Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

gmorekk

Zamieszcza historie od: 16 grudnia 2016 - 19:30
Ostatnio: 18 lutego 2019 - 15:31
  • Historii na głównej: 15 z 15
  • Punktów za historie: 2721
  • Komentarzy: 36
  • Punktów za komentarze: 183
 

#84108

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewna sytuacja spieprzyła mi cały wieczór.

Spotkałem się z moją żoną po jej pracy (około 20), planowaliśmy skoczyć na piwo czy drinka. Niestety miejsc w okolicznych restauracjach nie było. Więc szybko jedzenie w galerii handlowej.
Wychodzimy i widzimy dziwnie zachowujące się nastolatki, nagle wbiegają na przejście dla pieszych lub na ulicę. Cieszą się jak nie wiadomo co. Przebiegły na nasza stronę ulicy i myśleliśmy, że, ok, taki wiek.

Niestety okazało się, że kupiły sobie gdzieś kauczuk i nim rzucały po jednym z największych w szczecinie skrzyżowań.
Wciągu około 15 minut wbiegły 15 razy pod samochody.
Samochód nie odczuje tej kulki, jednak kierowca potrącający 12 czy 15 letnią dziewczynkę już tak.

Najpierw chciałem podejść i sam im przywalić, by wiedziały jak wyglądają obrażenia po wypadku. Jednak zdecydowałem, że zadzwonię pod 112.

Standardowa gadka, co/gdzie/kiedy/nazwisko.
Ok, wysyłam patrol.

Poczekałem jeszcze 20 minut, dalej sobie grały, przejechały 3 radiolki i 2 samochody SM.

Skoro 112 nie działa, to ostrzegłem kierowców przez fb grupa suszą szczecin.

Co mogłem więcej zrobić, tak by nie mieć postępowania o molestowanie/napaść na nieletniego?

Piekielnym jest to, że gdy ktoś jedną z tych głupich dziewczyn potrąci, to będzie miał problemy/wyrok oraz samosąd społeczny.
Nikt z tego się nie otrząśnie, czy to rodzina dziewczynek, czy kierowca i jego rodzina.

policja droga

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (152)

#83439

(PW) ·
| Do ulubionych
Za kilka dni czeka mnie bieganie po urzędach… Muszę wymienić większość dokumentów, potem zaktualizować dane w bankach itp. Cóż mus to mus, systemu nie obejdę. Jednak na samą myśl, że mam odwiedzić tak zacne przybytki publiczne jak: US, UM czy UW, ciśnienie samo mi się podnosi.

Punkt 1.
Parę lat temu ktoś ukradł mi portfel. Pierwsze to zgłoszenie na Policji. Tam poszło w miarę spokojnie i szybko. Wyjaśniłem okoliczności, podałem, co z ostało skradzione, zweryfikowano moją tożsamość. Dostałem kwitek.
Punkt 2.

Wycieczka do banku. Z kwitkiem w ręku, podchodzę do okienka. Wykładam sprawę na ławę i pierwszy zgrzyt. My nie zajmujemy się blokowaniem dokumentów w systemach bankowych. Sięgnąłem do przepastnej torby i wyciągnąłem ustawę o prawie bankowym, gdzie jak byk było napisane, że mam zgłosić się obojętnie, do jakiego banku, oni wtedy w ogólnopolskim systemie blokują moje papiery. Nagle okazało się, że jednak można tak zrobić.
Jako, że w portfelu miałem parę stówek, karty dokumenty itp. to zastrzegłem karty i przeszedłem to kolejnego etapu mojej hobbiciej podróży. Informuję Panią, że mam wykupione u nich w banku ubezpieczenie od kradzieży portfela. Pani się tylko uśmiechnęła, poklikała i powiedziała, że owszem mam ubezpieczenie, ale mam zgłosić się do zewnętrznego ubezpieczyciela. Nosz…

Punkt 3.
Wizyta u ubezpieczyciela. Biuro czynne tylko w środę od 14 – 15. Ubezpieczyciel Euro coś tam, nie pamiętam. Myślę no super, ale ok, zjawie się w środę o wyznaczonej godzinie. Pukam, cisza, łapię za klamkę, zamknięte. Myślę ok, przyjdę następnym razem. Po miesiącu pukania i wydzwaniania na infolinię dałem spokój, zrezygnowałem z ubezpieczenia w banku.

