Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#67922

~EwaWroclaw ·
| Do ulubionych
Oszuści na OLX

Dodałam na tej stronie ogłoszenie odnośnie szukania pracy lub stażu.

Otrzymałam SMS, że ktoś ma dla mnie ofertę pracy (żadnego imienia i nazwiska, żadnej nazwy firmy), muszę tylko szybko napisać do niego wiadomość na maila o dziwacznym loginie. Wysłałam wiadomość z pytaniem, co to za praca.

Jakaś pani odpisała mi: Witam, przygotowałam informacje na temat pracy oraz dokumenty aplikacyjne, które należy przeczytać, wypełnić, a następnie je nam odesłać w celu weryfikacji. Link do dokumentów: (tutaj był link, usunięty dla bezpieczeństwa - przyp. red.) (na stronie proszę podać numer w celu weryfikacji). Prosimy o jak najszybsze wysłanie dokumentów. :)

Jeśli klikniecie na ten link, by pobrać, musicie podać swój numer (niby w celu weryfikacji). Uruchamia on subskrypcję, dzięki której będziecie otrzymywać 3 SMS-y w tygodniu, jeden zżera wam z konta 6 zł.

oszustwo olx

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (189)
O tym jak to szukałam pracy, znalazłam i najprawdopodobniej stracę.

Głupiej mi zachciało się pracy w zawodzie. Mam już doświadczenie, a więc bez problemu dostałam się do Prestiżowego Miejsca (jak to będę nazywała ze względu na chęć pozostania choć trochę anonimową). Do pracy potrzebne odpowiednie wykształcenie i kwalifikacje. Przynajmniej tak myślałam.

Na okres próbny - 1800 zł na rękę, ale miały być premie początkowe, czyli miałam dostawać 2200. Nie jest źle, ale dobrze też nie, jednakże obiecanej premii po przepracowanym miesiącu nie dostałam, bo coś tam.

W międzyczasie zwolniły się u nas 2 inne dziewczyny. Jako że Szefowie muszą mieć prestiż, to szukali dziewczyny ładnej i do tego z super CV za 1800 zł. Nie udawało im się to, a więc przyjęli dziewczynę ładną, bez kwalifikacji i za 2000.

Jej szkolenie przypadło mi. I tak oto ja, po przepracowanym miesiącu, szkoliłam dziewczynę z zakresu, o którym miałam średnie pojęcie (kompletnie inny system pracy i program do wpisywania danych, jednak wiedzę miałam dużą i mogłam udzielić informacji klientom bez zerkania w notatki). Tym sposobem ja, zarabiając 1800 zł, szkoliłam nową, która dostała bez doświadczenia 2000.

Nie podobał mi się ten stan rzeczy. Zebrałam się do Szefów i jasno powiedziałam, że albo negocjujemy stawkę, albo zostają sami. Na to szefowie:
- Ale jaką stawkę, jak wszystkie dostają tyle na okresie próbnym!
- Nowa dostała 2k, a więc proszę mi nie kłamać, tym bardziej, że to ja wysyłam dane do księgowej i mam wgląd w całe finanse firmy.
- Ale pani dostaje dużo doświadczenia do pracy!
- Doświadczenie mi już niepotrzebne, studia mam praktycznie skończone. Albo dostaję 2100 na rękę, albo dziękuję za współpracę.

Nie wiem, czy mieli mnie za głupią, ale kazali mi poczekać do przyszłego miesiąca na podwyżkę płacy i zejść do 2000. Prosiłam o to, aby promesę o podwyżce sporządzić, ale odmówili. Tak że ja napisałam wypowiedzenie i przyszłam z nim dzisiaj. Ponowna negocjacja, bo nowa sobie nie radziła wcale - doszło do tego, że udzieliła złej informacji klientowi, co Szefowie musieli później odkręcać.

