Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

cynthiane

Zamieszcza historie od: 26 grudnia 2012 - 16:01
Ostatnio: 7 października 2019 - 20:56
O sobie:

http://bezuzyteczna.pl/finskie-slowo-pilkunnussija-doslownie-61702

  • Historii na głównej: 37 z 57
  • Punktów za historie: 25497
  • Komentarzy: 619
  • Punktów za komentarze: 2085
 

#85299

(PW) ·
| Do ulubionych
W jednej z historii pojawiło się pytanie, po co istnieje straż miejska, a w komentarzach powtarzają się głosy o bezsensowności utrzymywania tej "instytucji", bo tylko się czepia babć niesprzątających po psach i źle parkujących kierowców. I wiecie co? Jeśli to robią, to popieram ich działania. Pewnie nie ma ich, gdy są potrzebni, ale sam zakres obowiązków dla mnie jest ok.

Parking w centrum miasta. 30 minut krążenia w poszukiwaniu wolnego miejsca parkingowego na dosłownie kilkanaście minut postoju. Brak. Parkuję sporo dalej, niżbym potrzebowała, idę obładowana jak wół i obserwuję, jak SM wystawia kolejne mandaty za nieopłacone parkowanie. A wystarczy odholować na koszt takiego cwaniaczka, co postawił auto "tylko na godzinkę" i miejsca by były dla tych, co mają 3 zł na parking.

Kwestia druga - sprzątanie po psach. Osiedle z kilkoma trawnikami, parkami, zielono wokoło. Nie da się przejść ścieżkami, trzeba naginać naokoło chodnikiem, bo wszystko jest dosłownie zas*ane przez psy. Między blokami a placem zabaw regularnie "wyprowadzane" są psy (taki 20-metrowy spacer, a co, niech się wyszaleją po całym dniu w zamkniętym mieszkaniu czy łazience!) i sprząta może 10% właścicieli. Oczywiście na uwagi, że po psie się sprząta krzyk, że to mały pies, że "ja się w gównie babrać nie będę" i że tak w ogóle, to to nawóz jest i powinnam się cieszyć, że kundel jeden czy drugi zechciał wzbogacić właśnie ten skwer! A wystarczyłby mandat, potem drugi i nagle znalazłoby się kilka złotych na woreczki i chęci mniejsze czy większe do sprzątania.

Dodam, bo niektórzy chyba z czytania z rozumieniem mieli pałę. Nie twierdzę, że osoby tworzące SM są superbohaterami, w każdym zawodzie są ludzie głupi czy nadgorliwi, piszę o zakresie ich obowiązków i zasadności ich wypełniania...

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (153)

#65593

(PW) ·
| Do ulubionych
Ja w sprawie Lex Superior sp. z o.o.
Czy ktoś jeszcze dostał wezwanie do zapłaty 750 zł na poczet ugody ws. bezprawnego udostępniania treści pornograficznych na BitTorrent?

Dostała to moja mama. Boi się i nie wierzy mi, że to oszustwo.

1. Adres się nie zgadza - mama mieszka w bloku na wsi. Ma adres 12A/34, kod 12-345 pobliskiego miasta. Na piśmie 12A, bez numeru mieszkania, kod 12-346 czyli wiele lat temu należący do wioski.
Adres nie uległ zmianie od lat, dostawca internetu ma poprawny adres.

2. Adres IP podany na piśmie jest inny, niż jest obecnie. Operator się nie zmienił.

3. List polecony, ale wrzucony przez listonosza do skrzynki (bystry listonosz zapewne podpisał sam).

Nadal jestem pewna, że to szwindel. Nie zostawię tak tego i mam wątpliwość, gdzie to zgłosić - w prokuraturze, komisariacie...?

Pismo dostało lub dostanie zapewne wiele osób, więc proszę o wsparcie i ostrzeganie innych!

