Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Daro7777

Zamieszcza historie od: 17 lipca 2016 - 18:48
Ostatnio: 7 lutego 2026 - 18:05
  • Historii na głównej: 17 z 17
  • Punktów za historie: 2102
  • Komentarzy: 460
  • Punktów za komentarze: 3685
 

#92401

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Musiałem wymienić baterię w zegarku córki, a że nie mam czasu na bieganie po sklepach i szukania odpowiedniej, zdecydowałem, że podejdę do zegarmistrza.

Gdy wszedłem zobaczyłem, jak właściciel (stary dziad) w niewybrednych słowach beszta klientkę tylko za to, że jakiś czas wcześniej inny zegarmistrz wymienił jej baterię i to na jakąś chińską.

Generalnie co drugie słowo tej tyrady to przekleństwo. Podczas tych krzyków wymienił jej tę nieszczęsną baterię, ale całe zachowanie doprowadziło kobietę do łez, co zauważyłem dopiero pod koniec.

Gdy przyszła moja kolej, otworzył zegarek i wykrzyczał:

Z: Kto panu to tak sp... dolił?!!
Ja: Nie wiem, już taki dostaliśmy.
Z: (dalej krzykiem) Chińska bateria!! Za cienka! - przeplatane przekleństwami.

Zacząłem tracić cierpliwość, więc poprosiłem o oddanie mojej własności.

Z: Moment! Przecież robię!
Ja: (głośniej) Poproszę zegarek!
Z: (oddaje) 1 zł się należy za otwarcie.

Mówię, że nie podoba mi się to, jak potraktował panią obok (pakująca się w międzyczasie) i nie zamierzam dalej wysłuchiwać jego krzyków.

Z: Zaraz mogę pana tak potraktować!
Ja: Spłynie to po mnie, jak po kaczce. Ostatni raz tu jestem.
Z: A ja pana nie zapraszałem.

Miałem tylko dychę i już w wyobraźni widziałem, jak ten burak mi robi problem z wydaniem reszty, gdy pani obok wyciąga złotówkę i kładzie na ladzie.

Na początku głupio mi było przyjąć ale dziad g...mistrz złapał, jakby to była złota moneta. Wziąłem więc dychę i wrzuciłem kobiecie do torebki, podziękowałem jej i wychodząc powiedziałem:

Ja: Do widzenia.
Z: Do widzenia.
Ja: Nie mówiłem do pana!

Naprawdę, nie wiem skąd miałem tyle spokoju, gdyż jestem nerwusem i zazwyczaj szybko się zapalam. Mam nadzieję, że Pani poprawił się humor i trochę mam wyrzuty, że tak późno zareagowałem.

A co do g...mistrza to mam nadzieję, że kiedyś zmądrzeje.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (124)

#92159

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Widzę potężną niszę w szkoleniach dla przedsiębiorców z komunikacji.

Przykład pierwszy.
Jakiś czas temu aplikowałem do pewnej firmy na stanowisko kierownicze. Po skończonej rozmowie, zapytałem kiedy będą wyniki i czy spodziewać się od nich kontaktu, nawet w przypadku odpowiedzi odmownej.
"Tak, tak. Oczywiście odezwiemy się do 2 tygodni". Mija czwarty i odpowiedzi nie ma. Pracownik wybrany.

Historia druga.
Jako, że mam doświadczenie trenerskie, aplikowałem na stanowisko pracownika w powstającym pewnym obiekcie sportowym (głównie dla dzieciaków). Właściciel powiedział, że otwierają się 1 czerwca, wcześniej muszę dostarczyć zaświadczenie o niekaralności w przestępstwach seksualnych (lex Kamilek) oraz przejść specjalistyczne szkolenie (wyjazd do innego miasta), bez którego, w przypadku wypadku, właściciel ma prokuraturę na głowie.

Potwierdziłem, że jestem chętny, ale proszę o informację z wyprzedzeniem ponieważ mam kilka różnych projektów i muszę to posklejać. Stwierdził, że nie ma problemu, gdyż każdy jego pracownik ma też inne formy zatrudnienia i się dogadamy. Zaświadczenie załatwiłem następnego dnia i cisza. Tzn. nie odbiera telefonu, nie odpisuje na SMS. Dobijam się któryś dzień z rzędu i wreszcie odebrał. Pytam czy to dalej aktualne.

