Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

GlowaWChmurach

Zamieszcza historie od: 27 lutego 2020 - 15:12
Ostatnio: 23 października 2022 - 23:37
  • Historii na głównej: 18 z 18
  • Punktów za historie: 2384
  • Komentarzy: 69
  • Punktów za komentarze: 211
 

#89767

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia czerwony_parasol o Anglikach-śmieciarzach, a zwłaszcza fragment o Polakach nierzucających petów gdzie popadnie popchnęła mnie do napisania czegoś od siebie.

Może tylko w Anglii nasi rodacy potrafią nie sadzić po sobie wszędzie petunii? W Polsce naprawdę nieliczni zdają się wiedzieć, do czego służy popielniczka przy koszu i sam kosz na śmieci. Gdzie nie spojrzeć - pety. Na chodnikach, na trawie, na jezdni, w rabatach kwietnych, ba, nawet w pojazdach komunikacji miejskiej! Choćby stał pół metra od kosza, to przecież przyjemniej wyrzucić wypalonego papierosa komuś pod nogi.
No nie cierpię, mam wręcz alergię na palaczy-śmieciarzy.

Dlatego też od razu zwróciłam uwagę panu, który widząc mnie wracającą do swojego tramwaju (po zakończeniu przerwy na pętli) pośpiesznie zgasił papierosa o tablicę rozkładową i rzucił go pod nogi. Jaki szok wywołałam, jakie niedowierzanie! Bo dlaczego miałoby mi to przeszkadzać?! Pan spieszył się do tramwaju! Miałby spóźnić się do pracy, żeby wyrzucić niedopałek jak kulturalny i myślący człowiek? Co za brednie!

Inna sytuacja. W takich przypadkach już niestety nie mam jak zwrócić uwagi. Wjeżdżam na przystanek, pan/pani pali papierosa. Otwieram drzwi, pasażerowie wchodzą/wychodzą, pan/pani nadal pali. Powoli kończę obsługiwać przystanek, pan/pani podchodzi do wagonu, blokuje drzwi nogą/ręką i kończy palić. Na sygnał ostrzegający przed zamykającymi się drzwiami pan/pani zaciąga się porządnie ostatni raz, pizga petem na przystanek i dopiero wsiada.
Wspólne, czyli niczyje?

przystanek

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (161)

#89644

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Skojarzyła mi się historia po przeczytaniu historii bazienki, o przewijaniu dziecka w autobusie.

Jestem motorniczym.

Odbywałam przerwę na pętli tramwajowej (zlokalizowanej niedaleko galerii handlowej, dosłownie po drugiej stronie ulicy). Podeszła do mnie kobieta z dzieckiem w wózku.

Chciała, żebym udostępniła jej swoją kabinę w wagonie, bo ona musi przewinąć dziecko, a na przedziale pasażerskim "będą się gapić". Na moją odmowę i propozycję udania się do rzeczonej galerii zareagowała groźbą napisania skargi i obrazą majestatu.
Oczywiście było mi z tego powodu bardzo wszystko jedno.

komunikacja_miejska

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (207)

#88543

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jestem motorniczym.

Skoro mowa o przerwach w pracy, to dorzucę coś od siebie.

Po każdym kursie (przejazd z jednego krańca do drugiego) mamy postoje, na których odbywamy przerwy. Czas postoju zależy od wielu czynników (rodzaj linii, pora dnia, czy jest to dzień powszedni, feryjny, czy też świąteczny) i może wynosić zero, trzy, osiem, a nawet na bogato - piętnaście czy dwadzieścia minut i więcej. No jednym słowem, różnie bywa. Oczywiście, jeśli przyjechałam na pętlę z trzyminutowym opóźnieniem, a miałam mieć na przykład dziesięć minut przerwy, to już mam siedem. Dodatkowo nie jest też tak, że całe te przykładowe siedem minut należy do mnie - muszę przejść się po wagonie i dookoła, by mniej więcej sprawdzić dalszą jego przydatność do jazdy, zameldować się na ekspedycji (jeśli takowa jest na danej pętli) czy też np. uzupełnić kartę drogową.

Tak w skrócie, żebyście rozumieli, dlaczego czasem jemy w pośpiechu. Często po prostu nie ma czasu na spokojne zjedzenie posiłku np. na wspomnianej ekspedycji, dlatego większość motorowych jada w swojej kabinie. Ponadto część pętli w ogóle nie ma ekspedycji, wtedy jedyną opcją jaka pozostaje to właśnie kabina motorniczego.

