Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

calodniowysen

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2011 - 20:17
Ostatnio: 16 sierpnia 2019 - 19:59
  • Historii na głównej: 12 z 19
  • Punktów za historie: 5128
  • Komentarzy: 189
  • Punktów za komentarze: 811
 

#60341

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem szczerze przerażona!

Jaki second hand jest każdy widzi. Mój ulubiony wygląda tak - wysokie schody, ogromne pomieszczenie ze stojakami, ubrania pogrupowane w kategorie (sukienki, bluzki, okrycia, spodnie, spódnice), wąskie gardło z kasą, pomieszczenie z kurtkami, pomieszczenie z przymierzalniami i kolejne spore z tym co zostało z poprzedniej dostawy w "promocji".

W poniedziałek dostawa. Otwierają o 9, o 8 stoi już 5 babeczek z worami!

Zaczyna się robić trochę strasznie około 8.55, bo kolejka zajmuje całą alejkę, przy której sklep się mieści.
Jest! Otwierają drzwi!

No i się zaczyna...
- Babki biorą koszyki i upychają co popadnie
Ostatnio jedna z pań włożyła do koszyka białe conversy i jakąś sukienkę i ten koszyk między nogami przesuwała, kiedy przeglądała ubrania i ktoś jej te rzeczy w tego koszyka ukradł.

- Te z workami nawet nie patrzą co biorą tylko upychają i szybko do przymierzalni!
Kolejka do przymierzalni sięga do schodów, a każda osoba z workiem ciuchów.

- Na porządku dziennym jest wyrywanie sobie rzeczy, "bo ja to pierwsza zobaczyłam", wyciąganie rzeczy z koszyków
- Zdarzają się kradzieże rzeczy osobistych (bo w szale zakupów nawet nie zauważają, że są lżejsze o komórkę).

- Babki krzyczą na siebie, przeklinają, szarpią się...

A to wszystko w cenie 50 zł za kilogram.

PS. Lepsze są chyba tylko promocje w Lidlu...

Second Hand

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 433 (555)
zarchiwizowany
Absurdy szkolne.
Wspominałam już kiedyś, że moja mama jest nauczycielką. Pracuje w małej, wiejskiej szkole. Są tam klasy 4-6 oraz gimnazjum.

Trójka uczniów mamy chciała wciąć udział w projekcie informatycznym. Zgłosili się, ustalili z mamą kto czym się zajmuje. Bajka. Było to około grudnia.

Jakoś w marcu chłopcy się ogarnęli, że przecież projekt, a oni nic nie zrobili!

Mama na początku nie chciała z nim już nic robić, bo w końcu mieli tyle czasu, to pewnie dalej będzie to samo. Jednak ich wychowawczyni chodziła, prosiła. Ok, projekt jeszcze istnieje.

I ostatnio mama we wtorek wraca wściekła z pracy i odpowiada mi, że projekt znowu wypłynął.

Mama w poniedziałek normalnie prowadzi kółko informatyczne, jednak ma już wyrobione wszystkie godziny dyrektorskie, w ramach których je robi. Postanowiła tego dnia wcześniej wrócić do domu, bo miała coś do załatwienia.

Około 15 dzwoni telefon. Pani sekretarka donosi, że tu czekają trzej uczniowie, który się ponoć z mamą umówili na projekt.

Mama wściekła, bo termin oddawania projektów minął z końcem kwietnia. Uczniowie chcieli pójść na skargę do dyrektorki, że "pani ich olała". Mama ich zaprosiła do dyrektorki następnego dnia.

Jednak z samego rana matka jednego z tych chłopców wparowała jak rozwścieczony dinozaur do szkoły i prosto do dyrekcji.

I krzyczy, że jak to tak, że oni się napracowali, a pani sobie po prostu nie przyszła, że to nie możliwe, że tyle pracy włożone na marne.

Mama bardzo spokojnie pyta pierwszego:
- Co miałeś zrobić?
- To i to.
- Zrobiłeś?
- Mam w domu!

Drugi przyznał się, że nie zrobił. Za trzeciego mówi jego matka:
- On się tak napracował, tyle zrobił, siedział godzinami!
- A widziała Pani co on zrobił?
- Nie...
- Owszem chłopcy dostarczyli JEDNĄ prezentację (projekt składał się z prezentacji, filmu, jakiegoś badania), jednak niczego w niej nie poprawili, jak kazałam.
Nagle chłopcy potulni jak baranki...

Ja pytam grzecznie: Co się kurna dzieje z dzisiejszą młodzieżą? To już kolejny raz, kiedy mama mi opowiada, że uczniowie lecą do dyrektorki na skargę, kiedy sami są najbardziej winni...

