Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

calodniowysen

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2011 - 20:17
Ostatnio: 1 grudnia 2019 - 7:27
  • Historii na głównej: 18 z 24
  • Punktów za historie: 5801
  • Komentarzy: 226
  • Punktów za komentarze: 877
 

#84976

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowieści z pracy na recepcji - część pierwsza.

Pracowałam w budynku, w którym najważniejszą zasadą było, że każda osoba, która nie posiada swojej imiennej karty musi być wylegitymowana i zapisana. Każda. Codziennie. Zawsze. Nawet jeśli to był kurier, który przychodził codziennie o tej samej porze i nie było wyjątków.

Były osoby, które zawsze grzecznie się dopasowały. Te osoby wiedziały, że dyskusje są zbędne i zawsze pokazały dowód, cała procedura trwała 10 sekund. Były też oczywiście wyjątki.

Przedstawię wyjątki w postaci krótkich dialogów. [J]a i [P]iekielni.

1. Nie mam dokumentów.

[P]: Ja do tej i do tej firmy.
[J]: Dzień dobry, poproszę dokument ze zdjęciem.
[P]: Nie mam.
[J]: Niestety, bez tego nie może pan wejść na teren budynku.
[P]: Nie mam dokumentów, zapomniałem.
[J]: Niestety, bez pokazania dokumentu nie może Pan wejść.
[P]: O Jezu...
I dokument się znajduje.

2. Ukradli mi portfel.

[J]: Dzień dobry, dokument ze zdjęciem proszę.
[P]: Nie mam, ukradli mi portfel.
[J]: To w takim razie wystarczy zaświadczenie od policji o zgłoszeniu kradzieży (doświadczenie z innej sytuacji).
[P]: Co ty mi pie***...
I zawinięcie się z paczką przed budynek.

3. Nie muszę mieć dokumentów.

[J]: ...dokument ze zdjęciem.
[P]: Nie mam dowodu.
[J]: Może być inny dokument, na przykład prawo jazdy.
[P]: Nie mam.
[J]: Jeździ pan samochodem bez prawka?
[P]: Ja nie muszę mieć prawka.
Aha.

4. Nie masz prawa. Sytuacja, która zdarzała się średnio co drugi dzień.

[J]: ...dokument ze zdjęciem.
[P]: Nie masz prawa mnie legitymować.
Plask! Wydruk ustawy, która mówi, że mogę na stół (przygotowana przez powtarzające się sytuację).
[J]: Tutaj ma pan podstawę prawną oraz identyczną podstawę na legitymacji ochrony.
[P]: I tak nie masz prawa [i podaje dowód z miną osoby torturowanej].

5. Spieszę się.

[J]: ...dokument ze zdjęciem.
[P]: Nie mam, wpuść mnie, jak tylko na chwilę, spieszę się.
[J]: Niestety, żeby wejść do budynku musi pan zostać wpisany do systemu i zostać wylegitymowany.
[P]: Ale ja się spieszę, wpuść mnie.
[J]: Niestety nie mogę.
[P]: Dokumenty mam w samochodzie, spieszę się, no weź mnie wpuść.
[J]: Niestety nie mogę.
[P]: Ja już jestem spóźniony.
[J]: Niestety, mam swoje procedury, których muszę przestrzegać.
[P]: Ja prdl...
I dowód się znajdował zawsze. Efekt? 5 minut dyskusji zamiast 10 sekund procedury.

Niestety, nasza góra pilnowała każdego przypadku, kiedy ktoś nie został wylegitymowany (np. schodzili na recepcję, stawali gdzieś z boku i obserwowali przez godzinę, serio). Nie miałyśmy wyjścia, musiałyśmy być nieustępliwe, od tego zależała nasza praca.

Takie sytuacje jak opisane wyżej zdarzały się codziennie, kilka razy dziennie z większymi lub mniejszymi awanturami. Z naszej strony musiał być zawsze firmowy uśmiech, nawet jak ktoś nas wyzywał.

kurierzy recepcja ochrona

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (121)

#69693

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam długie włosy. I to długie z serii do pośladków, a te z tyłu głowy mają ponad metr długości. Naturalny blond, nigdy nie dotknięte farbą. Żadnej stylizacji na ciepło, zero suszenia. Zadbane, wymuskane. No skarb po prostu.