No i tu ze swoją piekielnością wchodzą pasażerowie.

Nieważne, że rozkład jazdy wisi pół metra od tramwaju, albo nawet sam tramwaj informuje na wyświetlaczu "odjazd za...". Trzeba zapukać w szybę i krzyczeć "za ile pani jedzie?!" lub też "czy jedzie pani przez X?!". Szczerze mówiąc, bardzo często w takich sytuacjach używam całej siły swojej woli, by nie palnąć jakimś złośliwym sarkazmem w odpowiedzi.
Rozumiem, gdy wyświetlacze w tramwaju są niesprawne, albo gdy robi to osoba starsza - może niedowidzi, może nie umie korzystać z internetu w telefonie - wtedy zawsze pomogę i wyjaśnię co trzeba. Ale młoda osoba? Dwudziestolatka (na oko oczywiście) ze smartfonem w łapce musi przerwać mi posiłek? Po to są informacje w tramwaju z przebiegiem trasy jak i na przystanku, by motorniczy nie musiał robić za informację.

Nie dotyczy to tylko posiłku. Pasażerowie potrafią znaleźć mnie kilkanaście metrów od tramwaju, puknąć mnie w ramię i przerwać rozmowę telefoniczną, by zapytać o rozkład, pożalić się, że jeżdżę nie tym wagonem, który lubią albo cokolwiek innego, co przyjdzie im do głowy.

Nie są to też jednorazowe sytuacje. Gdyby coś takiego zdarzało się raz w ciągu dnia, prawdopodobnie nie irytowało by tak mocno, jednak tak wygląda prawie każda przerwa.
Moja praca wymaga ciągłego skupienia podczas jazdy i koncentracji, dlatego tak ważny jest odpoczynek - zmęczony motorniczy to kiepski motorniczy.

komunikacja_miejska

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (185)

#88509

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Krótko i na temat.

Pasażerka odbywała teleporadę lekarską w tramwaju.

Nie wiem, co było głupsze:
a) opisywanie objawów zatrucia pokarmowego, kłamanie, że nie może podnieść się z łóżka - z tytułu czego prosi o L4,
b) podanie nazwy firmy, dla której pracuje,
c) dyktowanie numeru PESEL.

komunikacja_miejska

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 231 (237)

#88198

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jestem motorniczym.

Na przystanku początkowym wsiada do mojego tramwaju mama z dzieckiem (na oko sześciolatek). Ku mojej niewątpliwej uciesze zajmują miejsca zaraz za moją kabiną. Dlaczego ku uciesze? Dlatego, że dzieciak był z tych hodowanych, nie wychowywanych. Cały czas krzyczał, wymuszał coś, wył, darł się... No cała plejada uroczych dźwięków. Do tego piekielna matka zaczęła bardzo głośno rozmawiać przez telefon, na dodatek nie szczędziła łaciny podwórkowej.

Po paru przystankach, gdy uznałam, że no nie wyczymie, trzeba zwrócić pani uwagę, wyręczyła mnie inna pasażerka.
- Odłóż k**wa ten telefon jeb***ta k**wo, bachorem się k**wa zainteresuj!
- A co się k**wa wtrącasz?! I uważaj na słowa sz**to, jak ty się k**wa wyrażasz przy dziecku?!

taki tam folklor lokalny

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (145)

#88036

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jestem motorniczym.

Obsługuję przystanek zlokalizowany przy skrzyżowaniu jednopasmowej, dwukierunkowej jezdni z torowiskiem. Ruch jest tu kierowany sygnalizacją. Jezdnia jest zakorkowana w jednym z kierunków, ale na szczęście kierowcy mniej więcej starają się nie zastawiać torowiska. Widzę, że niedługo zmieni się sygnał, więc zamykam drzwi i podjeżdżam powoli bliżej skrzyżowania. Sygnał się zmienia, dostaję "zielone", torowisko niezastawione, mam przejazd, super. Profilaktycznie daję krótki sygnał dzwonkiem i ruszam.

I zatrzymuję się.

Jeden z kierowców uznał, że koniecznie musi podjechać te parę metrów do przodu (na czerwonym, przypominam, a miał sygnalizator w polu widzenia) i zatrzymał się na samym środku torowiska. Auto za nim bezmyślnie podjechało mu do zderzaka, a przed nim korek - nie ma miejsca, by gdziekolwiek zjechać.