Szkoła

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 272 (368)

#58591

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się historia o tym, jak rodzice wynajęli mieszkanie.
Jako, że mieszkanie dostaliśmy w stanie tragicznym, było postawione "na nogi" od podłogi aż po sufit. Wykładzina, meble. Ściany wymalowane, okna zmienione. Wszystko idealnie. A mieszkanie to jest spory pokój otwarty na kuchnię, łazienka i korytarz wyposażony w wielgachną szafę wnękową.

W połowie wakacji mieszkanie to wynajęły dwie dziewczyny, które zaczynały studia na PWSZ w moim rodzinnym mieście. Moi rodzice z ich się dogadali, umowa spisana, klucze przekazane. My jedziemy nad morze. Jednak coś rodziców tchnęło - dali sąsiadce - starowince numer, żeby w razie problemów dzwoniła.

Po dwóch tygodniach wracamy. Telefon od sąsiadki, że ona nie chce się wtrącać, ale żeby rodzice do mieszkania przyjechali.
Pojechaliśmy w trójkę, a to co zastaliśmy, to się w głowie nie mieści.

- Syf taki, że ja przez rok bym nie naprodukowała, a one mieszkały dwa tygodnie.

- Wszędzie dym papierosowy, chociaż prosiliśmy o niepalenie w mieszkaniu (nawet w umowie to było).

- W kuchni kleiło się wszystko, nawet ściana oberwała prysznicem z oleju.

- W łazience był niewyobrażalny smród, do tej pory nie wiemy dlaczego.

- Kanapa oblana jakimś klejącym czymś, co nie chciało dać się zmyć, dywan podobnie.

Rodzice kazali się dziewczynom wyprowadzić, ponieważ wyraźnie naruszyły umowę. Miały oddać klucze i zjawić się za kilka dni żeby zabrać swoje rzeczy.
Jedna z nich zaczęła przeklinać, że tak nie można, rzuciła się z łapami, w końcu chwyciła kurtkę, wyszła i tylko stwierdziła, że "jeszcze pożałujemy".

Wywiad u sąsiadki wykazał, że w mieszkaniu od dwóch tygodni była nieustająca impreza - bardzo głośna muzyka przez całą noc, krzyczenie przez okno, bluzgi, rzucanie papierosów na podwórko. Jacyś faceci ciągle tam przychodzili, niepokoili sąsiadów (zaczepiali, krzyczeli przez drzwi).
Dziewczyny nie zjawiły się na wyznaczonym terminie odbioru swoich rzeczy i pakowania (które miało się odbyć przy nas, był to wtorek), więc z mamą zapakowałyśmy ich rzeczy i zaczęłyśmy sprzątać.
Doprowadzenie mieszkania do stanu wyjściowego zajęło dwa dni oraz pochłonęło hektolitry środków do czyszczenia (Kanapa do wyprania, łazienka, kuchnia - wszystko trzeba było szorować).
Łaskawie rodzice dziewczyn zadzwonili we wtorek wieczorem, że oni nie mogą teraz i będą w sobotę.
Znowu całą rodziną przy tym byliśmy, bo nie wiadomo, czy nie przyprowadzą jakiś facetów i nie spełnią gróźb, ale było dość spokojnie.
Upomniały się tylko o kaucję, jednak osobiście je wyśmiałam (większość poszła na pokrycie kosztów zakupu środków czystości).

Od tamtej pory na szczęście mieszkanie wynajmuje pan, który płaci i sobie spokojnie mieszka.

Wynajem mieszkania

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 537 (605)
zarchiwizowany
Wynajmując z kimś obcym mieszkanie dużo ryzykujesz. Jednak nie wiedziałam, że można aż tak wpaść...

Mieszkamy wraz z mym mężczyzną w mieszkaniu w dwiema innymi dziewczynami. Jedna jest bardzo miła i sympatyczna - pogadać można, pośmiać się a i posprząta bez szemrania - ogólnie super się mieszka.
Niestety, jest jeszcze ta druga...

Nazwijmy ją Mariola.
Otóż Mariola biega, nawet profesjonalnie. O ile kiedy było ciepło i sucho było ok, teraz? Po co wytrzepać buty przed klatką, albo już w? Lepiej nanieść tego piasku i śniegu do mieszkaniu, po wejściu udać się prosto do łazienki i umyć buty w wannie posługując się czyimś (moim) żelem pod prysznic. Wanna oczywiście nie umyta.