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 332 (394)

#65409

(PW) ·
| Do ulubionych
Staram się jeździć bezpiecznie, wyznaję stosowanie kierunkowskazów, zatrzymuję się na warunkowej strzałce, nie spowalniam ruchu zmuszając tym samym do wyprzedzania mnie. Muszę więc być pechowa, bo miałam stłuczkę.
Nic wielkiego się nie stało, straty pokryte z ubezpieczenia sprawcy. Auto szybko naprawione, uszkodzony jedynie lewy przód.

Wczoraj odebrałam je od lakiernika. Jechałam bezpośrednio do pracy, postanowiłam jednak jeszcze wstąpić do biblioteki. Leży ona w centrum miasta, między dwoma dość ważnymi ulicami (A i B) i przy ulicy je łączącej- C. Wszystkie dwukierunkowe, dwie pierwsze o bardzo dużym natężeniu ruchu. Trzecia jest krótka (kilkadziesiąt metrów), przylega do niej parking przynależący do biblioteki. Ze względu na dużą ilość pieszych przechodzących z parkingu do biblioteki ulica ta posiada dwie zebry - jedną tuż przed wjazdem na parking, drugą przy samej ulicy C. Myślę, że potraficie to sobie wyobrazić.

Jadąc ulicą A skręciłam w C, mając parking po lewej stronie. Włączyłam lewy kierunkowskaz, przepuszczając równocześnie kobietę z wózkiem i kilkulatkiem u boku, wychodzącą z biblioteki. Zauważyłam też, że z ulicy A zjeżdża białe audi 80 na miejscowej rejestracji i zbliża się do mnie. Kierowcy nie spodobało się to, że czeka go przymusowy postój. Co zrobił? Zjechał na lewy pas z zamiarem ominięcia mnie. Mnie, stojącej przed przejściem dla pieszych i z włączonym kierunkowskazem w lewo! Nie przewidział jednak dwóch rzeczy- że na pasach będą piesi i że z przeciwka nadjedzie inne auto. Wystraszony nadjeżdżającą terenówką odbił gwałtownie w prawo- ocierając się, a jakże, o mój lewy bok, po czym napotkał wózek z niemowlakiem i popchnął go kilka metrów. Szczęśliwie wózek się nie przewrócił, zatrzymał się przed autem jadącym z przeciwka i zmuszonym do gwałtownego hamowania, ‘jedynie’ oba dzieciaczki się przestraszyły, a kobieta po ściągnięciu ich z ulicy zemdlała.

Policja wezwana. Kierowca dostał 400 zł i 6 punktów karnych. A co z innymi wykroczeniami?
1. Omijanie pojazdu, który jechał w tym samym kierunku, lecz zatrzymał się w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszym: 10 punktów.
2. Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na oznakowanym przejściu: 10 punktów.
3. I opcjonalnie: Spowodowanie innego niż kolizja drogowa zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego- wymuszenie pierwszeństwa przejazdu: 10 punktów.

Przybyli funkcjonariusze nie potrafili odpowiedzieć mi na to pytanie. Zapytali jedynie kierowcę Audi, czy mandat na kolizję przyjmuje i po jego radosnym kiwaniu głową szybko załatwili formalność i odjechali. Żadnego zainteresowania stanem pieszych, ani jednego pytania skierowanego do kobiety czy kierowcy auta jadącego z przeciwka. Za jedyne przewinienie uznali kolizję, bo przecież nic prócz uszkodzenia mojego auta się nie wydarzyło.

Facet ze starej audicy stał zadowolony z rękoma w kieszeni. Jak przyznał, jedyne, co go martwi, to utrata zniżek i nie rozumie, dlaczego z niego zdzieram na naprawę auta - skoro stać mnie kupno i utrzymanie "takiego", to na naprawę też chyba, prawda?

Zatem w przeciągu dwóch tygodni miałam nie jedną, a dwie stłuczki. Jeszcze jedna i może będę miała rabat u lokalnych majstrów?

