Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#89259

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Byłam kiedyś na rozmowie kwalifikacyjnej do pracy w dziekanacie.
Akurat był wtedy okres rekrutacji na studia, więc byłam przy okazji świadkiem pewnej, moim zdaniem dość piekielnej sytuacji.

I o ile rzeczywiście tzw. "panie z dziekanatu" bywają piekielne, tym razem takim okazał się ojciec dziewczyny, starającej się o przyjęcie na studia.

Cała afera rozpętała się o to, że chociaż to córkę proszono o dokumenty i z nią rozmawiano, to jej Piekielny Rodziciel się oburzył, bo to przecież dziecko.
I odpowiedziano mu - spokojnie swoją drogą -że to córka stara się o przyjęcie na studia, a poza tym jest już pełnoletnia.
Wg mnie słusznie, bo choć ojciec prawdopodobnie za nie płacił, to jednak była jej życiowa decyzja i wybór.

Skończyło się na tym, że jej ojciec wykrzykując, że poszukają w takim razie innej uczelni, można powiedzieć, że wręcz wyprowadził córkę z budynku, nie pytając jej o zdanie na ten temat.
Żeby nie było, nikt go nie ignorował, ani nic takiego, po prostu wszystkie dokumenty itd. po podpisaniu przekazywano właśnie jego potomnej, na co on się śmiertelnie oburzył.

Ciekawa jestem tylko, kto wybierał kierunek studiów córki...

uczelnia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (147)

#89255

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio przygotowuję się do własnego ślubu, ale ten temat stanowił problem od zawsze. Teraz jednak bardziej niż kiedykolwiek mi doskwiera. A chodzi o sklepy z modą męską. Zacząłem oszukiwanie moje ślubnego stroju od przejścia się po sklepach w centrum handlowym. Te sklepy to jeden wielki dramat. Do rzeczy!

1. Brak kompetencji.

Ja rozumiem, że przeciętny człowiek ma prawo nie wiedzieć czym różni się garnitur smokingowy od smokingu i buty derby od oxfordów o lotnikach nie wspominając. Jeśli jednak pracujesz w sklepie, gdzie sprzedajesz takie produkty warto by to jednak wiedzieć. Myślę, że nawet jeśli nie przez wzgląd na uczciwość wobec klienta i pracodawcy to chociaż dla własnego komfortu bycia kompetentnym. Niestety trzeba tutaj wspomnieć o tym jak mało zarabiają osoby pracujące w takich sklepach i jak często się zmieniają, więc nie mają ochoty się szkolić. Dlatego uważam, że to jest najlepsza piekielność spośród wszystkich.

2. Czy może w czymś pomóc?

Na początku chodziłem tylko się rozejrzeć. Znam się nieco na męskim ubiorze, znam swój rozmiar, więc nie potrzebuję pomocy przy samym przeglądaniu. Panie zawsze pytały czy mogą w czymś pomóc. Odpowiadałem, że dziękuję i najpierw muszę się rozejrzeć. Wszystko ok. Ale niestety po tym Panie nie dawały mi spokoju tylko ciągle nagabywały na "pomoc". Jest to nie tyle piekielne co męczące po prostu, ponieważ nie mogę się po prostu rozejrzeć i poprosić o rozmiar konkretnej rzeczy, która wpadła mi w oko jeśli nie ma jej na wieszaku.

3. Tego się już nie nosi.

Czasem po rozejrzeniu się po sklepie widzę, że nie ma tego czego szukam na wierzchu. Czasem wiem, że takich rzeczy, których szukam (np. białych koszul) nie wystawia się na sklep, tylko trzyma na zapleczu. W obu przypadkach podchodzę i o coś pytam. Czasem to coś mają i jest ok. Jeśli jednak tego nie mają zaczyna się taka rozmowa:

- Dzień dobry szukam białej koszuli z krytą plisą i kołnierzykiem kent na spinki do mankietów.
- Ale takich już się nie nosi! Dam panu coś innego!
- Ale ja nie pytałem czy ...
- O proszę, akurat mam w Pana rozmiarze! Rozpakuję!
- Nie dziękuję szukam czegoś inn...
- Chce Pan przymierzyć?
- Proszę Pani szukam czegoś innego. Jeśli tego nie macie po prostu powiedzcie. Do widzenia.