Sprzątanie po sobie? Jakie sprzątanie? Schylenie się w kuchni po coś co upadło (nawet jak to połowa jajka)? To ponad jej siły. To samo ze starciem blatu, naczyń, kuchenki czy stołu.
Muszę mówić jak brudno jest w kuchni?
Przez pewien czas sprzątałam za nią, jednak ile można?

Nie chcielibyście widzieć jak wyglądał ostatnio zlew w kuchni. Dokładnie tak, jak by ktoś do niego narzygał. Kto posprzątał? Druga współlokatorka, Mariola nie tknęła.

Zlew w łazience - nie da się już niestety domyć śladów po tuszu, który spadł do zlewu Marioli i biedna nie miała jak tego umyć od razu... Już nie wspomnę o zwykłym wypłukaniu ze zlewu pasty...

Na porządku dziennym jest, że Mariola chodzi w mokrych i brudnych butach po całym mieszkaniu, bo musi się oglądnąć w lustrze, bo z łazienki jeszcze coś, a z kuchni zapomniała torby. Po sobie nie sprzątnie...

A wiecie co lubię? Mój fetysz - wchodzę wieczorem do łazienki a tam majtki. I nie jakieś czyste, czy złożone. Nie... Tak zostawione jak z tyłka zdjęte i oglądaj sobie!

Raz znaleźliśmy torebkę od herbaty wesoło pływającą w toalecie. Zwróciliśmy Marioli uwagę - myślałam, że zabije, lub się rozpłaczę. Dwa(!) dni było lepiej.

A mówiłam już, że podkrada nam nawet coś takiego jak patyczki do uszu? No spoko, "pożycza", ale nawet się z tym nie kryje - zostawia je takie brudne na wierzchu i wychodzi.

To w mieszkaniu nie przeszkadza, ale dostarcza rozrywki - Mariola nałogowo kłamie. Dowód? Wyciągam z lodówki woreczek z marchewkami i jakiś on taki mokry. A i półka mokra od czegoś białego. Mariola spytana odpowiada, że nic nie wie. Wieczorem druga współlokatorka uświadamia nas, że Mariola wylała jej mleko i nie posprzątała, a nas po prostu okłamała.

Kwiatek z dzisiaj - posprzątałam całe mieszkanie na błysk. Mariola w ciągu godziny w domu zdążyła naprodukować 5 łyżeczek, dwa widelce i dwa noże. Oczywiście wyjechała na weekend i nam zostawiła ^^

Nie muszę dodawać, że szukamy nowego mieszkania.
Od razu podkreślam - ona nie widzi, że jest brudno, że zostawia po sobie syf. Wiem, że w domu sprzątała za nią babcia i mama i nie musiała nic robić, więc teraz my się męczymy. Zwrócenie uwagi nie działa... Pomocy!

Lokatorzy.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (283)
zarchiwizowany
A tak przez świąteczne opowieści się dowiedziałam co następuje.
Moja siostra, kiedy była w zerówce miała swoje pierwsze lekcje pisania, czytania, angielskiego oraz religii.
Razu pewnego zakonnica, która te lekcje prowadziła weszła z tymi dzieciakami po 5/6 lat na ciężki temat śmierci.
Na pytanie mojej siostry "co się ze mną stanie po śmierci?", zakonnica w imię chrześcijańskiej miłości i pedagogicznego ducha odpowiedziała:
- Kiedy umrzesz, wsadzą cię do trumny i zakopią w ziemi!
Siostra do dzisiaj ma lekką traumę...

zakonnica

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (36)
zarchiwizowany
Zbliżają się te święta, co Bóg się rodzi, karp truchleje a i karpiu właśnie będzie.

Potrafię zrozumieć, że ktoś robi zakupy na dwa tygodnie przed świętami - a to rodzina szybciej przyjeżdża, a zgrzewka wody postoi, wiadomo.

Jednak nie potrafię zrozumieć po co tak wcześnie kupować karpia? Jednak można to jakoś wytłumaczyć, co jest logiczne. Jednak będąc dwa tygodnie przed świętami w markecie nigdy bym nie pomyślała, że można w tak brutalny sposób pozbawić życia rybę.

Mianowicie.

Podchodząc do kasy stanęłam za panią z dużymi zakupami. Pani taśmę zapełniła, a na końcu położyła... plastykowy worek z 5 karpiami totalnie bez wody. Karpie sobie powoli dogorywały, od czasu do czasu podskakując kiedy tliła się w nich jeszcze iskra nadziei na oddech.

Nie jestem obrońcą zwierząt, ani wegetarianką, jednak nie rozumiem, jak można pozwolić zwierzęciu (nawet jeśli to tylko rybcia na wigilijny stół) zdychać w takich męczarniach. Nie ma bardziej humanitarnych sposobów zabijania?

