Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 16 lipca 2018 - 12:15
  • Historii na głównej: 63 z 65
  • Punktów za historie: 34883
  • Komentarzy: 640
  • Punktów za komentarze: 2941
 

#50378

(PW) ·
| Do ulubionych
Uniwersytet Wrocławski, jeden z budynków wydziału prawa, parę lat temu.

Do budynku wchodzi studentka ze skręconą nogą. Musi dostać się na trzecie piętro - co za problem, winda jest. Ale jest zamknięta na klucz. Rozpoczynamy zabawę w poszukiwanie.
Portier twierdzi, że klucza do windy nie ma. Powinien być na portierni w budynku obok.
Portier w budynku obok twierdzi, że klucza do windy w budynku obok na oczy nie widział. Wracamy.
Portier przypomina sobie że faktycznie, nie w budynku obok tylko w sekretariacie na pierwszym piętrze.
Sekretariat na pierwszym piętrze jest zamknięty.
Główna zainteresowana stwierdza, że skoro już się na pierwsze piętro wtarabaniła to i na trzecie da radę po schodach.

Problem rozwiązany.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 585 (653)

#50337

(PW) ·
| Do ulubionych
Od ładnych paru lat powraca jak bumerang temat braku kontaktu najmłodszego pokolenia ze słowem pisanym. Komputery i telewizja ponoć zawładnęły umysłami dzieci, które czytać nie chcą. Przedstawię Wam więc historię sprzed ponad 20 lat, jak to pewne osoby, które powinny z definicji zachęcać dzieciaki do czytania do tego zniechęcają.

Mowa o szkolnych bibliotekarkach w szkole podstawowej.

Nauczyłem się czytać w wieku pięciu lat. Nauczyłem się bo chciałem, nie z ambicji rodziców. Gdy poszedłem do podstawówki z niecierpliwością oczekiwałem, kiedy będziemy mieć założone karty biblioteczne i kiedy będę mógł z biblioteki skorzystać.

Nadszedł ten dzień. "Na dobry początek" każdy dostał z biblioteki książeczkę do przeczytania. Wiecie, jakie to są książeczki - 15 stron na krzyż, trzy zdania na każdej. Lektura tego zajęła mi jedną przerwę.

Poszedłem więc na następnej przerwie do biblioteki mówiąc, że tą książeczkę już przeczytałem, chciałbym oddać i wymienić na następną. Pani bibliotekarka stwierdziła, że dwóch książek jednego dnia mi nie wypożyczy i mam przyjść jutro. Bo tak.

Cały biblioteczny zapas książeczek dla maluchów, jakie mi podsuwano przerobiłem bardzo szybko. W wieku 8-9 lat zapragnąłem ambitniejszych lektur - konkretnie czegoś z cyklu "Pan Samochodzik".

Bibliotekarka stwierdziła, że ona mi tego nie wypożyczy. Bo jestem za mały i nie przeczytam. Po interwencji wychowawczyni z wielkim fochem książkę dostałem. Przy próbie wypożyczenia następnej - powtórka z rozrywki. Nie bo nie. Do biblioteki przestałem chodzić, nie było po co.

Na szczęście ta pani nie zabiła we mnie miłości do słowa pisanego. Wzbudziła za to głęboką niechęć do bibliotek w ogóle, którą przełamałem dopiero jako dorosły człowiek.

Skomentuj (57) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 795 (881)

#49553

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem jakiś czas temu pewną rzecz na niemieckim ebayu. Zapłaciłem, sprzedawca wysłał DHLem, dostałem numer przesyłki, czekam. Jako, że zakup nie był mi pilnie potrzebny - niepokoić się zacząłem po 3 tygodniach oczekiwania... Na polskiej stronie DHLa - przesyłki nie znajduje. Na niemieckiej - info, że jest w moim mieście od dwóch tygodni. O co chodzi?

Dzwonię więc na infolinię. Pani bardzo ucieszyła się, że dzwonię. Bo oni mają niedokładny adres i mnie szukali ale nie znaleźli. Podyktowałem więc mój adres i numer telefonu, na drugi dzień paczkę dostałem.

Gdzie piekielność?
Na paczce faktycznie zniszczyła się nalepka adresowa, "odpadł" kawałek z moim numerem domu i numerem telefonu. Ale za to część z numerem telefonu nadawcy była świetnie widoczna...
Ciekaw też jestem, jak wyglądało szukanie mnie: czy kurier stanął na środku ulicy i wykrzykiwał moje nazwisko?

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 663 (709)

#47906

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak mieć pracownika za darmo?

