Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#82793

(PW) ·
| Do ulubionych
Brat wrócił z kąpieliska miejskiego i opowiada, co to się działo, a mianowicie pijany gość razem z kompanem pobili ratownika.

Goście pomimo upału mocno grzali, zaprawiając się wódką i piwami i do czasu, gdy siedzieli na plaży było ok, ale gdy ruszyli popływać, ratownik, będący w pobliżu, zabronił im wchodzenia do wody. Od słowa do słowa i doszło do rękoczynów.

Ratownik pojechał do szpitala, panów do czasu przyjazdu Policji pacyfikowali 3 inni ratownicy i strażnicy miejscy.

Tak, zapewne panowie są świetnymi pływakami, a alkohol wcale nie pogorszy ich umiejętności, podobnie jak i kilku innych osób w poprzednich latach, które pływały, gdy kąpielisko było zamknięte lub po niestrzeżonej stronie.

zalew

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (164)

#81253

(PW) ·
| Do ulubionych
Prowadzę coś z pogranicza agroturystyki i pensjonatu plus hotel dla koni.

Za budynkiem głównym, w którym między innymi znajdują się pokoje dla gości, prowadzę eksperymentalną hodowlę komarów, czyli stawek/oczko. Akwen wielki, będzie z 10 m średnicy, głębokie toto na ok. 70 cm.

Wczoraj wychodzę w stronę stajni, a od strony stawu słyszę dziecięcy wrzask i wzywanie pomocy. Biegnę niczym szarżujący nosorożec, a tam smarkacz, potomek naszych gości hotelowych, po pachy w stawku i próbuje gramolić się na lód.

Wydobyłem, zatargałem do budynku, moja Połowica przejęła dzieciaka i zaprowadziła do pokoju, gdzie byli rodzice, gdy ja zmieniałem przemoczone łachy.

No i się zaczęło.

Mamcia i tatko utaplańca paszcze na cały regulator, że skarga, że niebezpieczeństwo, że policja, brakowało tylko Zulusów i Zeusa, by mnie piorunem raził.

Cóż, państwa zaprowadziłem nad bajorko i wskazałem palik, udekorowany tabliczką.

Wściekle czerwoną.

Z napisem: "STOP! Nie zbliżać się, kruchy lód!”.

Umieszczam ją tam każdego listopada, nawet gdy słonko świeci...

w którym zawracają bociany.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (164)

#80834

~Cyferka ·
| Do ulubionych
WSTĘP:
Kieszonkowcy jacy są każdy wie, nieważne co - ważne, że coś.

Wszystkie wartościowe rzeczy (klucze, telefon, portfel) trzymam w wewnętrznej kieszeni kurtki. W zewnętrznych trzymam pierdoły typu chusteczki, gumy, drobne cukierki i grosze. Mam alergię na kurz i muszę często wycierać nos, a użyte chusteczki często wkładam do kieszeni i wyrzucam w domu.

HISTORIA WŁAŚCIWA:
Pozdrawiam pana kieszonkowca, który w dniu 27 listopada br. o godzinie 17:42 w tramwaju nr 6 w Łodzi na Placu Niepodległości wybiegł z paczką moich chusteczek, tych w folii, oraz tych, które były całe zasmarkane.

Pan nie miał na rękach rękawiczek, więc stwierdzenie "lepkie rączki" pasuje teraz do niego idealnie :)

komunikacja_miejska

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (164)

#70558

(PW) ·
| Do ulubionych
Co bardzo istotne dla tej historii, prowadzę jedną z największych stron pomocowych po polskiej stronie pewnego społecznościowego portalu ;)

Działamy bardzo prosto - mamy tłumy ludzi, którzy chcą pomóc, wrzucamy apel o wsparcie finansowe na leczenie/potrzeby czysto socjalne.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie [k]oleżanka.
K: - Hej, mam sprawę, pilnie potrzebna pomoc, pani schorowana, opiekuje się psychicznie chorą córką, córka dorosła, z domu nie wychodzi dla bezpieczeństwa siebie i innych, mają niskie renty, zadłużone... kobita puszki po śmietnikach zbiera, bo na chleb nie mają.
Ja: - Jasne, umów mnie z nią, zobaczę papierki i zadziałamy.