"Tak oczywiście. Nie odbieram bo nie mam czasu, muszę otworzyć obiekt". Dodatkowo pyta czy mogę wpaść pomóc, bo z pracą są w lesie. No ok, nie ma problemu. Popracowałem 3 dni. Potem przyszedłem na otwarcie. Dzieciaków w bród. Start mega udany.

Ponieważ nadal nie mam szkolenia, moja praca była bardzo ograniczona. Pytam więc kiedy to szkolenie. "3 lub 5 czerwca, dam dokładnie znać". Ok. Proszę tylko z wyprzedzeniem.

3 czerwca cisza. 5 czerwca również. Telefonu nie odbiera. Już wtedy stwierdziłem, że raczej współpracy między nami nie będzie. 6 czerwca dzwoni o 21:00 czy mogę przyjść na drugi dzień do pracy, bo nie ma ludzi. Odpowiadam że nie, ponieważ a) nie mam odpowiedniego szkolenia, b) mam już ten weekend zajęty na maksa. Odpowiada, z wyraźnym zawodem w głosie, że jakoś sobie poradzi. I dodaje: w poniedziałek szkolenie, w niedzielę podam dokładną godzinę. Mamy środę. Jak się zapewne domyślacie, nie odezwał się.

To dwie historie a jest ich naprawdę w bród. Jeżeli ktoś posiada wykształcenie z komunikacji społecznej, zakładajcie firmę szkoleniową. Klientów jest od groma. Musicie się tylko... z nimi skontaktować.

praca kontakt komunikacja

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (157)

#91965

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu aplikowałem na stanowisko trenera w nowo powstającej siłowni.
Ważne dla historii: siłownia była już piątą czy szóstą w niewielkim, dosyć zaściankowym mieście.

Zaaplikowałem, zadzwonili, zaprosili na rozmowę.

Na rekrutacji pojawił się sam właściciel, który od początku zaznaczył, że właśnie takiej osoby jak ja potrzebuje – trenera ze stażem i pasją, a nie „instagramowych” młodzieniaszków.

Zaraz po tym „makaronie na uszy” przeszedł do sedna rozmowy, czyli zarobków. Roztoczył przede mną wizję pięciocyfrowych sum, które mogę osiągnąć, jeśli tylko zdecyduję się płacić mu 700 zł miesięcznie w ramach tzw. karnetu trenerskiego.

Duże sieciówki, zwłaszcza w większych miastach, często proponują takie rozwiązania, więc nie jest to nic nadzwyczajnego. Jednak po pierwsze – to nie była sieciówka, po drugie – takie rozwiązanie kompletnie nie pasowało do mojego miasta.

Dodatkowo, ponieważ prowadziłem zajęcia ogólnorozwojowe dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, właściciel stwierdził, że chętnie widziałby mnie również w takiej roli.

Powiedziałem, że przemyślę sprawę, na co on zapewnił, że za dwa dni na 100% do mnie zadzwoni.

Miesiąc później (!) dzwoni do mnie jego pracowniczka z pytaniem, czy chcę prowadzić zajęcia grupowe dla dzieci. Odpowiedziałem, że tak, ale pod warunkiem, że nie będę musiał kupować pakietu trenerskiego. Zapewniła mnie, że podpisujemy umowę, a stawkę poznam na spotkaniu z szefem.

Pojechałem. Oczywiście musiałem czekać, bo się spóźnił. Porozmawialiśmy – nawet miło.

W trakcie rozmowy padło pytanie, czy mógłbym prowadzić także zajęcia grupowe dla dorosłych. Odpowiedziałem, że nigdy tego nie robiłem.
„Nic nie szkodzi, mamy koordynatora, który przyjedzie i wszystkiego pana nauczy.”
No, okej.
„Zadzwonię do pana najpóźniej pojutrze.”

Tydzień później (!) dzwoni żona właściciela i pyta, czy pasują mi wtorki i piątki o 18:30, żebym prowadził zajęcia grupowe dla dorosłych.

Hola, hola. Miały być zajęcia dla dzieci!
Pani stwierdza, że będą, ale nie teraz – na razie dla dorosłych.
Odpowiadam, że miałem najpierw zostać przeszkolony.

„Tak, tak, już umawiam pana z panem Andrzejem. Najpóźniej do wieczora oddzwonię.”

Trzy dni później, o 9:00 rano, dostaję wiadomość na Messengerze od właściciela:

„Za godzinę będzie pan Andrzej, czy da Pan radę przyjść na godzinkę, dwie.”