Punkt 4.
Urząd miasta. Bez dowodu osobistego ciężko żyć na tym świecie. Wypełniłem wniosek, uiściłem opłatę (z tego, co pamiętam to wtedy za dowód się płaciło). Kolejka jak od Szczecina do Częstochowy. Podchodzę do okienka, przedstawiam swój problem.

- Chciałbym wyrobić nowy dowód osobisty, straty skradziono, tu jest zaświadczenie z policji.

- Pani w okienku, myśli, myśli i w końcu wypala, stary dowód proszę.
- Mnie już z nóg ścięło, wiedziałem, że trafiłem na mur, który przebije tylko siekiera w potylicę.
- Ponownie wykładam Pani sytuację.
- Po około 5 minutach intensywnego myślenia, aż Pani się czerwona zrobiła. To poproszę inny dokument ze zdjęciem.
- Informuję Pani, że w zaświadczeniu z policje jest informacja, że straciłem też, prawko i paszport (wiem taki niefart).
- Ale ja musze mieć ze zdjęciem.
- Wyciągam patent żeglarski oraz książeczkę wojskową.
- to nie są dokumenty, Pani rzecze. Tu musze zaznaczyć, że oba świstki są wydawane przez organa Państwowe.

W UM, skończyło się tym, że sobie przypomniałem o znajomej, która tam pracuje. Zadzwoniłem do niej i umówiłem się na oficjalną wizytę, poszło od ręki. Nawet Papierek miałem po 2 tygodniach gotowy.

Punkt 5.
Paszport i UM. Tu był Sajgon, po tym wydarzeniu, do teraz mam myśli terrorystyczne. Wniosek, fotka opłata, wszystko dzierżę niczym średniowieczną tarczę. Odczekawszy swoje ustawowe 4 godziny w kolejce, wszedłem do pokoiku.
Rys sytuacyjny: 4 osoby, 3 kobiety, jeden facet. Pierwsza czyta gazetę, coś w stylu życie na gorąco, ukrywa ją w teczce z dokumentami. Druga kobieta nawija przez telefon, po uśmiechu i zaangażowaniu wnioskowałem, ze nie były to tematy służbowe. Trzecia kobieta obsługiwała petentów. Jedyny mężczyzna w tej całej wesołej gromadzące, leniwie pochłaniał posiłek. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że, ze swoim obiadem rozłożył się przed komputerem, jedynym w pokoju. Pani nr 3 musiała go przepraszać by skorzystać z komputera.

Jaśnie Pan, wtedy wstawał, pakował cały swój majdan, przenosił się stanowisko obok, rozkładał wszystko i konsumował dalej. Gdy tylko Pani 3, skończyła szukać czegoś w PC, przenosił się z powrotem przed ekran.

Ta scenka rodzajowa powtarzała się kilka razy.

Gdy, w ramach protestu antysystemowemu, miałem już sobie podcinać, żyły polać się benzyną i podpalić, zostałem poproszony do okienka. Wytłumaczyłem Pani, w czym problem, że kradzież, że brak dokumentów itd. Pani przyjęła do wiadomości. Poprosiła o wniosek zdjęcia i stary paszport. Urwa, dzień świstaka. Tłumaczę, przestawiam obraz sytuacji, pokazuję papierek z komendy. Pani 3, pyta koleżanki od telefonu, co z tym zrobić. Po paru burzliwych minutach, dowiaduje się, że mam napisać oświadczenie o utracie paszportu i coś tam jeszcze. Pani dyktuje mi treść oświadczenia. Wszystko napisane, podpisane i poświadczone przez papieża. Składam Papierek na łaskawe ręce pani urzędniczki.
Wtem odzywa się Pani od gazetki, że samo oświadczenie nie wystarczy, trzeba coś z komputera wydrukować.
Ceremonia przepraszania Pana od obiadu, akt 1.

Dostałem coś tam do podpisania.

Okazało się, że to nie wystarczy i potrzebne jest kolejne pisemko z komputera.

Ceremonia obiadowa, akt 2.

