Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Morog

Zamieszcza historie od: 9 kwietnia 2014 - 15:18
Ostatnio: 19 kwietnia 2019 - 11:00
  • Historii na głównej: 7 z 16
  • Punktów za historie: 1690
  • Komentarzy: 1527
  • Punktów za komentarze: -3147
 

#84400

(PW) ·
| Do ulubionych
Na kanwie strajku cierpów, zwanych omyłkowo taksówkarzami.

Generalnie rzadko korzystam z taksówek, szkoda mi po prostu pieniędzy, tym bardziej, że zwykle nigdzie mi się nie spieszy. Niemniej po rozwodzie żona z synem wyprowadzili się do innego miasta, dokładnie na jego peryferia, dużo wygodniej mi było wziąć spod dworca taksówkę, niż tracić czas widzenia z synem na długą jazdę autobusem.

Podróż taką wykonywałem dwa razy w miesiącu, przez wiele lat. Za KAŻDYM razem taksówkarze, widząc, że wsiadam przy dworcu kolejowym, próbowali mnie oszukać, jadąc okrężną drogą.

Zwykle, nauczony doświadczeniem, gdy widziałem, że na pierwszym skrzyżowaniu jedzie w innym niż właściwy kierunku, grzecznie informowałem oszusta, że Fordon to jest w tamtą stronę. Cierp bełkotał coś o objazdach, ale jechał już tam gdzie trzeba.

Jednego razu postanowiłem się nie odzywać, ciekawy, gdzie zostanę zawieziony. Poddałem się dopiero, gdy opuszczaliśmy miasto z innej strony niż leżał cel podróży. Doszło do awantury, w trakcie której pan oszust wzywał przez radio kolegów z gangu.

Reasumując, gdyby to ode mnie zależało, cierpy, które terroryzują Warszawę, znalazłyby się tam, gdzie ich miejsce, w więzieniach.

taksówkarze oszuści

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (148)
zarchiwizowany

#83926

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W bloku w którym mieszkam mieszka też pewien starszy mężczyzna. Typ samozwańczego sąsiedzkiego policjanta, dość apodyktyczny, wszędzie się wtrącający ze swoimi radami, do tego takie wiecznie niezadowolony z życia.

Wczoraj wychodząc wieczorem do kościoła byłem świadkiem pewnego zdarzenia z udziałem tego pana i piekielnej młodej dziewczyny. Dziewczę stało przed klatka, rozmawiało przez telefon i trzymało uchylone drzwi do bloku. To ostanie nie spodobało się panu sąsiadowi, próbował wyrwać jej klamkę mówiąc coś w stylu że on płaci za ciepło, a tu ucieka....

Dziewczyna przez chwilę ignorowała starszego pana, w końcu przestała na chwilę rozmawiać i wypaliła "ODPIER..... SIĘ ODE MNIE PSYCHICZNIE CHORY DZIADU". Starszego pana zatkało zaczął coś mówić o panowaniu nad językiem.

Nie pochwalam takiego słownictwa, sam go nigdy nie używam, ale przyznam z pewnym wstydem, że jak sobie przypomnę to zdarzenie to morda i się sama uśmiecha....

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (23)

#83584

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj naprawę poczułem się jak w ukrytej kamerze. Podczas trwających w mojej parafii rekolekcji zajmuje się ustawianiem samochodów na parafialnym parkingu. Zmotoryzowanych gości mamy dużo, więc z moją skromną pomocą na placu mieści się dwa razy więcej samochodów niż wtedy, gdy parkowali sami. Widziałem już wiele dziwnych rzeczy podczas tej pracy, ale jeden pan przebił wszystko.

Odprowadzałem jeden samochód na miejsce parkingowe, do tego ksiądz proboszcz wjeżdżał do garażu swoim Clio, było trochę zamieszania. Wracając do bramy zobaczyłem wjeżdżający w nią samochód. Wjechał i staną w bramie. Na początku mnie to nie zdziwiło, bo często ludzie z osiedla używają naszej bramy, bo wykręcania, ale nie, zgasił silnik, wysiadł i gdzieś idzie...

Gdy odzyskałem głos zacząłem na nim wołać, że zaparkował w bramie i ma natychmiast odjechać. Facet na to, że nie ma nigdzie miejsca, on długo szukał i tu zaparkuje.... Dopiero groźba natychmiastowego wezwania Straży Miejskiej spowodowała, że przestawił samochód.

