Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Pattwor

Zamieszcza historie od: 25 lipca 2012 - 18:58
Ostatnio: 17 maja 2018 - 23:26
  • Historii na głównej: 30 z 32
  • Punktów za historie: 10190
  • Komentarzy: 403
  • Punktów za komentarze: 4118
 

#81665

(PW) ·
| Do ulubionych
Słowem wstępu - wszyscy członkowie mojej najbliższej rodziny pracują/pracowali fizycznie. Ja pracuję w biurze. Nie czuję się z tego powodu lepsza, w końcu żadna praca nie hańbi. Bliscy z kolei chcą chyba swoimi komentarzami sprawić, bym poczuła się gorsza. Kilka przykładów:

1. Gdy przyznałam, ile zarabiam, brat rzucił, że to niesprawiedliwe, bo on musi harować, by tyle w złotówkach zarobić, a ja za siedzenie na 4 literach dostaję tyle w funtach.

2. Późną jesienią padło nam w biurze ogrzewanie - no, zdarza się. Szefostwo robiło co w ich mocy, naznosili przenośnych grzejników, by było można kontynuować pracę. Nadal jednak było chłodno, więc przez kilka dni siedzieliśmy w bluzach/kurtkach. Gdy opowiedziałam o tym rodzinie, zaczęli szydzić, że oni na dworze pracują, a ze mnie się robi księżniczka.

3. Przed świętami mieliśmy w pracy młyn - wszyscy (nawet szefowie) siedzieliśmy więc w magazynie i pakowali zamówienia. Reakcja rodziny? "W końcu coś w tej robocie robisz, zamiast na tyłku siedzieć".

4. W końcu szefostwo dało mi drugi monitor, który bardzo ułatwia mi teraz pracę. Pochwaliłam się przy okazji rodzinie. Co oni na to? "W tyłku ci się przewraca", "na suficie sobie trzeci powieś"...

5. Po zaledwie kilku miesiącach pracy szef powierzył mi ważny projekt, po czym wyjechał na wakacje. Było to dla mnie bardzo ważne - zostałam doceniona i dostałam ogromny kredyt zaufania. Moi bliscy zaś nie potrafili pojąć, jak można się czymś takim "jarać"- w końcu to tylko jakieś głupoty na komputerze. XYZ pracuje na budowie - tam to dopiero odpowiedzialność, a nie jakieś moje durnoty.

Takich sytuacji było wiele, szydzili na każdym kroku. Już nie opowiadam o swojej pracy, przez co pytają, czy coś jest nie tak... No tak, coś jest nie tak - z nimi.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 214 (256)

#81244

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj zadzwonił do biura facet, który "właśnie przypadkiem zrobił przelew na 100 funtów na nasze (firmowe) konto.

No nic, koleżanka (która odebrała telefon) sprawdziła konto... oczywiście taka wpłata nie została odnotowana.

Dzwoniący stwierdził, że pewnie jeszcze nie zaksięgowano... No ale on na już potrzebuje te pieniądze z powrotem.

Koleżanka przytomnie spytała, skąd w ogóle facet wziął nasze dane, na co ten odpowiedział, że kiedyś złożyli zamówienie w naszym sklepie. Oczywiście nasz system nie znalazł tego klienta (koleś podał swoje (albo i nie) nazwisko, nazwę firmy i kod pocztowy - żadna z tych informacji nie okazała się pomocna).

Gdy zorientował się, że nic nie ugra, zaczął kręcić "to firma XYZ, tak?" (choć już na dzień dobry koleżanka powiedziała, że to firma ABC), po usłyszeniu przeczącej odpowiedzi stwierdził, że musiał pomylić numery i się rozłączył.

Pierwszy raz spotkałam się z takim krętactwem. Smutna jest myśl, jak naiwni muszą być niektórzy ludzie, żeby nabrać się na takie sztuczki oszustów.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (83)
zarchiwizowany

#80356

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co się zdarzyło na Erasmusie, zostaje na Erasmusie... a światopogląd zostawia się w domu.