Tu się pojawia zgrzyt, okazuje się, że pisemek mogę sobie podpisywać ile chce, jednak wniosku złożyć nie mogę. Zaczynam uzbrajać bombę, którą zrzucę na siedlisko wszelkiego zła, patrz UM, US, UW.

Pytam, więc, po co te całe ceregiele, no, bo ona właściwie to nie wie, co w takiej sytuacji zrobić. Dlaczego więc miałem podopisywywać tony papierów, tony analiz. Tracić cały dzień, pieniądze i nic nie załatwić. Tu odzywa się Pani od gazetki, to nie ich problem.

Wyszedłem z tego upośledzonego urzędu klnąc i wrzeszcząc tak, że nawet ochroniarze bali się do mnie podejść.
Do dzisiaj nie mam paszportu.

Punkt 6.
Znowu UM, tym razem, prawko. Doświadczony pobytem w tym przybytku rozkoszy dla obywatela. Postanowiłem poczekać na gotowy dowód. Już nie miałem ochoty tłumaczyć kolejnej krowie, dlaczego nie mam starego prawka ani dowodu.
Tu zwrot akcji o 180 stopni, uczciwy złodziej odesłał mi prawko przez ukochaną PP. Dziękuję ci łaskawco.

Jeśli niedługo usłyszycie a atakach terrorystycznych w szczecińskich urzędach. To będę ja.

policja urząd kradzież papiery

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (233)

#83178

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiele lat temu, postanowiłem założyć konto w pewnym Banku. Wniosek wypełniony, czas czekać na kuriera 7 z umową.

Liczyłem się z tym, że przesyłka może iść kilka dni. Czekałem, czekałem i nic.

Po miesiącu olałem sprawę, założyłem konto w innym banku. Minął rok, ja kilkadziesiąt kilometrów od mojego domu. Dostaję telefon, że kurier jest pod drzwiami. Trochę zdębiałem, bo nic nie zamawiałem. Pytam więc o nadawcę, Bank. Wyśmiałem tylko kuriera i powiedziałem, że może sobie tę przesyłkę wsadzić tam, gdzie światło nie dochodzi.

Teraz najlepsze, kurier powiedział mi, że to on ją jutro dostarczy, bo mieszka 2 klatki dalej i przyznał, że zawsze zostawiał ją sobie na koniec, bo miał się przejść do mnie po pracy.

Nie powiem, ale osłupiałem.

Faktycznie, dostarczył mi dokumenty następnego dnia, na naklejce widniała data nadania. Dzień po złożeniu wniosku o otwarcie konta.

Do teraz zastanawiam się, jak to możliwe, że cały czas miał moją przesyłkę.

kurierzy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (184)

#82720

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu, szedłem sobie po zakupy, stojąc pod Żabką, kończyłem papierosa.
Ukazała mi się taka piękna scenka rodzajowa.

Matka, koło 35 oraz dziecko, wiek 6-7?
Idą razem, chłopczyk ogląda, wszystkie szyldy sklepowe. Nie stawałby się na nie gapić. Był grzeczny.
Po porostu literując, starał się je przeczytać. Robił to na głos.
Nagle matka, wspomina o paniach lekkich obyczajów itp. Wydziera się na młodego. Ma się zamknąć i przestać pier444olić.
Szczęka mi opadła.

Jestem za sterylizacją takich osób.

madka

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (225)

#82619

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu spotykałem się z Asią, wspaniała dziewczyna. Asia studiowała medycynę. Czasem opowiadała mi, co jej się przytrafiło na uczelni lub w szpitalu, gdzie miała praktyki.

Któregoś dnia wróciła nad wyraz zdenerwowana. Nalałem jej wina i pytam się, co się stało.

Tego dnia dali ją na szpitalną izbę przyjęć. Jakoś tam czas leciał ona pod okiem lekarza przeprowadzała wywiady itp.

Jak to na izbie, kolejka straszna, większość oczekujących to emeryci lub matki z dziećmi.
Gdzieś w połowie jej „dyżuru”, przyszedł chłopak. Blady jak ściana, trzyma się za brzuch widać, że cierpi. Zapytał, kto ostatni i siedzi czekając na swoja kolej.
Asia zapraszając kolejnych pacjentów do gabinetu zauważyła nieszczęśnika. Poszła po Doktora, przekazała swoje przemyślenia i spostrzeżenia. Doktor obsłużył pacjentkę w gabinecie i wyszedł do poczekalni.

