Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Brzeginka

Zamieszcza historie od: 18 grudnia 2018 - 8:12
Ostatnio: 2 czerwca 2024 - 9:42
O sobie:

Małe, ślepe, głuche i mało rozgarnięte stworzenie z aspiracjami zostania w przyszłości lekarzem. Interesujące się wszystkim i niczym jak to mawia kochana rodzicielka i wyskakująca z różnymi ciekawostkami z dupy wziętymi (wiedzieliście, że odchody wombatów mają sześcienny kształt?). Poza tym niepoprawna optymistka z niedorzeczną wiarą w ludzi. Oraz ponadto nieuleczalny mol książkowy z zamiłowaniem do wszelkiej maści mitologii.

  • Historii na głównej: 10 z 12
  • Punktów za historie: 1353
  • Komentarzy: 130
  • Punktów za komentarze: 858
 

#91214

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko, bo aż nie wiem jak to skomentować. Opowieść z drugiej ręki, więc nie znam wszystkich szczegółów, ale wydaje się… absurdalna.
Koleżanka chyba właśnie została singielką. A o co poszło? O nazwisko. Koleżanka ma już na koncie kilka prac naukowych i w związku z tym postanowiła po ślubie zostać przy swoim nazwisku. Jej narzeczony odebrał to chyba jako zamach na jego męskość, bo postawił jej ultimatum, albo bierze jego i jego nazwisko, albo żadnego ślubu nie będzie. Na próby uspokojenia emocji i powrotu do dyskusji później, wyszedł trzaskając drzwiami i jeszcze nie wrócił.

Związki

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 78 (104)

#91022

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Poszłam wczoraj do sklepu kupić kilka rzeczy, przy okazji patrzę jest siano po pięć złotych. Cena niska, opakowanie duże, więc się upewniam czy to na pewno to. Siano na całej półce, pod nim cena 4,95 co prawda bez opisu, ale półkę niżej to samo siano, ta sama cena, podpis siano. W zasięgu wzroku żadnego innego siana i żadnej innej cenówki, pół metra dalej cena silikonowego żwirku 22,95. Wiecie już do czego zmierzam?
Tak, na kasie cena trzykrotnie wyższa, ale nic to, idziemy do punktu obsługi klienta po zwrot. A tam babeczka bierze to siano, ja jej mówię, że inna cena i nagle zza niej głos drugiej pracownicy: „ale to nie jest cena do tego, bo już z nim byli, zrób zwrot”.

To ja z uśmiechem, że nie chce zwrotu, chcę produkt w cenie podanej na półce. Babka zaczyna się ze mną kłócić że nie ta cena, bo już sprawdzała. Proszę żeby się ze mną przeszła bo jak byk jedyna cena jaka wisi i jedyne siano. Poszła widzi na oczy że obok i idzie w zaparte że do innego produktu.
Ja: dobrze, górna półka pięć złotych silikonowy żwirek obok siano, do którego jest ta cena?
Pracownica (P): jest zdarta metka, to jest pusta cenówka
J: dobrze, to IDENTYCZNA cenówka piętro niżej, gdzie jest siano do tej ceny?
P: nie ma, sprzedało się
J: to gdzie jest cena do tego siana na półce?
P: nie ma
Wzruszyła ramionami i poszła sobie, więc wracam do punktu obsługi klienta i pierwszej pracownicy.
P: zwrot?
J: nie, chcę siano w cenie na półce
P: koleżanka pokazała że to do innego produktu
J: nie, koleżanka TWIERDZI że to do innego produktu, cena wprowadza w błąd i wskazuje na to siano, innej ceny nie ma, chcę siano w cenie na półce
P: to inny produkt, mogę zrobić zwrot
J: dobrze, to poproszę oświadczenie że odmawianie państwo sprzedaży w tej cenie, bo to do innego produktu.
P: nie mam takiego obowiązku
J: to poproszę siano w cenie z metki
P: mogę zrobić zwrot

Powtórzcie sobie powyższy dialog kilkukrotnie. Finalny efekt był taki że w cenie z półki został mi sprzedany żwirek
P: BO TO CENA DO PRODUKTU OBOK!
J: TO CHCĘ PRODUKT OBOK W TEJ CENIE!