Na swojej wymianie byłam ładnych parę lat temu, ale nadal nie mogę zrozumieć zachowania dwóch znajomych, z którymi tego Erasmusa spędziłam.

Jedna z nich, dumna wegetarianka, pokochała souvlaki... czyli danie typowo mięsne. Znałam ją jeszcze z Polski, więc wiele razy przypominała mi, żeby nie wspominać jej rodzicom o jej diecie, bo jej mama naprawdę naciskała, żeby dziewczyna zaczęła jeść mięso, a ona przecież była "wegetarianką".

Druga, muzułmanka, raz przypadkiem zjadła wieprzowe souvlaki. Okej, jej błąd. Problem w tym, że tak jej zasmakowały, że zaczęła je zamawiać częściej. W końcu, "póki jej tureccy znajomi i rodzina nie wiedzą, to może jeść dowoli"... Allah też chyba nie widział.

Organizując wyjazd na Erasmusa zapomniały chyba wykupić bilety samolotowe dla swoich ideologii.

erasmus

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (27)

#80158

(PW) ·
| Do ulubionych
Do mojej mamy przyszła się wyżalić ciotka. Dramat w rodzinie - wnuk ciotki nie pójdzie do komunii.

Czyżby rodzice przestali wychowywać dziecko w wierze? A może to chłopiec się buntuje? Albo to rodzice postanowili, że dadzą dziecku samemu przyjąć sakrament, gdy będzie gotowe, zamiast posyłać je z rówieśnikami tylko dlatego, że "tak wypada"?

Nic z tych rzeczy. Po prostu kiepsko im się od jakiegoś czasu wiedzie, więc uznali, że nie stać ich na dużą imprezę, a co to za komunia bez imprezy, gości i prezentów? Argument, by zaprosić dziadków i chrzestnych na obiad do domu do nich nie przemawia.

Ja wiem, że niektórym idea prezentów przyćmiła prawdziwy sens tego sakramentu... ale żeby do tego stopnia?

komunia

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (156)

#80045

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś dowiedziałam się, że gdy przyjmuję u siebie gości, to do mnie należy pomoc trzylatkowi, który musi się wypróżnić. Nie mówię tu nawet o dzieciaku z najbliżej rodziny, tylko o małym chłopcu, którego dziś widziałam drugi raz w życiu (nasi goście to dalsi znajomi mojego partnera).
Nie mówię tu też o sytuacji, w której rodzice byli czymś zajęci- ot, wszyscy siedzieliśmy i gadaliśmy.

Może przesadzam, ale dla mnie takie zachowanie rodziców jest trochę dziwne.

wychowanie goście

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (199)

#79176

(PW) ·
| Do ulubionych
Zawsze uważałam się za osobę oszczędną. Według znajomej wcale taka jednak nie jestem. Dlaczego?

Bo zwykle kupuję produkty droższe od tych "marki [wstaw sobie nazwę dowolnego supermarketu]" oraz często nie kupuję produktów z półek, na których leżą produkty, których data przydatności do spożycia zbliża się wielkimi krokami, przez co są one w promocyjnych cenach.
Nie, nie mam nic przeciwko tym półkom. Zdarza mi się coś czasem kupić. Nie robię tego jednak wtedy, gdy niczego z tych półek nie potrzebuję.

Gdy robię zakupy ze znajomą, nie może ona zrozumieć, że zwyczajnie i nie kupię produktów, które tylko się u mnie zepsują, bo ich nie zjemy. Ona zaś kupuje na zapas. "Oh, przecenione o połowę? Wezmę 4 paczki!" Spoko, ma dzieci, może potrzebuje więcej? No nie, bo zwykle ze 2 z tych paczek są wyrzucane.

Dzieciaki często przybiegają do niej z jakimiś łakociami i pytaniem, czy mogą zjeść. Pytają, bo mama musi sprawdzić, czy dany jogurt/ciastko/pączek/owoc jest jeszcze jadalny, jeśli nie jest, to idzie szukać nowszego, bo ma ich więcej... dużo więcej. Prawdę mówiąc, w salonie stoi wielkie plastikowe pudło pełne słodyczy (bo w kuchni nie ma już miejsca na więcej jedzenia).