W ten sposób mój tramwaj zyskał dwie minuty opóźnienia, bo musiałam czekać do kolejnej zmiany świateł.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (159)

#87929

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mam nieco podobną historię co Marljena, w temacie przywłaszczania windy.

Mam psa, staruszka, który ma problemy ze stawami, w związku z czym absolutnie nie może chodzić po schodach. Waży niecałe 40 kilogramów, więc nie jestem w stanie nosić go 3 razy dziennie w tą i z powrotem na czwarte piętro. Pozostaje jedyna opcja - winda.

Niestety, przeszkadza to sąsiadce z siódmego piętra, właścicielce kota. Wystosowała do mnie żądanie, by z psem hopsać po schodach, gdyż jej kot wyczuwa zapach psa w windzie i nie chce nią jeździć ze stresu. Odparłam, że winda jest dla wszystkich mieszkańców i nie widzę powodu, dla którego miałabym jej nie używać, z psem czy bez.

- Więc pani nie interesuje, że biedny kotek się stresuje i że mamy z nim problem?!
- No nie, szczerze mówiąc. Wszyscy mają prawo korzystać z windy.
- Ale my tu zamieszkaliśmy pierwsi, mamy więc większe prawo!

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (227)

#87872

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jestem motorniczym.

Stoję na przystanku z otwartymi drzwiami, tak już dłuższą chwilę, bo zaraz za przystankiem jest sygnalizator i obsługując przystanek, czekam na zmianę świateł. Kto miał wysiąść już dawno wysiadł, wchodzących też już nie widać. Z przejścia dla pieszych przede mną schodzi właśnie jakiś młody chłopaczek, idzie powoli, rozgląda się spokojnie i pali e-papierosa. No ewidentnie nigdzie się nie spieszy.

Widzę, że już niedługo dostanę światło zezwalające na wjazd, więc zaczynam zamykać drzwi i kontroluję jednocześnie sytuację na przystanku, czy nie widać żadnych dobiegających do tramwaju. Pod wiatą przystankową stoją dwie osoby patrzące w telefon, wcześniej wspomniany chłopaczek nadal idzie spacerkiem mniej więcej w kierunku tej wiaty. Nikogo zainteresowanego nie stwierdzam. Drzwi zamknięte, światło zmienione, to zaczynam ruszać.
Kątem oka w lusterku wyłapuję ruch. Młody spacerowicz dopada drzwi i stara się otworzyć je przyciskiem. Zmienił zdanie, czy zapłon ma gorszy niż trzydziestoletni Matiz? Nie ma znaczenia, musztarda po obiedzie, nie mam już czasu zatrzymać się i ponownie otworzyć mu drzwi. Na wszelki wypadek dzwonię dzwonkiem, by się odsunął od wagonu i kontynuuję rozruch. Zostałam pozdrowiona środkowym paluchem, a mój tramwaj kopniakiem.

No dzięki.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (150)

#87851

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Losując historie trafiłam na jedną o poszukiwaniach mieszkania do wynajęcia i o chorych warunkach tego wynajmu. Oczywiście przypomniało mi to czasy, gdy sama szukałam mieszkania na wynajem. Do dziś na wspomnienia tego okresu zaczynam odczuwać stres i boli mnie głowa.

To, że właściciele oczekują milionów monet za okropne warunki mieszkaniowe to żadna nowość. Stare meble, dziurawe podłogi, ściany niemalowane od parunastu lat - a ceny z kosmosu i/lub wymagania jeszcze bardziej absurdalne.
Teraz jednak chciałabym opisać ofertę sprzed paru lat, która do dziś zajmuje szczególne miejsce w moim serduszku, gdzieś pomiędzy płaskoziemcami a ludźmi, którzy wstrzykują sobie wodę utlenioną.