Oczywiście wszyscy emeryci ruszyli do niego jak armia czerwona na Berlin. Doktor wszystkich olał, rzucił okiem na chłopaka. Wrócił do gabinetu i gdzieś tam zaczął dzwonić. Chciał by ktoś dostarczył wózek i coś tam jeszcze.

W międzyczasie chłopak siedział w poczekalni, zmieniał kolory, zaczął wyć z bólu. Po kilku minutach spadł z krzesła na podłogę.
Nikt z oczekujących nie zareagował. Nawet nie zawołał lekarza.
Asia wyszła z gabinetu, zobaczyła, co się dzieje i wrzasnęła do Doktora, że z chłopakiem gorzej. Leży na ziemi, wrzeszczy i zwija się.

Wybiegł doktor, dawaj do pacjenta, szybki rekonesans. Coś go po brzuchu macał, krzyknął do Asi by przytargała łóżko szpitalne. Ona szybko z zadaniem się uwinęła. We dwoje podnieśli gościa i położyli na łożu. Transportują go do gabinetu.

Wtem drogę zastępuje im banda rozwrzeszczanych emerytów i matek. Oni byli tu pierwsi, teraz ich kolej. On ma czekać, bo przyszedł paręnaście minut temu, a oni tu od plejstocenu czekają na doktora.
Na szczęście zjawił się Ratownik medyczny i pomógł całe to tałatajstwo rozgonić.

Pacjent znalazł się w gabinecie, doktor coś tam mu zaaplikował (nie znam się). Asia pomagała przy pacjencie. Potem przetransportowano go na jakiś oddział.

Jaka była diagnoza?

Kolka nerkowa*

Przez cały czas, gdy, lekarz i Asia zajmowali się poszkodowanym, kolejkowy motłoch dobijał się drzwiami i oknami do gabinetu.

* Kolka nerkowa to pierwszy, charakterystyczny objaw kamicy nerkowej. Przy napadzie kolki nerkowej pojawia się jeden z silniejszych bólów, którego nie są w stanie złagodzić tradycyjne leki przeciwbólowe.

PS. Dalszej historii pacjenta nie znam.
PS 2. Jak w Polsce stać w kolejce, to tylko z siekierą za pazuchą.

kolejka

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (170)

#82413

(PW) ·
| Do ulubionych
Ludzka znieczulica, temat piękny i wałkowany tutaj wielokrotnie. Zawsze się znajdzie coś piekielnego, nieważne czy jesteś lekarzem, ratownikiem, policjantem, pielęgniarką, salową, przedszkolanką czy spawaczem.. Na końcu każdej historii pojawia się pytanie, skąd ta znieczulica.

Odpowiedź jest prosta, cześć ludzi to debile, część nie wie jak udzielić pomocy i boi się uszkodzić kogoś. Inni myślą, że ktoś z tłumu to zrobi (patrz https://pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_t%C5%82umu). Dla leniwych, szybka informacja, jeśli jesteś ofiarą wypadku lub ratującym, musisz wskazać konkretną osobę do wykonania konkretnego zadania. Wrzeszczenie pomocy lub „wezwijcie karetkę”, nic nie da.

Jest też jeszcze jedna bardzo ważna kwestia, odpowiedzialność prawna. Polsce (nie wiem jak w innych krajach), po pierwsze masz obowiązek chronić swoje życie i zdrowie. Co jest zrozumiałe i sensowne. Jednak Często udzielenie pomocy kończy się wezwaniami na policję lub do prokuratury.

Nikt z nas nie lubi odwiedza tych przybytków.
Kilka lat temu, ja i kolega byliśmy świadkami wypadku drogowego. Pani wraz z koleżanką wyszły z miejsca pracy. Wsiadły do swojego bolidu. Zagadane były tak, że kierująca nawet nie spojrzała na drogę zjeżdżając z parkingu (chodnik). Wbiła się pod koła taksówki.