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 448 (518)
zarchiwizowany

#63234

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Całkiem niedawno pisałam o Kalwarii ZebŻydowskiej, teraz inny kwiatek, i nie w wykonaniu koleżanki, a sklepu wysyłkowego.

Zazwyczaj wszelkie przesyłki (czy prywatne, czy służbowe) odbieram w pracy i tam rzadko jest problem z adresem. Tym razem jednak musiałam podać inny adres.
Paczka dotarła bez piekielności ze strony kuriera, czyli cała i pod właściwy adres. „No, prawie pod właściwy”- tak skwitował sytuację kurier, bo podany adres to ul. Piłsudskiego 1, a na paczce jak byk stało: Piłsuckiego 1. Wielkimi literami, markerem na kartonie.

Pośmialiśmy się, pośmialiśmy, ale mina mi zrzedła po zobaczeniu faktury : Piusudzkiego 1.

Niecierpliwie czekam na korektę…

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (330)
zarchiwizowany

#63085

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jeśli ktoś mnie na tym portalu kojarzy, wie, że mam małą siostrzenicę.
Teraz Myszka ma półtora roku, gada jak najęta (choć nie zawsze zrozumiale i niemal zawsze jest na „nie”, i musi wiedzieć „cemu”) i wszędzie jej pełno, a ja spędzam z nią niemal każdą wolną chwilę.

Ostatnio tak się złożyło, że zajmuję się małą częściej. Siostra ma zajęć więcej niż zwykle, ja mniej, a w dodatku niedaleko mnie zamieszkała moja koleżanka, która ma dwóch synów. Jeden z nich jest w wieku siostrzenicy, drugi ledwie półroczny. Pomyślałam, że dzieciaczki mogłyby się czasem pobawić razem i pobyć w swoim towarzystwie. Projekt zaakceptowany przez koleżankę i siostrę, więc do dzieła!

Dzieci ładnie się razem bawiły, oboje są ugodowi, lubią się dzielić i nie są zazdrosne. Zauważyłam jednak spore różnice między Myszką a Małym, mianowicie:
-chłopiec nie umie trafiać klockami o różnych kształtach w odpowiednie otworki,
-nie potrafi układać zwykłych, sześciennych klocków ani lego z wypustkami,
-ma problem z przewracaniem stron książeczek (i papierowych, i grubych z tektury),
-nie wie, jak grać w piłkę, nie kopnie jej ani nie rzuci,
-nie rozpoznaje zwierzątek, nie zna ich odgłosów,
-niewiele mówi, są to monosylaby- nie używa słów „mama” czy „tata”.

Zaskoczyło mnie to, bo maluchy są w tym samym wieku, ale wiem, że każde ma swoje tempo rozwoju. Podczas, gdy siostrzenica sama sygnalizuje, czego chce (siii, am, hopa, dada) i mówi mi „prawie” po imieniu, syn koleżanki o wszystkim informuje płaczem. Że pieluszka mokra, że głodny. Naiwnie myślałam, że może na początku nie umie odnaleźć się w nowym miejscu, nie umie się bawić cudzymi zabawkami…
Ale chłopiec nie rozumie też poleceń, których zresztą nie dostaje prawie wcale. Nie podaje zabawek, nie odkłada ich na miejsce, nie przychodzi wołany. Reaguje na imię, owszem- ale nie robi nic, poza podniesieniem głowy. Dziwi się, gdy siostrzenica ściąga sama buty, czapkę czy rękawiczki. Nie potrafi odpowiedzieć, czy jest głodny albo spragniony.