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

Jechałam dzisiaj rano autobusem na uczelnię. Ścisku jakiegoś dużego nie było, zajęłam miejsce siedzące. Słuchałam muzyki, otworzyłam notatki i oglądam sobie całki i takie tam inne. Z racji, że włosy miałam związane w kucyka zarzuciłam je na plecy, coby na notatki nie spadały.

20 minut później opuściłam autobus, doszłam na uczelnię, ściągnęłam płaszcz i chcąc poprawić włosy odkryłam ich brak.

Ktoś w autobusie obciął mi ponad pół metra włosów.

Mam nadzieję, że się do czegoś przydały i że ta mądra osoba odda mi pieniądze, które wydałam na fryzjera, żeby uratować to co mi na głowie zostało. Płakałam na fotelu u fryzjerki. A teraz mogę podziwiać swoje włoski do ramion :)

Och i dziękuję serdecznie wszystkim współpasażerom, że przyglądali się bezczynnie jak ktoś obcina mi włosy.

I powinnam poprawić "miałam długie włosy"...

komunikacja_miejska

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 818 (978)

#66585

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak się wyśmiewa lęki przez zwykłe niezrozumienie.

Boję się pająków. Zdanie wypowiadane przez milion kobiet i mężczyzn na całym świecie. I chyba też najczęściej wyśmiewane.
„On ci nic nie zrobi, on się boi bardziej od ciebie! Zobacz jaki milusi, jakie ma długie nogi!”
Ileż to razy ja to słyszałam? Byłam zbywana przez rodzinę i znajomych wiele razy takimi słowami. Zastanawia mnie jednak czy serio nie da się uszanować czyjegoś lęku? Jak ktoś mówi 'nie rób mi herbaty, bo nie lubię', to mówicie 'ok, zrobię ci kawy'. Z lękami się tak nie da?

Jak byłam mała (miałam jakieś 9 lat) zmieniałam pościel. Nałożyłam świeże prześcieradło, odwróciłam się po kołdrę, zerkam na łóżko, a tam – pająk! I to z tych najgorszych, bo taki długonogi zapierdziela wesoło po mojej świeżej pościeli! Ja w krzyk, mama wyskoczyła spod prysznica i dawaj ratować dzieciaka.
Ten jeden raz zgadzam się, moja reakcja była przesadzona, rodzicielki całkiem na miejscu (zdrowy opieprz mi się dostało, bo krzyczałam jakby mnie ze skóry obdzierali). Ale widzicie skalę problemu?

Teraz z innej beczki. Czasy gimnazjum.
Schodzimy z boiska do kosza, wpadamy do kolegi do mieszkania w celu napicia się wody. Kolega informuje, że ma dwa ptaszniki. Ja informuję, że panicznie się boję i o ile będą pająki zamknięte, to do pokoju wejdę i zajmę strategiczne miejsce z możliwością szybkiej ewakuacji. Ok, ok, nie ma sprawy. Kolega jednak nie do końca wziął sobie do serca moja mowę, bo gdy weszłam do pokoju, nastraszył mnie skórą (?) z jednego z pajączków położoną na ręce.
Zemdlałam.

Kolega przez godzinę mnie przepraszał i zapewniał, że nigdy więcej nie zrobi nikomu takiego kawału. Mam nadzieję, że słowa dotrzymuje. Przeżycie dla nas, które mogło nie mieć miejsca, gdyby nie brak szacunku do czyiś lęków.

Mało? Własna rodzina mnie 'oducza'.
Ojciec zaprasza na drabinę przed domkiem w remoncie, coby podbitkę potrzymać, kiedy on będzie przykręcał. Ok, nie ma sprawy. Wskakuję na drabinę, a że znajdujemy się od nasłonecznionej strony, szybko udaje mi się namierzyć trzy wielgachne pająki. Jeden wesoło coś zajada, jeden wspina się po sieci, trzeci grzecznie czeka na ofiary. Ciężko mi przełykać, robi mi się gorąco, łzy w oczach, bo czuję się osaczona, a rodzinka robi sobie w najlepsze żarty. Okrutni...

