Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Marcelinka

Zamieszcza historie od: 23 czerwca 2012 - 20:59
Ostatnio: 21 sierpnia 2017 - 11:48
  • Historii na głównej: 7 z 12
  • Punktów za historie: 3173
  • Komentarzy: 169
  • Punktów za komentarze: 691
 

#79264

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam dzisiaj nieszczęście widzieć bardzo niesmaczną sytuację.

Sklep obuwniczy. Kobieta przymierza buty, a obok niej siedzi chłopiec - nie potrafię powiedzieć czy syn, czy wnuczek, bo nie pamiętam wyglądu tej kobiety. Wieku oceniać nie umiem, więc napiszę, że moim zdaniem wiek dziecka był w przedziale 8-12 lat. W każdym razie na tyle duże, że powinno wiedzieć jak się zachować w miejscu publicznym. I wszystkim dookoła chłopiec dał do zrozumienia, że jednak nie wie, ponieważ... Obgryzał paznokcie u stóp. I tylko się zastanawiam, co było bardziej piekielne: to, co robił czy to, że jego opiekunka zupełnie nie zwracała na to uwagi.

sklep dziecko

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (141)

#77532

(PW) ·
| Do ulubionych
Zamawiałam w czwartek dwie paczki na dwóch różnych stronach internetowych. Obie paczki zostały nadane w piątek w Krakowie, wysłane poprzez pocztex kurier. Nigdy nie miałam problemów z tą usługą, więc byłam przekonana, że będzie jak zawsze, czyli szybko i sprawnie.

W poniedziałek siedziałam na wykładzie, dzwoni telefon (numer nieznany), więc odrzuciłam. Dostałam SMSa, że to kurier i prosi o kontakt. Do końca wykładu niecałe pięć minut, więc jak tylko wyszłam z sali, to zadzwoniłam. Dialog brzmiał mniej więcej tak:

[K]: Dzień doby, kurier, gdzie pani jest?
[J]: Będę w domu dopiero za dwie godziny.
[K]: Rozumiem. To zostawię paczki u fotografa na Piekielnej 12.
[J]: Wie pan co, prosiłabym jednak awizo. Poczta jest blisko i szybciej do niej pójdę, niż znajdę tego fotografa.
[K]: Proszę pani, zawsze zostawiam tam paczki i nikt nigdy nie robił problemów, bo wszystko przebiegało w 100% sprawnie.
[J]: Rozumiem, ale chodzę tą ulicą prawie codziennie i fotografa nie widziałam jeszcze nigdy (pewnie gdzieś tam jest, ale nigdy nie zwróciłam uwagi, więc musi być jakoś schowany), więc szybciej mi będzie na pocztę.
[K] (podniesionym, zdenerwowanym tonem): Ale mi nikt nie zapłaci za niedostarczone paczki!
[J]: Przykro mi, ale wciąż poproszę o awizo.
[K] (tonem nieznoszącym sprzeciwu): Nie mogę dostać się do bramy. Zostawię paczki u fotografa i koniec.
[J]: (podniosłam głos zdenerwowana): Proszę pana, nie na tym polega pana praca. Nikogo nie ma w domu, to fakt, ale jest pan z poczty, więc jak zadzwoni pan pod inny numer mieszkania, ktoś na pewno panu otworzy i jeśli nie chce pan skargi na temat pana pracy, to zostawi pan awizo czy się to panu podoba, czy nie.
[K]: Dobrze, paczki będą do odebrania jutro od rana na poczcie. Proszę pamiętać, żeby wziąć dowód. (Powiedział to takim tonem, że zaczęłam martwić się o ich stan.)

Wróciłam do domu, żadnego awiza nie było. Następnego dnia poszłam na pocztę koło godziny 14, pani wzięła dowód i mówi, że nie ma dla mnie paczek. Chwila wyjaśniania sytuacji i okazało się, że kurier moje paczki - zamiast przywieźć na pocztę - zawiózł na WER, więc musiałam poczekać aż stamtąd z powrotem przywiozą je do urzędu pocztowego.
Wieczorem poszłam ponownie, paczki dostałam. W domu, po rozpakowaniu, oglądałam uważnie każdy przedmiot i, na szczęście, wszystko w porządku.
Awiza nie było, więc była skarga.

kurier poczta awizo

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 194 (218)
zarchiwizowany
Miałam koleżankę, Alicję, która studiuje ten sam kierunek co ja, na tej samej uczelni, tylko rok wyżej. Jak na dobrą koleżankę przystało, po pierwszym roku sama wyszła z inicjatywą, że pożyczy mi wszystkie swoje notatki, które jej oddam, kiedy przestaną mi być potrzebne, chyba że sama będzie ich wcześniej potrzebować. Przyjęłam, podziękowałam i zaczęłam studia.
Minął pierwszy semestr, zaczął się drugi, notatki Alicji leżały w szafie. Przez ten czas zajrzałam do nich może pięć razy, kiedy zaczynałam zadanie po raz siódmy i wciąż nie chciał mi wyjść dobry wynik.