Prośby, czy nie dam rady pociągnąć jeszcze do końca okresu wypowiedzenia za 1800 zł, czy opłacenie parkingu by nie było lepsze (mam do pracy 700 metrów i autem nie jeżdżę), czy obietnica podwyżki po okresie próbnym mnie nie zadowoli. Odpowiedź - nie. W czasach, gdy w mojej miejscowości kasjerka w Biedronce zarabia 3500 na rękę (oczywiście nie obrażam tu kasjerek, a wręcz cieszę się, że w końcu dostają godną pensję), utrata pracy mi niestraszna. Zawsze znajdę coś innego, choćby na chwilę, lub utrzyma mnie mój luby albo w ostateczności rodzice.

Gdy się nie zgodziłam i nadal chciałam wyrównania do pensji, stwierdzili, że muszą to rozważyć i dadzą mi odpowiedź do końca tygodnia. Coś czuję, że może być ona równie pozytywna, co negatywna. Ale tej pracy mi nie szkoda - kilka historii mogłabym z niej sklecić na ten portal i cóż, na pewno byłyby one z piekła rodem.

praca

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (169)

#82800

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam w zwyczaju płacić praktykantom za odbyte praktyki, jeśli oczywiście widzę, iż mają chęć nauki i chęć do pracy.

I tak dziś oficjalnie ostatni dzień praktyk dla czwórki studentów.

Dwaj chłopacy, którzy garnęli się do pracy na produkcji, dostali ode mnie raz, że ofertę pracy po zakończeniu studiów, dwa po 2 tys. na rękę.

Dziewczyna za pomoc w biurze tylko kasę (z przyczyn ciążowych unikam młodych).

No i została ostatnia.

Maniaczka FB i innych social mediów. Non stop na telefonie, a poproszenie o wykonanie czegokolwiek w pracy równało się "ja do pracy???”.

Mało jej nie wywaliłem z praktyk i żałuję.

A teraz żąda takiej samej kasy, jak jej koledzy z praktyk, bo to dyskryminacja (praktyki bezpłatne obowiązkowe).

studentka

Skomentuj (96) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (217)
Zdradzam żonę. :D

No, przynajmniej taka plotka chodzi po osiedlu. Osoba rozpowiadająca nie ma specjalnej reputacji, więc dla mnie jest to bardziej śmieszne niż piekielne, ale co tam, opiszę i tak.

Jest sobie na osiedlu sąsiadka, która interesowała się chłopakami raczej dostarczającymi atrakcji niż opiekuńczymi. Wiecie, łobuz kocha najbardziej. Problem w tym, że łobuz po czasie znikał albo okazywało się, że nie kocha tak mocno, jak było w założeniach. W każdym razie obecnie nazywa się silną kobietą, która samotnie wychowuje córeczkę, bo faceci to świnie i nie są jej do szczęścia potrzebni, a i tak by ją pewnie zostawili i poszli za inną itd. Jak dla mnie to sama wybrała sobie taki los, więc mnie to nie rusza, tylko szkoda córki, bo od małego ma wpajane radykalnie feministyczne idee bez pokrycia. Oprócz tego sama sąsiadka uwielbia ploteczki. Jeżeli chcesz, żeby coś rozeszło się po całym osiedlu, to nie piszesz na grupie facebookowej, tylko mówisz jej, z zaznaczeniem, że to tajemnica. Wszyscy dowiedzą się w mgnieniu oka. ;)

Od wielu lat codziennie rano chodzę do lokalnego małego spożywczaka po bułki na śniadanie, żeby zjeść świeże. Ale pewnego dnia nie przyszedłem, za to pojawiła się tam moja żona i za nią w kolejce owa sąsiadka.

Ekspedientka zapytała przyjaźnie, co to za święto, że mnie nie ma, a żona odpowiedziała, że jestem w delegacji. I nagle z tyłu rozległo się pełne niedowierzania: "cooooo?".