Ten sam domek, jakiś czas później. Wracamy z plaży, wchodzę do łazienki, a tam największy pająk, jakiego widziałam na wolności. Wiem, że 'tacy jak ja' mają skłonności do dramatyzowania, ale naprawdę był duży (w wymiarze 5-7 cm). Ewakuowałam się cichutko, tatę słabym głosem wysłałam na bój. Tato się pośmiał, że malutki pajączek, rodzina miała ubaw, ale oddaję ojcu sprawiedliwość, że następnego dnia przyznał się do tego, że nawet jego skalą pająk był sporawy.
Dlatego ja nie apeluję, nie prawię morałów, tylko cichutko proszę – szanujcie. Nie musicie akceptować, ani rozumieć. Szanujcie.

lęki rodzina przyjaciele

Skomentuj (95) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 430 (634)
O Miłej Pani z PKP.

Wracałam wczoraj do domu. Jazda autobusem, przesiadka na pociąg. Przez złe warunki pogodowe autobus ma prawie godzinne opóźnienie, nie zdążyłam na wcześniejszy pociąg, a i obawy są, że na kolejny nie zdążę i godzina bimbania na dworcu. Trochę przez to wszystko poddenerwowana wchodzę na dworzec, ale uśmiech losu – zero kolejki do kas, dwa okienka otwarte, jedna pani obsługuje, a druga to moja Miła Pani [MP] z PKP. Podchodzę w celu jak najszybszego zakupu biletu, bo 7 minut mi zostało.

[Ja]: Dzień dobry.
Nic. Myślę nie usłyszała, ki czort?
[Ja]: Dzień dobry!
Ponawiam próbę, ale znowu nic. W takim razie głośno i wyraźnie mówię:
[Ja]: Bilet studencki do mojego miasta na teraz.
[MP]: O dżizas, nie widzi, że czytam?
Zatkało mnie na sekundę, ale tak trochę niepewnie zagajam
[Ja]: Myślałam, że pani tutaj sprzedaje bilety...
[MP]: A pani jak czyta, to pracuje? Nie lubię jak mi ktoś przerywa kiedy czytam.

Na taką siłę argumentów nie miałam nic do powiedzenia. Sprzedaż biletu obyła się bez dalszych komplikacji, chociaż przezornie sprawdziłam, czy bilet na pewno dobrze wystawiony. Strzeżonego... no!

PKP

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 482 (544)

#65542

(PW) ·
| Do ulubionych
Chyba nie nadążam za dzisiejszym światem...

Kojarzycie te momenty w filmach romantycznych, kiedy leci nastrojowa muzyka a główni bohaterowie śmieją się, randkują? Cóż, moja historia ma podobny początek, ale zakończenie dość nieoczekiwane.

Wiosna przyszła, zew natury się odezwał to i zapoznałam osobnika płci przeciwnej. Poznaliśmy się przypadkiem, chłopak zaprosił na kawę. Jedno spotkanie, drugie, randki, kino i tak przez jakiś czas. Brzmi sielankowo, prawda?
Dochodzimy do dnia, do bardzo ciężkiego dla mnie dnia, kiedy jedyne o czym marzyłam, to film, lody i spokój. Chłopak - ideał zaprosił do siebie, lody zakupił, na przystanek wyszedł. Cud, miód.
Film się skończył, rozpoczął się dialog, a że film dotykał tematu typu „on jeden a ich trzy” rzuciłam:
- Ja to bym nie potrafiła się dzielić swoim facetem.
I tu następuję przejście na temat „co to między nami się dzieje”
Teraz uwaga!

Kojarzycie termin „przyjaciele z korzyściami”? Ludzie sypiają ze sobą bez zobowiązań, nie tylko ze sobą, z kim chcą.
Cud chłopak zaproponował mi dołączenie do jego grupy SIEDMIU! (7!!!) dziewczyn, z którymi regularnie sypia.
Dawno tak szybko nie zebrałam się do wyjścia.

To świat jest chory, czy jednak ja?