W którąś niedzielę Alicja się ze mną skontaktowała, że chciałaby notatki z konkretnego przedmiotu. Umówiłyśmy się, że w środę do niej wpadnę i jej podrzucę, ale stwierdziłyśmy, że na konkretną godzinę dogadamy się we wtorek, bo ona jeszcze nie wie jak zorganizuje sobie czas w tygodniu.
We wtorek wieczorem napisałam do Alicji, która godzina jej odpowiada, odpisała mi, że napisze mi w środę, bo coś tam jej wypadło.
W środę po zajęciach wracam do domu, sprawdzam telefon, a tam kilkanaście nieodebranych połączeń od Alicji i Adama (wspólnego kolegi), kilka SMS-ów, na facebooku też multum wiadomości. Ogólnie dowiedziałam się z nich, że jestem okropną koleżanką, że przywłaszczyłam sobie ciężką pracę Alicji i nie zamierzam jej oddać, że nie spodziewała się po mnie czegoś takiego i że po notatki wpadnie do mnie Adam, bo ona się z nim umówiła dzisiaj na spotkanie.
Adam dzwoni po raz kolejny, odebrałam, rzucił tylko, że po notatki wpadnie o tej godzinie i się rozłączył.
Wróciłam do domu, dowiedziałam się, że do mojego współlokatora (którego poznali na którejś imprezie) też dzwonili z pytaniem czy ja lecę w ch**a z tymi notatkami. Nie wiedział w ogóle o co chodzi, powiedział tylko, że mi przekaże, że jest problem. Od razu skontaktowałam się z Alicją, wyjaśniłam sprawę i na sam koniec dostałam tylko wiadomość "aha, spoko :)". Żadnych przeprosin ani skruchy czy przyznania się do błędu.
Adam wpadł po notatki, oddałam wszystkie, bo doszłam do wniosku, że jak mają się odbywać takie cyrki, to podziękuję.

Skończyło się tak, że Alicja rozpowiedziała wszystkim wspólnym znajomym, że musiała się upominać o swoje rzeczy, bo nie zamierzałam jej oddać, oczywiście dodając kilka "faktów", które w rzeczywistości nie miały miejsca.

Pozytywną częścią tej sytuacji jest to, że nie mam już toksycznych ludzi w swoim otoczeniu.

studia notatki

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (101)

#76665

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam ciocię, która jest samotną matką trzynastoletniej dziewczynki. Ciocia wynajmuje niewielkie mieszkanie w bloku na wsi i ledwo wiąże koniec z końcem.

Pewnego dnia cioci zepsuł się telewizor, zdarza się. Co robi normalny człowiek w takiej sytuacji? Szuka jakiegoś taniego, ale sprawnego sprzętu. Co zrobiła ciocia? Kupiła na raty pięćdziesięciocalowy telewizor, czego skutkiem jest to, że nie zapłaciła czynszu za przynajmniej dwa miesiące. Jednak nie to jest największą piekielnością jej zachowania.
Jej córka dostała na Święta, od swojego ojca, 300 złotych na szkolną wycieczkę do Pragi. Co zrobiła jej matka? Kupiła jej buty za 50 złotych w jakimś chińczyku, a resztę zabrała, bo są ważniejsze wydatki.

Dodatkowym smaczkiem tej historii jest to, że potem przyszła do mojej mamy, która jest chrzestną jej dziecka, żeby zafundowała mojej kuzynce wycieczkę, bo dziecko na żadnej jeszcze nigdy nie było, a chciałoby w końcu na jakąś pojechać.

rodzina pieniądze

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 319 (327)

#73888

(PW) ·
| Do ulubionych
Jest sobie szeroki chodnik w centrum dużego miasta, na którym - równolegle do krawężnika - stoją zaparkowane samochody. Idziemy rano z chłopakiem tym chodnikiem i co widzimy? Wybite szyby samochodowe. W pięciu albo sześciu samochodach z rzędu. Był to poranek po meczu Polska - Portugalia.

