Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#82793

(PW) ·
| Do ulubionych
Brat wrócił z kąpieliska miejskiego i opowiada, co to się działo, a mianowicie pijany gość razem z kompanem pobili ratownika.

Goście pomimo upału mocno grzali, zaprawiając się wódką i piwami i do czasu, gdy siedzieli na plaży było ok, ale gdy ruszyli popływać, ratownik, będący w pobliżu, zabronił im wchodzenia do wody. Od słowa do słowa i doszło do rękoczynów.

Ratownik pojechał do szpitala, panów do czasu przyjazdu Policji pacyfikowali 3 inni ratownicy i strażnicy miejscy.

Tak, zapewne panowie są świetnymi pływakami, a alkohol wcale nie pogorszy ich umiejętności, podobnie jak i kilku innych osób w poprzednich latach, które pływały, gdy kąpielisko było zamknięte lub po niestrzeżonej stronie.

zalew

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (160)

#72439

(PW) ·
| Do ulubionych
Co się odwlecze to nie uciecze. Czyli jak być piekielnym dla samego siebie.

Bohatera nazwijmy Paweł. Jak wiedzą niektórzy, są sprytne, nielegalne sposoby na obniżenie rachunków za media. Ale to nie dla Pawła. On zrobi to legalnie. Tak więc konsekwentnie przez 10 lat gdy nadchodzi czas odczytu, Pawła nie ma w domu. Pracownik zostawia karteczkę. Zatem Paweł sam dzwoni do firmy i podaje stan licznika. W ten oto sposób płaci za zużycie 2-3 jednostek na rok. Znikome opłaty. Wszystko działa dopóki nie nadchodzi czas wymiany liczydła. Stan spisany i udokumentowany zdjęciem przez montera wynosi 1478 jednostek. Tak więc Paweł musi zapłacić fakturę, ponad 15 tys. za zużycie, policzone po obecnej cenie - po kilkakrotnych podwyżkach w przeciągu tych 10 lat.

Ku przestrodze.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 472 (478)

#81341

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Znajomy szukał dziewczyny do pracy. Zgłosiło się parę kandydatek w tym jedna wręcz idealna: kierunkowe wykształcenie, poprzednia praca na podobnym stanowisku, uczestnictwo w szkoleniach, po prostu miodzio.

Co mogło pójść nie tak?

Laska wybiegła w połowie rozmowy, bo jej chłopak zadzwonił, że właśnie wraca z pracy i ona chce z nim jechać do domu.

Chyba nie muszę dodawać, że tej pracy nie dostała?

sklepy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (159)

#81253

(PW) ·
| Do ulubionych
Prowadzę coś z pogranicza agroturystyki i pensjonatu plus hotel dla koni.

Za budynkiem głównym, w którym między innymi znajdują się pokoje dla gości, prowadzę eksperymentalną hodowlę komarów, czyli stawek/oczko. Akwen wielki, będzie z 10 m średnicy, głębokie toto na ok. 70 cm.

Wczoraj wychodzę w stronę stajni, a od strony stawu słyszę dziecięcy wrzask i wzywanie pomocy. Biegnę niczym szarżujący nosorożec, a tam smarkacz, potomek naszych gości hotelowych, po pachy w stawku i próbuje gramolić się na lód.

Wydobyłem, zatargałem do budynku, moja Połowica przejęła dzieciaka i zaprowadziła do pokoju, gdzie byli rodzice, gdy ja zmieniałem przemoczone łachy.

No i się zaczęło.

Mamcia i tatko utaplańca paszcze na cały regulator, że skarga, że niebezpieczeństwo, że policja, brakowało tylko Zulusów i Zeusa, by mnie piorunem raził.

Cóż, państwa zaprowadziłem nad bajorko i wskazałem palik, udekorowany tabliczką.

Wściekle czerwoną.

Z napisem: "STOP! Nie zbliżać się, kruchy lód!”.