Skomentuj (106) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 437 (691)

#60341

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem szczerze przerażona!

Jaki second hand jest każdy widzi. Mój ulubiony wygląda tak - wysokie schody, ogromne pomieszczenie ze stojakami, ubrania pogrupowane w kategorie (sukienki, bluzki, okrycia, spodnie, spódnice), wąskie gardło z kasą, pomieszczenie z kurtkami, pomieszczenie z przymierzalniami i kolejne spore z tym co zostało z poprzedniej dostawy w "promocji".

W poniedziałek dostawa. Otwierają o 9, o 8 stoi już 5 babeczek z worami!

Zaczyna się robić trochę strasznie około 8.55, bo kolejka zajmuje całą alejkę, przy której sklep się mieści.
Jest! Otwierają drzwi!

No i się zaczyna...
- Babki biorą koszyki i upychają co popadnie
Ostatnio jedna z pań włożyła do koszyka białe conversy i jakąś sukienkę i ten koszyk między nogami przesuwała, kiedy przeglądała ubrania i ktoś jej te rzeczy w tego koszyka ukradł.

- Te z workami nawet nie patrzą co biorą tylko upychają i szybko do przymierzalni!
Kolejka do przymierzalni sięga do schodów, a każda osoba z workiem ciuchów.

- Na porządku dziennym jest wyrywanie sobie rzeczy, "bo ja to pierwsza zobaczyłam", wyciąganie rzeczy z koszyków
- Zdarzają się kradzieże rzeczy osobistych (bo w szale zakupów nawet nie zauważają, że są lżejsze o komórkę).

- Babki krzyczą na siebie, przeklinają, szarpią się...

A to wszystko w cenie 50 zł za kilogram.

PS. Lepsze są chyba tylko promocje w Lidlu...

Second Hand

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 434 (556)
zarchiwizowany
Absurdy szkolne.
Wspominałam już kiedyś, że moja mama jest nauczycielką. Pracuje w małej, wiejskiej szkole. Są tam klasy 4-6 oraz gimnazjum.

Trójka uczniów mamy chciała wciąć udział w projekcie informatycznym. Zgłosili się, ustalili z mamą kto czym się zajmuje. Bajka. Było to około grudnia.

Jakoś w marcu chłopcy się ogarnęli, że przecież projekt, a oni nic nie zrobili!

Mama na początku nie chciała z nim już nic robić, bo w końcu mieli tyle czasu, to pewnie dalej będzie to samo. Jednak ich wychowawczyni chodziła, prosiła. Ok, projekt jeszcze istnieje.

I ostatnio mama we wtorek wraca wściekła z pracy i odpowiada mi, że projekt znowu wypłynął.

Mama w poniedziałek normalnie prowadzi kółko informatyczne, jednak ma już wyrobione wszystkie godziny dyrektorskie, w ramach których je robi. Postanowiła tego dnia wcześniej wrócić do domu, bo miała coś do załatwienia.

Około 15 dzwoni telefon. Pani sekretarka donosi, że tu czekają trzej uczniowie, który się ponoć z mamą umówili na projekt.

Mama wściekła, bo termin oddawania projektów minął z końcem kwietnia. Uczniowie chcieli pójść na skargę do dyrektorki, że "pani ich olała". Mama ich zaprosiła do dyrektorki następnego dnia.

Jednak z samego rana matka jednego z tych chłopców wparowała jak rozwścieczony dinozaur do szkoły i prosto do dyrekcji.

I krzyczy, że jak to tak, że oni się napracowali, a pani sobie po prostu nie przyszła, że to nie możliwe, że tyle pracy włożone na marne.

Mama bardzo spokojnie pyta pierwszego:
- Co miałeś zrobić?
- To i to.
- Zrobiłeś?
- Mam w domu!

Drugi przyznał się, że nie zrobił. Za trzeciego mówi jego matka:
- On się tak napracował, tyle zrobił, siedział godzinami!
- A widziała Pani co on zrobił?
- Nie...
- Owszem chłopcy dostarczyli JEDNĄ prezentację (projekt składał się z prezentacji, filmu, jakiegoś badania), jednak niczego w niej nie poprawili, jak kazałam.
Nagle chłopcy potulni jak baranki...