Pomyślałam, że może chłopiec jest nieco opóźniony względem innych dzieci, ale to nie jest jednak wina rozwoju, a wychowania…
Koleżanka robi za niego wszystko, a zabawki kupuje mu zupełnie niedostosowane do wieku- samochody na resorach czy zdalnie sterowane i farmy zwierząt (których nie zna…). Zazwyczaj bawi się sam, nie ma też kontaktu z innymi dziećmi. Ale to, co zaskoczyło mnie najbardziej, to fakt, że chłopiec je wyłącznie posiłki ze słoiczków. Dlaczego? Usłyszałam, że producenci wiedzą lepiej, co i jak przyrządzić i jak wielka ma być porcja. Dostaje te same „słoiczki” co rok młodszy braciszek, a poza nimi nie je NIC.
Nie je „dorosłych” posiłków. Jak wyżej- producent wie lepiej, czego dziecko potrzebuje; paradoksalnie chłopiec dostaje obiadki przeznaczone dla dzieci sporo młodszych. Koleżanka boi się też, że zwykłym posiłkiem chłopiec się zadławi, stąd brak domowych dań czy choćby owoców i warzyw. Nawet zmiksowanych. Dla mnie jest to nie do pomyślenia, bo siostrzenica od dawna siada z marchewką w ręku przy stole i grzecznie chrupie, albo podjada zupkę (tak, posługuje się łyżeczką chociaż często jest karmiona przez kogoś).

Po kilku spotkaniach z koleżanką, kiedy już sama zauważyła różnice, zasugerowałam jej, że sama je tworzy, ograniczając dziecko. Ale ona nie przyjmuje żadnych argumentów, poza tym chłopiec sam nie chce jeść tego, co Myszka- nie zna smaku jabłka czy banana i je zmiksowane wypluwa, a z owocem w kawałku nie wie, co zrobić…

Jestem tym przerażona. Mam nadzieję, że chłopcu wróci jakaś ciekawość w czasie zabaw z innymi dziećmi- widziałam, jak powili, nieśmiało próbuje naśladować moją siostrzenicę.
I chyba teraz mogę zrobić tylko tyle, że dzieci się razem bawią. Mąż koleżanki jeszcze z rodziną nie mieszka, do końca roku pracuje i mieszka w poprzednim miejscu. Chcę zwrócić mu uwagę na zachowanie starszego syna, ale obawiam się, że skoro do tej pory nie widział w takim wychowaniu nic złego, posądzi mnie o złośliwość.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (62)

#63021

(PW) ·
| Do ulubionych
Około tygodnia temu zamówiliśmy dość drogi element maszyny.
Sprzedawca wysyła firmą kurierską F (dawniej O), faktura na przelew 7 dni.

Akt I – wysyłka i przygoda z Firmą Kurierską.

Paczkę nadano w piątek, 14.11.2014 (poinformował o tym uprzejmy mail), spodziewaliśmy się jej więc w poniedziałek/ wtorek.
W czwartek otrzymaliśmy kolejnego maila - że paczkę doręczono w środę. Śledzenie przesyłek pokazało:
19-11-2014 15:40 Doręczono – Miasto Wojewódzkie
19-11-2014 09:56 Paczka w samochodzie – Miasto Wojewódzkie
19-11-2014 08:49 Paczka dotarła do placówki – Miasto Wojewódzkie.
Nie zgadzają się wie rzeczy. Pierwsza - Miasto Wojewódzkie. Do niego mamy około 40 km, ale systemy śledzenia mają to do siebie, że mają tego typu błędy, sama przekonałam się o tym nie raz.

Druga sprawa to godzina doręczenia - 15:40. Niemożliwe, by ta przesyłka trafiła do firmy o tej porze, bo biuro działa wyłącznie do 15. Jeszcze cierpliwi doszliśmy do wniosku, że kurier, który znał nas i godziny pracy firmy, wpisał doręczenie i przywiezie ją następnego dnia rano.

Kiedyś mieliśmy taką sytuację i w zasadzie byliśmy wdzięczni kurierowi tej firmy, bo w przypadku, gdy paczka trafi ponownie na sortownię, dopłacamy za próbę ponownego doręczenia. A tak przechował ją na własną rękę i doręczył tuż po rozpoczęciu pracy.