I wyjaśnicie mi dwie rzeczy, dlaczego dopóki nie podniosłam głosu to byłam zbywana „nie da się” a po podniesieniu głosu jednak się „dało” i dlaczego bardziej im się opłacało sprzedać w tej cenie żwirek (cena wyjściowa 23zł) zamiast tego siana (cena 15zł)? O.o

I ja rozumiem, że duży sklep, mogli nie zdążyć zmienić. Gdyby w pewnym momencie przyznali się do błędu i przeprosili to by nie było problemu i bym wzięła to siano po wyższej cenie, ale oni byli jak „nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?”, a to niestety działa na mnie jak płachta na byka.

I mały bonus, rozmowa klienta przede mną
K: ale ten młotek był za siedem złotych
P: *dzwoni na dział* sprawdziliśmy, za siedem złotych był młotek z czerwoną końcówką, ten z czarną jest za jedenaście
K: one się czymś różnią?
P: ceną

zwrot sklep

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (168)

#89800

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia raczej z tych zabawnych. Wracałam wczoraj z uczelni tramwajem. Tłok taki, że sardynki z puszki zaczynają narzekać na brak przestrzeni życiowej, jednak ludzie raczej dostosowani już do warunków i na przystankach cała ta nieprzebrana masa wylewa się na zewnątrz, żeby wypuścić nieszczęśnika, który ściśnięty między szybą, a resztą towarzyszy niedoli gdzieś w głębi tramwaju, postanowił wysiąść.

I nagle rozlega się zirytowany głos "a może byś dziecko ustąpiła starszej kobiecie miejsca?! Co to na być, że młodzież siedzi, a emeryci muszą stać!:. Siedząca dziewczyna coś tam cicho wymamrotała, że nie widziała staruszki i już ustępuje. Ale jak tu wpuścić staruszkę, skoro pomiędzy pasażerów igły się nie wciśnie? Na szczęście tramwaj akurat podjechał na przystanek, więc to ludzkie morze zafalowało i babcia siedzi. Za chwilę znowu słychać znany już głos "a ty wysiadasz na politechnice? Nie, to mnie przepuść!" I kobieta hyc! Wcisnęła pod ramieniem pasażerki, pozbawiając jej rurki do trzymania. I zaraz do kolejnej osoby "a ty? Nie? No to przepuść!" Gdy już się tak przecisnęła niemal do drzwi to w końcu jej ktoś powiedział żeby się nie pchała, bo na przystanku i tak zostanie wypuszczona, a tylko zamieszanie robi. I nagle słychać na cały autobus "To nie dopuszczalne! Jaka ta młodzież jest bezczelna! Jestem emerytką i mi się należy przepuszczenie!"
Finalnie nie wysiadła na politechnice, tylko twardo stała blokując wyjście i nie reagując na prośby o przesunięcie. W końcu jej, emerytce, się należy!

komunikacja_miejska

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (152)

#89265

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Bezczelność linii lotniczych nie przestaje mnie zadziwiać.

Wujostwo miało zabukowany lot na Cypr (pierwsze wakacje bez dzieci, złapane w okazyjnej cenie prawie rok wcześniej).

Na miesiąc przed wyjazdem dostają informację, że loty zostały zmienione i ich lot został przesunięty o dzień. Niby nie dużo, ale w przypadku zaplanowanego tip top wyjazdu i wycieczek psuje plany.

Jakie rozwiązania zaproponowały linie lotnicze? Ciotkostwo może zaakceptować zmianę (bez odszkodowania), wybrać inny termin (tydzień wcześniej/później) albo dostaną zwrot za bilety i mogą kupić inne (oczywiście okazyjne ceny za które bilety pierwotnie były kupowane już od dawna są czczą mrzonką).

Łaskawość ich nie zna granic.

Linie lotnicze

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (143)

#88976

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Krótko o tym jak w przyrodzie nic nie ginie i prędzej czy później do ciebie wraca.