Po nas choćby potop…

parking egoiści

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (173)
zarchiwizowany

#82862

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przypomniała mi się historia z czasów kiedy z kolegą mieliśmy firmę która zajmowała się zakładaniem i pielęgnowaniem akwariów, słodkowodnych i morskich z przewagą tych drugich. Praca satysfakcjonująca i finansowo i merytorycznie, szczególnie, że akwarystyka była naszym wspólnym hobby. Niestety mój wspólnik jest oryginałem strasznym, potrafiącym wywinąć niesamowite numery, do tego z mało ortodoksyjnym podejściem do uczciwości.

Mieliśmy serwis w mieszkaniu w starej kamienicy, cztery duże zbiorniki, więc sporo roboty. Właściciel gdzieś wyjechał i zostawił nam klucze. Mieszkańcy kamienicy dostali mieli akurat jakieś fioła na punkcie bezpieczeństwa i postawili w korytarzu taką bramkę przy której posadzili pana "ochroniarza", bramkę otwierało się cipem, którego właściciel mieszkanie nam nie udostępnił.

Przychodzimy więc rano na serwis, udało się przekonać pana ochroniarza by otworzył nam bramkę. Wchodzimy i zajmujemy się robotą. Kilka godzin noszenia wody, produkcji osmozy, rozpuszczania soli i czyszczenia szyb. W między czasie musiałem coś załatwić więc zostawiłem kolegę z pracą, wyszedłem na wszelki wypadek zabierając klucze ze sobą.

Wracam po dłuższym czasie, a tu pan ochroniarz kategorycznie nie chce mnie przepuścić, nie i koniec, w trakcie dyskusji wyrwała mu się uwaga o "domu schadzek" więc domyśliłem się o co może chodzić. Pamiętałem że bramkę można ominąć przez piwnicę, więc szybko użyłem tej drogi, ochroniarz gonił mnie i krzyczał, udało mi się dostać schodami na pierwsze piętro do lokalu, drzwi zatrzasnąłem pogoni praktycznie przed nosem.

I co się okazało? Wspólnik po moim wyjściu zaprosił sobie do lokalu jakaś znajomą panienkę, poruszającą się na wózku inwalidzkim do tego.... Nie wiem jak przekonał pana ochroniarza do jej wpuszczenia. Być może potrzebował pomocy przy akwariach ale serwisy rzadko przeprowadza się nago...

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (69)
zarchiwizowany

#77660

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Swojego czasu dość intensywnie starałem się walczyć z ludźmi parkującymi na miejscach dla niepełnosprawnych bez posiadania do tego uprawnień. Niedaleko domu mam parking na którym znajdują się cztery "koperty". Jako, że niedaleko mieszczą się liczne sklepy i punkty usługowe miejsca te są praktycznie cały dzień zajmowane przez tych co "tylko na chwilę"

Dzwoniłem więc często na Policje w tej sprawie, ludzie odbierający tam telefony poznawali mnie już do głosie. Niestety zawsze sprawa była przekazywana Straży Miejskiej, a wszyscy wiemy jak ta instytucja działa. Tak więc nikt nigdy nie został za nieuprawnione parkowanie na kopercie ukarany. Dodam, że szanuje pracę innych i gdy widziałem, że kierowca odjeżdża, dzwoniłem i odwoływałem wezwanie.

A teraz zgadnijcie komu zholowano samochód gdy raz zapomniał położyć karty niepełnosprawnego kierowcy za szybą...

policja

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 60 (134)

#77279

(PW) ·
| Do ulubionych
Dorabiałem sobie kiedyś w firmie organizujących różne "gry terenowe" głównie dla firm. Swojego czasu organizowaliśmy zdarzenie w konwencji modnego w tamtym okresie "Kodu Leonarda da Vinci". Mieliśmy do dyspozycji podziemia jednego z fortów, które po odpowiedniej stylizacji zamieniały się w klasztorne lochy. Wszędzie stały palące się świecie z których dym snuł się pod sufitami, sztuczne pajęczyny ozdabiały sufity, a przemykający gdzie nie gdzie mnisi w habitach i kapturach budowali klimat.

Zabawa polegała na tym, że imprezowicze byli dzieleni na grupy, których zadaniem było rozwiązanie zagadki i znalezienie skarbu. Problem polegał na tym, że poszukiwacze pocierali do nas już po początkowej "integracji", często też "integrowali" się też już podczas zabawy schowanym pod kurtką piwkiem.

Najbardziej krytycznym punktem było miejsce, gdzie należało znaleźć wskazówkę w jednym z ustawionych dzbanów tłukąc go. Jako, że "poszukiwacze" często się mylili, dzbany "schodziły" dość szybko. Niedaleko więc ustawiony był ich zapas, pilnowany przez mnicha, który zamieniał całe dzbany na stłuczone między grupami. Musiał też pilnować zapasu, bo dziwnym trafem właśnie on wzbudzał zainteresowanie naprutych poszukiwaczy, do tego stopnia, że nie raz dochodziło do rękoczynów.