Żona w lekkiej konsternacji, bo nie wie, o co chodzi, ale szybko została uświadomiona. Po prostu jest głupia, że mnie puściła, bo pojechałem tam ją zdradzić. Skąd ta pewność? Ano, tacy są już faceci. Jak dowiedziała się, że pojechałem za granicę, to już było bardziej niż pewne. Przecież nie pojechałbym tam projektu omawiać, no w jakim świecie moja żona żyje, że tego nie widzi.

Co z tego, że pojechało nas 3 facetów bez koleżanek z pracy? Tak właśnie tłumaczyłby się winny. Co to, tam na miejscu panienek nie ma? Ona wie, ona to wszystko przeżyła i niech moja żona oczy otworzy, póki może. Trwało to dosłownie chwilę, bo moja wybranka niestety nie potrafi zignorować głupich ludzi, więc szybko zapłaciła, pożegnała się z ekspedientką i wyszła ze sklepu. Drzwi się jeszcze nie zamknęły, a sąsiadka już się do ekspedientki prawie wydarła "słyszała paniii!?", oczywiście retorycznie, bo podobno nie dało się nie słyszeć.

Z delegacji wróciłem i właściwie nic się specjalnie nie zmieniło, poza tym, że sąsiadka patrzy na mnie, jak na ostatniego rozpustnika, co wstydu nie ma. Jest też parę psiapsółek, które uwierzyły bez dowodów i logicznych argumentów, ale przecież nie będę się nimi przejmował.

Oczywiście nie zdradzam żony, a ona sama nie uwierzyła w teorię spiskową. Nie uwierzyłaby pewnie też, gdyby jej poważane osoby powiedziały, bo zwyczajnie mi ufa.

Cóż, nie jestem łobuzem. Aż tak kochać nie potrafię, żebym musiał swoją miłość dzielić pomiędzy inne kobiety. ;)

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (126)

#82775

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój tata jest leśniczym.

W pracy za zadanie ma nie tylko pilnowanie lasu, ale i musi decydować, na jakim terenie posadzi się nowe sadzonki i jakie drzewa na danym terenie ściąć oraz przyjmuje interesantów, którzy chcą to drewno kupić. Oprócz tego ma do dyspozycji leśniczówkę, w której mieszka obecnie z moją mamą, a wcześniej ze mną i moją siostrą. Leśniczówka jak normalny dom, oprócz tego, że jeden pokój przerobiony jest na dodatkowe biuro, z osobnym wejściem, znajdującym się poza ogrodzonym prywatnym podwórkiem i z wielką tabliczką z nazwą leśnictwa. Dom znajduje się w spokojnym i przepięknym miejscu, bo na polanie pośrodku lasu, z niewielkim stawem obok i malowniczym jeziorem kawałek dalej. Po co to opisuję tak dokładnie? Aby pokazać zarozumiałość i głupotę niektórych ludzi.

Jak wspomniałam, drzwi do biura dla interesantów znajdują się z drugiej strony domu, tuż przy samym parkingu. Pozostała część terenu jest ogrodzona płotem, na tyle wysokim, że, aby zobaczyć co jest za nim, dorosły człowiek musi stanąć na palcach. Nie przeszkadza to klientom w podglądaniu tego, co znajduje się na podwórku. Jem śniadanie na świeżym powietrzu? Warto popatrzeć, co mam na talerzu. Siedzę z laptopem i pracuję? Można stanąć przy płocie i patrzeć, bez dzień dobry, bez zahamowań. Momentami czuję się na podwórku jak okaz z zoo.

Niektórzy tylko patrzą, inni wchodzą na podwórko, podchodzą do drzwi i dobrze, jak do nich zapukają. W lato zwykle mamy otwarte drzwi wejściowe. Pewnego ranka, gdy moja mama robiła kawę, usłyszała otwieraną bramkę. Jak zawsze nasz leniwy pies się podniósł i sprawdził, kto to przyszedł. W momencie, gdy mama weszła do przedpokoju, zobaczyła rodzinkę trzyosobową (rodzice plus dziecko w wieku przedszkolnym), stojącą w naszym domu. Oprócz tego mamuśka zaczęła już krzyczeć do mojej mamy, że musi zabrać psa, bo jej dziecko się boi. Moja mama najpierw zareagowała karpikiem, ale odciągnęła psa i od razu zapytała, co szanowne państwo robi u niej w domu. Ich odpowiedź? "Jak to co? Do leśniczego przyszliśmy!". Gdy mama pokazała im, że do leśniczego jest inne wejście, zabrali się z podwórka bez żadnego przepraszam.

