytłumaczyć, czemu tak jest?

Jestem na Facebooku na dwóch grupach o identycznej tematyce (pewien serial, nie istotne dla historii jaki). Jedna grupa jest polska, a druga amerykańska/międzynarodowa.
Często ludzie wrzucają na te strony swoje fanarty, najczęściej są to portrety bohaterów serialu.
Możecie powiedzieć mi, czemu na polskiej stronie praktycznie wszystkie komentarze zawierają hejty, niecenzuralne słowa i często obrażają autora? Przyznam, że sporo z tych osób nie ma zbyt dużego talentu, ale czy to powód, żeby obrzucać go takimi komentarzami? Nie można po prostu nie skomentować tego? Pominę to, że nawet jeśli autor ma talent i portret jest naprawdę ładny to i tak większość komentarzy to będą hejty.

Na drugiej stronie, gdy pojawiają sie takie posty, inni normalnie je komentują, czasami pojawi sie komentarz typu "Przestań rysować" Czy "Ale brzydko", ale naprawdę rzadko.

Czy Polacy nie umieją żyć bez hejtu i obrażania innych na każdym kroku.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 12 (108)
zarchiwizowany

#76114

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Krótka historia o nietolerancji Polaków do obywateli innych krajów, szczególnie muzułmańskich.

Jedno z większych nadmorskich miast. Pierwsze dni listopada, więc już chłodno. Najkrótsza droga z pracy do domu prowadzi chodnikiem obok morza, więc jeszcze chłodniej i do tego wietrznie. Z racji, że zapomniałam czapki, a rozchorować się nie chciałam, postanowiłam użyć mojego szalika/chusty. Owinęłam sobie głowę i szyję, widać było tylko twarz. Przez około kilometr drogi nawet nie zliczyłam, ile zauważyłam krzywych spojrzeń. Ludzie, którzy mnie zauważyli zaczynali szeptać coś do swoich towarzyszy. Było nawet parę osób, które niby do kogoś, ale tak, żebym usłyszała mówiły rzeczy o brudasach, których nie powinno się wpuszczać do Polski, albo zastanawiali się, czy zaraz nie wysadzę się w powietrze.
Oczywiście byli też tacy, którzy w ogóle nie zwracali na mnie uwagi, jednak przynajmniej połowa, to ludzie, o których pisałam wyżej.

Naprawdę, ludzie pomyślcie zanim zaczniecie coś komentować, a takie uwagi zachowajcie dla siebie.

nietolerancja

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (32)
zarchiwizowany

#75642

(PW) ·
| było | Do ulubionych
UPC
Nie wiem, czy to ja po prostu trafiłam na taki oddział tej firmy, czy to jest u nich standard.

30.09 Przeprowadziłam się. Od razu zadzwoniłam do owej firmy, żeby umówić wizytę i podłączenie telewizji. Oni (niestety) obsługują mój blok.

05.10 Pan przyszedł, popatrzył i stwierdził, że musi wiercić w rynience do mieszkania, ale do tego potrzebny jest właściciel. No ok. akurat w sobotę mój tata przyjeżdżał do miasta (mieszkanie jest 350km od miasta, w którym mieszkają z mamą).

08.10 Pan przyszedł znowu, ale tym razem jeszcze zajrzał do rynienki z drugiej strony. Okazało się, że ktoś z UPC odciął kawałek kabla idący do skrzynki. ALE. W moim bloku jest tak, że na każdym piętrze są dwa korytarzyki, przez które wchodzi się do mieszkań. Oczywiście rynienka i skrzynka są po różnych stronach drzwi prowadzących do owego korytarzyka. Żeby wywiercić otwór na nowy kabel potrzebna jest zgoda spółdzielni. No okej. UPC występuje o zgodę, klient nie musi się o nic martwić i jest super. Chciałabym...

11.10 Z UPC dzwoni Pani. Pyta się (w jej głosie słychać wręcz pretensje), dlaczego jeszcze nie mamy podłączonej telewizji. Nie pytajcie o to, bo na prawdę nie wiem o co chodziło.

17.10 Zniecierpliwiona czekaniem dzwonię do nich, czy zdobyli już zgodę spółdzielni. Pan powiedział, że przyjdą dzisiaj (21.10). Fajnie, że wcześniej ktoś od nich zadzwonił i się umówił.

21.10 Wreszcie, już myślę, że w końcu będę mogła sobie coś obejrzeć. Przychodzi Pan ze skrzyneczką i w ogóle (o dziwo nawet nie potrzebuje do tego właściciela). Patrzy na te rynienki, na kable i... mówi, że nie może tego zrobić, bo nie ma pozwolenia od spółdzielni na wiercenie w ścianie bloku.

No KU**A MAĆ!

Dzisiaj dostałam wiadomość z innej firmy zajmującej się telewizją, że rozpoczęli podłączanie telewizji w moim bloku. Zobaczymy, co z tego będzie...

UPC

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 65 (107)
zarchiwizowany

#74660

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia może nie jakoś super piekielna, ale myślę, że przydatna. O tym jak sklepy potrafią robić klientów w konia.

Zamierzając kupić coś w sklepie (moja historia miała miejsce w sklepie elektronicznym z Euro w nazwie) warto sprawdzić cenę tego produktu na stronie intenetowej.

Chciałam kupić sobie w tym sklepie prostownicę do włosów, przeglądam ofertę na internecie i znalazłam odpowiadającą mi za 99 zł, sprawdzam dostępność i jest. Będąc w sklepie, na półce ta sama prostownica z ceną 110 zł, ale nic, może się wyjaśni, wiec biorę ją do kasy. Cena do zapłaty? 120 zł. Zapytałam o co chodzi i czemu na stronie była niższa cena. Sprzedawczyni przyznała mi rację, chociaż trochę niechętnie i zapłaciłam cenę, jaka była na internecie. Ale jeśli ktoś po prostu poszedł do sklepu i wziął coś z półki, możliwe że zapłacił dużo więcej niż powinien.

Sklepy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 8 (122)
zarchiwizowany

#74017

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jechałam sobie dzisiaj (09.07) pendolino z Gdyni do Warszawy (może znajdzie się ktoś, kto to widział :)). Po paru stacjach do mojego wagonu, miejsca obok mnie, tylko po drugiej stronie przejścia, dosiedła się pewna rodzinka. Po języku wnioskuję, że byli to Czesi lub Słowacy. Rodzice i 3 córki, jedna 2 latka. No właśnie... Rozumiem, że dziecko może płakać, nie miałam z tym problemu, zwłaszcza ze nie był to wagon ciszy. Ale gdy postawili obok fotela, w miejscu na nogi, nocnik to troszkę odebrało mi mowę, ale myślę, że może po prostu nie mieli gdzie go włożyć. Ale jednak był w użyciu, na szczęście jak dziecko chciało skorzystać, to wychodzili z nocnikiem, jednak gdzieś w połowie drogi przestali. Bezceremonialnie zdjęli dziecku spodnie, majtki i posadzili na nocniku. Mi odebralo mowę, zresztą pewnie tak samo reszcie pasażerów. Nie wiem jak inni, ale ja jednak poczułam delikatny "aromat" tego co zostało w nocniku.

Jak tak można?!

Pendolino

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 88 (150)