Próby przekonania klientów, by zaczęli się integrować dopiero po skończeniu zabawy, nigdy się nie udawały. Wszak płacę, to mogę lekceważyć czyjąś pracę i psuć zabawę innym.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (215)
zarchiwizowany

#77205

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja onkolog powinna być mianowana do jakiejś nagrody...

Dzisiaj o 8 dzwoni do mnie telefon że szpitala, że zapraszają na badanie PET, czy wie pan jak się przygotować i tak dalej, ja w strachu, wygląda za regularną wznowę choroby, dzwonię do doktor,zajęta oddzwoni,na ja piórkuje....

Oddzwania, nie panie Tomku ja tak już dawno zarezerwowałam miejsce na PET jak by było potrzebne, wyników pana TK jeszcze nie ma, wyniki krwi dobre, ona się zorientuje i zadzwoni....

No rzesz....

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (33)

#75588

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracowałem kiedyś jako dyspozytor w pogotowiu. Zadzwonił kiedyś starszy pan i prosi o możliwość rozmowy z lekarzem, bo on się jakoś tak niewyraźnie czuje. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że wszystkie zespoły mam na wyjeździe. Poprosiłem go by zadzwonił później, ale coś w jego głosie nie dawało mi spokoju, więc zapytałem o adres. Zadzwoniłem na numer prywatny jednego z doktorów, prosząc by po zrealizowaniu bieżącego wyjazdu, podjechał do tego pana. Staruszek został zabrany do szpitala z rozległym zawałem serca.

To taki mój komentarz do historii o Pogotowiu Ratunkowym. Nic nie zastąpi dyspozytora z doświadczeniem i intuicją.

PS. Z innej stacji pamiętam starszą panią, która dokładnie każdej nocy tak nad ranem wzywała pogotowie, by poczęstować ich herbatką.....

ochrona_zdrowia

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 233 (261)
zarchiwizowany

#75021

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem aktywnym użytkownikiem grupy na FB, głównie zamieszczam na nim zdjęcia i filmy z moim domowym niedobrym wrzaskaczem w roli głównej. Grupa powstała w tym celu a także by wymieniać się uwagami na temat opieki nad naszymi pupilami.

Ostatnio plagą stały się posty młodych ludzi którzy zamieszczają kontrowersyjne i mające wzbudzić dyskusje posty. Przyznam że nie rozumiem po co to robią ale nie o tym chciałem napisać.

Na pierwszy rzut oka widać że zamieszczone historie nie są prawdziwe. Stereotypowe aż do bólu, zwykle za małe klatki, w oczywisty sposób niewłaściwe jedzenie, chęć zakupu gatunków niemogących ze sobą przebywać itd.

Mimo że przeglądając ich profile widać że nie mają żadnej papugi, mimo że można znaleźć miejsce skąd pobrali zdjęcia, mimo że ich historie są w oczywisty sposób wymyślanie, większość zaczyna sceny strasznego oburzania się i krytyki.

Skąd bierze się ta naiwność w ludziach i ślepa wiara że wszystko co napisane w internecie musi być prawdą?

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (36)
zarchiwizowany

#74594

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tak wspomnienia mnie naszły gdy zobaczyłem w internecie ogłoszenie że zespół szkół w których chodziłem do technikum otwiera nowy kierunek. Za moich czasów było to miejsce wyjątkowo męskie. Gdy już zbliżałem się do końca edukacji, szkoła otworzyła bardziej kobiece kierunki. Efektem tego oprócz zabrania nam najlepszej toalety w szkole, było pojawianie się na korytarzach przedstawicielek płci pięknej.

Podobała mi się szczególnie jedna dziewczyna z urody pochodzenia wschodniego, jak się później okazało Wietnamka. Zagadałem, fajnie się rozmawiało, jako że miałem wyjątkowo po drodze odprowadzałem ją czasem do domu. Tak to trwał sobie szkolny romans.

Po jakimś czasie dziewczyna zaprosiła mnie na obiad do swojego domu. Zrobiło się nieco oficjalnie, tym bardziej że w obiedzie uczestniczyła cała jej rodzina z dziadkami włącznie. Niemniej było bardzo miło, wszyscy się uśmiechali, zagadywani, jedzenie bardzo dobre, miłe pożegnanie, istna sielanka.

A następnego dnia powiedziała mi że nie wolno jej się ze mną spotykać.....

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (143)