Inna sytuacja jest gdy coś przymierzam o pytam o potencjalne przeróbki czegoś co już przymierzam. Autentyczna rozmowa:
- Całkiem podoba mi się ten smoking. Proszę powiedzieć czy w ramach przeróbek można zrobić butonierkę w wyłogach? Bardzo chciałbym móc włożyć tam kwiat.
- Co? O czym Pan mówi? Teraz tak się nie nosi! Wszyscy przypinają bukieciki agrafką!
- Tak, wiem, ale mi się to nie podoba. Wolałbym butonierkę na pojedynczy kwiat.
- Co? Ale taka dziura będzie źle wyglądała! Pan się w ogóle nie zna!
- Będzie wyglądała dobrze, pod warunkiem, że będzie w niej kwiat. Bardzo lubię tak nosić, więc to nie będzie problem. Poza tym nie pytałem Pani o zdanie tylko czy możecie tak zrobić.
- Proszę Pana, bukiecik jest dużo lepszy.
- Ale ja nie chcę bukieciku!
- Proszę Pana, ja w przeciwieństwie do Pana już brałam ślub, więc chyba wiem lepiej.
- XD do widzenia
- Pan chyba widział jakieś smokingi ze wsi!

4. Pasuje idealnie!

Przymierzam garnitur w rozmiarze dobranym na siłę przez ekspedientkę, pomimo, że gdyby spytała jaki mam rozmiar po prostu bym jej powiedział. Patrzę krytycznie w lustro. Marynarka kończy się ledwo przykrywając pasek od spodni a klapy rozchodzą się w klatce piersiowej. Za mały. Jedyne co jest ok to długość rękawów. Pani ekspedientka patrząc na rękawy:
- Idealnie! Pasuje jak ulał!
- Niestety się nie zgodzę. Poproszę marynarkę na większy wzrost i rozmiar szerszą w klatce piersiowej.
- Nie mogę Panu takiej dać! Rękawy będą za długie!
- Akurat rękawy to najmniejszy problem. Ich skrócenie kosztuje 20 złotych u krawca.
- Ale teraz leżą dobrze, nie będą pasowały!
Martwię się raczej długością, która powinna sięgać do połowy pośladków i tym, że kalpy odstają. Proszę o większy rozmiar.

5. Długość spodni.

Według zasad klasycznej elegancji spodnie powinny kończyć się minimalnie dotykając buta. Niedopuszczalne jest żadne załamanie materiału, chyba, że spodnie są bardzo szerokie. Takich się już jednak nie szyje. Mentalność ekspedientek została jednak w czasach gdy szyło się tylko takie.
- Chciałbym tylko te spodnie skrócić. Są dla mnie trochę za długie.
- Ale są przecież idealne! Mają prawo załamać się na bucie raz czy dwa!
- Ja jednak chcę krótsze. Da się to zrobić?
- Tak, ale są przecież idealne.
- To poproszę 1,5 centymetra krótsze.
- To ja Panu zaznaczę szpilkami.
- O, super. Bardzo proszę.
- No i co? Za krótkie?
- Będą idealne, gdy zaznaczy Pani 1,5 cm a nie dwa.
- I takie właśnie pan chce?
- Tak, ale po namyśle przerobię je gdzieś indziej.

U krawca kosztowało to 25 zł i bez gadania Pani krawcowa wiedziała jaka jest odpowiednia długość.

Podsumowując: swój wymarzony smoking szyję u krawca. To chyba była jedyna słuszna opcja. Polecam takie rozwiązanie każdemu.

sklep ślub garnitur

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (206)

#89251

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia dla wielu pewnie mało piekielna, jednak dla mnie bardzo.

Tak się złożyło, iż trafiłam do help desku w pewnej dość dużej korporacji. Wiadomo w takiej firmie ilość komputerów idzie w duże liczby . Korzystaliśmy z usług 3 producentów, z czego jednego mieliśmy jakieś 60% całości, jak nie więcej. Z racji wysokiej ilości zamówień mieliśmy umowę dostosowaną do nas. W niej między innymi pozwolenie na naruszanie plomb, samodzielne naprawy po dostaniu od nich drogą wysyłki odpowiednich komponentów itp.