Jak najbardziej rozumiem złość po przegranej naszej drużyny, ale jednak samochody, ani ich właściciele nie są niczemu winni.

mecz chodnik auta szyby

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (184)

#68299

(PW) ·
| Do ulubionych
Idę ostatnio do pracy zirytowana od samego rana i próbuję się uspokoić, żeby przypadkiem nie wybuchnąć przy bogu ducha winnym człowieku. I kiedy już jakiś postęp w tym kierunku się pojawił, podchodzi Pan Menel z takim zapytaniem:

PM: Dzień dobry. Nie chcę żadnych pieniędzy, chciałem tylko zapytać czy kupiłaby mi pani bułkę.

Myślę sobie, żaden problem. Nie dość, że człowiek głodny nie będzie chodzić, to pomaganie zawsze wprawiało mnie w dobry nastrój, więc mówię mu, że to żaden problem i niech ze mną pójdzie, bo po drodze jest sklep, do którego i tak miałam zajść. Tyle że chyba przerwałam mu w połowie zdania, bo zamiast podziękować albo już nawet nic nie powiedzieć, mówił dalej:

PM: Przecież bułka to nic takiego, taki mały wydatek, a bardzo pomoże...

I powtarzał to co chwilę z kilkusekundową pauzą, więc postęp w uspokajaniu się poszedł się kochać. Ale jak już powiedziałam, że kupię, to go nie wygoniłam.

J: Panie - mówię - jak pan się nie uciszy to nic panu nie kupię.

Poskutkowało, bo nic nie powiedział dopóki nie doszliśmy do sklepu. Najpierw wzięłam sama dla siebie jakieś śniadanie, a potem poszukałam wzrokiem Pana Menela, który stał już w kolejce z energetykiem i jakąś wypasioną bułką, która kosztuje koło 6-7 złotych (wiem, bo czasami taką kupuję). Jakby jeszcze zapytał czy może ją wziąć, to bym kupiła, ale tak to nie będę się z nim bawić.

J: Pan to odłoży, bo tego panu nie kupię. - Mówię i kieruję się po wodę, po drodze sięgając po jakąś tańszą bułkę.
PM: Ale ja wody nie chcę.
J: No to albo woda, albo nic.
PM: No to na c**j szedłem tyle kilometrów*?! - Powiedział oburzony i wyszedł, zostawiając "swoje zakupy" na półce przy wyjściu.

* Od miejsca, w którym mnie zapytał, do sklepu było może 200 metrów.

Pan Menel

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 231 (309)
zarchiwizowany

#68381

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Całe życie podróżuję, korzystając z usług PKP. Wiele widziałam, do wielu rzeczy się przyzwyczaiłam, ale to, co trafiło mi się ostatnio, było dla mnie czymś o czym tylko słyszałam.

Wracałam ostatnio z Jarocina do Wrocławia, korzystając właśnie z usług PKP i miałam przesiadkę w X (nie pamiętam, niestety, nazwy miejscowości). Plan był taki, że wsiadamy w Jarocinie, niecałe 40 minut jedziemy do X, tam 20 minut czekamy na przyjazd pociągu do Wrocławia, który był ostatnim pociągiem tego dnia. Tyle, że plan się nie udał, bo pociąg do X przyjechał 30 minut po czasie.

"Ok - myślę sobie - da się to załatwić".

Zaraz po wejściu do pociągu idę do Pani Kierownik i tłumaczę, że jest taka i taka sytuacja, i że według regulaminu pociąg do Wrocławia ma na nas poczekać, bo następny jest dopiero koło trzeciej nad ranem.

PK: O wszystkim poinformuję. - Usłyszałam, a potem Pani Kierownik zajęła się sobą, więc wróciłam na swoje miejsce.

Po jakichś 20 minutach nadeszła kontrola biletów, więc pytam:
J: I jak z tym pociągiem?
PK: Nie wiem.
J: Ale jak to?
PK: Poinformowałam o sytuacji i podejmują decyzję.
J: Czyli zaraz Panią poinformują, tak?
PK: Nie.
J: A dlaczego?
PK: Bo nie jestem upoważniona do odbierania takich informacji. - Powiedziała i poszła dalej.

"No dobra, może pracownicy mają taki regulamin. W końcu różne rzeczy się zdarzają". - Myślę, ale jeszcze dzwonię do taty, bo pracuje w PKP i wyłuszczam mu sprawę, i na koniec pytam czy może jest taki zapis, że kierownik pociągu nie ma upoważnień do otrzymywania takich informacji, na co powiedział tylko: "g*wno prawda".

