Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 17 stycznia 2018 - 13:37
  • Historii na głównej: 58 z 61
  • Punktów za historie: 34210
  • Komentarzy: 603
  • Punktów za komentarze: 2792
 
zarchiwizowany

#61331

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jakiś czas temu poszedłem na zakupy do Lidla.
Podczas łażenia po sklepie rzuciło mi się w oczy niemowlę w wózku ciekawie obserwujące świat dookoła.
Minęło z 15 minut mojego łażenia.
Stoję grzecznie w kolejce do kasy, zakupy niewielkie. Akurat nadchodzi moja kolej - gdy z tyłu przepycha się "matka Polka" z wyżej wymienionym dzieckiem. Przepycha się z tekstem "Przepraszam, on się właśnie obudził, zaraz zacznie ryczeć, przepuści mnie pan/pani?".
Przepchała się aż za mnie. Miałem właśnie skasowany pierwszy z moich pięciu produktów. Na tekst "Pan też mnie przepuści?" odparłem krótkim "Nie.".
Na co zostałem zmierzony wzrokiem zabójczyni i nazwany chamem.
Nie chciało mi się wdawać w dyskusję.
Moje zakupy spowolniły panią o całe dwie minuty.

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (338)

#60942

(PW) ·
| Do ulubionych
Z tworzenia systemów informatycznych.

Dostaję zlecenie na stworzenie nowej funkcjonalności w systemie dla klienta. System ma dwa typy użytkowników: X i Y. W zleceniu znajduje się informacja, że funkcjonalność ma się nazywać Funkcjonalność X i ma być niedostępna dla użytkowników typu Y. Definicję klient dostarczy później.

OK, funkcjonalność wyceniona, czekamy na definicję.

Definicja przychodzi z tygodniowym poślizgiem - wynika z niej, że nowa funkcjonalność ma się nazywać Funkcjonalność Y i być dostępna tylko dla użytkowników Y.

Wysyłam pytanie do działu analizy i przełożonego - to jak w końcu robimy. Przez poślizg w jesteśmy w tyle z harmonogramem, muszę zacząć prace już albo się nie wyrobię - a system skonstruowany jest tak, że od tego muszę zacząć.

Decyzja - robimy według definicji. OK, niech będzie.

Godzinę przed terminem oddania na testy klient przysyła nową wersję definicji. I co? Ma się nazywać Funkcjonalność X i ma być dostępna tylko dla pewnego podtypu użytkowników typu X.
Przerabiam na szybko, siedzę godzinę dłużej w pracy.

Ale ale, nasz analityk twierdzi, że klient mu mówił, że on chce tą funkcjonalność mieć jeszcze dostępną dla pewnego podzbioru użytkowników typu Y. Tłumaczę jak krowie na rowie - że nijak nie wynika to ani z żadnego przysłanego dokumentu ani ze zdrowego rozsądku. Ale on gadał z klientem i on wie.
Żądam oficjalnego potwierdzenia.
Cisza do dziś.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 258 (358)

#60344

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w dużej korporacji, jednak "mój" oddział jest malutki. W naszej lokalizacji w najbogatszych czasach nie było więcej, niż 50 osób. Wszystko w dwóch pomieszczeniach plus korytarz, kuchnia, dwie ubikacje.

Firma co roku bierze udział w Inicjatywie przez duże I. Inicjatywa wymaga zaangażowania pracowników, więc aby wiadomość o niej nie utonęła w stosie maili, dodatkowo przysyłane są nam plakaty o Inicjatywie informujące.