Pewna firma handlująca cementem ogłasza, że przyjmie praktykanta na stanowisku "pracownik biurowy". Praktyka bezpłatna, 2 dni w tygodniu po 4 godziny... Osoba pragnąca zdobyć doświadczenie zgadza się na to.
Zakres obowiązków: rozsyłanie faktur do klientów, porządkowanie papierów, przekierowywanie maili.
Na miejscu okazuje się, że praktykantów jest kilku. Ten przyjdzie w poniedziałek i wtorek, ten środa-czwartek, ten na rano, ten na popołudnie... I tak się kręci od co najmniej roku.
Firma nie widzi potrzeby tworzenia etatu. Bo po co, skoro przyjdzie jeleń i zrobi za darmochę? Jeden się zniechęci po miesiącu, drugi po dwóch, trzeci może i pół roku wytrzyma...

Ludzie, ceńcie się.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 705 (787)

#46783

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolega pracował jako sprzedawca w salonie samochodowym. Miał umowę o pracę.
Żenić mu się zachciało. Poinformował o tym kierownika - ustawowo przysługują 2 dni wolnego z tytułu ślubu, jeden z nich chciał wykorzystać w sobotę, w którą miało nastąpić przypieczętowanie zmiany stanu cywilnego...
- A na którą ty ten ślub masz? - spytał kierownik
- Na 15. - odparł kolega.
- No, to nie ma problemu. Do 13 możesz popracować - odparł kierownik.

Kolega odmówił, czym śmiertelnie kierownika obraził.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 776 (824)

#42925

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu "nie oceniaj książki po okładce".

Na przystanku pod wiatą siedzi sobie [I]mprezowicz. Facet koło 25-30 lat, ubrany w miarę normalnie, wyraźnie nietrzeźwy lecz nie awanturujący się, ot - widać, że nocka "pracowita" była i impreza trwała do białego rana.
Na drugim końcu ławeczki siada bardzo elegancki, starszy [P]an, na oko może 60-70 lat. Garnitur, jesionka, aktóweczka. [P] wyciąga elegancką papierośnicę i zapala papieroska. Wywiązuje się dialog:

- Przepraszam pana... - zagaił nieśmiało, choć nieco bełkotliwie [I].
[P] nie raczył zareagować.
- Przepraszam... - [I] nie daje za wygraną.
[P] wciąż nie raczy nawet spojrzeć.
- Najmocniej przepraszam... - podjął kolejną próbę kontaktu [I].
- Czego?!!! - ryknął [P] jak rozwścieczony lew.
- Na przystanku nie wolno palić... - oznajmił [I]
- Ty menelu! Ty gówniarzu! Ja mam synów starszych od ciebie! Paszoł won, gnoju! - wydarł się [P]an.
- Ja też panu życzę miłego dnia. - uciął [I] potok jakże pasujących do sytuacji i trafnych argumentów, po czym wsiadł w tramwaj, który właśnie podjechał.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 937 (1013)

#40737

(PW) ·
| Do ulubionych
Leżałem w szpitalu na oddziale laryngologicznym po operacji prostowania przegrody nosa. Trzy sale na oddział, nas czterech chłopa na sali po podobnych zabiegach.

W nocy obudził mnie rumor. Zobaczyłem, że kolega z innego łóżka leży przy drzwiach. Nacisnąłem przycisk wzywania pielęgniarki, we dwóch podbiegliśmy do leżącego - zasłabł wracając z toalety. Zaprowadziliśmy go do łóżka, stwierdził, że już OK, położyliśmy się...
Zaśnięcie na oddziale laryngologicznym łatwe nie jest - kto pierwszy ten chrapie, musiało więc minąć co najmniej pół godziny. Obudziło mnie stuk... stuk... stuk...
Pani pielęgniarka stuka obcasami, tempem modelki na wybiegu podchodzi do mojego łóżka i pyta, czy coś się stało...

Ludzie, ja rozumiem, że laryngologia to nie intensywna terapia, ale przez te pół godziny to ja się mogłem na przykład udusić tamponem. A do wezwania to się chyba powinno iść ciut szybciej niż na spacer do parku... Chociaż w butach na takim obcasie się może nie da.
Na szczęście tym razem nic się nie stało.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 636 (694)

#39925

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o oddawaniu mp3 przez gumowe drzewko, przypomniała mi co następuje:

Gdy kupiłem mieszkanie zastałem w nim pralkę po poprzednim właścicielu. Pralka była sprawna, w miarę nowoczesna, popularnej marki tylko brudna jak nieszczęście i ładowana od góry. Jako, że chciałem ładowaną od przodu, a po urządzaniu mieszkania nie miałem już siły jej doczyszczać zapadła decyzja - kupujemy nową. Starej trzeba by się w międzyczasie pozbyć, żeby miejsca nie zajmowała. A że tak usyfioną sprzedawać wstyd - oddajemy potrzebującym.