Zaraz potem wstałam i udałam się do przedziału konduktorskiego, a jako że było mało ludzi w pociągu, Pani Kierownik pokazała się tam chwilę po mnie, więc mówię:

J: Przepraszam, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Pani jest kierownikiem pociągu, tak?
PK: Tak.
J: To dlaczego Pani nie wie czy pociąg na mnie poczeka, czy nie?
PK: Dowie się pani w X, nie widzę problemu.
J: Ale ja widzę problem. - Mówię zirytowana. - Regulamin PKP jest oczywisty, jeśli na ostatni pociąg do Wrocławia jestem spóźniona przez opóźnienie innego pociągu, to ten do Wrocławia ma na mnie poczekać, a Pani zadaniem jest poinformować mnie, że tak będzie, po tym jak przyszłam problem zgłosić.
PK: Ale my dzwoniliśmy do Poznania, oni do Warszawy, żeby tam podjęli decyzję...
J: I Pani tę decyzję powinna przekazać mi.
PK: Ale mi tego nie powiedzą!
J: Ale ja mam obowiązek wiedzieć takie rzeczy.
PK: No to dowie się pani w X!
J: W takim wypadku proszę zadzwonić do dyspozytora i dać mi z nim porozmawiać, żeby on mi powiedział.
PK: Nie mogę tak zrobić!
J: To proszę się dowiedzieć i mi informację przekazać.

Pani Kierownik wykonała dwa telefony, a potem spojrzała na mnie i z wymuszonym uśmiechem powiedziała, że pociąg z X do Wrocławia na mnie poczeka, na co odpowiedziałam z miłym uśmiechem: "dziękuję bardzo i życzę miłej pracy" i wróciłam na swoje miejsce zabrać torbę.

W całej tej sytuacji zadziwia mnie tylko jedna rzecz. Kiedy szłam już na pociąg do Wrocławia, zauważyłam, że wiele osób miało taką samą przesiadkę, ale poza mną tylko jedna osoba poszła do kierownika pociągu i nie zrobiła nic po tym jak się dowiedziała, że "oni nie wiedzą czy pociąg będzie, czy nie". Czy ludzie naprawdę nie czytają regulaminów i nie znają swoich praw?

PKP

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (199)

#47359

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja mama studiuje zaocznie.

W czasie kiedy przegrywała wojnę z "bardzo miłą" panią promotor, została zlikwidowana jej specjalizacja, w związku z czym musi skończyć inną i zaliczyć jedynie różnice programowe. Panie z dziekanatu zapewniły, że o wszystkim ją poinformują profesjonalnie, ale mama nie zaufała im i co tydzień dzwoniła lub pisała maile, na które jedyną odpowiedzą było: "ustalenia jeszcze trwają".

Wczoraj dostała zwykłym listem pismo z dziekanatu z informacją, że ma zaliczyć wszystkie różnice programowe do 31 stycznia 2013 roku.

studia

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 834 (882)
zarchiwizowany

#39357

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia mojej kuzynki.

Wybrała się ona z koleżankami do klubu, żeby potańczyć i ewentualnie piwko jedno wypić. Ale że dziewczyny ładne, więc trafił się też amant, który przetańczył ze znajomą kuzynki z godzinkę z drobnymi przerwami. Wszystko obyło się bez żadnych flirtów i temu podobnych. Na koniec odbyła się między nimi jeszcze krótka rozmowa.

- Może umówiłabyś się ze mną na randkę? - Pyta amant z wyraźną nadzieją na odpowiedź pozytywną.
- Wybacz, ale mam chłopaka. - Odpowiedziało dziewczę z przepraszającą miną.
- A ja żonę i dziecko. - Przyznał z szarmanckim uśmiechem na ustach.

szczerość :)

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 225 (277)
zarchiwizowany

#38147

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja mama studiuje zaocznie. Jeden z jej wykładowców jest miły i sympatyczny, ale lubi postawić 2, mimo że umie się na 5. Mama była jedną z nielicznych, którzy padli 'ofiarą' tegoż to wykładowcy.

Kiedyś będąc na mieście spotkała owego wykładowcę. Padło dzień dobry w obie strony, a mama, jako że z owym panem wykładów już nie miała i mieć nie będzie, zapytała wprost.

M: Wie pan, ciekawi mnie czemu pan stawia 2, mimo tego, że studenci umieją.
W: Bo widzi pani, jak kogoś lubię i chcę się z nim jeszcze zobaczyć to stawiam 2 i widzimy się na poprawce. - Odpowiedział wesoło z uśmiechem.

wykładowca :)

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (41)