Któregoś roku zadzwoniło dziewczę z HRów do naszego kierownika, ile nam plakatów przysłać. Ten stwierdził, że jeden się powiesi w kuchni, jeden naprzeciwko wejścia i starczy - więc dwa spokojnie wystarczą.
Przyszło 10 sztuk formatu A3. Powiesiliśmy cztery i stwierdziliśmy, że więcej naprawdę nie bardzo jest sens wieszać - w kuchni wisi, na korytarzu wisi, w obu pomieszczeniach biurowych wisi po jednym. Trzeba być ślepym albo pracować zdalnie, żeby przegapić. Kierownik wysłał dziewczęciu maila z delikatnym upomnieniem - że przecież zamawiał dwa, dziesięć to marnotrawstwo papieru i pieniędzy.
Minęła godzina, zadzwonił kierownik kierownika - że się dziewczę poskarżyło, że nasz kiero nie chce Inicjatywy wspierać i wieszać plakatów.

Efekt? Rozwiesiliśmy wszystkie, jeszcze jeden trafił do kuchni, dwa do biur... a trzy do ubikacji.

korporacja

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 483 (535)

#59390

(PW) ·
| Do ulubionych
Nauka jazdy na rowerze w wykonaniu Piekielnego Tatusia:

- Po co nam równa nawierzchnia, to dla mięczaków. Się z dzieckiem idzie do parku na wyboistą ścieżkę gruntową.
- Bieganie męczy. Rower na kiju prowadzimy krokiem spacerowym, co z tego, że przy tej prędkości trudniej utrzymać równowagę.
- Dziecko zachęcamy do wysiłku ciągłym darciem mordy. Zalecane zwroty: "Patrz przed siebie, idiotko!", "Czego się debilko przechylasz?", "Trzymaj prosto tą dupę" itd. Tak, żeby słyszał nas cały park.
- Dziecko uparcie i złośliwie się przechyla? Pomóżmy mu kopiąc w rower w drugą stronę.
- Na naukę zabieramy młodszego syna, niech idzie obok i chłonie słownictwo.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 606 (722)

#58555

(PW) ·
| Do ulubionych
Ku przestrodze dla wszystkich szukających pracy.
Na portalu tablica.pl pojawiło się ogłoszenie o pracy biurowej - na oko zupełnie normalne i nie podejrzane.
Po wysłaniu CV dostajemy wiadomość o treści:

"Witam Serdecznie!
W dalszej aplkacji na powyzsze stanowisko niezbedny jest do wypelnienia e-formularrz, który przesylam ponizej:
http: //goo .gl/wFg0oF
(jeżeli link nie działa to proszę spróbować później, problemy z serwerami)
Nastepnie proszę wysłac do nas.
Pozdrawiam."

Link przekierowuje nas na stronę http://fire-files.pl/8bd71/rekrutacja.doc/0.54/6 . Przy próbie pobrania pliku strona pyta o nasz numer telefonu i operatora, a następnie o kod z smsa.
Link do regulaminu na tej stronie nie działa, ale gdy wczytamy się w drobny druczek na dole strony widzimy, że podając ten kod zgadzamy się na usługę otrzymywania 3 smsów tygodniowo płatnych 6,15zł za sztukę.

Śmiem twierdzić, że pracy z ogłoszenia nie ma, nie było i nie będzie, a cała akcja jest polowaniem na naiwniaków.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 692 (750)

#57966

(PW) ·
| Do ulubionych
Wysyp historii o piecykach gazowych przypomniał mi moją:
Mogłem mieć wtedy góra 12 lat, może mniej. Przełom lat 80-tych i 90-tych.

W mieszkaniu mojej mamy junkers zamontowany jest i zawsze był w łazience, nad wanną. Junkers zaczął kiedyś tam niedomagać. Mama chciała wezwać fachowca, ale mąż jej koleżanki stwierdził, że po co, w ramach koleżeńskiej przysługi jej serwis zrobi, w końcu on się na tym zna.
Przyszedł, pogrzebał przy junkersie, coś przeczyścił, wymienił bodajże membranę i poszedł.
Poszedłem się więc kąpać. Puściłem wodę, załatwiłem potrzeby fizjologiczne i idę do wanny...
Junkers zaczął wydawać jakieś dziwne dźwięki. Jakieś syki, piski... Cofnąłem się.
Wtedy junkers wydał z siebie głośne "BUM!", woda polała się zewsząd, a obudowa wpadła z impetem do wanny. Wanny w której mało brakowało a bym siedział.