W pewnym momencie prowadzona była budowa dobudówki do naszego domu. Robotnicy pracowali za płotem, ale czasami potrzebowali podłączyć coś w piwnicy, do której wejście znajduje się na naszym podwórku. Na początku pytali się kogokolwiek z domowników, czy mogą wejść. Po pewnym czasie sami się nauczyli, że mogą wchodzić bez pytania. Jak to się skończyło?

Zalali piwnicę. Musieli napuścić wodę do grzejników w dobudówce, ale zapomnieli o tym, że ją odkręcili. Moja mama kazała im sprzątać to wszystko po godzinach.

Oprócz tego często przyjeżdżają różni ludzie, pytając, czy mamy pokoje na wynajem (nad jeziorem znajduje się wiele miejscowości turystycznych). Najbardziej chamska była para, która stwierdziła, że mają zarezerwowany pokój, ale im się nie podoba, a tutaj jest tak ślicznie. Gdy moja mama odmówiła, zaczęli się kłócić, że oni z samej stolicy przyjechali i jak to tak, odmówić takich gości, w końcu stwierdzili, że nawet zapłacą!

Oczywiście nie mamy żadnych tabliczek, że leśniczówka jest pensjonatem albo hotelem, tak samo, jak i nie ma żadnych takich informacji w internecie.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (147)

#82770

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie historii http://piekielni.pl/82764.

Używana maszynka do okolic bikini to jeszcze nic.

Uwaga, będzie dość obrzydliwie, a wrażliwym na tematy kobiece polecam pominąć tę historię.

Zainteresowałam się ostatnio tematem kubeczków menstruacyjnych. Sprawa wydaje się prosta, jest to też jakiś sposób na oszczędności.

Poczytałam w internecie, wybrałam rozmiar i wyszukałam na alledrogo, żeby dokonać zakupu. Wszystkie wyniki były w podobnej cenie ~69 zł + przesyłka. Ale jeden był wystawiony za 49 zł.

Zastanawiając się, jaką to wadę fabryczną ma ten konkretny produkt, otworzyłam aukcję, jednak jej zawartość przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

Tak, ktoś sprzedawał UŻYWANY kubeczek menstruacyjny.

Dla zainteresowanych: aukcja jeszcze wisi.

alledrogo

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (115)

#67946

~lodzialarenka ·
| Do ulubionych
Mam koleżankę. Ma ona 3 dzieci. Ostatnio poprosiła mnie, bym zaopiekowała się jej dziećmi przez godzinkę. Poprosiła też, bym wzięła je na lody. Powiedziała, że nie mam się przejmować ceną, bo mi odda.

I się nie przejmowałam. Poszłam z dziećmi na lody, zamówiły desery lodowe. Całość wyszła 48 zł. Ja nic sobie nie zamówiłam, choć koleżanka zapewniała mnie, że jak zamówię sobie loda, to za mojego też mi odda w podzięce za opiekę nad dzieciarnią.

Wraca odebrać dzieci. Mówię jej, ile jest mi winna. Nie wierzy. Pokazuję jej rachunek.

Ona na to:

- No wiesz ty co, skąpa pi*da z ciebie, żałujesz dzieciom przyjaciółki!!!

I wyszła. Pieniędzy nie dostałam...

Jakby co, żadna przyjaciółka. Znajoma z pracy mojego chłopaka.

Lody

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (245)

#82758

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed chwilą na moją skrzynkę pocztową przyszedł taki mail:


"Szanowny Kliencie!