Wracając do tematu - w czwartek część do nas nie dojechała. Zajęłam się tą sprawą osobiście i w pierwszej kolejności zadzwoniłam pod numer informacji dotyczącej przesyłek krajowych.
Tam dowiedziałam się tyle, ile z systemu - paczkę doręczono w środę o 15:40. Konsultantka na moją stanowczą prośbę zgodziła się wyjaśnić losy przesyłki.
Po godzinie mail, że niestety, ale nic nowego nie ustalono i paczki musimy szukać w swoich kręgach (a nuż portier/ sekretarka/ właściciel odebrali). Ale nikt przyznać się nie chce, konsultantka nie zna nazwiska osoby odbierającej.
Wiedząc, że z firmą kurierską F. się nie dogadam, a nazajutrz mija termin płatności, zadzwoniłam do sprzedawcy.

Akt II - Wasz problem!

Początkowo sekretarka (na pewno pani z Działu Obsługi Klienta) sprawą się przejęła i obiecała oddzwonić, gdy czegoś się dowie.
Zadzwoniła bardzo szybko, informując o tym, co już wiem - według F. paczka została doręczona i jak pretensje, to nie do nich. Dodała też, że oni paczkę nadali, firma F. doręczyła, więc problem mamy MY i nadal obowiązuje nas termin płatności. Tu mnie jasna cholera wzięła, bo współpracujemy od dawna i nigdy nie naginaliśmy terminów, odpowiedziałam więc, że zapłacimy PO otrzymaniu przesyłki. Kierownik Działu Sprzedaży odsyła do Działu Obsługi Klienta, Dział ma tę samą śpiewkę.

Akt III – Firma F. w szczególe, czyli ustalenia z Oddziałem.

Naszła mnie myśl, że przecież paczka mogła zostać w oddziale w Mieście Wojewódzkim!
Mój rozpaczliwy ton chyba wpłynął na zainteresowanie oddziału, bo dostałam telefon (nie mają przesyłki o tym numerze, w ogóle nie trafiła na ich sortownię!), maila o podobnej treści („ponowne poszukiwania nie dały rezultatu, ale pracujemy nad ustaleniem losu przesyłki”) i wyjaśnienia od kuriera, obsługującego nasz rejon (zarzekał się, że paczki w ogóle nie dostał, więc nam jej nie przywiózł nie ze swojej złej woli).
Dział reklamacji sprawą się nie zajmie, bo ich interesują wyłącznie paczki zaginione lub uszkodzone, a nasza dotarła i to cała, skoro nie mamy zdjęć jej zniszczeń.

Jest piątek. Dostałam maila od sprzedawcy, że brak zapłaty w ciągu 3 kolejnych dni będzie skutkował utratą rabatów. Rabatów, na które pracowaliśmy przez kilka lat współpracy i wynoszą około 20-30%...

Jest piątek. Jestem w czarnej d... rozpaczy, bo nie mamy paczki, za którą musimy zapłacić, a nie zapłacimy za coś, czego nie otrzymaliśmy, Firma kurierska umywa ręce, a sprzedawca naciska na zapłatę.

Edytuję, choć nie chcę przedłużać i tak obszernej historii - poniżej wklejonego maila wysłałam do Działu Obsługi Klienta, Działu Sprzedaży, Kierownika Działu Sprzedaży i Działu Windykacji.

Dzień dobry,

Z powodu zaginięcia przesyłki zawierającej XXX, wysłanej za pośrednictwem firmy F. w dniu 14.11.2014 proszę o odroczenie terminu zapłaty do czasu odnalezienia paczki.
W związku z tym, iż Państwo współpracują ze wspomnianą firmą oraz stanowią zleceniodawcę przesyłki, F. odpowiada wyłącznie przed Państwem za jej losy oraz stan. Z nadzieją na dalszą, udaną jak dotychczas współpracę, proszę o wyjaśnienie sytuacji.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 289 (385)

#62903

(PW) ·
| Do ulubionych
Znajoma, Ania, ma piętrowy dom.
Nieużywany parter, czyli całkiem przytulną kawalerkę, postanowiła wynająć. Kawalerka ta ma jednak mały defekt- brak ubikacji. Jest kuchnia, dość duży pokój i łazienka- prysznic, umywalka, pralka. Nie wiem, co kierowało projektującym dom, że powstały dwa samodzielne mieszkania z toaletą na półpiętrze...