Co orzekł wezwany fachowiec następnego dnia rano?
"Złota rączka" membranę założył do góry nogami.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 529 (583)

#56726

(PW) ·
| Do ulubionych
Moje zachowanie w tej historii mogę podsumować tylko tak: człowiek głodny to nie myśli.

Podczas zakupów głód nas z dziewczyną dopadł i to wcale niemały. Do domu daleko. A gdzie najtaniej zjeść w takiej sytuacji? Na stoisku grillowym w markecie.
Wzięliśmy kurczaka i dwie bułki, dziewczę me poszło z tym do stolika, ja płacę. Kartą jak nowoczesny człowiek. Standard - PIN, zielony...
- Przepraszam, ale nie przeszło. Coś dziwnego. Proszę jeszcze raz podać PIN - oświadcza pani kasjerka. Podaję więc, zielony... - No znowu to samo. Nic mi się nie drukuje. Jeszcze raz proszę.

Wpisałem raz jeszcze zerkając tęsknie na kurczaka, że o dziewczynie nie wspomnę...

- No nie przechodzi. A ma pan może zbliżeniowo możliwość? To tak spróbuję. - oświadcza pani i przykłada moją kartę.
- Przepraszam, czy pani mi przypadkiem nie skasowała tego kurczaka cztery razy? - nachodzi mnie refleksja.
- No co pan, mi się tu nic nie drukuje, jakie cztery razy? No nic mi nie drukuje - oburza się pani.
- Dobra, to zapłacę gotówką - mówię. Biorę paragon. Pani jeszcze kilka razy zapewnia, że jak się nic nie drukuje to nie skasowało.

Kurczaka zjedliśmy i wraz z pełnym brzuchem nachodzą mnie coraz większe wątpliwości co do tej transakcji.

Przy wyjściu z marketu łapię WIFI, loguję się na stronie banku. I co? I jest blokada na karcie. Jedna.

Z paragonem w garści idziemy do punktu obsługi klienta. Wyłuszczamy pani sprawę. Pani zamawia wydruk transakcji z grilla z ostatniego okresu. I co? I są cztery transakcje tą samą kartą na tą samą kwotę w odstępie kilku sekund. Zaakceptowane.
Dostałem zwrot gotówką. Straciłem tylko czas. A co jeśli by mnie "nietypowe działanie" terminala nie zaniepokoiło? Gdybym paragon wrzucił do śmieci? Zjadłbym najdroższego kurczaka z bułką w życiu, bo na drugi dzień zaksięgowane zostały już wszystkie cztery transakcje.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 642 (712)

#56727

(PW) ·
| Do ulubionych
Sprzed paru tygodni.

Jadę samochodem jakieś 40km/h. Ulica w środku osiedla, chodnik oddzielony pasem zieleni i zatoczką parkingową. Brzegiem jezdni idzie facet na oko po dwudziestce. Często tam ludzie tak chodzą, ale ten człowiek nie wiem czemu zaniepokoił mnie. Zwolniłem.
Pół metra przed maską mojego auta chłopak robi w lewo zwrot i pełnym sprintem przebiega przez ulicę. Zdążyłem tylko wcisnąć hamulec. Nie walnąłem debila, uffff. Przebiegł. Ja w szoku jadę pomału dalej patrząc w lusterka. Co robi biegacz? Za chwilę przebiega z powrotem na drugą stronę ulicy, tuż przed maską samochodu na drugiej pozycji za mną.

Stwierdzam, że kamerka do auta to był najlepszy zakup, jaki poczyniłem w tym roku.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 398 (452)

#55922

(PW) ·
| Do ulubionych
Groupony itp mają jedną zasadniczą wadę: za usługę płaci się przed jej wykonaniem, więc szkoda po prostu wstać i wyjść.