Umieszczam ją tam każdego listopada, nawet gdy słonko świeci...

w którym zawracają bociany.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (159)

#80834

~Cyferka ·
| Do ulubionych
WSTĘP:
Kieszonkowcy jacy są każdy wie, nieważne co - ważne, że coś.

Wszystkie wartościowe rzeczy (klucze, telefon, portfel) trzymam w wewnętrznej kieszeni kurtki. W zewnętrznych trzymam pierdoły typu chusteczki, gumy, drobne cukierki i grosze. Mam alergię na kurz i muszę często wycierać nos, a użyte chusteczki często wkładam do kieszeni i wyrzucam w domu.

HISTORIA WŁAŚCIWA:
Pozdrawiam pana kieszonkowca, który w dniu 27 listopada br. o godzinie 17:42 w tramwaju nr 6 w Łodzi na Placu Niepodległości wybiegł z paczką moich chusteczek, tych w folii, oraz tych, które były całe zasmarkane.

Pan nie miał na rękach rękawiczek, więc stwierdzenie "lepkie rączki" pasuje teraz do niego idealnie :)

komunikacja_miejska

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (158)

#72939

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
O handlu samochodami używanymi można napisać pół biblioteki. Dorzucę więc i swój rozdzialik, czyli sagę o kłamstwie i kompletnym braku szacunku dla czyjegoś czasu.

Młody, czyli mój braciszek, rozliczył się po rozwodzie z obywatelką małżonką i postanowił podarować sobie odrobinę luksusu, w postaci auta o jakim marzył. A co ma się kawaler z odzysku ograniczać.

Jako, że w rodzinie robię za motoryzacyjnego guru, toteż braciak zwrócił się o pomoc do mnie. Wóz nieczęsto spotykany, o sporej jak na używkę wartości.

Auto, do którego Młody się zapalił, znaleźliśmy we firmie, mającej w nazwie "SALON samochodów używanych", a na stronie co rusz hasła "pojazdy sprawdzone", "gwarancja sprzedającego", "zaufanie" itepe itede. Fakt, wszystko wyglądało dobrze, samochód na zdjęciach także.
Odległość od naszego miasta około 300 km.

Z wykonanego telefonu wynikało, iż auto sprawdzone, prześwietlone, nie miało kolizji. Prosiłem mego interlokutora o dokładny opis wszelkich mankamentów, ponieważ sześćset kilometrów w obie strony to cały dzień w łeb. "Nie, zapewniam, wszystko gra i buczy".

Jedziemy.

Kupując auto, najpierw uskuteczniam przejażdżkę, później przyglądam dokładnie z zewnątrz.

Po pięciu minutach zacząłem się gotować. Cztery tryby jazdy - auto nie zmienia ustawień, obojętnie, który włączyć. Skrzynia (dwusprzęgłowa), redukuje jak automat w starym vito. Siła hamowania kompletnie nie dozowalna.

Wróciliśmy do "salonu". Oględziny od zewnątrz. Szyby - przednia wymieniana. Jedna felga spawana i absolutny hit - trzy zaciski hamulców ceramicznych, jeden zwykłych, stalowych.

Słychać mnie było chyba w promieniu stu metrów, a klątwy zawstydziłyby chyba pijanego grabarza.

Czy pieprzony handlowiec sądzi, iż po auto o naprawdę sporej wartości, przyjedzie tak kompletny dyletant, że nie zauważy mankamentów? Że samemu się nie znając, nie weźmie mechanika lub nie sprawdzi auta w warsztacie / serwisie?

Człowiek czasem ma ochotę wyjść z siebie i stanąć obok.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 467 (473)

#75099

(PW) ·
| Do ulubionych
Z pamiętnika laborantki.
Uwaga, będzie trochę niesmacznie.