Nie ma tygodnia, w którym nie wyrzuciłaby jakichś produktów, bo są już "mocno przeterminowane". Hitem było, gdy opowiadała, jak znalazła w szafie ciastka z galaretką przeterminowane... prawie 3 lata.

Nie znoszę marnowania jedzenia. Jeszcze bardziej wkurza mnie, gdy osoba, która wyrzuca jedzenie kilogramami, mówi mi, że jestem nieoszczędna. Gdy zwracam jej uwagę na to wyrzucanie, mówi, że przecież "w każdej rodzinie się zdarza wyrzucić zepsute jedzenie" i, że "zrozumiem, jak będę mieć własną rodzinę". Cóż... Może nie założyłam rodziny, ale ta, z której pochodzę, naprawdę rzadko wyrzucała jakiekolwiek jedzenie.

Dlaczego o tym piszę? Byłyśmy dziś na zakupach (mieszkamy w wiosce, więc często zabieram ją, gdy wybieram się na rajd po supermarketach). Ona obładowana siatami. Gdy wróciłyśmy do niej, zobaczyłam szafki, blaty i lodówkę pełne jedzenia. W śmietniku znalazłam 1,5 bochenka chleba, szynkę, jakieś surówki i jogurty. Albo robiła przegląd lodówki i chlebaka, albo te produkty same z nich wyszły.

Nie da się jej wytłumaczyć, że jeśli kupi taniej, ale połowę wyrzuci, to wcale nie jest to oszczędność. Dla mnie jest to piekielność.

oszczędność

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 223 (243)

#78913

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiele tu ostatnio historii o różnicach w wychowaniu młodszego i starszego rodzeństwa, więc dodam coś od siebie. Co powiecie na historię o różnicach w traktowaniu bliźniąt?

Gdy się rodziłam, z brzucha mamy wyskoczył za mną mój brat. No i fajnie. Ale...

1. "Bo to chłopak".
Ile razy słyszałam to zdanie.
- Dostawałam burę, gdy w trakcie zabawy pobrudziłam/ ubrania. Brat mógł biegać cały umorusany... Bo to chłopak, musi się w końcu wylatać (bawiliśmy się razem, razem też "lataliśmy", ale chyba, jako dziewczyna, miałam inny limit biegania i brudzenia).
- Z biegiem czasu lista moich obowiązków rosła. No i okej, każdy musi coś w domu robić. Każdy? No nie, bo mój bliźniak i rok starszy brat nie musieli. Oni wynosili śmieci (na zmianę). No bo to chłopcy, więc nie będą zmywać po obiedzie, ani myć podłogi.
- Ja szybciej musiałam wracać do domu. Bo bracia byli gdzieś razem. Nie wiadomo gdzie, ale przecież dwaj chłopcy mogą być na dworze dłużej, niż jedna dziewczynka. Nawet, jeśli ta dziewczynka bawiła się w domu koleżanki z naprzeciwka.

2. "Bo on jest młodszy".
To mój osobisty hit. Brat jest młodszy o 5 (słownie: PIĘĆ) minut, ale i tak w sytuacjach spornych musiałam mu ustępować. Brzmi jak kiepski żart, prawda?

3. "Bo ty musisz mu pomagać".
W tym przodowali nauczyciele. Bardzo żałuję, że musiałam chodzić do jednej klasy z moim bratem. Byłam dzieckiem, które dużo czytało i zawsze kończyło rok szkolny z wyróżnieniem. Mój bliźniak był moim przeciwieństwem- zawsze miał problemy z nauką i koncentracją. Nad zachowaniem też musiał pracować. Nauczyciele byli przyzwyczajeni do tego, że po oblanych przez brata sprawdzianach zatrzymywali mnie i pytali, dlaczego brat się nie przygotował. No nie wiem, może powinni jego zatrzymywać po lekcjach i jego pytać? Dodawali też, że jako osoba, która rozumie te wszystkie zagadnienia, powinnam usiąść z nim przed sprawdzianem i go nauczyć. Hmm... Myślałam, że to ich zadanie. Rodzice z nim siadali i próbowali wbić mu coś do głowy, bo ja odmawiałam współpracy. Nie chodzi o to, że nie chciałam mu pomóc. On po prostu mnie nie słuchał i irytowało mnie, że mi zależało bardziej, niż jemu.