Umówiłam się z panią, powiedzmy, Zosią na drugi dzień. W mieszkaniu widać, że się nie przelewa, ale czysto, wszystko ok. Szybki rzut oka na papiery (jeśli potrzebujący nie należy do żadnej fundacji, zerkam na papiery, diagnozy, orzeczenia itp, żeby wiedzieć czy ktoś tu czasem nie kręci), wszystko ok, wszystko się zgadza. Szybko ustaliłyśmy listę potrzebnych rzeczy.

I poszło w eter, setki wiadomości, pytanie o konto do wpłat dla Pani Zosi, ogólnie odzew naprawdę rewelacyjny.

Zaczęły przychodzić paczki. Nie zawsze, ale często dostaję informację co w takowych paczkach się znajduje. I tak też było w przypadku pokaźnej paczki ok 40 kg wypełnionej mięsem, wędlinami, nabiałem, naprawdę wszystko przydatne, szczególnie kiedy ktoś nie ma co jeść..
Co usłyszałam, kiedy zapytałam czy przyda się to co, do pani Zosi przyszło?
- Wie pani, ale to wszystko z takiej dolnej półki....

Nieco mnie to zdziwiło, ale pomyślałam sobie, że może pani Zosia wykombinowała, że jak powie mi, że to taka "dolna półka", to wycisnę dla niej więcej...

Następna paczka, też kilkudziesięciokilogramowa, informacja dla mnie, że sama spożywka.
Pani Zosia: ale wie pani, to wszystko to było z Biedronki!

Przy kolejnych paczkach dowiedziałam się też, że ktoś przysłał jej rzeczy UŻYWANE!
A także:
- zmechacone
- niewyprasowane
- za małe
- za duże

A na końcu, kiedy napływ paczek dobiegł końca (a musicie wiedzieć, że taki boom jest zwykle przez pierwszy tydzień), stwierdziła, że w gruncie rzeczy to ona żadnej pomocy nie dostała, a mówiłam, że tyle ludzi pytało o adres....


Rzecz istotna - jedna niewdzięczna Pani Zosia nie określa wszystkich potrzebujących, zazwyczaj to naprawdę wspaniali ludzie, którzy z różnych przyczyn potrzebują pomocy.

pomoc internet

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 486 (492)

#73924

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod koniec kwietnia moja kuzynka skończyła liceum i razem ze znajomymi postanowili uczcić to tzw. plenerowym "piwem". Nie udali się jednak w ustronne miejsce, ani do żadnego pubu, a kręcili się z alkoholem po rynku, gdzie jak wiadomo pić się nie powinno.

W pewnym momencie rozchichotaną grupkę przyuważył policjant na służbie - prywatnie mój sąsiad i kolega ojca wspomnianej kuzynki. Podszedł do nich, pogroził palcem i powiedział, żeby poszli do pubu, albo do domu, bo w miejscach publicznych pić nie wolno i mogą dostać srogi mandat. Puścił ich tylko ze względu na to, że znał moją kuzynkę.

Gawiedź zaśmiała się, udawała, że salutuje i oddaliła się parę kroków, a policjant wsiadł do radiowozu i razem z kolegą zaczęli krążyć po okolicznych uliczkach. Nie minęło parę minut, a ponownie dostrzegli grupkę młodzieży, która nie dość, że pije praktycznie na środku jezdni to jeszcze zachowuje się głośno i rzuca puszki i butelki na chodnik. Tego już policjanci nie mogli zignorować, więc przystąpili do wykonywania czynności i wlepili całej grupie mandaty.