Moja ciotka od młodości miała słabość do żonatych mężczyzn. Każdy poważniejszy związek w jaki wchodziła miał gdzieś w tle zdradzaną żonę. Conajmniej trzy rodziny doprowadziła do rozwodu. W jednym przypadku żona jak się dowiedziała to zaczęła ją błagać żeby zostawiła jej męża w spokoju i nie wbijała się między nich. Oczywiście bezskutecznie. Gdy taki mąż przestawał być mężem, prędzej czy później się nim nudziła i zaczynała szukać kolejnego. Wszystko za cichym przyzwoleniem dziadków, bo przecież ukochana córeczka i jak to się jej można czepiać? Gdy trzeźwiejsza część rodziny próbowała ją naprostować i prosiła żeby się opamiętała, ta zawsze tłumaczyła że musi się wyszaleć i eksperymentować. Finalnie wyszła za mąż za wuja, który również rozwiódł się z żoną przez ciotkę. Dorobili się nawet dzieci.

Ostatnio okazało się że wuj ma kochankę. Ciotka nieustannie biadoli, jak można tak rozbijać rodziny. Nie, nie widzi swojej hipokryzji.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (196)

#88962

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Nie jest to może jakaś duża piekielność, ale mnie osobiście bardzo... zdemotywowało.

Słowem wstępu jestem posiadaczką długich i bardzo gęstych włosów zapuszczonych prawie przez połowę życia. Ostatnio jednak doszłam do wniosku, że czas na zmianę, bo ile można wyciągać włosy z różnych dziwnych miejsc i postanowiłam ściąć się na względnie krótko, a dodatkowo pofarbować to co zostanie na rudo. Tak na oko powinno mi ubyć z metr włosów. Trochę szkoda je tak po prostu wyrzucić więc postanowiłam oddać je na peruki fundacji Rak’n’Roll (nie ukrywam, że miałam cichą nadzieję na niższe koszty związane z fryzjerem). Ściągnęłam więc listę punktów współpracujących z nimi. Pierwszy punkt ulicę ode mnie, więc idziemy!

- Dzień dobry, widziałam na stronie fundacji Rak’n’Roll, że państwo z nimi współpracuje, to prawda? Chciałabym oddać włosy, ale pierwszy raz to będę robić i nie wiem jak to działa... dodatkowo chciałabym pofarbować włosy na rudo.
(Tutaj odpowiedź, że trzeba przynieść formularz, że włosy nie mogą być rozjaśniane i takie tam sprawy techniczne)
- ... myjemy włosy na miejscu, potem zaplatamy warkocz i obcinamy na wskazanej wysokości, oczywiście też modelujemy, bo przecież nie możemy wypuścić klientki z surowo obciętymi włosami!
- A jaki to byłby koszt z malowaniem?
- No mycie, obcięcie i modelowanie to będzie 170 zł, farba to jakieś 120-150 zł. Całość powinna wynieść 320 zł. Zapisać na piątek?
- Na razie dziękuję. Muszę to przemyśleć.

No ja rozumiem różne ceny, ale koleżanka ostatnio za ścięcie i farbowanie płaciła 120zł. Nic to szukamy dalej!

Drugi punkt - 250zł.
Trzeci - 220zł.
Czwarty - 260zł.
Piąty - 170zł.
Szósty - 200zł (120 jeżeli będzie strzyc praktykantka).

I tu stwierdziłam, że mam dość. Kuzynka podpowiedziała mi żeby spróbować w skupie włosów. Obcięli, zapłacili, zafarbowałam u osiedlowej fryzjerki i jeszcze zostało na wypad na herbatę. Pozostaje tylko pytanie na czym polega niby ta współpraca z fundacją? Na strzyżeniu klientów z kasy?

Skomentuj (69) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (213)

#86205

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kilka sytuacji z ostatniego czasu, które może nie są aż tak piekielne, ale, powtarzające się nagminnie, zaczynają irytować.