Przechodząc do historii właściwej. Pewnego dnia użytkownik przychodzi do mnie z lapkiem i problemem: „ Laptop hałasuje jakby miał zaraz wybuchnąć”. Rzeczywiście niemiłosiernie hałasuje. Rozkręcam i się okazuje, iż ośka wiatraka się wypaczyła i haczył o obudowę. Cóż więc robić telefon w rękę i dzwonimy zgłosić usterkę, aby w zamian za fotki z wadliwym wiatraczkiem wysłali taki bez wad. Nie będę tu opisywać moich roboczogodzin spędzonych na słuchaniu muzyczki w słuchawce, a panią konsultantkę (tak celowo mała literą ). Na początku standardowa formułka przywitanie się oraz weryfikacja gwarancji.

J - „Opis problemu”
pk- A jest aktualny bios?
J - Otworzyłam laptop i widzę, iż oś się wypaczyła, skrzywiła przez co haczy o obudowę. Bios tutaj nie ma z tym nic wspólnego.
pk - Nieaktualna wersja biosu, może powodować problemy z wiatrakiem (no serioooo)
J - Bios jest aktualny. Wada jest czysto mechaniczna.
pk – Ja może wyślę Pani maila z aktualizacją biosu.
J - Do widzenia.

Uznałam, że nie wygram. Rozłączyłam się i zadzwoniłam ponownie. Po kolejnych 20 minutach słuchania muzyczki odebrał tym razem gościu który bez problemu zrozumiał problem.

Rozumiem, że call center, że płaca marna, że nie musicie się znać na wszystkim, że skrypt, ale drodzy kierownicy jak przydzielacie kogoś na infolinię techniczną, zapewnijcie tej osobie szkolenie z podstaw myślenia i problematyki z którą się spotka.

Może to dla was mało piekielne bo za drugim razem załatwiłam sprawę, tylko jak pisałam na początku, sprzętu jest naprawdę sporo, a ja potrafię tygodniowo wykonywać parę, czasem nawet paręnaście takich zgłoszeń.

firma

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (180)

#89254

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, to chyba nie wpisuje się w klimat tej strony, ale jestem taka wzburzona, że muszę z kimś pogadać, podzielić się z kimś, wygadać się a tu, na tej stronie, jestem już tyle czasu i wiem, że jest tu tyle fajnych, empatycznych osób.

Nie mogę zapomnieć, boli mnie to.

Wojna na Ukrainie...

Przeczytałam dziś, co ruskie orki (bo nie da się ich nazwać ludźmi) robią ukraińskim jeńcom... Przeczytałam i żałuję, że przeczytałam, bo nie się przestać o tym myśleć... A matka, której ork chwalił się jak torturował ukraińskich jeńców, chwaliła go ”Dobrze robisz, synu, to nie są ludzie”...

Niedaleko mojej pracy jest Biedronka.

Pod tą Biedronką co dzień pojawia się ukraiński wolontariusz. Chłopiec w wieku mojego syna - 15 może 16 lat. Jest codziennie, zbiera nie tylko pieniądze do zawieszonej na piersi skrzynki ale też dary rzeczowe do wózka. Jest co dzień. Nieważne, czy słońce, czy deszcz, czy ciepło, czy zimno. Od rana, bo widzę go gdy przyjeżdżam do biura na 9 i widzę go, gdy wyjeżdżam o 17. Drepta 5 kroków w jedna stronę, 5 w drugą. Nie ma tam żadnej ławeczki, na której mógłby chociaż na chwilę przysiąść, nie ma się gdzie schować. Pomimo to jest codziennie. Nie nachalny, nie nagabuje. Uśmiecha się tylko i dziękuje, gdy ktoś coś wrzuca do kosza czy puszki. Nie bywam w biurze codziennie (praca hybrydowa), a nawet jak jestem to nie zawsze robię zakupy. Ale któregoś dnia go zauważyłam. Szłam po coś do tej Biedry i zobaczyłam koszyk z darami. Pytam chłopca, co trzeba, a on mi na to „wszystko”. No to kupiłam jakieś ryże, makarony, mięsa w słoikach, szampony, rajstopy, podpaski itp. Potem przyszło mi do głowy, żeby kupić coś tylko dla tego dzieciaka, który tam stoi. Kupiłam mu czekoladę.