4. Zadania domowe.
Znów - pytania nauczycieli, jak to jest, że ja mam lekcje zrobione, a on nie. Tak, pytania kierowane do mnie, nie do niego.
Gdy miał odrobione zadania, były to zadania odrobione z mamą (albo po prostu pod okiem mamy) lub perfidnie spisane ode mnie. Nawet wypracowania. Potem i mi się obrywało za "pracę grupową". Gdy miałam dość i mówiłam, jak było naprawdę, nauczycielka odpowiadała, że nie ma dowodów na ściąganie i może powinnam pomóc bratu pisać jego własne opowiadania, żeby nie spisywał moich. Spoko.

5. "Bo jak ty to zrobisz, to mama nic nie powie".
Gdy brat ze znajomymi chciał uciekać z lekcji, prosił mnie o to, bym poszła z nimi. Dlaczego? Bo wtedy mama się nie zdenerwuje, że znów był na wagarach... No i nauczycielka się nie zdenerwuje tak bardzo, jeśli wśród uciekinierów będą też dobrzy uczniowie. Raz nawet zabrali mój plecak poza teren szkoły... No nic, postanowiłam to zignorować i iść pod salę. Wtedy szybko oddali mi moje rzeczy- bali się, że będą mieć przez ten plecak kłopoty. :)
To samo z ogólnym rojbrowaniem, ale nigdy nie było tak, że mama "nic nie mówiła". Okej, bura była mniejsza, ale i tak największą jej "część" dostawałam ja, bo "powinnam być tą mądrzejszą".

6. Oceny.
Coś, co za dzieciaka bolało mnie chyba najbardziej. Rodzice byli przyzwyczajeni do moich dobrych ocen, więc interesowali się jedynie postępami brata. Gdy mówiłam "Mamo! Dostałam 6 z matematyki", słyszałam w odpowiedzi "A [imię brata] ile dostał?" Po jakimś czasie zaczęłam mówić "Mamo [imię brata] dostał 2 z matematyki", ale nigdy nie doczekałam się pytania "A ty ile dostałaś?". Nigdy.

Może nie wydać się to wam piekielne, ale dla dzieciaka, którym byłam, na pewno było.

wychowanie

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 366 (382)

#78874

(PW) ·
| Do ulubionych
Koniec internetów na dziś.

Znacie te akcje na fejsie w stylu "nasz znajomy pilnie potrzebuje krwi, oddajcie krew z dopiskiem "Dla XYZ" i udostępnijcie ten post"?

Ostatnio krwi potrzebował jakiś chłopak z mojej rodzinnej miejscowości, więc przy każdym wejściu na fb widziałam, jak ktoś udostępnia ten post. Odezwała się do mnie [Z]najoma z czasów liceum.

[Z]- Hej, słyszałaś o wypadku XYZ? Wciąż zbieramy dla niego krew, ma grupę A RH+. Jaką masz grupę?

[J] No, słyszałam. 0+, ale oddawałam krew 2 tygodnie temu, poza tym nie ma mnie w Polsce, więc niestety nie pomogę.

[Z] Ale jak to? Przecież z 0 możesz mu oddać! Nie możesz przyjechać na 2 dni?

[J] Nie mogę, pracuję. A nawet, jeśli bym mogła, to i tak nie oddałabym krwi, bo dopiero co oddawałam.

Wtedy przestało być miło. Zostałam nazwana egoistką, która oddaje krew obcym, nawet nie ludziom ze swojego kraju (aha??), a koledze z miasta nie pomogę. Na do widzenia dostałam informację, że "ona wszystkim powie, jaka jestem" i... usunęła mnie ze znajomych.