Tak, zdaję sobie sprawę, że słoiczki na badania moczu nie są zbyt szczelne, że trudno je prosto zakręcić i koszmarnie ciekną w transporcie, dlatego nigdy nie narzekam, jeśli komuś się rozchlapie, ale też stykając się z tym kilka/naście razy dziennie naprawdę wiem co zrobić i takie, a nie inne polecenia wydaję bynajmniej nie dla zabawy.

Przychodzi [P]an w średnim wieku, wyciąga pudełko z siatki foliowej, w siatce potop, z pudełka leci ciurkiem.
Ja - Poproszę ten słoiczek nad zlew, bo widzę, że pociekło.
P - Ale ja mam nieopisany. (Wyciąga rękę ze słoikiem w moją stronę)
J - Dobrze, zaraz się tym zajmiemy, ale na razie proszę postawić na zlew, bo cieknie na podłogę. (Zlew na wyciągniecie ręki).
P - Ale ja mam nieopisany! (Podaje mi jeszcze bliżej, odsuwam się, żeby nie zostać oblana - siedzę twarzą w twarz z pacjentem, nie mam przed sobą biurka itd).
J - Proszę odstawić, ja podpiszę. (Nieco głośniej i wyraźniej; może niedosłyszy, może zestresowany, że zaraz będzie miał pobieraną krew nie do końca "kontaktuje").
P - Ale ja mam NIEOPISANY! (Podepchnął mi gwałtownie pod nos, nie przesadzam, 20-30cm od twarzy, zawartość ciur ciur ciur na moje spodnie.

No nie ukrywam, poziomy mojej cierpliwości gwałtownie się zmniejszyły.
J - (stanowczo, wskazując kierunek otwartą dłonią) Proszę odstawić słoik na zlew. Cieknie i właśnie mnie pan oblał.
P - Toż mówię pani, że nieoznaczony mam.
Co pani taka drażliwa, wielka mi afera!
J - A pan lubi być oblany czyimś moczem?
P - Jak się pani brzydzi, to nie powinna pani tu pracować!

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 613 (621)

#72997

(PW) ·
| Do ulubionych
Urodziny czterolatka. Zamówiona salka w dziecięcej „bawialni”, zaproszone koleżanki i koledzy z przedszkola, super tort ze Spidermanem. Ekscytacja do granic wytrzymałości.

No właśnie, tort. Co usłyszała mama jubilata, gdy przed imprezą zjawiła się po odbiór tortu w cukierni Blikle na warszawskich Kabatach?

„NIE ZROBILIŚMY PANI ZAMÓWIENIA. MOŻE BYĆ NA POJUTRZE”.

Kurtyna.

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 601 (609)

#83265

(PW) ·
| Do ulubionych
Kredyt hipoteczny w Dobrym Banku (w skrócie DB).

Jak się ma kredyt na mieszkanie, to trzeba mieszkanie ubezpieczyć i dowód tego ubezpieczenia wraz z potwierdzeniem przelewu do banku dostarczyć. Nauczona doświadczeniem, wszystkie papiery dostarczam osobiście do oddziału i proszę pracownika o poświadczenie odbioru na kopii.

28.06.2018 - wizyta w oddziale, papierki złożone pieczątka, data, podpis.
Pani informuje mnie, że mają spore opóźnienia w rozpatrywaniu dokumentów, więc na 99% w lipcu dostanę automatycznie generowane pismo, że jestem zły klient i dokumentów nie ma. Kazała pismo po prostu zignorować.

16.07.2018 - Otrzymuję groźnie brzmiące pismo, że nie dostarczyłam dokumentów i mam 14 dni na ich uzupełnienie, bo inaczej DB sam mnie ubezpieczy i zgarnie sobie należność z mojego konta.
Na wszelki wypadek dzwonię - miły Pan na infolinii mówi "spokojnie, to jest generowane automatycznie przez system. My mamy adnotację w systemie, że dokumenty wpłynęły w terminie, jak tylko zostaną rozpatrzone to ustanowimy zabezpieczenie, pismo zignorować".