Parę dni później mój ojciec spotkał sąsiada i ten pożalił mu się, że rodzice mojej kuzynki nie chcą z nim rozmawiać, a ona sama jak go widzi to mamrocze pod nosem wyzwiska typu JP100%, j*bać psy itp. Zarówno ona, jak i jej rodzice, a także znajomi uważają, że policjant zachował się jak służbista, bo nie mógł odpuścić szczeniakom jednego piwa.

Wiem, że kuzynka nie przyznała się, że urządzili na rynku regularną libację, a także pominęła to, że policjant z dobrego serca początkowo tylko zwrócił im uwagę.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 484 (490)

#77089

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem hodowcą kóz :) Wiem, że te zwierzęta często wzbudzają zainteresowanie i wiele osób po prostu, kiedy je widzi, chce podejść bliżej i je pogłaskać. Czasami na to pozwalam, a czasami nie. Sytuacje z rodzaju "mój pies nie gryzie" zdarzają się niestety dosyć często, ale zazwyczaj w odpowiednim momencie udaje mi się zawrócić delikwentów z ich psem/psami. Nie zawsze jednak moje prośby skutkują...

Dla jasności dodam krótki opis miejsc, w których wydarzyła się historia. Łąką z trzech stron otoczona jest przez pola, a z jednej strony granicę wyznacza polna droga. Droga niezbyt często używana przez pieszych, ale chodzą nią zarówno miejscowi, jak i przyjezdni, bo widoki bardzo ładne, a do tego niedaleko agroturystyk. Wiosną i latem korzystamy z pastucha, bo kozy pasą się tylko w dolnej części łąki, z daleka od drogi. Jesienią puszczam je luzem po całości i robię za pastuszka :)

To było jakoś pod koniec ostatniego października. Pogoda ładna, kozy pasą się leniwie, a ja chodzę za nimi. Dodam, że wtedy z nimi był kozioł o jakże wdzięcznym imieniu Ojciec Wszystkich Dzieci ;) Zazwyczaj jest on wypasany w okolicach domu, ale październik to czas rujek, więc na łąkę wychodzi z przyszłymi matkami.

Stoję w gumowcach, przeglądam Facebooka i sprawdzam, czy kozy nie mają głupich pomysłów typu "chodźmy do sąsiada". Kątem oka zauważam gdzieś daleko na drodze ludzi z psem. Z odległości nie widziałam, czy był uwiązany, czy po prostu blisko się ich trzymał, ale spędziłam kozy trochę niżej. Para z psem też mnie zauważyła, wołają psa i idą dalej. Kiedy byli na mojej wysokości, zamiast dalej iść prosto, to postanowili pooglądać kozy z bliska. Tylko, że pies średnich rozmiarów był jednak bez smyczy.

- Przepraszam - wołam do nich. - Możecie uwiązać psa?
- On nie gryzie! - odkrzykuje mi babka. Pies zaczyna kręcić podekscytowane kółka, bo złapał zapach kóz.
- Nie chodzi tylko o gryzienie, ale kozy mogą się spłoszyć.
- On nic nie robi! - babka się oburzyła, a facet jej przytakuje.

Wysyłam Ojca Wszystkich Dzieci jeszcze niżej, kozy podążają za nim, a ja idę w kierunku pary. Jestem jakieś pięć metrów od nich.

- Zapnijcie psa na smycz!
- No ale on nie jest groźny! Maksiu jest bardzo grzeczny, chcemy zobaczyć kózki z bliska.
- A ch*** mnie to... - zaczynam już poddenerwowana, ale przerywa mi Maksiu, który prawie mnie przewraca, kiedy rzuca się na kozy. A ja się rzucam za nim, para próbuje go przywołać, ale jakoś nieszczególnie robi to na nim wrażenie.