Odpisuję, że nie mogę, bo właśnie wychodzę na umówiony trening z podopieczną. Proszę o większy zapas czasowy.
"Ok. Dziękuję za szybką odpowiedź".

Kilka dni później, o 23:00 (!), znów na Messengerze dostaję od szefa wiadomość:

„Widzę, że nie zdecydował się pan dołączyć. No szkoda. Zapraszam w przyszłości.”

WTF?!

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (136)

#91310

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio wspomnienie na Facebooku przypomniało mi pewne zdarzenie na strzelnicy.

Mój dobry kolega dostał od żony voucher do strzelnicy właśnie. W związku z tym zapytał czy bym z nim nie pojechał.

Ponieważ lubie postrzelać, stwierdziłem: "czemu nie?". A ponieważ żona narzekała, że nie zabieram jej na randki, to dokooptowałem jeszcze ją.

Każde z nas dostało swojego prowadzącego strzelanie, czyli osobę która stoi za klientem i pilnuje żeby ten coś nie odwalił. Mój okazał się bardzo wyluzowany, gdyż wskazał leżący na stoliku pistolet marki CZ
i powiedział: "ładuj i strzelaj".

No ok. Jakoś wykminiłem, jak to załadować z myślą, że jak mi nie będzie szło to prowadzący mi pomoże.
Tylko, że ten był bardziej zainteresowany strzelaniem mojej żony i rozmową z jej opiekunem.

W pewnym momencie powiedział do kolegi obok: "rzuć na niego okiem (czyli na mnie), zaraz wrócę".

Skończyłem strzelać i stwierdziłem że czas na grubszy kaliber.
Prowadzący, który miał rzucać na mnie narządem wzroku, jest zajęty instruowaniem mojego kolegi.
Proszę więc go, żeby mi wymienił broń. Podaje mi kałasznikowa i... odwraca się z powrotem do swojego podopiecznego.

Z lekkim nerwem przerywam mu i proszę jeszcze o amunicję. Ten bierze ze stolika 3 magazynki i wręcza mi je do ręki.

Pytam ile tam jest nabojów.
"Nie wiem, chyba po 5" - brzmi odpowiedź. I znów odwraca się do mnie plecami.

Pamiętając tutoriale z YouTube jakoś podpiąłem magazynki, jakoś odbezpieczyłem, jakoś postrzelałem.

Wracając, jak już opadł kurz i emocje, stwierdziłem do kolegi, że jakbym był jakimś świrem, to mógłbym jego prowadzącego odstrzelić i nie byłoby co zbierać. Albo mógłbym popełnić jakiś błąd. Obrócić się z karabinem. Nie trzymać palec poza spustem, odstrzelić kogoś niechcący. Byłem przecież żółtodziobem.

Tak więc niedawno wspomnienie na FB przypomniało mi o tym dniu. Wysłałem do kolegi linka i info, że dzisiaj mija 6 rocznica zaginięcia mojego prowadzącego, ponieważ już do końca mojego pobytu.

strzelnica

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (116)

#91101

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Od jakiegoś czasu pracuje jako trener personalny.

Jestem wolnym strzelcem, sam sobie szukam klientów. Wystawiam ogłoszenia na lokalnych portalach internetowych, roznoszę swoje ulotki, prowadzę stronę www, facebookowy fanpage etc.

Tygodniowo mam kilkanaście zapytań o trening, głównie oczywiście o cenę. Zaznaczę, że mam najniższą w moim mieście i jedną z najniższych w Polsce, ponieważ działam w średniej wielkości mieście.

No i właśnie z tymi zapytaniami jest problem.
Nie zliczę ile mam wiadomości czy smsów bez powitania, przedstawienia się.

Czasami nawet nie wiem, jak się zwrócić do danej osoby, ponieważ nie wiem czy to mężczyzna czy kobieta.

Odpisuję z pełną formułką grzecznościową, opisuję, jak wyglądają treningi, jak je prowadzę, kończę z prośbą o informację czy pytająca osoba jest dalej zainteresowana.
I co? I jajco, cisza. Wiadomość odczytana i olewka.

Ja rozumiem, że ktoś nie musi się decydować ale kultura jednak nakazuje, żeby coś odpisać, przedstawić się na początku, podziękować.