1. Cicho bądź, facet mówi!
Często na seminariach zdarza się, że w czasie dyskusji naraz odezwą się dwie osoby. No bywa, żaden problem do frustracji. Tylko dlaczego ZA KAŻDYM razem, jeżeli odezwie się jednocześnie chłopak i dziewczyna, to ta druga musi zamilknąć i ewentualnie dopowiedzieć później? Może jestem przewrażliwiona albo mamy wyjątkowych buców na roku, ale jeszcze ani razu nie zdarzyło się, żeby chłopak oddał głos dziewczynie. Za każdym razem. Raz nawet w ramach eksperymentu stanęłam okoniem i postanowiłam dokończyć swoją kwestię bez względu na wcinającego się studenta. Myślicie, że chociaż się chwilę zawahał? W życiu!

2. Myślałem/am, że jesteś normalna, a ty jesteś feministką!
Jestem feministką, bo nie podobała mi się książka ze względu na uprzedmiotawianie kobiet (autor przedstawiał wszystkie niewiasty albo jako kury domowe służące jako sekszabawki, albo „wojowniczki” biegające nago i służące jako sekszabawki).
Jestem feministką, bo wolę obejrzeć „emancypacyjny” film, gdzie kobieta nie robi jedynie za ozdóbkę, ale ma charakter.
Jestem feministką, bo się oburzam, gdy lecą szowinistyczne „żarty” i komentarze (jak kobiety nie bijesz, to jej wątroba gnije!).

3. Jesteś dziewczyną i zachowuj się jak dziewczyna!
W tym głównie przoduje rodzina.
Zniosłabyś te talerze! Zobacz, kuzyn jest chłopakiem, a znosi, to ty nie możesz?! (Może i bym mogła, gdyby nie to, że siedzę zaklinowana za stołem ze stadem krewnych po jednej i drugiej stronie, w przeciwieństwie do kuzyna siedzącego na brzegu).
Zaopiekowałabyś się kuzynami i może w końcu wykształciłabyś instynkt macierzyński! (Raczej nie, nie przepadam za dziećmi, a jedyną istotą, jaką bym sobie powierzyła w opiekę, byłby kaktus, o ile bym go nie dotykała. Dziecko - w życiu! Zwłaszcza kilkumiesięczny berbeć).

4. Znajdź se wreszcie chłopa!
Nic dodać, nic ująć. Już się słuchać tego nie chce. Tylko chłop i chłop! Bo starą panną zostaniesz i zostaniesz z kotem! No idźże na imprezę, to kogoś znajdziesz! Kuzyn ma dużo kolegów, to ci kogoś znajdzie i w końcu znormalniejesz!
Tak, mężczyzna panaceum na wszelkie bolączki. Dziękuję, ale postoję.

Uff... to tyle, wygadałam się. Dziękuję i dobranoc!

Skomentuj (83) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (220)

#85864

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Co prawda sytuacja z drugiej ręki, ale nie sądzę, żeby to umniejszało jej piekielność.

Cioteczka droga z racji zbliżającego się egzaminu specjalizacyjnego, musiała pożegnać się z kliniką i zakończyć współpracę. Pech chciał, że będąc na wypowiedzeniu jej się zachorowało i dostała zwolnienie. A jak zwolnienie to trzeba się udać do ZUS-u załatwić formalności. Co istotne niedawno cioteczka założyła działalność gospodarczą, jednak nie zdążyła jeszcze wnieść żadnych opłat ani składek z nią związanych. Nie wiedząc jak to wygląda z perspektywy prawnej, szczegółowo dopytywała, czy nie musi zawieszać tej działalności, żeby ZUS wypłacił chorobowe. Nie, nie musi. Nawet nie powinna, bo może dostanie wtedy za działalność dodatkowy zasiłek. Jako kompletny laik, cioteczka zdała się na informacje uzyskane od pracownicy ZUS-u. I co? Wujostwo jest teraz siedem tysięcy w plecy, bo chorobowe zostało policzone od działalności, a nie umowy o pracę. Bo takie są przepisy i co my chcemy od pani z okienka? Nieistotne jest co mówi i to cioteczki wina, że uwierzyła na słowo, ZUS-owi nic do tego.

