Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

GlowaWChmurach

Zamieszcza historie od: 27 lutego 2020 - 15:12
Ostatnio: 9 września 2020 - 10:48
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 232
  • Komentarzy: 19
  • Punktów za komentarze: 24
 

#87100

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem motorniczym.

Dzisiaj będzie o tym, jaką leniwą *@%# jestem.

Robiłam już ostatni tego dnia kurs, wraz ze zjazdem na zajezdnię. Akurat miałam linię, na której zjazd nie wymaga zmiany trasy - końcowy przystanek przed zajezdnią jest mniej więcej w połowie tejże trasy. Wszystkie tablice w tramwaju oczywiście zmienione, ładnie informują już od pętli, w którym miejscu kończy się kurs. System zapowiedzi głosowych również krzyczy od paru przystanków, że, uwaga, uwaga, zjazd do zajezdni, ostatni przystanek taki a taki.

Dojeżdżam do takiego a takiego przystanku, nagłośnienie krzyczy teraz "koniec trasy", a ja widzę w lusterku, że jeszcze jedna osoba jest w środku. Grzecznie wychylam się z kabiny i powtarzam za wagonem: "Koniec trasy". Pasażerka miała minę, jakby właśnie zobaczyła jakieś nadzwyczajne zjawisko, a aż tak piękna nie jestem. Zaczęła rozglądać się po tramwaju, i już wiedziałam, co nastąpi.
- Ale jak to, koniec trasy?
- To jest zjazd do zajezdni, proszę pani.
- To powinna być gdzieś jakaś informacja!
- I jest, w postaci tablic oraz systemu nagłośnienia.
- Ale ja muszę dostać się do X!
- Przykro mi, będzie musiała się pani przesiąść.
- Ale ja się spóźnię!
- Przykro mi z tego powodu.
- A co pani szkodzi podjechać kawałek?
- (szok, wytrzeszcz i niedowierzanie) Słucham?
- No tylko do X. Co pani szkodzi?
- Eee, nie mogę zrobić czegoś takiego. Tramwaj ma rozkład i muszę się go trzymać.
- Jakby pani chciała, to by pani mogła! Tak ciężko pomóc?
- Nie, nie mogłabym, bo mogę stracić pracę. To tramwaj, nie taksówka.
- Skargę na ciebie złożę, leniwa *@%#!
- Bardzo proszę.
- (zbita z tropu) To ja nie wysiadam! Nie wysiadę, póki nie weźmiesz się do pracy i nie zawieziesz mnie!
- Okej.
Zamknęłam drzwi, ku uciesze pani, i skręciłam na zajezdnię ku nie-uciesze pani.
Tam ochrona zajęła się nią i przekonała ją, że jednak wysiądzie.
Nie wiem, czy zdążyła do X, bo, jak to leniwa *@%#, pojechałam do domu po pracy.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (219)

#86996

(PW) ·
| Do ulubionych
Teraz to ja byłam piekielna.

Ruszając powoli z przystanku zauważam pana zmierzającego w stronę przejścia dla pieszych przez torowisko. Pan, oczywiście i niestety, wpatrzony w telefon i nie odrywa od niego wzroku.

Mogę zadzwonić, ostrzec, że nadjeżdżam i uzmysłowić panu, że zamierza wtargnąć na torowisko, ale w myślach machnęłam ręką i uznałam, że pana przepuszczę bez dzwonienia.
Jak postanowiłam, tak też robię: toczę się swoim tramwajem ok 5-6 km/h i czekam, aż pan skończy przechodzić.

I wtedy pan, będący już na środku przejścia, postanowił się rozejrzeć. I dostrzegł mnie, w odległości około 15 metrów od siebie. Widok ten tak bardzo pana przestraszył, że niemal dostrzegłam wykrzykniki w jego oczach. Telefon przestał mieć znaczenie, niemal został wypuszczony z ręki, a pan, robiąc nieokreśloną figurę gimnastyczną, trochę przypominającą ptaka, który uderzył w szybę, rzucił się do ucieczki.

Żaden pan (ani telefon) nie ucierpiał podczas tej historii. A jeśli ten Pan to czyta, to przepraszam i dziękuję, ta jaskółka w Pańskim wykonaniu naprawdę mnie rozbawiła! A w przyszłości proszę patrzeć w telefon w bezpieczniejszych miejscach.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (151)

#86990

(PW) ·
| Do ulubionych
Barany to zwierzęta stadne.