Ja pytam grzecznie: Co się kurna dzieje z dzisiejszą młodzieżą? To już kolejny raz, kiedy mama mi opowiada, że uczniowie lecą do dyrektorki na skargę, kiedy sami są najbardziej winni...

Szkoła

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 272 (368)

#58591

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się historia o tym, jak rodzice wynajęli mieszkanie.
Jako, że mieszkanie dostaliśmy w stanie tragicznym, było postawione "na nogi" od podłogi aż po sufit. Wykładzina, meble. Ściany wymalowane, okna zmienione. Wszystko idealnie. A mieszkanie to jest spory pokój otwarty na kuchnię, łazienka i korytarz wyposażony w wielgachną szafę wnękową.

W połowie wakacji mieszkanie to wynajęły dwie dziewczyny, które zaczynały studia na PWSZ w moim rodzinnym mieście. Moi rodzice z ich się dogadali, umowa spisana, klucze przekazane. My jedziemy nad morze. Jednak coś rodziców tchnęło - dali sąsiadce - starowince numer, żeby w razie problemów dzwoniła.

Po dwóch tygodniach wracamy. Telefon od sąsiadki, że ona nie chce się wtrącać, ale żeby rodzice do mieszkania przyjechali.
Pojechaliśmy w trójkę, a to co zastaliśmy, to się w głowie nie mieści.

- Syf taki, że ja przez rok bym nie naprodukowała, a one mieszkały dwa tygodnie.

- Wszędzie dym papierosowy, chociaż prosiliśmy o niepalenie w mieszkaniu (nawet w umowie to było).

- W kuchni kleiło się wszystko, nawet ściana oberwała prysznicem z oleju.

- W łazience był niewyobrażalny smród, do tej pory nie wiemy dlaczego.

- Kanapa oblana jakimś klejącym czymś, co nie chciało dać się zmyć, dywan podobnie.

Rodzice kazali się dziewczynom wyprowadzić, ponieważ wyraźnie naruszyły umowę. Miały oddać klucze i zjawić się za kilka dni żeby zabrać swoje rzeczy.
Jedna z nich zaczęła przeklinać, że tak nie można, rzuciła się z łapami, w końcu chwyciła kurtkę, wyszła i tylko stwierdziła, że "jeszcze pożałujemy".

Wywiad u sąsiadki wykazał, że w mieszkaniu od dwóch tygodni była nieustająca impreza - bardzo głośna muzyka przez całą noc, krzyczenie przez okno, bluzgi, rzucanie papierosów na podwórko. Jacyś faceci ciągle tam przychodzili, niepokoili sąsiadów (zaczepiali, krzyczeli przez drzwi).
Dziewczyny nie zjawiły się na wyznaczonym terminie odbioru swoich rzeczy i pakowania (które miało się odbyć przy nas, był to wtorek), więc z mamą zapakowałyśmy ich rzeczy i zaczęłyśmy sprzątać.
Doprowadzenie mieszkania do stanu wyjściowego zajęło dwa dni oraz pochłonęło hektolitry środków do czyszczenia (Kanapa do wyprania, łazienka, kuchnia - wszystko trzeba było szorować).
Łaskawie rodzice dziewczyn zadzwonili we wtorek wieczorem, że oni nie mogą teraz i będą w sobotę.
Znowu całą rodziną przy tym byliśmy, bo nie wiadomo, czy nie przyprowadzą jakiś facetów i nie spełnią gróźb, ale było dość spokojnie.
Upomniały się tylko o kaucję, jednak osobiście je wyśmiałam (większość poszła na pokrycie kosztów zakupu środków czystości).

Od tamtej pory na szczęście mieszkanie wynajmuje pan, który płaci i sobie spokojnie mieszka.

Wynajem mieszkania

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 540 (608)
zarchiwizowany
Wynajmując z kimś obcym mieszkanie dużo ryzykujesz. Jednak nie wiedziałam, że można aż tak wpaść...