Wrzuciłam do wózka to, co przeznaczyłam na dary, a chłopcu dałam czekoladę. Patrzył na mnie długą chwilę szeroko otwartymi oczami a potem wyjąkał „Dziękuję!.

Następnym razem, gdy go zobaczyłam nie planowałam robić zakupów, ale dałam pieniądze do puszki.

Potem były święta, majówka, pracowałam z domu.

Wczoraj poszłam po drobny zakup, chłopiec był na posterunku, poznał mnie i uśmiechnął się. Kupiłam tylko czekoladę dla niego. Znów te szeroko otwarte ze zdumienia oczy. Powiedziałam tylko „Biedaku, mam syna w twoim wieku” i uciekłam.

Dzisiaj znów w pracy i zakupy. Chłopiec był. Kupiłam mu rogalik i sok. Cały dzień biedak tam stoi. Gdy podałam mu siatkę z tymi rzeczami rozpłakał się i przytulił do mnie. Nie mogę zapomnieć tego jego przytulenia się - jakbym przytulała małego kotka - same delikatne kości obciągnięte skórą.

Co ja mogę zrobić? Jak mogę pomóc, taki nic nie znaczący człowiek, nie mający na nic wpływu, z przeciętnymi dochodami? Pismo powiada „cokolwiek uczyniliście najmniejszemu z braci moich - mnieście uczynili” Ale co to za pomoc - rogalik i sok?

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (190)

#89244

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Psiarze są różni. Można ich lubić lub nie, ale jakoś trzeba razem egzystować.

Mam psa - jest spory, bo to owczarek niemiecki. Ale też - jest to suka, dość drobna jak na tę rasę - waży niecałe 30 kilo. Tuż obok domu mam duży niezabudowany teren z niewielkim laskiem - okoliczni psiarze wyprowadzają tam swoich pupili. Można tam pieska spuścić ze smyczy bez obawy, że wpadnie pod samochód. Teren jest też na tyle duży, że nikomu się nie przeszkadza. Większość osób się zna, wiemy kiedy psa trzeba zapiąć, a kiedy może się pobawić z kumplem. Można by rzec - idylla. Ale nie, to byłoby za piękne.

Jakiś miesiąc temu zaczął się pojawiać nowy spacerowicz z pieskiem, którego roboczo nazywam Pusią (jak ten co w "Koglu-moglu" karmiony był cielęcinką zadnią). Pies jest na spacer dowożony, a właściciel chodzi po tym naszym polu i na wszystkich pokrzykuje "dlaczego pana/pani piesek nie jest na smyczy?" Jak łatwo się domyślić on sam smyczy nie używa. W sumie mogłabym mieć to w rzyci, gdyby nie sytuacja z wczoraj.

Idziemy z Ciri, pies radośnie aportuje, aż tu trąbi na mnie samochód. Tak, dobrze się domyślacie - w środku był/była Pusia. Pan podjechał, otworzył szybkę i zadał standardowe pytanie:
- Dlaczego nie trzyma pani pieska na smyczy?
- Bo przychodzę tu w takim samym celu jak pan - żeby pies pobiegał.
- A jak on ZAGRYZIE mojego pieska?
Tu musiałam się rozejrzeć za ukrytą kamerą. Jego pies był nadal w samochodzie.
- Będzie ciężko - bo nawet do niego nie podchodzi.
Nie wiem czy dotarł do niego absurd tej sytuacji, ale pojechał, a ja poszłam w swoją stronę.

Spotkałyśmy go później - Pusia biegała samopas, mój pies nawet na nią/niego nie spojrzał.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (145)

#89249

przez ~1glucha2 ·
| Do ulubionych
Ostatnio zastanawiam się nad zakupem swoich pierwszych aparatów słuchowych, ponieważ mój niedosłuch utrudnia mi pracę. I tak mi się przypomniało badanie przez lekarza medycyny pracy sprzed ok 15 lat.

