Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Litterka

Zamieszcza historie od: 18 lutego 2011 - 22:44
Ostatnio: 17 listopada 2018 - 21:47
O sobie:

Wiem, że nie ma Wielkiego Zła. Jest tylko to zwykłe, powszednie. No i jeszcze zwykła głupota.

  • Historii na głównej: 29 z 30
  • Punktów za historie: 7673
  • Komentarzy: 1365
  • Punktów za komentarze: 8958
 

#83216

(PW) ·
| Do ulubionych
Powrót piekielnej Sąsiadki (tym razem krótki, intensywny i bezbolesny - przynajmniej dla mnie). Dla nieznających - #79958, #76159 i #78769.

Wracałam wczoraj z pracy. Lało i wiało paskudnie. To ważne. Ważne jest też, że ja i Piekielna Sąsiadka mieszkamy w jednym bloku. Akurat spotkałam ją z Latoroślą. Szła z nocnikiem. Aha, młodego odpieluchowują, niech im będzie. Pytam, gdzie idą, na co uzyskuję odpowiedź, że do "babci Eli" - innej sąsiadki, mieszkającej dosłownie klatkę dalej, do przejścia może 20 metrów, potem schodami na pierwsze piętro i już. Ok, idźcie sobie, ja zwiewam do domu... Ale - nagle Madka - Sąsiadka dopada dziecię, ściąga mu majtki i w zacinającym deszczu wysadza na nocnik, bo "on chce kupę, przecież widzę!".

Komentarza i reakcji brak, zawinęłam się do siebie...

Madka - Sąsiadka

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (159)

#83476

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielna głupota. Chyba tak.

Pracuję. Razem ze mną pracował młody kolega. Ma dwadzieścia parę lat i postawę roszczeniową.

Pracował. A wiecie dlaczego?

Mieliśmy sobotnie nadgodziny. Oprócz płacy dostaliśmy gadżety elektroniczne, słodycze i piwo. Przy czym, było wyraźnie powiedziane, że piwa można wziąć, ile się chce, ale kilka razy powtórzono, że alkohol jest do konsumpcji po pracy.

A kolega? Kolega otworzył piwo przy biurku, napił się z koleżanką w obecności przełożonego, a filmik z tego zdarzenia opublikował na Facebooku. Do teraz ma pretensje, że go wyrzucono z pracy.

Edit: tak, koleżanka też wyleciała, ale ona nic nie publikowała na Facebooku, więc głupota jakby mniej piekielna.

call_center

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (146)

#82718

(PW) ·
| Do ulubionych
Wege terroryzm osiągnął chyba granice absurdu...

Pracuję w angielskiej obsłudze klienta pewnego dostawcy gazu i prądu. Dzisiaj otrzymałam e-maila treści następującej:

"Jestem weganką. Czy wasza firma zapobiega okrucieństwu wobec zwierząt i nie stosuje przy wytwarzaniu energii produktów odzwierzęcych?"

Niby nic piekielnego, ale co się nabiegałam, żeby uzyskać stanowisko firmy w tej sprawie to moje.

call_center

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (154)

#81831

(PW) ·
| Do ulubionych
No i sąsiedzi...

Nawrzeszczałam na sąsiadów. Za zabawę z dzieckiem we wspólnym korytarzyku na klatce. Powiecie, że to nic złego, że bawią się z dzieckiem i że dzieci mają prawo się śmiać i rozmawiać z rodzicami. Pewnie, że mają, ale chyba nie o 1:30 w nocy?

sasiedzi

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (186)

#81512

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia zakupowa z kraju piwem i whisky płynącego...

Lubię sobie czasem złożyć jakiś model. Niekoniecznie taki tradycyjny, plastikowy, sklejany - wolę karton. Chociaż nie zawsze.

Ostatnio w Aldim w Cork znalazłam model McLarena, który składało się jak klocki lego. O, fajny, kupię sobie i złożę! Do domu wróciłam, w piecu napaliłam... Otwieram pudełko, a tu pierwszy zonk - foliowa torebka z częściami modelu - otwarta! No nic, pewnie ktoś chciał pomacać i otworzył, bywa. Potem było już tylko gorzej. Podarta i zużyta instrukcja składania, niektóre części już ze sobą złączone, dekoracyjne naklejki naklejone... Eh, no trudno, rozłożyłam i składam od nowa, części nie są zniszczone, na półce nie będzie widać.