Czas leci. W jakoś połowie sierpnia, akurat mijam oddział to zaglądam i pytam jak się sprawa ma. "Oni mają adnotację, ale papierki jeszcze nie rozpatrzone, czekać".

19.09.2018 - SMS "W zw. z ustanowieniem przez DB brakującego zabezpieczenia kredytu, prosimy o zapewnienie do 30.09 środków na koncie na pokrycie opłaty za ubezpieczenie" Noż...

Dzwonię, pani sprawdza i...
"Tak my mamy adnotację (acha....), że pani dokumenty złożyła, ale my tych dokumentów nie mamy (?!), więc została pani zakwalifikowana do obowiązkowego ubezpieczenia (?!!!)".

"Zaraz, że co?" Pytam grzecznie, to w takim razie:

1. Gdzie są te dokumenty, z moimi danymi osobowymi, o które w związku z RODO obiecywaliście tak dbać?
2. Czemuż to ja mam płacić za to, że zgubiliście te dokumenty?

Pani nie wie, ale proponuje żebym jak najszybciej dosłała dokumenty przez formularz elektroniczny, to oni rozpatrzą i cofną opłatę.

Wypełniam więc formularz internetowy, załączam dokumenty. I nie dostaję nawet potwierdzenia, że formularz gdzieś poszedł.
Dzwonimy - tak otrzymali, bardzo dziękują, a potwierdzeniem był ten 30 znakowy numerek co się wyświetlił na ekranie na 3 sek przed przekierowaniem na stronę główną... aha...

Piszę e-mail do ichniego IODO co by mi wyjaśnił co to za Bank co gubi dokumenty między oddziałem a centralną i wskazanie czyj pies moje papiery zeżarł i czy na pewno dobrze przetrawił.

1.10.2018 - wchodzę na konto, a tam ściągnięta opłata za ubezpieczenie... Dzwonię, staram się być spokojna, naprawdę się staram:
"Dokumenty nie zostały jeszcze rozpatrzone, jak rozpatrzymy, to zwrócimy Pani opłatę za niewykorzystany okres ubezpieczenia".

Wróć, że co? A co z resztą?! A to musi pani reklamację napisać...

No to piszę... cdn.

PS. Od IODO dostałam jak na razie tylko automatyczną odpowiedź, że mają dużo zgłoszeń (jakoś mnie to nie dziwi) i odpowiedzą wkrótce (tia... byle przed końcem kredytu się wyrobili, mają jeszcze 22 lata).

Bardzo Dobry Bank

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (152)

#83387

(PW) ·
| Do ulubionych
Mglisty poranek, niektórzy już czują weekend, byle szybciej do pracy, a potem jeszcze szybciej wyjść z niej.
Ulica nieco wąska, korek na tej ulicy w godzinach szczytu jest codzienną "radością" z podróżowania tą przelotówką, ale dzisiaj sięgnął prawie dwóch kilometrów.

Pierwsza myśl, że kolizja, wypadek, nawet jeśli sygnalizacja świetlna nawaliła na skrzyżowaniu to nie było tak zakorkowane. Po doturlaniu się do skrzyżowania okazało się, że pani samochód odmówił posłuszeństwa, sama nie miała siły zepchnąć go i czekała na lawetę. Korek wziął się stąd, że aby ją ominąć trzeba zjechać na przeciwny pas ruchu, a przy natężeniu ruchu jakie jest w tym miejscu jest to dość trudne. Do skrzyżowania od momentu zatoru jechałem ok 20 minut, nikt pani nie pomógł, dopiero ja i dwójka nastolatków zepchnęliśmy samochód na chodnik. Wracając do samochodu komentarz wymijającego kierowcy:

- Gdzie chu.u parkujesz. Życie utrudniasz kuta.e.

Człowiek chce być pomocny, to takie kwiatki go spotykają.

droga

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (150)