Straty:
Taxi trochę poobijane, kierowca tylko delikatnie przekroczył prędkość. Kierowca i pasażer cali.
Cienkosz szanownej gaduły skasowany, gdyby nie słupki to by dachował. Kierująca nieprzytomna, pasażerka wykazuje oznaki życia, jednak krew wszędzie, dała nam sygnał do tego by interweniować.
Ja za telefon 112 opis sytuacji, miejsca i, wiek poszkodowanych i ogólne obrażenia. Kolega pobiegł do miejsca pracy Pań, wyjaśnił, co się stało oraz że potrzebna apteczka (byliśmy pieszo, mało, kto nosi ze sobą apteczkę). Dostaliśmy rolkę ręczników papierowych… wspomnę tylko, że był to wydział mechaniczny Szczecińskiej Polibudy.

Opatrzyć Pań się nie dało jedyne, co mogliśmy zrobić to zetrzeć trochę krwi i siedzieć przy nich. Pani od krwi miała powbijane w potylice kawałki szkła. By się ktoś nie czepiał kierowca taxi był w szoku i nie można było się z nim komunikować i poprosić o apteczkę.

Przyjechała karetka oraz policja. Panie opatrzyli zabrali do szpitala, taksiarza zbadali, wszystko ok lekki szok. Nam podziękowali za szybką reakcję i spisali dane.
Poszliśmy w siną dal.

Po trzech miesiącach, wezwanie do prokuratury. Złożyłem zeznania, co i jak. Myślę jest ok. Niestety minęły kolejne 3 miesiące wezwanie na rozprawę, Stawiłem się. Potem były jeszcze 2 rozprawy. Poprosiłem taksiarza by dał mi znać, jaki wyrok zapadł (świadkowie nie dostają takiej informacji). Facet przegrał w sądzie, okazało się, że Pani ma jakieś znajomości.

Więc odwołanie, teraz wygrał taksiarz, już o zachowaniu oskarżonej nie będę pisał, powiem tyle, że sędzina groziła jej obrazą sądu. Teraz wygrał taksiarz.
Mija kilka miesięcy kolejne wezwanie na rozprawę, okazało się, że Pani przy pomocy swoich znajomości wyciągnęła około 100 000 odszkodowania, jeszcze przed pierwszym wyrokiem. Więc rozprawa o malwersacje finansowe.

Sprawy ciągnęły się 4 lata, a mogłem przejść obojętnie obok.
To, niestety nie jest jedyna taka sytuacja w moim życiu.
Jeśli się spodoba to mogę opisać rozprawy, tylko to nie będzie piekielne, a śmieszne.

PS. Przepraszam za błędy, mam zapalenie rogówki i nie do końca widzę.

policja ratownictwo pierwsza pomoc sąd

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 195 (227)

#82161

(PW) ·
| Do ulubionych
Miesiąc temu brałem ślub. Mam kochaną żonę, która wspierała mnie i robi to dalej. Ja wyciągnąłem ją z depresji. Wszyscy nasi znajomi wiedzą, że nie chcemy mieć dzieci. Wszyscy też wiedzą, że zostało mi około 4-5 lat życia (rak). Jednak nie ma dnia by ktoś z naszych weselnych gości lub dalszych znajomych, nie pytał o to kiedy sobie zrobimy dzieci!

To, że ktoś ma dzieci lub chce je posiadać, nie przeszkadza nam. Jednak wciskanie nam na siłę, dziecka uważam za obraźliwe.

rak ciąża ślub

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (230)

#81994

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłem z moją Żoną, Ojcem i Znajomymi w restauracji, generalnie przybytek nie najwyższych lotów, jednak znośny.

Piękna, słoneczna, ciepła niedziela, 50 metrów od nas wody zalewu Szczecińskiego. Postanowiliśmy, że coś zjemy, znajomi wracają do Wrocławia, my mamy jakieś 60 km do domu. Wszyscy głodni jak kot, który zjadł 5 minut temu. Siedzieliśmy w ogródku, obok nas usadowiło się małżeństwo z dzieckiem. Nie mam nic przeciwko temu, o ile dzieciak nie krzyczy 24/7. Niestety nagle do naszych nozdrzy dotarł zapach niezmienianego od epoki lodowcowej pampersa.