Mieszkamy wraz z mym mężczyzną w mieszkaniu w dwiema innymi dziewczynami. Jedna jest bardzo miła i sympatyczna - pogadać można, pośmiać się a i posprząta bez szemrania - ogólnie super się mieszka.
Niestety, jest jeszcze ta druga...

Nazwijmy ją Mariola.
Otóż Mariola biega, nawet profesjonalnie. O ile kiedy było ciepło i sucho było ok, teraz? Po co wytrzepać buty przed klatką, albo już w? Lepiej nanieść tego piasku i śniegu do mieszkaniu, po wejściu udać się prosto do łazienki i umyć buty w wannie posługując się czyimś (moim) żelem pod prysznic. Wanna oczywiście nie umyta.

Sprzątanie po sobie? Jakie sprzątanie? Schylenie się w kuchni po coś co upadło (nawet jak to połowa jajka)? To ponad jej siły. To samo ze starciem blatu, naczyń, kuchenki czy stołu.
Muszę mówić jak brudno jest w kuchni?
Przez pewien czas sprzątałam za nią, jednak ile można?

Nie chcielibyście widzieć jak wyglądał ostatnio zlew w kuchni. Dokładnie tak, jak by ktoś do niego narzygał. Kto posprzątał? Druga współlokatorka, Mariola nie tknęła.

Zlew w łazience - nie da się już niestety domyć śladów po tuszu, który spadł do zlewu Marioli i biedna nie miała jak tego umyć od razu... Już nie wspomnę o zwykłym wypłukaniu ze zlewu pasty...

Na porządku dziennym jest, że Mariola chodzi w mokrych i brudnych butach po całym mieszkaniu, bo musi się oglądnąć w lustrze, bo z łazienki jeszcze coś, a z kuchni zapomniała torby. Po sobie nie sprzątnie...

A wiecie co lubię? Mój fetysz - wchodzę wieczorem do łazienki a tam majtki. I nie jakieś czyste, czy złożone. Nie... Tak zostawione jak z tyłka zdjęte i oglądaj sobie!

Raz znaleźliśmy torebkę od herbaty wesoło pływającą w toalecie. Zwróciliśmy Marioli uwagę - myślałam, że zabije, lub się rozpłaczę. Dwa(!) dni było lepiej.

A mówiłam już, że podkrada nam nawet coś takiego jak patyczki do uszu? No spoko, "pożycza", ale nawet się z tym nie kryje - zostawia je takie brudne na wierzchu i wychodzi.

To w mieszkaniu nie przeszkadza, ale dostarcza rozrywki - Mariola nałogowo kłamie. Dowód? Wyciągam z lodówki woreczek z marchewkami i jakiś on taki mokry. A i półka mokra od czegoś białego. Mariola spytana odpowiada, że nic nie wie. Wieczorem druga współlokatorka uświadamia nas, że Mariola wylała jej mleko i nie posprzątała, a nas po prostu okłamała.

Kwiatek z dzisiaj - posprzątałam całe mieszkanie na błysk. Mariola w ciągu godziny w domu zdążyła naprodukować 5 łyżeczek, dwa widelce i dwa noże. Oczywiście wyjechała na weekend i nam zostawiła ^^

Nie muszę dodawać, że szukamy nowego mieszkania.
Od razu podkreślam - ona nie widzi, że jest brudno, że zostawia po sobie syf. Wiem, że w domu sprzątała za nią babcia i mama i nie musiała nic robić, więc teraz my się męczymy. Zwrócenie uwagi nie działa... Pomocy!

Lokatorzy.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (283)
zarchiwizowany
A tak przez świąteczne opowieści się dowiedziałam co następuje.
Moja siostra, kiedy była w zerówce miała swoje pierwsze lekcje pisania, czytania, angielskiego oraz religii.
Razu pewnego zakonnica, która te lekcje prowadziła weszła z tymi dzieciakami po 5/6 lat na ciężki temat śmierci.
Na pytanie mojej siostry "co się ze mną stanie po śmierci?", zakonnica w imię chrześcijańskiej miłości i pedagogicznego ducha odpowiedziała:
- Kiedy umrzesz, wsadzą cię do trumny i zakopią w ziemi!
Siostra do dzisiaj ma lekką traumę...

zakonnica

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (36)