Maksiu jednak szybko się zatrzymał (a raczej został zatrzymany) i nie dane było mu zatopić ząbków w świeżej kozinie. Spotkał się z po prostu z rogami. I wbrew moim oczekiwaniom, to nie kozioł rzucił się na ratunek swoim żonom, ale Luśka. No tak, Luśka. Kupiłam ją jako roczną kozę, która pałała szczególną nienawiścią do psów. Trochę mi zeszło nauczenie jej, żeby nie rzucała się na każdego psa, którego ma w zasięgu wzroku. Dodam, że kiedy ją kupiłam, zupełnie, o tym problemie nie wiedziałam, bo poprzedni właściciel nie raczył mnie o tym poinformować. Dowiedziałam się w najgorszy możliwy sposób - Luśka zauważyła naszego Pimpka wielkości spasionego kota i rzuciła się do ataku, dosyć mocno go turbując. Ale po trzech latach u nas teoretycznie agresji w stosunku do psów już nie pokazywała.

W chwili ataku przez Maksia obudziła się w niej jednak nutka nienawiści i po prostu zaczęła go okładać. A wkurzona koza ze sporymi rogami potrafi być niebezpieczna. Pies po pierwszym uderzeniu padł w szoku i nawet nie za bardzo się bronił. Zanim zdążyłam odciągnąć Luśkę, to skomlał, jakby go oskórowali.

Parka dopadła do psa, który dalej leżał na ziemi i oczywiście zaczęli się wydzierać, bo jak wiadomo - to oczywiście moja wina. Stado się w tym ogólnym harmidrze trochę rozbiegło, zrobiło się zamieszanie. Ojciec Wszystkich Dzieci poczuł się chyba w końcu do roli obrońcy i jeszcze sprzedał bęcka w bok pochylonemu nad psem facetowi. Facet odskoczył od Maksia (chyba go lekko zamroczyło), przerażony pies odzyskał siłę w nogach i po prostu uciekł, a ja się dowiedziałam od biegnącej za psem pary, że jestem co najmniej szalona, co Luśka skomentowała krótkim "meee". A wystarczyło trzymać psa na smyczy...

na wsi

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 483 (489)

#72439

(PW) ·
| Do ulubionych
Co się odwlecze to nie uciecze. Czyli jak być piekielnym dla samego siebie.

Bohatera nazwijmy Paweł. Jak wiedzą niektórzy, są sprytne, nielegalne sposoby na obniżenie rachunków za media. Ale to nie dla Pawła. On zrobi to legalnie. Tak więc konsekwentnie przez 10 lat gdy nadchodzi czas odczytu, Pawła nie ma w domu. Pracownik zostawia karteczkę. Zatem Paweł sam dzwoni do firmy i podaje stan licznika. W ten oto sposób płaci za zużycie 2-3 jednostek na rok. Znikome opłaty. Wszystko działa dopóki nie nadchodzi czas wymiany liczydła. Stan spisany i udokumentowany zdjęciem przez montera wynosi 1478 jednostek. Tak więc Paweł musi zapłacić fakturę, ponad 15 tys. za zużycie, policzone po obecnej cenie - po kilkakrotnych podwyżkach w przeciągu tych 10 lat.

Ku przestrodze.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 478 (484)

#72939

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
O handlu samochodami używanymi można napisać pół biblioteki. Dorzucę więc i swój rozdzialik, czyli sagę o kłamstwie i kompletnym braku szacunku dla czyjegoś czasu.

Młody, czyli mój braciszek, rozliczył się po rozwodzie z obywatelką małżonką i postanowił podarować sobie odrobinę luksusu, w postaci auta o jakim marzył. A co ma się kawaler z odzysku ograniczać.

Jako, że w rodzinie robię za motoryzacyjnego guru, toteż braciak zwrócił się o pomoc do mnie. Wóz nieczęsto spotykany, o sporej jak na używkę wartości.

Auto, do którego Młody się zapalił, znaleźliśmy we firmie, mającej w nazwie "SALON samochodów używanych", a na stronie co rusz hasła "pojazdy sprawdzone", "gwarancja sprzedającego", "zaufanie" itepe itede. Fakt, wszystko wyglądało dobrze, samochód na zdjęciach także.
Odległość od naszego miasta około 300 km.