Szczytem chamstwa była dziewczyna, która na whatsuppie zapytała o treningi. Po szczegółowej informacji z mojej strony odpowiedziała, że się decyduje na pierwszy i zobaczymy co dalej. Umówiłem ją na następny czwartek. Potencjalna klientka podziękowała ładnie, napisała, że przypomni się w środę. Ja zapisałem ją w kalendarzu. We wtorek wysłałem jej info co ma zabrać ze sobą. Nie odczytała. W środę widzę dalej brak kontaktu. Piszę ponownie. Dzwonię. Telefon łączy ale nie odbiera. Napisałem jej SMS, że trening anuluję. Tak na wszelki wypadek, jakby się jej zechciało pojawić pod siłownią i mieć pretensje. Odczytała wiadomości. Do dzisiaj ani słowa.

Nie rozumiem, jak można być takim niewychowanym burakiem.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (131)

#90322

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Siedziałem ostatnio w pociągu Intercity, na stacji początkowej z pewnego przygranicznego miasta.
Kiedy przyszła pora odjazdu, z głośnika usłyszałem komunikat, że czas odjazdu ulegnie opóźnieniu, ponieważ czekamy na pasażerów z innego pociągu. Myślę sobie, że na miejscu będę godzinę wcześniej a więc: zdążę.

W momencie, kiedy powinniśmy już być 20 minut w drodze kolejny komunikat o opóźnieniu 30 minutowym. Dosłownie trzy minuty później komunikat powtarza się, a opóźnienie wzrasta do 45 minut. Kierownik składu dodaje informację, że czekamy na pasażerów z pociągu z Odessy.

Skutek był taki, że musiałem szybko wysiąść i pobiec na autobus a więc kolejny koszt i przesunąć spotkanie o godzinę.

Oczywiście reklamacje nie uwzględnią, ponieważ nie zdążyłem pobrać poświadczenia od konduktora o spóźnieniu składu, co jest wymagane do jej uznania.

Rozumiem, że to sytuacja losowa ale pół roku wcześniej jechałem pociągiem IC, który zatrzymał się w szczerym polu gdzieś między stacjami. Wyraźnie zdenerwowana kobieta pyta konduktora czy drugi pociąg poczeka na nią, skoro kupiła na ich stronie bilet z przesiadką. Konduktor poinformował, że nie mają obowiązku czekać a więc nie. Podejrzewam, że kobieta musiała wykupić nocleg, ponieważ to było ostatnie połączenie.

Dzięki IC. Ostatni raz z wami.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (128)

#90030

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuje w sklepie z różnościami.

Wigilia. Sklep otwarty do 13:00.

O godzinie 12:50 informujemy, że za dziesięć minut zamykamy. Po sklepie chodzi trochę klientów, zdecydowana większość kieruje się w stronę kasy.

Po sklepie chodzi jeszcze para w wieku około trzydziestu kilku lat. O 12:57 zapraszam do kasy z informacją, że za trzy minuty zamykamy a proces kasowania też trochę trawa.
Podchodzą spacerowym krokiem, pani wolno zaczyna wykładać, koleżanka kasuje.

W międzyczasie pani zastanawia się czy brać jeden rodzaj "pisaczków", które koleżanka już zdążyła skasować, jednocześnie przykładając kartę do czytnika i potwierdzając transakcje.
Po chwili pada zdanie, że one są za drogie.
Informuję, że może po świętach zwrócić. Ma na to miesiąc czasu, musi tylko przyjść z paragonem.

Pani oddaje paragon, kładzie pisaki i stwierdza:
- "proszę mi to zwrócić".

Nie powiem zagotowało się we mnie na jawną bezczelność. Jednak jakoś zdążyłem się opanować i spokojnym tonem odpowiedziałem, że zapraszam z paragonem i pisakami po świętach.
Kobieta świecie oburzona otworzyła szeroko oczy i pyta: "dlaczego?".

- "Ponieważ pracujemy do 13:00 a mamy właśnie równo tę godzinę".

Jej mąż miał trochę więcej oleju w głowie, gdyż powiedział, żeby dała spokój i że my też chcemy iść do domu. Pani prychnęła pogardliwie, wzięła z fochem swoje "pisaczki" i wyszła próbując trzasnąć drzwiami, co w sumie jej się nie udało bo mamy blokadę.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (154)

#89418

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w sklepie z różnościami.

Wczoraj, w godzinach popołudniowych, kiedy moja cierpliwość już i tak była mocno nadwyrężona, wparowała madka z bombelkiem. Bombelek lat około 5-6.

Baba wzięła wózek na dwóch kółkach, plastikowy, taki jak czasami można spotkać w marketach spożywczych, upchała dziewczynkę do niego, telefon do ucha i popierdyla zadowolona po sklepie.