Jest sobie bardzo przyjemne skrzyżowanko, torowisko przecina dwupasmową jezdnię jednokierunkową. Sygnalizacja jest, i to nawet taka wzbudzeniowa - po najechaniu na pętlę wzbudzeniową tramwaj dostaje "zielone" po paru sekundach.

No to podjeżdżam sobie pod sygnalizator i oczekuję upragnionego sygnału. Obserwuję jednocześnie sygnalizator ogólny, czekając aż na nim zapali się czerwone. Jest, samochody dostały już czerwone, u mnie sygnał zmienia się na zezwalający na wjazd, no to jadę, prawda?

A no nie.

Jeszcze kilkanaście (!) aut przejeżdża na swoim od dawna wyświetlanym czerwonym. Jeden za drugim. Dopiero po dłuższym czasie jednemu z kierowców zaświtało historyczne myślenie, że w sumie to chyba mam czerwone, a ten tramwaj to nie dzwoni może bez powodu?

Na szczęście sygnalizacja nie z serii tych, co "pojawiam się na 8 sekund, znikam na 70", więc zdążyłam jeszcze przejechać, ale na kolejnym skrzyżowaniu już złapało mnie czerwone.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (126)
Jestem motorniczym.

Ścisłe centrum miasta. Skończyłam obsługę przystanku, czekam już tylko na swoje "zielone" światło w postaci pionowej kreski (sygnalizator ST). Na przejściu dla pieszych znajdującym się tuż za moim sygnalizatorem czerwone światło wyświetla się już od kilkunastu-kilkudziesięciu sekund.

Upragniony sygnał pojawia się na sygnalizatorze, zaczynam więc ruszać moim wozem.
I nagle hamuję gwałtownie i odruchowo dzwonię, gdyż rowerzyści w postaci tatusia z synkiem na jednym rowerze (berbeć najwyżej trzyletni w foteliku na bagażniku), córeczki w wieku na oko ośmiu lat i mamusi zamykającej peleton postanowili przejechać sobie właśnie teraz.

Tatuś jeszcze mnie serdecznie pozdrowił bardzo szczególnym palcem i słowami "Ty k*rwo!".

Tym samym palcem teraz pozdrawiam. Świetny przykład dla dzieciaków.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (128)

#86426

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem motorniczym.

Postanowiłam opisać niektóre piekielności związane z moją pracą, a może też wyjaśnić niektóre mity, które, o zgrozo, są dość powszechne.

1. Zacznę od najbardziej chyba oczywistego faktu: tramwaj porusza się po torach. Nie jest w stanie poruszać się poza nimi (no, w sumie jest w stanie, ale raczej nie za daleko :D). Z tego powodu logicznym jest, że jeśli ktoś zaparkował ch... kijowo (za blisko torów lub nawet na torach), to żadne światła awaryjne czy inne gesty nie pomogą mi w przejechaniu.

2. Poruszanie się po torach niesie za sobą jeszcze jedno, mianowicie: droga hamowania. Jest ona o wiele dłuższa niż ta samochodu. Niestety tramwaj nie jest w stanie zatrzymać się tak szybko, jak byśmy chcieli. Większość zachowuje respekt przed sunącymi po szynach trzydziestoma tonami, niestety, nie wszyscy. A czym to się kończy? Awaryjne hamowanie najczęściej niestety powoduje gwałtowne i bardzo bliskie zapoznanie się pasażerów z elementami wystroju wnętrza wagonu. Dla drugiego uczestnika ewentualnej kolizji konsekwencje bywają niestety dużo poważniejsze.

3. Przystanki na jezdni. Nikt ich nie lubi, a na pewno większość nie wie, jak powinna się przy nich zachować. Pozwolę sobie w tym momencie przypomnieć, że nie ma obowiązku zatrzymania się na początku "łamańca" wyznaczającego przystanek i czekania tam, aż tramwaj ruszy. Jeśli jedziesz z przeciwnego kierunku i omijasz tramwaj z jego lewej - również nie musisz zatrzymywać się i czekać (autentyczna sytuacja z tego tygodnia). Jest natomiast obowiązek zachowania szczególnej ostrożności - a tej raczej nie zachowa kierowca, którego nie będzie ograniczał jakiś tam kodeks i jakieś tam bezpieczeństwo i który zdecydowanie odmawia zwalniania przed takimi przystankami.