Postanowione, już nie będę regularnie oddawać krwi - przecież jakiś znajomy znajomych może jej potrzebować... za rok, może dwa, ale po co ryzykować, że mogę znów wyjść na egoistkę. -.-

A tak na poważnie, to rozumiem, że ludzie biorą tę akcję bardzo na serio, bo chłopak potrzebuje krwi, mam nadzieję, że krew dostanie (choć nawet nie wiem, na co jest chory), ale bez przesady. Nie można ludzi zmusić do pomagania, zwłaszcza, gdy naprawdę pomóc nie mają jak.

Idę płakać, bo straciłam znajomą.

facebook

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 250 (258)

#76817

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio, po raz pierwszy od zakończenia związku z Holendrem, zawitałam w Polsce.

Na mieście spotkałam dzieciatą znajomą ze szkoły i jej potomstwo. Dziewczyna stwierdziła, że głupia byłam, że nie zrobiłam sobie dzieciaka przed zakończeniem związku. Jak zauważyła, dostawałabym alimenty w euro, więc mogłabym wrócić do Polski i żyć tutaj jak pączek w maśle. A jakby się urodziły bliźniaki to w ogóle super, bo bym 500+ dostała.

Szybko zakończyłam rozmowę mówiąc, że nie zrobiłabym tego mojemu byłemu, dziecku, ani sobie.

Co jest nie tak z niektórymi ludźmi? A może to ja nie ogarniam tego świata.

Mamuśki

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 283 (315)

#76650

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o 2 siostrach mojego partnera.

Dziewczyny urodziły się, gdy ich starsze rodzeństwo wchodziło w wiek nastoletni, więc od zawsze były traktowane jak małe aniołki-przytulanki. Gdy były malutkimi dziećmi, to było okej, ale w miarę jak rosły ich status w rodzinie zdawał się nie zmieniać. Kilka przykładów.

1. Całkowity brak obowiązków.
Okej, to już zależy od rodziny i tego, jak wychowują dzieci, ale dziewczyny NIC nie robią. Nie wyniosą śmieci, nie zmyją po sobie talerza. Nawet własnego pokoju nie sprzątają - a naprawdę jest co sprzątać. Miśki, płyty, książki, ciuchy (czyste i brudne) i wiele innych rzeczy leży na podłodze, której już nie widać. Łóżek też nigdy chyba nie ścielą.

2. Czesanie.
Czternastolatki są czesane przez mamę. Nie mówię tu o jakichś wymyślnych kokach czy skomplikowanych warkoczach - mama im rozczesuje włosy. Byliśmy u nich w przerwę świąteczną, którą dziewczyny spędziły dosłownie w domu - raczej nie wychodziły. Matka sadzała je przed sobą na małym krzesełku (z którego raczej już wyrosły) i rozczesywała im włosy nieczesane od 4 dni (same to przyznały).

3. Ogólne traktowanie przez matkę.
- Matka strasznie żałowała, że nie może dostać wolnego przed świętami, bo w końcu dziewczyny mają wolne (tydzień przed świętami) i będą w domu same siedzieć. Później pojawiliśmy się my, więc już z lżejszym sercem chodziła do pracy.
- Przed wyjściem do pracy, mama szykowała im więc śniadanie, żeby miały co jeść.
- Matka sprawdza im plecaki - nie, nie szuka papierosów itp., po prostu sama musi sprawdzać, czy nie ma żadnych pism do rodziców oraz wyjmować śniadaniówkę, bo dziewczyny o tym nie pamiętają.
- Matka poprosiła nas, byśmy przypomnieli dziewczynom o tym, że tego dnia mają wziąć prysznic (co było dla mnie niezręczne), ale na szczęście wysłała im też SMS, więc pamiętały bez naszej ingerencji.

Może przesadzam, ale według mnie czternastolatki są trochę za duże na takie traktowanie.

wychowanie

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 273 (309)