Podchodzę, mówię że nie wolno dzieci wsadzać do wózka, na co ta zgromiła mnie wzrokiem ale dziecko wyjęła.

Z relacji koleżanki obsługującej ja na kasie dowiedziałem się, że mamusia niby niechcący rozsypała nam z lady słodycze i skwitowała do córki: "nie przejmuj się, pan pozbiera"

Nasuwa mi się cytat: "won do piekła, k....o wściekła".

sklep

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (171)

#89406

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jeszcze do niedawna mieszkałem z żoną i dzieckiem w pewnym niewielkim bloku. Mieszkaliśmy tam dobre siedem lat a więc każdy każdego znał.

W bloku tym mieszkał, będący na emeryturze, pewien Janusz, który był administratorem oraz takim gościem złotą rączką, co naprawiał różne usterki.

Janusz zajmował się też wózkarnią, gdzie stał wózek dziecięcy, będący naszą własnością. Nieużywany od jakiś 2 lat ale nikomu nie wadził. Janusz doskonale wiedział, że to nasz, zresztą jak wszyscy w bloku.

Ponadto, co ważne dla historii, nasz bohater Janusz miał rodzinę (dorosłego syna z dzieckiem i żoną), którzy mieszkali w tym samym bloku co moi rodzice, na osiedlu z drugiej strony miasta.

W lutym 2022 w Ukrainie wybuchła wojna. A więc nagle rozpoczęły się rozmaite zbiórki odzieży.

W okolicach marca idziemy w odwiedziny do moich rodziców, wchodzę na klatkę i oczom nie wierzę: w przedsionku stoi nasz wózek, z naszą (uszytą na zamówienie) kołderką. No nie może być mowy o pomyłce gdyż ten model dostaliśmy od znajomej z USA i w Polsce jest on niedostępny.

Zasięgnęliśmy języka u pań sprzątających klatkę schodową w naszym bloku (również sąsiadki: Hela i Jadzia).

Hela opowiedziała nam, że Janusz wziął nasz wózek oraz jeszcze jeden, który był pozostawiony podczas wyprowadzki przez kogoś i oddał je na zbiórkę dla uchodźców. Jadzia dodaje: "a jaki dumny był z pomysłu i z tego że pomógł".

Nie powiem, zagotowało mnie, zwłaszcza że żadne z nich nie zauważa w tym nic złego.
W pierwszej chwili chciałem zrobić Januszowi koło d... i zgłosić kradzież wózka.

Żona mnie uspokoiła, że najpierw trzeba z nim porozmawiać. No to dorwałem Janusza pewnego dnia, wracając wieczorem z pracy i pytam grzecznie, co on odwózkowuje?

Janusz z rozbrajającą szczerością przyznał, że oddał te wózki: jeden dla uchodźców a nasz dla potrzebującej matki z bloku moich rodziców. Na koniec dodał, że jeśli zrobił coś złego, to przeprasza.

No istne Twin Peaks.

W tym bloku chyba za mocno PRL wszedł.

sąsiad blok własność

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (173)

#89375

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w sklepie z różnościami.

Pewnego dnia, rankiem stoję przy kasie w celu wydrukowania raportu. Widzę, jak zmierza do mnie kobieta z paczką pianek do pieczenia za 5 zł.

Położyła na ladzie i wyciąga banknot 100 zł.
Ponieważ w kasie było niewiele drobnych a była drugim klientem od otwarcia, poprosiłem o drobniejszy nominał ewentualnie o zapłatę kartą. Nie zdążyłem dokończyć zdania jak baba nie ryknęła:

- "Coooo? Ja mam szukać drobnych? Czy pan się słyszy!? To pan ma mi wydać!"

Wszystko na jednym wydechu.

Próbuję tłumaczyć, że nie ma racji, że to klienta obowiązek mieć w miarę odliczone pieniądze. Ale baba jeszcze bardziej się nakręca i zagłusza mnie swoim słowotokiem.

W międzyczasie wybiega że sklepu, wraca po jakiś dwóch minutach i rzuca na ladę monetą 5 zł. Od progu krzyczy, że ona tego tak nie zostawi i, że ma nadzieję że ktoś wyżej (nie wiem, Bóg?) się o tym dowie i wyciągnie konskwencje. W odpowiedzi podniosłem tylko palec i pokazałem kamerę nad głową.

Można było mieć odliczoną kwotą? Można.
Szkoda tylko, że zepsuła mi humor na pół dnia.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (166)