Już kilka lat temu Ania wygospodarowała miejsce na toaletę w swoim mieszkaniu, tym samym tę na półpiętrze zostawiając do dyspozycji przyszłego lokatora. Jednak kawalerkę a pomieszczenie dzieli dość sporo - trzeba obejść korytarzem jedno spore pomieszczenie.

Dziś zgłosił się pewien chętny na wynajem student. Był bardzo zainteresowany ofertą, bo lokalizacja dobra, a i cena niska ze względu na wspomnianą niedogodność.

Ania jednak chciała się upewnić, czy chłopak zdaje sobie sprawę, że za potrzebą będzie musiał iść spory kawałek. Odpowiedź? "Niee, nie szkodzi, odleję się do zlewu".

Gdybym nie była świadkiem, nie uwierzyłabym... I nie chcę wiedzieć, co zrobiłby z większą potrzebą.

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 415 (575)

#62425

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiem, że nieładnie się śmiać z koleżanki, ale jej głupota i bezczelność powaliła mnie na łopatki i wręcz muszę się z Wami tym podzielić.

Duże zamówienie, klient prosi o wystawienie proformy, podaje dane.
Koleżanka, wzdychając z niezadowoleniem, wystawia dokument i wysyła mailem.
Po chwili dzwoni telefon, niestety - nie słyszę rozmówcy a jedynie słowa koleżanki.

[R] ...
[K] Tak, witam.. Tak, ja. Słucham? Dlaczego?
[R] ...
[K] Hahaha, nie, ja nie widzę.
[R] ...
[K] Panie Pawle, niech Pan mi swoimi urojeniami głowy nie zawraca! Wiem, co piszę, kto jest magistrem - ja czy Pan, hahaha?
[R] ... - i tu już rozmówca podniósł głos.
[K] Niczego zmieniać nie będę. Nie mam czasu, żegnam!
[R] ... - nadal próbuje coś powiedzieć, ale koleżanka przerywa, mówi 'żegnam' i rzuca słuchawką.

Nie musiałam pytać, sama zaczęła.

[K] Ty wiesz, co ten Paweł Piekielny sobie ubzdurał? Że mnie, z magistrem, po polsku będzie uczył pisać! I jeszcze chce, żebym mu proformę poprawiała. A ja wiem lepiej, że Kalwaria Zebrzydowska pisze się przez "żet z kropką', no Zeb-żydowska! Żydowska! Co za nieuk...

Chyba nigdy nie było mi tak wstyd jak wówczas za nią. I nie przypominam sobie, bym kogoś tak gorąco przepraszała...

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 792 (838)

#62068

(PW) ·
| Do ulubionych
Poszukujemy pracowników, zarówno produkcyjnych, jak i biurowych.

I o ile kandydaci do pracy fizycznej są z reguły bezproblemowi, to znalezienie osoby, która zajęłaby się na stałe sekretariatem (teraz robią to wszyscy i nikt) jest nie lada gratką.
Nie wymagamy doświadczenia, praca jest łatwa, a i mamy czas i chęci na doszkolenie. Nie mamy też preferowanego wieku czy płci - szukamy kogoś bystrego, życzliwego, by wpasował się w zespół.

Pierwszy był pan po zawodówce stolarskiej - a to już plus, bowiem łatwiej będzie mu przyswoić naszą ofertę i metody produkcji, a o takie rzeczy bardzo często pytają klienci. Niestety, dres, w którym przyszedł, brudne paznokcie i błędy w najprostszej wypowiedzi go zdyskwalifikowały.