Ofertę znalazłam przez internet. Zdjęć samego mieszkania było podejrzanie mało, może jedno czy dwa, na których też niewiele było widać. Opis też był raczej skromny, było wiadomo tylko tyle, że mieszkanie jest dwupokojowe, mieści się w bloku w lokalizacji X, okolica spokojna, a cena wynosi, powiedzmy, 1400 złotych. Biorąc pod uwagę położenie była to cena przystępna (standardowo trzeba było się liczyć z opłatami rzędu 1500-1600 i więcej za lokum w tej dzielnicy miasta). Postanowiłam skontaktować się telefonicznie z, jak się okazało, właścicielką, i dopytać o szczegóły.
Niestety, poza zachwalaniem, jakie to śliczne i tanie mieszkanko pani nie była w stanie opowiedzieć mi więcej, więc umówiłam się na spotkanie.
No i wyszło szydło z worka.

Pierwsze kłamstwo: mieszkanie nie znajdowało się w bloku, lecz w domku wielorodzinnym (większy dom podzielony na cztery mieszkania) z właścicielami jako sąsiadami.
Drugie kłamstwo: mieszkanie nie było na parterze, lecz na pierwszym piętrze, na które prowadziły dość strome schody. Dopytywałam o ten szczegół panią właścicielkę jeszcze przez telefon i uprzedziłam, że bardzo zależy mi na tym, by po drodze do mieszkania nie było żadnych "zestawów" schodów (dwa czy trzy stopnie były do zaakceptowania). Pani zapewniała, że mieszkanie jest na niskim parterze i z żadnych klatek schodowych nie będę musiała korzystać.
Trzecie kłamstwo: mieszkanie nie było dwupokojowe, i na pewno nie było śliczne.

Było to jedno z najbardziej zaniedbanych mieszkań, jakie widziałam. Meble wyglądały jak żywcem wyjęte z lat czterdziestych - stare, mocno zużyte, brudne, w większości uszkodzone. Firanki dosłownie żółte, choć było widać, że z 30 lat temu były białe. Wszędzie widoczna kilkucentymetrowa warstwa kurzu. Podłoga była nierówna, w łazience brakowało nawet paru kafli. Farba odchodziła płatami ze ścian. Jedyny tapczan obecny w mieszkaniu wyglądał jakby został przyniesiony spod mostu, gdzie był wcześniej używany przez grupę żuli. W mieszkaniu nie było pralki ani lodówki. Wanna była cała ruda od rdzy. Największą grozę jednak budziły grzałki i farelki umieszczone w każdym kącie mieszkania: bo było one pozbawione jakiegokolwiek ogrzewania! Ogólnie całokształt taki, że prawdopodobnie glinianka w kraju trzeciego świata oferowałaby większy komfort.

A najlepsze na koniec, a propos "taniego mieszkanka" - do wspomnianych 1400 złotych należało doliczyć opłaty za wodę, za śmieci i za prąd. A przypominam o grzałkach - elektrycznych przecież. Po podliczeniu wszystkiego wychodziło mi około 2300-2400 złotych miesięcznie.

Pani właścicielka była szczerze zdziwiona moją troską o stan jej zdrowia psychicznego ("Pani na głowę upadła?!") oraz stanowczą odmową.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (188)

#87423

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jestem motorniczym.

Bilans dzisiejszej, dziewięciogodzinnej, niedzielnej (czyli, przynajmniej w teorii, spokojniejszej) zmiany:

- Setki, dosłownie setki ludzi przechodzących/przejeżdżających na czerwonym świetle bądź w miejscu niedozwolonym. Często bez chociażby rozejrzenia się dookoła. Co gorsza - także rodzice z dziećmi - bo po co uczyć bezpiecznych zachowań na drodze?

- Przynajmniej kilkanaście przypadków omijania na przejściu dla pieszych, w tym dwa szczególnie groźne

- Mnóstwo przypadków przejeżdżania z ogromną prędkością przy obsługiwanym przeze mnie przystanku na jezdni,

- Parę aut zaparkowanych na torowisku

- Auto zaparkowane na pętli - właściciel auta ze wzrokiem tęskniącym za rozumem chyba nie do końca wiedział, dlaczego w ogóle dzwonię na niego

- Pani w SUV-ie, która utknęła na środku skrzyżowania na co najmniej 3 minuty, bo nie potrafiła z tego skrzyżowania zjechać

- Wymuszanie pierwszeństwa przejazdu - tyle tego było, że nawet nie próbowałam liczyć

- Trzy prawie kolizje, gdzie do zderzenia brakowało naprawdę paru sekund bądź centymetrów

- I jeden kierowca-gapa, który zapragnął poczuć, jak to jest być tramwajarzem i wjechał na torowisko, zamiast na swój pas ruchu.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (100)