Mając około 20 lat postanowiłam sobie dorobić w wakacje, wybrałam pracę w pewnej fabryce. Plusem tej pracy była umowa o pracę (wszędzie indziej proponowali umowę zlecenie). Przed przystąpieniem do pracy musiałam przejść pozytywnie badanie przez wybranego przez fabrykę lekarza medycyny pracy. Jednym z badań było badanie słuchu, ponieważ jak później się okazało, w fabryce panował nadmierny hałas.

Po badaniu lekarz rzucił tylko, że powinnam odpowiadać szybciej i zaczął rysować wykres potrzebny do dokumentacji. Po kilku latach zdałam sobie sprawę, że ja wtedy tego testu nie zaliczyłam, tylko lekarz narysował tak wykres, abym była przyjęta do tej pracy.

Jak sobie pomyślę o tym lekarzu, to mam do niego wielki żal, że nie posłał młodej dziewczyny na dalszą diagnostykę słuchu, tylko wysłał ją do pracy za najniższą krajową, w której to pracy mogłam pogłębić sobie wadę.

P.S. Moja wada słuchu zdaniem mojej lekarki jest dziedziczna (przemawia za nią kilka argumentów), więc miałam już ją przed przystąpieniem do tamtej pracy. Co nie zmienia faktu, że moja wada słuchu mogła się pogłębić przez pracę przez 2 miesiące w zwiększonym hałasie.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (151)

#89247

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiejszym bohaterem odcinka będzie... Pępowina. Nieodcięta.
I dam tu dwa przykłady basenowe, bo tak się akurat złożyło.

1. Córka chodzi na lekcje pływania. Co ważne dla historii chodzi na lekcje pływania do SP, więc na innych torach trenują też dzieci starsze niż ona (6 lat). Szatnie są dwie, męska i żeńska. I niech mi ktoś powie, dlaczego kobieta uparcie prowadza swojego 8-9-latka do żeńskiej szatni?
Po pierwsze to już tak duży chłopak, że doprawdy wstyd, że nie potrafi sam otworzyć cholernej szafki, zdjąć portek i założyć kąpielówek. I powinien sam chodzić.
Po drugie - tam się jednakowoż dzieci rozbierają, dziewczynki. I ja niekoniecznie chcę, żeby moją córkę podglądał chłopiec.

Jeszcze raz go zobaczę, to słowo daję, że go tak wyśmieję, żeby się matka zastanowiła.

2. Sytuacja z aquaparku Suntago.

Dlaczego równie nawiedzone mamuśki chodzą ze swoimi "synusiami maniunimi", mnie sięgającymi do ucha, czyli tak 135-140cm, więc lekko licząc również 9-latkami do żeńskiej łazienki? Do szkoły podstawowej też z nimi chodzą i za pindola trzymają?

Pewnie tak, bo pępowina ewidentnie nieodcięta.

baseny

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (184)

#89248

przez (PW) ·
| Do ulubionych
ENEA i zielona energia...
Jak wiadomo w Polsce jest ponad milion mikroinstalacji fotowoltaicznych.
I ktoś by powiedział: SUPER.
Rząd (oficjalnie) się cieszy, wszyscy szczęśliwi, że oddalamy się od węgla i ropy.

Ale czy jest tak naprawdę śmiem wątpić.
Ponad 53% użytkowników fotowoltaiki informuje o wyłączeniach systemów i o napięciach na sieci ENEI powyżej 253V.
Zgodnie z umową którą mam z ENEA jest ona zobowiązana do odbioru energii ode mnie. Niestety nie dotrzymują tej części umowy. Sprzedają energię bardzo chętnie za coraz wyższe pieniądze, ale nie odbierają poprzez podwyższenie napięcia na transformatorach.

Jest to działanie systemowe mające na celu zablokowanie rozwoju mikroinstalacji, ponieważ przez ostatnie 10 lat ENEA nie zrobiła nic aby przygotować się na zieloną energię.