Pojawił się kupon do nowej pizzerii. Kupiłem. Zapłaciłem. Zarezerwowałem stolik na konkretną godzinę.
Zajeżdżamy z narzeczoną pod lokal. Lokal specyficzny, bo dwupoziomowy, osobne wejścia na oba poziomy. Poziom "zero" - zamknięty na głucho. Schodzimy na dół - otwarte ale nikogo nie ma. Można brać co się chce i uciekać. Baru, lady czy jakiegokolwiek stanowiska obsługi brak, wniosek - musi być na górze.

Idziemy więc na górę. Pukamy, wołamy. Nic.
Wyciągam telefon i dzwonię pod numer podany na drzwiach. Pani odbiera, słyszę nieco niepewne "słucham". Naświetlam sytuację, że rezerwowałem stolik, a lokal zamknięty na głucho.
- A tak, tak, już otwieram, jestem w środku - odpowiada pani.

Drzwi się otwierają, pani zaprasza do środka. Powietrze gęste od dymu papierosowego. Pani niepewnym krokiem idzie za bar, przy jednym stoliku siedzi druga pani. "Przepraszam, żeśmy sobie z koleżanką po piwku strzeliły i nie słyszałyśmy" - tłumaczy się pani numer 1 chichocząc. Cóż, tak jak te panie to ja się zachowuję po co najmniej czterech piwkach. Dobra, raz kozie śmierć, zamawiamy pizzę i idziemy na dół.

Mija 5 minut. Pojawia się pani numer 2.
- Przepraszam, co państwo zamawiali bo nie pamiętamy - pyta.
Powtarzamy zamówienie. Głodni jesteśmy, więc średnio nam się uśmiecha szukanie innego lokalu, poza tym zapłacone...

Pizza w końcu dociera. Tak nierówno pokrojonej pizzy w życiu nie widziałem. Ale po uważnych oględzinach składników niepożądanych w niej nie stwierdzamy.
Zjedliśmy. Nawet niezła w smaku była.

Parę miesięcy później na lokalu wisiał transparent "LOKAL DO WYNAJĘCIA". Ciekawe czemu.

gastronomia

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 606 (658)

#55895

(PW) ·
| Do ulubionych
W moim mieście rodzinnym jest sobie spory skwerek nieopodal kościoła.
Skwerek był parę lat temu zwykłym trawnikiem. Trawnik jak trawnik, z wydeptaną ścieżką na skos. Rada miasta postanowiła coś z tym zrobić, żeby ładnie było - ławeczki, krzewy, klomby, ścieżki wysypane żwirem - jest ładnie.

Ale ale, to skwerek obok kościoła, a miasto nie ma jeszcze pomnika papieża Polaka - zauważył jeden z radnych na spółę z księdzem proboszczem.
Rada miasta przegłosowała, że jak sobie parafianie chcą pomnik papieża stawiać to spoko - ale za własne pieniądze.
Pomnik według projektu został wyceniony na, o ile pamiętam, 30000 zł. Po zorganizowaniu zbiórki w kościele, wrzucaniu informacji do skrzynek itp akcjach trwających kilka miesięcy udało się uzbierać jakieś 5000 zł.

Wniosek: mieszkańcy pomnika nie potrzebują, nie chcą bądź mają go w głębokim poważaniu?
A skąd. Wniosek - miasto ma się do pomnika dorzucić. Po kolejnych kilku głosowaniach, nawoływaniu z ambony, jaką to miasto ma bezbożną radę w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych większość radnych uległo.
Pomnik stoi. Z tablicą informującą, że jest ufundowany przez mieszkańców. A że nie dobrowolnie tylko z podatków - kto o tym będzie pamiętał...

Skomentuj (127) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 652 (766)