Gorzej, że niektóre części się powtarzały! Wydaje mi się, że ktoś kupił dwa modele, dał dzieciom, a kiedy dzieci się pobawiły, zapakował i oddał, mieszając zawartość pudełek i oklejając kartoniki taśmą. Sfotografowałam powtarzające się elementy i wysłałam skargę przez wiadomość prywatną Facebooka. Niby otrzymałam jakieś przeprosiny, ale przedstawiciel sklepu stwierdził, że to na pewno wina dostawcy. Stwierdziłam, że nie sądzę, żeby to dostawca otworzył pudełko, zużył produkt i oddał oraz nie sprawdził zwrotu (co dla mnie było tutaj najważniejsze).

Niestety, na tę uwagę odpowiedzi już nie otrzymałam.

Aldi ROI

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (178)

#81422

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o wymuszaniu pożyczania łyżew, przypomniała mi zdarzenie z zerówki. Rodzice zapisali mnie wtedy na "balet" prowadzony przez nauczycielkę muzyki. Kupili mi też "baletki" - zwykłe, dzisiaj bym powiedziała, kapcie, ale dla dziecka - niesamowita sprawa!

Któregoś dnia po zajęciach nauczycielka powiedziała, że jej inna grupa ma koncert i ona chce moje baletki pożyczyć. Odmówiłam jej i uciekłam z butami w worku. Tydzień później przed zajęciami poszłam do ubikacji, a moje baletki magicznie zaginęły. Wtedy podeszła do mnie nauczycielka i powiedziała, że to kara za bycie chytrą i mam ją przeprosić. Cóż, miałam sześć lat, więc przeprosiłam.

Dzisiaj na pewno tak by się ta sprawa nie zakończyła, ale wtedy byłam mała i głupia i rodzicom nie powiedziałam nic. Ale dzisiaj nadal jest mi trochę przykro...

Szkoła za komuny

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (147)

#81300

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w obsłudze klienta pewnej anglojęzycznej firmy energetycznej. ;)

Zadzwoniła do mnie klientka. Generalnie zasada jest taka, że mamy obowiązek potwierdzenia danych kontaktowych klienta, więc zapytałam panią o adres e-mail. Pani powiedziała, że ten w systemie jest stary i już go nie używa. OK, spoko, zapytałam o nowy adres. Dowiedziałam się, że nie ma powodu, dla którego powinnam ten adres znać. No cóż, nie ma sprawy, w takim razie zmienię dostarczanie korespondencji na drogę pocztową. Nie, nie, nie, bo wtedy traci się zniżkę za e-rachunki! Eee... No okej, klient nasz pan, nie chce podać danych, to trudno...

Zapytałam panią, z jaką sprawą do nas dzwoni. Bo ona nie dostaje na e-mail rachunków! Wytłumaczyłam, że dostaje, ale na stary adres e-mail, którego nie zmieniłam... Ręce opadły mi po raz pierwszy.

Ale to nie koniec, to by było zbyt łatwe! No i co z tego, że adres niezmieniony, z krzyku klientki dowiedziałam się, że to nic, że w systemie nie mamy informacji, że korespondencja jest nieodebrana! Otóż po wysłaniu korespondencji (przypominam, że jej lwią część system generuje sam, bez udziału człowieka!), mamy obowiązek zadzwonić i upewnić się, że korespondencja dotarła!

Chciałam pani wytłumaczyć, że przy kilku tysiącach klientów trzeba by było mieć cały zespół ludzi, którzy by dzwonili do ludzi się upewniać, ale pani w swej wspaniałości zdecydowała się rzucić słuchawką.

A ja od trzech dni nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z klientką...

call_center

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (223)

#79958

(PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiadka z historii #76159 i #78769 uderza znowu...

No i niestety się babsko nie obraziło. Wczoraj wieczorem czyściłam klatkę chomika. Jest z tym trochę roboty, bo są rurki, podesty, karmnik, poidło, wieża z trocinami i kąpiel piaskowa, a rozebranie wszystkiego, wyszorowanie, wydezynfekowanie i złożenie ponownie trochę czasu zabiera. Tak więc - Paskud na wybiegu, z którego teoretycznie nie ucieknie, a ja rozebrałam i opróżniłam klatkę. Zadzwoniła sąsiadka z zaproszeniem na wieczorne pogaduchy i piwo. Odpowiedziałam, że jeśli miałabym przyjść, to za godzinkę, bo klatka w czyszczeniu. Odpowiedź była mniej więcej taka:

[S] - A to nadal masz tą gryzącą bestię? Ja bym się już dawno pozbyła, zróbcie se dziecko, bla, bla, bla... Najwyżej zwieje, no i co z tego?
[J] - Trzeba było mu rąk do klatki nie pchać, jakby ci ktoś do domu wszedł, też byś się wkurzyła, przestraszył się to i dziabnął. Poza tym, chomika bez dozoru na wybiegu nie zostawię, a ogarnięcie klatki zajmie mi z godzinkę, połóż syna spać, to ja zrobię klatkę i może wpadnę.