Druga jest pani w wieku około 60 lat. Bez obsługi komputera, faxu czy innych „ustrojstw”. Dla niej to nie problem, „do emerytury mam parę lat, to się zdążę nauczyć” (tak, to cytat). Niestety, aż tyle czasu na naukę nie mamy...

Przyszła też dziewczyna 25-letnia, studiująca zaocznie, ze znajomością dwóch języków obcych, pełną obsługą komputera i doświadczeniem ze stażu na podobnym stanowisku. Byłą naszą faworytką. Jednak z CV wynikało, że mieszka około 50 km od naszej firmy, a nie ma prawa jazdy. Na pytanie, czy nie będzie miała problemu z dojazdami, odpowiedziała „to wy mnie nie będziecie przywozić i odwozić?!”

I na koniec trzydziestolatka, która wizualnie dobrego wrażenia nie zrobiła, ale postanowiliśmy nie skreślać jej jedynie z powodu zamiłowania do solarium i wściekłego różu. W CV kursy: manikiurzystki, kosmetyczki, zdobienia paznokci, przedłużania rzęs metodą 1:1. Zainteresowania: czasopisma, makijaż i stylizacja. Umiejętności dodatkowe: j. angielski w stopniu podstawowym, makijaż dzienny i wieczorowy, stylizacja oraz pielęgnacja paznokci, podstawowe zabiegi kosmetyczne (i tak daleeej). List motywacyjny brzmiał tak: „nadaję się na sekretarkę, ponieważ sekretarka jest wizytówką firmy, a ja potrafię ją godnie reprezentować zwłaszcza wobec mężczyzn, którzy są przeważającą większością klientów i pracowników”. Adres email: słotkaaakotkaaaa@xxxx.pl
Dlaczego stara się o pracę u nas? Bo nie lubi ciężko pracować, a teraz tylko w marketach przyjmują.
Była szczerze zaskoczona naszą odmową.

Szukamy nadal.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 492 (554)
zarchiwizowany

#61795

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wczoraj kupiłam w markecie legginsy dziewczęce. Po rozpakowaniu w domu doszłam do wniosku, że owszem- są na dużą dziewczynkę, ale nienoszącą pieluszki, bo są wąskie.

Dziś poszłam je oddać, jak dotąd oddawałam kilka różnych ubrań i nigdy problemu nie było.

Jedna kasa czynna, obok niej jedna z kasjerek układa towar. Widząc paragon w ręku pyta 'Pani ze zwrotem? Proszę do kasy obok'.

Ucieszyłam się jak diabli, zawsze to szybciej niż stać w kolejce jak zawsze kazano mi to robić.

[kasjerka] zwrot czy wymiana?
[j] zwrot
[k] a nie ma innych rozmiarów? Lepiej wymienić
[j] zapewne są, ale są wąskie i za ciasne na dziecko z pieluszką
[k] a jest sens zwracać?
[j] słucham...?
[k] to są duże legginsy, powinny pasować jak córka wyrośnie z pieluch.
[j] może będą pasować, może nie, a często u Państwa są ciuszki więc kupię innym razem.
[k] ale 15 zł mam oddawać?
[j-znów karpik] a dlaczego nie?
[k] bo nawet drobnych nie mam, jedynie grube banknoty, dopiero kasę otworzyłam.*
[j] to mogę poczekać w kolejce do kasy obok, jeśli trzeba...

Kasjerka milczy, szpera w kasetce. Wyciąga rękę. Podaje mi pieniądze- tfu, ze złością je wysypuje.

Dostałam zwrot, dopięłam swego. Teraz w portfelu mam jedną złotówkę, 22 pięćdziesięciogroszówki, 10 dwudziestogroszówek i 10 dziesięciogroszówek więcej.

*słabe kłamstewko. Na początek dnia/ otwarcie kasy zazwyczaj w kasetce są drobne, ale nieliczne, a banknotów 50+ zazwyczaj nie ma wcale...

A niech spróbuje następnym razem zapytać, czy mam 'końcóweczkę'!

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (38)