Z wykonanego telefonu wynikało, iż auto sprawdzone, prześwietlone, nie miało kolizji. Prosiłem mego interlokutora o dokładny opis wszelkich mankamentów, ponieważ sześćset kilometrów w obie strony to cały dzień w łeb. "Nie, zapewniam, wszystko gra i buczy".

Jedziemy.

Kupując auto, najpierw uskuteczniam przejażdżkę, później przyglądam dokładnie z zewnątrz.

Po pięciu minutach zacząłem się gotować. Cztery tryby jazdy - auto nie zmienia ustawień, obojętnie, który włączyć. Skrzynia (dwusprzęgłowa), redukuje jak automat w starym vito. Siła hamowania kompletnie nie dozowalna.

Wróciliśmy do "salonu". Oględziny od zewnątrz. Szyby - przednia wymieniana. Jedna felga spawana i absolutny hit - trzy zaciski hamulców ceramicznych, jeden zwykłych, stalowych.

Słychać mnie było chyba w promieniu stu metrów, a klątwy zawstydziłyby chyba pijanego grabarza.

Czy pieprzony handlowiec sądzi, iż po auto o naprawdę sporej wartości, przyjedzie tak kompletny dyletant, że nie zauważy mankamentów? Że samemu się nie znając, nie weźmie mechanika lub nie sprawdzi auta w warsztacie / serwisie?

Człowiek czasem ma ochotę wyjść z siebie i stanąć obok.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 471 (477)

#84734

(PW) ·
| Do ulubionych
Studiuję sobie w Łodzi, wywodzę się ze wsi pod Bełchatowem, jest to istotne dla puenty.

W ubiegłym tygodniu, w pobliżu politechniki zaczepił mnie facet, który potrzebował pieniędzy na bilet. Streścił mi jaki to on poszkodowany i poprosił o pomoc. 10 zł na bilet do Bełchatowa, to nie jest suma którą chciałbym się dzielić, ale facet wyglądał na potrzebującego. Z natury jestem nieufny, ale rozmówca powiedział, że mogę mu ten bilet kupić.

Jak na złość podjechał Bełchatowski PKS. Szybka decyzja, stwierdziłem, że jednak kupie ten bilet.
Facet zaczął kręcić, stwierdził, że pociąg jest znacznie wygodniejszy, że z dworca kolejowego ma bliżej do domu.
Życzyłem mu wygodnej podróży.
Przez Bełchatów nie jeżdżą pociągi osobowe.

Drugą piekielnością jest to, że Bełchatów jest największym miastem w Polsce bez dworca kolejowego, jak i autobusowego.

Łódź

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (158)

#84345

(PW) ·
| Do ulubionych
Hipermarket. Ogólnie fajny, wszystko świeże, duży wybór, ceny niskie.

Potrzebowałam kilka zabezpieczeń do szuflad, więc z haka (wieszaka?) wzięłam cztery ostatnie. Zabezpieczenia były dwuczęściowe, jeden element przykleja się do szuflady, a drugi - do obudowy szafki.

Po przyjściu do domu zauważyłam, że w jednym opakowaniu jest tylko jeden element, chociaż opakowanie nie było otwarte ani w żaden sposób uszkodzone, ze wszystkich stron były fabryczne zgrzewy. Wadliwy produkt zwróciłam, wyjaśniłam o co chodzi, bez problemu zwrócili mi pieniądze.

Następnego dnia, w nadziei, że może dołożyli, wróciłam do sklepu i widzę, że jest tylko jedno opakowanie. To, które poprzedniego dnia zwróciłam. Wzięłam, zaniosłam do obsługi, powiedziałam o co chodzi.

Parę dni później znowu byłam w tym sklepie - niekompletne zabezpieczenie wisiało na swoim miejscu...

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (157)