4. Kwestia pierwszeństwa. Naprawdę większość kierowców nie potrafi poprawnie jej ustalić! Blokowanie tramwaju na skrzyżowaniu, wymuszanie - są na porządku dziennym. Skrajności w drugą stronę oczywiście również są - nagłe zatrzymywanie się z piskiem opon na widok tramwaju również jest częste.

5. Pasażerowie.
Na ten temat można napisać książkę, ale ograniczę się do najważniejszych punktów. Tłoczenie się przy jednych drzwiach do wejścia (jakby inne były płatne), śmiecenie, dewastacje, pytanie motorniczego w trakcie jazdy o rozkład, zwlekanie przy wchodzeniu, bo telefon ważniejszy... Dużo tego, jak mówiłam. Moim osobistym "faworytem" jest jednak zachowanie przy wchodzeniu/wychodzeniu w kontekście własnego bezpieczeństwa. Wybieganie zza wagonu, przebieganie na czerwonym świetle, między samochodami na trzypasmówce, skakanie przez barierki - jakby spieszyli się do ostatniego tramwaju w tym tygodniu. A następny za dwie minuty. ;)

Mimo wszystko naprawdę uwielbiam tę pracę. Na pewno nie należy do najłatwiejszych, ale daje sporo satysfakcji.
I nie płaczcie, kiedy odjadę. :)

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (115)
Aktualizacja do https://piekielni.pl/86190.

Dziś rano wyjęłam psu z pyszczka kawałek kiełbasy z gwoździami w środku. Znalazł to na osiedlu.

Nie mieści mi się w głowie, że ktoś mógł uznać, iż ma prawo zabić wcale nie lekką śmiercią niewinne zwierzę, tylko dlatego, że coś mu przeszkadza.

Policja została już powiadomiona (zostało wszczęte postępowanie, szczerze jestem pozytywnie zaskoczona reakcją policji - mają zamiar patrolować moją okolicę, szukać też innych świadków/ofiar i przejrzeć monitoring), ostrzegłam, kogo mogłam, zastanawiam się, co jeszcze można zrobić.

Wkraczam na wojenną ścieżkę. Niech no tylko złapię kogoś za rękę, to nie ręczę za siebie.

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (130)

#86190

(PW) ·
| Do ulubionych
O sprzątaniu po psie, od drugiej strony, bo zaczynam tracić cierpliwość.

Od pewnego czasu ma miejsce powszechne uświadamianie właścicieli psów o obowiązku sprzątania po nich. Moim zdaniem - słusznie, bo kup na trawnikach jest sporo, a sama również nie lubię niespodzianek na butach. Mam również czworonoga, po którym sprzątam.

Jednak zaczynam mieć dosyć regularnej wręcz nagonki, jaka, mam wrażenie, ostatnio panuje. Na moim osiedlu porozwieszane są kartki z przypomnieniem o jakże mało sympatycznym obowiązku (z przytoczonymi paragrafami, poważnie), w rozmowach zaraz po "mam psa", często pada pytanie o te nieszczęsne zbieranie kup, a nawet jest zaczepianie na ulicy przez przypadkowe osoby.

To ostatnie miało miejsce przed chwilą.

Jak wspomniałam, rozumiem problem i sama to zauważam i nie toleruję. Ale czy naprawdę każdego napotkanego właściciela psa trzeba teraz przepytywać, czy sprząta po nim? I to w sytuacji, gdy piesek stoi sobie grzecznie i napawa się zapachami na trawniku?

Ciężko jest cieszyć się spokojnym spacerem i ciszą dookoła, gdy ciągle ktoś przepytuje cię w ten sposób. Bo nie była to pierwsza taka sytuacja.

A jeśli jest to w porządku, to proponuję też pytać każdego kierowcę, czy ma wyregulowane światła, każdego właściciela domku jednorodzinnego, czym pali w piecu, w ogóle każdego przechodnia, czy nie smarka w rękaw, tylko kulturalnie w chusteczkę.

Dziękuję za uwagę.

Tam gdzie nerwy puszczają

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (104)

1