Jeszcze nie zaczęliśmy jeść, więc zapach, pomimo że nieprzyjemny, aż tak bardzo nie wpływał na nasze żołądki.

Państwo zjedli i poszli, kamień z serca, bo zaraz mają podać nasze obiady. A tu kolejna rodzina z dzieckiem, niestety znowu ten charakterystyczny nieprzyjemny zapach. Jakoś zjedliśmy, co nasze i szybko się ulotniliśmy.

Nie mam pretensji do dzieci, to nie ich wina. Jednak rodzice, poza rozczulaniem się, jak to Krystianek się uśmiecha i jak Moniczka ślicznie siedzi, powinni zadbać o higienę swoich pociech. Oraz zapewnienie spokoju innym współistniejącym na tym padoku ludziom. Boję się, co będzie, jak temperatury osiągną powyżej 20 stopni.

P.S. W restauracji była toaleta z przewijakiem.

gastronomia dzieci rodzice smród

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (172)

#81948

(PW) ·
| Do ulubionych
Wraz z (już) moją żoną prowadzimy internetowy sklep zoologiczny. Braliśmy ślub w zeszły weekend. W związku z tym na naszej stronie www, allegro itp. zamieściliśmy informację o urlopie od 06-04 do 10-04. Ci, co brali ślub wiedzą, ile to roboty i stresu.

Sam ślub nie był piekielny, wybawiliśmy się na całego. O dziwo, wszyscy zadowoleni, nie licząc kaca. Jednak klienci to inna bajka.

Składa taki zamówienie o 22 w piątek i już w poniedziałek dzwoni o 8, o której będzie u niego kurier. Wtorek, 1. dzień pracy po urlopie. Dzwoni z mordą, bo on nie dostał listu przewozowego.

Przez cały weekend miałem około 45 nieodebranych telefonów, maili nie zliczę. Oczywiście na koniec posypały się negatywne komentarze w internecie, jaki to ten czas dostawy długi i brak kontaktu ze sprzedającym.

Wystarczyło przeczytać wielki napis Urlop.

wesele sklep sklepy_internetowe klient

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (173)

#78228

(PW) ·
| Do ulubionych
Ponad 2 lata temu zachorowałem, właściwie wtedy choroba się ujawniła. Którejś nocy obudził mnie straszny ból w okolicach przepony. Wyszedłem na dwór by zaczerpnąć świeżego powietrza, skończyło się tym, że zwymiotowałem. Wymiotowałem, co 10 minut przez 16 godzin.

Po silnych naciskach mojej dziewczyny zgodziłem się by wezwała pogotowie. Przyjechali, z łaską zabrali mnie na SOR. Tam zrobiono mi tylko badania krwi, podali kroplówkę i około 2 w nocy wypisali.

Myślałem, że może się czymś zatrułem i tyle.

Po kilku miesiącach znowu taka sama sytuacja, ból i wymioty. Po 6 godzinach wezwana karetka. Przyjechali znowu z łaską zabrali mnie na SOR. Otrzymałem jeszcze opieprz, że do takiej pierdoły wzywam ratowników.

Na SOR czekałem około 4 godzin, gdy w końcu zbadała mnie Pani Doktor, trafiłem na OIOM.

Diagnoza: Ostre zapalenie trzustki oraz wielonarządowe zatrzymanie.

Generalnie przestały mi pracować: nerki, wątroba, trzustka oraz miałem płyn w płucach. Moja luba od lekarza dowiedziała się, że najprawdopodobniej nie przeżyje nocy.
W szpitalu spędziłem 6 tygodni na kroplówkach i karmieniu do bezpośrednio do dwunastnicy.

Kto w tym wszystkim jest piekielny? Ratownicy za takie traktowanie pacjenta oraz moja lekarka rodzina, która zaleciła mi dietę. Dieta była idealnie dopasowana do tego, by zapalenie trzustki wywołać. Co najważniejsze lekarze w szpitalu, którzy podejrzewali u mnie alkoholizm. Po wielu badaniach okazało się, że mam wadę genetyczną i nie była to moja wina.

Minęły ponad 2 lata, dalej jestem chory, biorę leki, byłem kilka razy w szpitalu. Nie mogę wykonywać większości normalnych czynności.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (203)