Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

grimm

Zamieszcza historie od: 5 stycznia 2017 - 23:47
Ostatnio: 13 stycznia 2017 - 16:40
  • Historii na głównej: 1 z 2
  • Punktów za historie: 206
  • Komentarzy: 13
  • Punktów za komentarze: -42
 

#76614

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja, którą za chwilę opiszę wydarzyła się kilka lat temu, kiedy w trakcie wakacji byłam opiekunem kolonii w ośrodku Caritas w moim mieście.
Dzieci, które znajdowały się pod naszą opieką, były w przedziale wiekowym 7-13 lat, więc szczególnie te najmłodsze chłonęły wszystko co usłyszały szczególnie w trakcie kazania na niedzielnej mszy.
I tu zaczyna się historia.

Połowa czasu na kolonii za nami. Niedziela, a jako że jesteśmy w ośrodku Caritas msza odprawiana tylko dla dzieci kolonijnych. Mszę postanowił odprawić (jak to go nazywamy w naszym mieście) „Ojciec Dyrektor” czyli najważniejszy w ośrodku. Ksiądz bardzo specyficzny, czujący się tam jak pan na włościach. Człowiek, który co wieczór siadał na balkonie swojego pokoju z lampką wina i papierosem (sama byłam przez te 2 tygodnie tego świadkiem co noc, bo pokoje mieliśmy na tej samej wysokości w dwóch różnych budynkach). Ale wracając do jego piekielności, bo trochę odeszłam od tematu.

Niedziela, dzieci wystrojone, bo msza święta, zaczyna się kazanie… i szczękę zaczęłam zbierać z podłogi już po kilku słowach. Ogólny ich sens był następujący: Picie alkoholu i palenie papierosów, to dzieło szatana. Ci, którzy piją i palą bardzo szybko umrą. Oczywiście to wielki skrót tamtego 20-minutowego kazania – a raczej ogólny jego sens.
Wyobraźcie sobie reakcje tych biednych 7-8 letnich dzieci. Prawie wszystkie w płacz, że mamusia lub tatuś albo oboje niedługo umrą bo palą, lub bo tatuś czasami pije piwo. I weź tu uspokój jednocześnie prawie 20 płaczących dzieci.

Jako, że nie należę do spokojnych ludzi, po skończonej mszy dopadłam piekielnego księdza, który nie widział nic złego w swoim kazaniu. W tym momencie odezwała się moja piekielność i przy dzieciach oraz gościach hotelowych (obiekt składa się ze skromniej części kolonijnej w jednym budynku i wypasionego hotelu w drugim z prywatną kaplicą) zaczęłam się drzeć, że chyba długo zajęło mu przygotowywanie tej przemowy i chyba to wieczorne wino i papierosy. Wykrzyczałam również, że treść tego kazania w ogóle nie była dopasowana do wieku słuchaczy. Oczywiście obrażony szybko się ulotnił, a my zostałyśmy próbując ze starszymi dzieciakami uspokoić najmłodszych.
Sami oceńcie, kto był piekielniejszy.

księża

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (Głosów: 279)
zarchiwizowany

#76613

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czytając komentarze do przedstawianych piekielnych historii nasunął mi się chyba najpiekiejniejszy przejaw. A jest nim hejt.

Osobiście wyróżniam dwa rodzaje hejtu:
1. W pracy przez przełożonych (który jeszcze jakoś można wytłumaczyć ale o tym za chwilę)
2. Hejt internetowy

W przypadku tego pierwszego to ci piekielni przełożeni często (choć nie zawsze) są to osoby, które w domu są malutcy przy swojej drugiej połowie i gdzieś swoją frustrację muszą wyładować. Dlatego swoją „władzę” piekielną pokazują podwładnym na zasadzie: „ja w domu nie mam nic do powiedzenia, jestem po prostu nikim dla swojej połówki, za to w pracy mam ludzi pod sobą to ja im pokażę kto teraz rządzi”. Takie postępowanie nie jest wytłumaczeniem, jednak jakoś można to że tak się wyrażę przełknąć.

Najgorszy jest drugi przypadek. Ja rozumiem, że strona „piekielni.pl” zobowiązuje i prócz opisywania sytuacji piekielnych, których dopuścili się na nas inni, lub kiedy to my byliśmy tymi „złymi” (nie z zasady ale z powodu głupoty/nieświadomości innych, kiedy to spokojne tłumaczenie nie zdaje egzaminu) ale też trzeba wyśmiać/zjechać innych bo tak. Hejt internetowy jest banalnie prosty. To czego nie powiedzielibyśmy stojąc z rozmówcą twarzą w twarz łatwo pisze się będąc anonimowym. Czytając komentarze cioć/wujków dobre rady w stylu „trzeba było myśleć wcześniej”, „jak żeś głupi to ucierpiałeś”, „analfabeto jak ty piszesz” (gdzie autokorekta potrafi robić naprawdę niezłe „michałki językowe) i wiele, wiele innych gorszych komentarzy. A kto jest tym „kochanym” hejterem? Ano ludzie sfrustrowani, niezadowoleni ze swojego życia, znudzeni codziennością i w ten sposób poprawiający swój podły nastrój lub po prostu próbujący podnieść swoje tycie ego.

Ludzie na litość boską zastanówcie się zanim coś zhejtujecie!

1. Nie podoba Ci się czyjaś sukienka na zdjęciu to zamknij je zamiast wypisywać jaka paskudna, jak ktoś mógł ją założyć (komuś najwyraźniej się podobała tobie nie musi).
2. Nie podoba ci się jakaś osoba? Nie czytaj o niej, nie obserwuj na portalach społecznościowych – żyj swoim życiem zamiast tej osoby.
3. Nie podoba Ci się czytana tutaj historia? To przerwij czytanie i przejdź do następnej lub zamknij stronę.

Czy naprawdę poziom własnego dowartościowania zależny jest od ilości jadu wylanego anonimowo? Czy cieszy ludzi, że kogoś wyśmiewa/obraża/wyzywa (niepotrzebne skreślić)?
W mojej jakże subiektywnej ocenie internet byłby o wiele milszym miejscem, gdyby ci wszyscy zgryźliwi, sfrustrowani ludzie wyrażali swoje opinie do lustra lub ugryźli się w język (tylko że wtedy mogliby zatruć się własnym jadem).

To tyle ode mnie zapraszam hejterów do używania na mojej osobie, ale zanim to zrobicie zastanówcie się czy powiedzielibyście to samo prosto w twarz i jak Wy byście zareagowali, gdyby ktoś był taki sam wobec was.

Złote przysłowie mówi „Nie rób drugiemu co tobie niemiłe”.

hejt dla hejtu

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (Głosów: 38)

1