Staralismy sie dostarczyc twoja przesylke w czwartek, 19-07-2018. Proba doreczenia nie powiodla sie, ze adres zostal zamkniety i nikt nie byl w stanie uzyskac. Aby odebrac paczke, prosimy o wydrukowanie kwitu, ktory jest dolaczony do poczty elektronicznej lub odwiedzic biuro DHL, okreslony w fakturze (kwitu). Jesli przesylki nie odebrac w ciagu 48 godzin, zostanie ona zwrocona do nadawcy.

Numer przesylki: T64155388255
Prosimy o wplate: 328,11 pln


Pobierz faktura

Dziekujemy za zaufanie i powierzanie nam wysylek,
DHL Express."

Pomijając już fakt jawnego tłumaczenia na polski przez jakiś translator, źródło wiadomości (<jwpsx@azps.az>) mówi samo za siebie.

Uważajcie i ostrzeżcie innych.

Ręce opadają..

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (99)

#82762

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja siostra zamawiała ostatnio buty. Miały przyjść one do domu rodzinnego (w którym w tamtym czasie miałyśmy być ja i moja mama praktycznie przez cały czas). Oprócz tego tradycyjnie został podany numer telefonu przy składaniu zamówienia.

Kilka dni po złożeniu zamówienia siostra wchodzi na maila, patrzy, a tam mail od firmy kurierskiej, że proszą o kontakt na infolinię ze względu na błędnie podany adres i brak numeru telefonu na paczce. Grozili także, że gdy sprawa się nie rozwiąże, czyli nikt się z nimi nie skontaktuje, nie będzie możliwości wysłania ponownie paczki na ten sam adres.

Siostra sprawdziła adres w mailu ze sklepu, z którego zamawiała. Wszystko się zgadzało. Zadzwoniła na infolinię, potwierdziła, że adres jest poprawny, sprawdziła, czy też poprawny mają w systemie. Miła pani na infolinii powiedziała, że w takim razie wyśle jeszcze raz kuriera. Paczka dotarła po kilku dniach do domu.

Czemu więc paczka za pierwszym razem miała wpisany błędny adres? Mieszkamy na wsi, pośrodku lasu. Dojazd nawet od naszych najbliższych sąsiadów to droga około kilometra, od najbliższej wsi około pięciu, a od głównego miasta około dziesięciu kilometrów. W GPS-ie bez problemu można wpisać nasz adres, jednak pokazuje on dom oddalony od wszystkich innych zabudowań. Kurierowi prawdopodobnie nie chciało się jechać taki kawał drogi, marnować paliwa, aby doręczyć tylko jedna paczkę. Myślał, że gdy zobaczymy, że jest błędny adres, to odeślemy paczkę i zamówimy raz jeszcze, tym razem na inny adres, może bliżej miasta.

kurierzy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 75 (111)

#82824

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka dni temu w jednym z miast na południu Polski agresywny pitbull zaatakował i zagryzł owczarka belgijskiego, a jego właścicielkę dotkliwie poranił [tutaj był link do artykułu, ale nie reklamujmy konkretnych stron, wygooglujcie sobie - przyp. red.].

Po zdarzeniu pitbull zaatakował weterynarza, który miał go przebadać. Na nagraniu widać, że właściciel zupełnie nie panował nad psem, po prostu usiadł na krawężniku i patrzył, jak pitbull masakruje owczarka. Do tego agresywny pies wciąż biega po osiedlu bez smyczy i kagańca. Policja i straż miejska nie reagują na problem, chyba czekają, aż bydlę zagryzie jakieś dziecko. Nie pies jest tu piekielny, tylko bezmyślne ameby, które są jego właścicielami i nie zadbały o właściwe ułożenie psa oraz służby, które nie reagują na zagrożenie.

EDIT: wkurzeni mieszkańcy osiedla zorganizowali zebranie w tej sprawie, na które zaprosili media. Prokurator dopiero wtedy wydał nakaz i pies został odebrany właścicielom i skierowany na obserwację.

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (170)