Świąteczne miłosierdzie.

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (356)

#56839

(PW) ·
| Do ulubionych
O autobusach słów kilka w rozdziałach opisanych:

Prolog: Słyszy się...
Wiele razy usłyszałam, że młodzież/studenci są niekulturalni, bo miejsc nie ustępują, bo głośno rozmawiają, mają czelność się śmiać. Jednak odnoszę wręcz przeciwne wrażenie - to wielu starszym osobom brakuje odrobiny autobusowego savoir vivre, co niniejszym postaram się udowodnić.

Rozdział 1: Walka o miejsca.
Autobus na skupisko 2 uczelni i 3 wydziałów plus jakiegoś technikum. Zawsze, codziennie praktycznie każdy kurs wypełnia autobus do granic. Dlatego ustępowanie miejsc to norma. Jednak! Pewna pani stwierdziła, że miejsce, które dla niej zwolnił student to za mało! Ona MUSI siedzieć na miejscu dla niepełnosprawnej osoby tuż obok. Dlaczego? Bo jej się należy! Co z tego, że miejsce dla niej specjalnie zwolnione znajduje się 50cm w sumie bliżej?
Numer dwa w rankingu zajmuje pan, który podszedł do mnie i powiedział, że mam wstać, bo to jego miejsce i on codziennie jeździ tym samym autobusem, o tej samej porze i siada na tym samym miejscu.

Rozdział 2: Bajka o dosiadaniu się.
Zdarza się czasami dosiąść się do kogoś. Jednak za każdym razem, gdy tak się dzieje, mam wrażenie, że współtowarzysz podejrzewa mnie o umiejętność czytania w myślach. Od 90% starszych osób koło których zdarzyło mi się usiąść nie usłyszałam głupiego "przepraszam", albo "ja tu wysiadam", tylko dostałam siatkami po nogach i się osoba przepycha i fuka na mnie. Nie łatwiej coś powiedzieć? Nie zawsze patrzy się na drugą osobę i zgaduje kiedy chce wysiąść. Czasami się zamyśli/zaczyta i głupie słowo może człowieka wyrwać z zamyślenia.
Pragnę podkreślić, że 90% osób, które powiedzą grzecznie przepraszam to osoby młode.

Rozdział 3: Kultura przede wszystkim!
Razu pewnego zdarzyło mi się być osobą "od okna". Zbliża się mój przystanek, grzecznie zbieram rzeczy i przepraszam panią koło mnie. W odpowiedzi dostaje pełne oburzenia "Jak się zatrzyma to wstanę!" Rozumiem, że ktoś może mieć problem z ustaniem w hamującym autobusie, ale aż taka złość potrzebna?

Epilog: Dzisiaj!
Pani w brokacie i cekinach siedziała i malowała w autobusie paznokcie informując o stanie swojej hm... intymnej części ciała cały autobus (rozmawiała przez telefon i opowiada komuś o swojej wizycie u lekarza domyślam się). Zapach był cudowny, a i wyobraźnia mogła pracować...

Mały apel świąteczny: "przepraszam" nie parzy w język ;)

Autobusy!

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 389 (509)

#56561

(PW) ·
| Do ulubionych
Co ludzie mają w głowach?
Godzinny poranne, jadę autobusem na uczelnie. Jak to zwykle o tej porze bywa, stopień zapełnienia autobusu sięgał górnej granicy pojemności. Wszyscy sobie wegetują do swojego przystanku.
Nagle!
Kierowca gwałtownie hamuje, połowa pasażerów walczy w grawitacją, jakaś osoba z przodu się wywróciła.
A to wszystko dlaczego?
Ano jakaś babuszka z laseczką stwierdziła, że zdąży przejść przez ulice na czerwonym świetle jeszcze przed autobusem. A co jej tam?!
Strat nie było, może jakieś delikatne siniaki oraz chwila strachu. Jednak najważniejsze, że nikomu się nic nie stało.

Zagrożenie życia

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 363 (517)
zarchiwizowany

#56117

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Może mało piekielnie, jednak daje do myślenia.
U mojej lepszej połówki na roku jest kilka bardzo zdolnych i ambitnych osób (średnia powyżej 4,5, konferencje, konkursy, projekty). Przez dwa pierwsze semestry te osoby dostawały stypendia naukowe.
W tym roku zmieniły się przepisy.
Kto dostaje stypendium NAUKOWE?
Osoby, które są w sekcjach sportowych, nawet jeśli tylko podają piłki.
Nic tylko brać się za naukę!

Studia studia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (241)