Wrzuciłem ogłoszenie na gumowe drzewko. Że pralka sprawna tylko brudna, marka, podstawowe parametry, że chcę się pozbyć.
W ciągu 24 godzin miałem około setki maili od potrzebujących.

Stwierdziłem - kto pierwszy ten lepszy, odpisałem pani, że "wygrała", proszę, żeby to zabrała.
Pani odpisała że chętnie weźmie ale żebym jej przywiózł, bo ona nie ma jak zabrać. Tak, już pędzę.
W tym klimacie odrzuciłem kilku następnych potrzebujących. Każdy by wziął, ale najlepiej jakbym przywiózł, podłączył i podziękował, że mnie z kłopotu wybawili. Parę osób by chciało jeszcze, żebym im tą nieszczęsną pralkę odczyścił.

W końcu przyjechał jakiś student z sąsiadem, pralkę wziął, podziękował, dał mojej dziewczynie opakowanie Rafaello. Można? Można.
Cieszę się tylko, że nie podałem numeru telefonu.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1039 (1061)

#36649

(PW) ·
| Do ulubionych
O naciągactwie słów kilka:
Moja narzeczona znalazła jakiś czas temu ogłoszenie o płatnej reklamie na samochodzie. W sensie - dajesz swój samochód, firma okleja go reklamą, dostajesz za to kasę. Pieniądze były bardzo dobre, 2000zł za miesiąc. Od razu stwierdziłem, że coś tu śmierdzi - ale się kobieta uparła, że sprawę wybada.

Weszła na stronę podaną w ogłoszeniu, firma z branży reklamowej ogłasza się, że okleja samochody, że lakieru nie uszkadza.

Zadzwoniła więc na podany numer. Samochód należy zgłosić w bazie, jak się klientowi spodoba to oklejamy, płacimy 2000zł, pani jeździ miesiąc i reklamę ściągamy, żadnych śladów na lakierze nie zostawia. Cud, miód i orzeszki.
Wchodzimy więc na formularz na stronie. Wszystkie dane do podania, zdjęcia trzeba załadować - wygląda OK.
Ale cóż to za pole na samym dole formularza? Podaj kod weryfikacyjny. Skąd go wziąć? Trzeba wysłać smsa na nr... Jaki koszt? Nie podano. Guglamy więc.
Koszt takiego smsa to około 50zł.
Z czystej ciekawości spróbowaliśmy znaleźć cokolwiek odnośnie firmy. Poza wspomnianym ogłoszeniem i stroną nic - ani żadnej reklamy usług, ani wpisu do KRS. Polowanie na naiwniaków.

A więc, moi drodzy, zapamiętajcie: za darmo to najwyżej ktoś może Wam w pewnych dzielnicach obić mordę. A i to nie zawsze.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 542 (574)

#36407

(PW) ·
| Do ulubionych
W mojej pracy każdy pracownik potrzebuje: komputera, telefonu, gniazdka do sieci i gniazdka telefonicznego.
O gniazdkach będzie historia.

W miarę rozrastania się naszego biura na podłodze zaczęły się tworzyć pajęczyny kabli - często się zdarza, że jakieś gniazdko nie działa lub przy danym biurku gniazdek fizycznie nie ma, trzeba ciągnąć kable skądś, gdzie jest i działa.
Aby unormować sytuację kierownik nasz zawezwał na pomoc palladynów z działu technicznego, by ten burdel ogarnęli.

Palladyni przyjechali. We trzech, by podstępne kable żadnego od tyłu nie zaszły i nie powaliły.
Popatrzyli, spytali w czym problem, podumali.
Po czym stwierdzili, że:
- dodatkowych gniazdek nie założą, bo to nie jest robota na teraz. To trzeba zaplanować całą krucjatę przecież. Kampanię wręcz.
- niedziałających nie naprawią, bo to w sumie nie wiadomo, gdzie się zepsuło, poza tym - patrz wyżej.
Na pytanie, co właściwie zrobią, odparli, że wymienią uszkodzone kable. Te co idą po wierzchu i się zdążyły od łażenia po nich poprzecierać.
Przyjechali na trzy dni.
Wrocław to piękne miasto. Skoro zwiedzanie funduje firma - czemuż by nie skorzystać?

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 393 (463)