P.S.
Dwa ostatnie zdania to oficjalna odpowiedź ZUS-u. Może nie dosłowna, ale sens zachowany.

ZUS profesjonalna obsługa

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (112)

#85465

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Orange i więcej dodawać nie trzeba...

Z pół roku temu, podszywając się pod spisujących liczniki, wcisnęli babci umowę na gaz i prąd. Prąd udało się odkręcić, z gazem nie zdążyliśmy. Zważywszy na kosmiczne kary za przedwczesne zerwanie umowy, nie wypowiadaliśmy jej, bo taniej było płacić comiesięczny haracz.

Na początku października babcia otrzymała list, w którym Orange informowało o zerwaniu przez nich umowy... przepraszam, nie zerwaniu, tylko o „zmianach w regulaminie”, gdzie punkt któryś tam przyjmuje treść „umowa ważna do 30.11.2019”. Jeśli nie wyrażamy zgody, to można wysłać w ciągu tygodnia wypowiedzenie i umowa wygaśnie pod koniec kolejnego pełnego miesiąca… czyli 30.11.

Podsumowując, jeżeli ty, biedny szaraczku, chcesz przedwcześnie zakończyć umowę, to płać gigantyczne kary, jeśli Firma chce zakończyć przedwcześnie umowę - wystarczy, że zmieni regulamin.

Ba dum tss!

Orange

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (145)

#83765

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Taka drobna piekielnostka związana z organizacją taksówek.

Jak wiadomo, student medycyny nie je ani nie śpi, ino się uczy i zdaje koła (albo i nie).

Oczywiście człowiek najlepiej myśli z rana, więc, idąc tym torem myślenia, drodzy profesorowie postanowili zorganizować nam kolokwium o szóstej rano. Na drugim końcu miasta. Gdzie kursuje jeden autobus na godzinę. Niby można nim jechać, ale na miejsce przyjeżdża na styk, a kawałek trzeba jeszcze dojść. Lepiej nie ryzykować.

Zważywszy na fakt, że nie bardzo uśmiechało się wstawać jeszcze wcześniej, żeby czekać na miejscu od piątej, to Brzeginka jako sprytne i kasiaste stworzenie postanowiła wykosztować się na taksówkę. Jako istota przezorna, dla pewności wykręciła odpowiedni numer i zaklepała przejazd dzień wcześniej. (Swoją drogą, pani dyspozytorka chyba miała aspiracje zatrudnić się w dziekanacie, bo podejście do petenta miała identyczne, co panie tam pracujące).

Nic to! Wybiła godzina zero i Brzeginka dostaje SMS-a, że rydwan już czeka. Dwie minuty później stoi przed bramą, patrzy w lewo, patrzy w prawo, no i nie ma! Bierze poprawkę na to, że jest stworzeniem ślepym, co to nie widzi stojących prawie że pod nosem rzeczy, więc się jeszcze raz rozgląda. Nadal niet. W takim razie sięgamy po telefon i dzwonimy!

- Taksówki - wymamrotane pod nosem tak, że ledwo można zrozumieć.
- Dzień dobry, właśnie dostałam SMS-a, że czeka na mnie taksówka, ale jej nie widzę.
- Adres!
- Taki a taki.
- Chwila! Sprawdzam!
(Brzeginka nerwowo drepta w miejscu i rozważa, czy dopuszczą ją do poprawy, jeśli się nie stawi na kole).
- No przecież pani jedzie tą taksówką! - oburzenie w głosie było wręcz namacalne.
- Nie jadę? - Brzeginka nieśmiało wtrąca.
- Ewentualnie mogę zamówić kolejną taksówkę.
- Dobrze, a za ile będzie?
- Do ośmiu minut - i trzask słuchawki.

Po minutach sześciu faktycznie podjeżdża taksówka, a szczęśliwa Brzeginka dojeżdża szczęśliwie na kolokwium.

To jednak nie koniec!

Po wyjściu z sali Brzeginka włącza telefon i co widzi? Nieodebrane połączenie i SMS-a z pytaniem, gdzież to ona zaginęła, bo taksówka na nią czeka...

uslugi

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (144)

1