Z wielkim fochem przystała na moje warunki. Czyszczenie okazało się długie i żmudne, a poza tym, nie miałam ochoty na spotkanie, więc około 22 zadzwoniłam, że przepraszam, ale jest późno, jestem zmęczona i nie przyjdę. Odpowiedź zwaliła mnie z nóg:

[S] - No tak, znowu chomik ważniejszy ode mnie. A wiesz, bo ja chciałam zapytać, czy nie wpadłabyś jutro rano do nas, tak koło 8, ubierzesz i nakarmisz nam syna, to sobie z mężem pośpimy? Nie masz dziecka, to możesz se pospać później!
[J] - Nie mogę, mam inne plany, rano jestem zajęta.
[S] - Ale jak to? Ja chcę się wyspać, no weź...
[J] - Przykro mi, nie dam rady, dobranoc.

Rozłączyłam się, poszłam po chwili pod prysznic. Po wyjściu z łazienki usłyszałam pukanie do drzwi. Otwieram, bo może jakiś pożar, pomór, albo inne nieszczęście (przypominam, było ok. 22:30), a tu... No jakżeby inaczej, sąsiadka.

[S] - No to jak, jutro się widzimy, nie? Przecież muszę się wyspać!
[J] - Nie, jutro nie mogę, nie przyjdę.
[S] - Masz być!

Z gromkim śmiechem zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem, przewidująco ściszyłam telefon, założyłam zatyczki do uszu i poszłam spać. Rano spojrzałam na ekran Cegły, a tam od 8 do 8:30 - 10 nieodebranych połączeń od Sami Wiecie Kogo. Nie oddzwaniałam, mam prawo do swoich spraw i odrobiny spokoju.

Przed chwilą wracałam z zakupów. Spotkałam Sąsiadkę z mężem i dzieckiem i zebrałam od obojga solidne opr, bo nie mam dziecka, nie chcę im pomóc, jestem nieczuła, a w ogóle to oni też mi nigdy nie pomogą. Łaski bez!

sąsiedzi

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (183)

#79634

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię #79630, przypomniałam sobie wizytę na pokazie wojskowym. W sumie było to takie pomieszanie z poplątaniem, na środku placyk, gdzie prezentowano różne historyczne bronie i formacje wojskowe, a dookoła trochę stoisk z wystawami lub kramów z demobilem.

Było tam też stoisko, gdzie na kawałku ogrodzonego placu można było strzelić parę razy z łuku. Zrobiłam swoje, Chłop pstryknął parę fotek dla potomności i też poszedł postrzelać. Stoję z boku obok stojaka z łukami, poza zasięgiem strzał i pstrykam.

Nagle na chama przepchnął się obok mnie jakiś burak, porwał odłożony do stojaka łuk, przelazł mi przed aparatem, wyjął instruktorowi strzałę z kołczanu i zaczął się wydurniać. Machnął strzałą parę razy, włażąc mi w kadr i omal nie wydłubując oka, po czym próbował strzelać przed siebie. Na szczęście udało się debila powstrzymać, ale co się strachu i nerwów najadłam, to moje.

A chama widziałam potem jeszcze dwa razy - najpierw wyrzucił tackę po jedzeniu obok kosza (trafić do środka to trudne zadanie ;)), a potem oddającego mocz obok toi toi'a...

P.S. Instruktor nie był sam, inni członkowie drużyny natychmiast zerwali się, żeby chama uspokajać, ale troszkę im zeszło.

Festyny i debile

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (99)

#79578

(PW) ·
| Do ulubionych
No i mi się zachciało frywolności...

Poczułam dziś potrzebę zakupu majtek damskich, sztuk kilka. Znalazłam je w pewnym irlandzkim supermarkecie, wzięłam pięciopak do ręki i poszłam zapłacić do kasy. Niestety, nie dane było mi dojść w spokoju. Zostałam wyzwana od ladacznic, rozpustnic i uświadomiona przez pewnego starszego Irola, że z TAKIMI rzeczami nie mam prawa chodzić publicznie. Zignorowałam, co się będę z durniem awanturować? Ale nadal nie ogarniam, co się właściwie stało.

sklepy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (129)