Do marca tego roku wszystkie instalacje były rozliczane poprzez Volumen, czyli ile oddałeś do sieci tyle ci zwracają minus 20% jako koszt przechowywania energii. (Tak na marginesie według ministerstwa te 20% to nie koszt użytkowania instalacji fotowoltaicznej).
Obecnie rozliczane jest to inaczej. My sprzedajemy energię w cenach hurtowych, a brakującą nam energię kupujemy w cenach detalicznych.
Czyli jeśli nie wyprodukuję wystarczającej ilości nawet w słoneczny dzień bo fotowoltaika się wyłącza to muszę dokupić w cenach detalicznych.

CZY TO NIE JEST PIEKIELNE?

ENEA fotowoltaika

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (111)

#89243

przez ~q1w2e3r4 ·
| Do ulubionych
Opiszę co mnie spotkało związku z gwarancją sprzętu.
Oddałem do mediaexpert na gwarancję pada od konsoli ponieważ przestał się ładować.

Po ok 2 tygodniach pad wrócił z informacją że nie został naprawiony ponieważ jest zalany, ja byłem pewny, że nie został.
Rozkręciłem go (brak plomb) i na płytce były jakieś wykwity, ale nie było śladu po zalaniu. Wyczyściłem płytkę, ale nie podziałało.
Na forum zapytałem się o serwis takiego sprzętu. Ktoś mi polecił aby oddał tego pada do sklepu, ale nie na gwarancję lecz na rękojmię.

A te dwie sprawy różnią się miedzy sobą.
Podczas oddawania go podkreślałem, że oddaje na rękojmię.
Po 18 dniach otrzymuje informację, że towar jest do odbioru.
Okazało się, że serwis wymienił pada na nowy :)

sklepy serwis

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (130)

#89239

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed może trzech lat.

Przez dość długi czas chodziłam do pewnej kosmetyczki - niech będzie jej Magda.

Dopóki pracowała w małym, skromnym salonie, wszystko było w porządku, rzadko przekładała wizyty, a jeśli to robiła, to przepraszała itd.

Po pewnym czasie jednak założyła trochę większy i go wyremontowała, co jest oczywiście jak najbardziej na plus, oprócz tego, że w tamtym momencie przysłowiowa woda sodowa chyba uderzyła jej do głowy.

Takich salonów jednak w moim mieście jest wiele, a w aplikacji w której robi zapisy, nie widziałam, żeby miała specjalne obłożenie.

Wizyty zaczęły być przekładane co chwila, a ona jak gdyby nigdy nic, tłumaczyła się, że "klientki jej namieszały", czytaj "są ważniejsze klientki od ciebie".

Pewnego razu jednak poszłam do niej po raz ostatni.

Zależało mi na wizycie, bo kolejnego dnia wyjeżdżałam na wakacje. Już byłam nawet w salonie i czekałam, aż tu nagle pojawiły się dwie inne klientki, które przyszły tam z marszu bez umawiania się. Zaczęły bardzo prosić o to żeby Magda przyjęła je właśnie w tym momencie, a one gotowe są zapłacić nawet więcej.

I wiecie co się stało?

Zostały przyjęte, a mnie (nie pytając o zgodę) kazano zaczekać. Łudziłam się jednak, że zabieg zostanie wykonany, bo panie te przyszły tylko na wąsik i brwi.

Gdybym nie wyjeżdżała dzień później i nie zależałoby mi na tej wizycie tak bardzo, pewnie bym już wtedy wyszła.
Zresztą nawet dopytałam się, czy w takim razie dla mnie nie zabraknie czasu i spotkałam się z odpowiedzią, że nie.

Ale co się okazało? Zostałam poinformowana, że niestety zabieg nie może zostać wykonany, bo (uwaga) Magda musi jeszcze coś zjeść i nie wie jak się wyrobi.

Zaproponowała za to alternatywę tego samego zabiegu, który trwa krócej (ale gorzej wygląda, bo miałam już kiedyś go wykonywany), albo zapisanie mnie po urlopie.

Podziękowałam, a ona co jakiś czas wysyłała smsy przypominające o ich promocjach.

Zrezygnowałam z dalszych wizyt, ale może nie ma tego złego, bo za to teraz chodzę do kosmetyczki, od której zawsze wychodzę zadowolona.

salon kosmetyczny

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (184)