Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

misguided

Zamieszcza historie od: 29 grudnia 2012 - 20:38
Ostatnio: 22 kwietnia 2021 - 7:06
  • Historii na głównej: 79 z 123
  • Punktów za historie: 13864
  • Komentarzy: 244
  • Punktów za komentarze: 1314
 
zarchiwizowany

#87295

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Pierwszy raz w życiu miałam ochotę wyśmiać pomysł szefa cenzuralnymi słowami.

Pracuję w 4 osobowym zespole. Kolega A i B wykonują trochę inną pracę niż kolega C i ja. Jednak często jak mamy chwilę wolnego pomagamy sobie, znamy swoje zadania na wzajem. Przez to, że jesteśmy w zespole, to gdy kolega A i B chcą wziąć urlop, ja i kolega C wiemy o tym pierwsi i możemy zgłosić się na dodatkowo płatne zastępstwo. Warunek jest taki, że nie możemy wtedy mieć naszego pracującego dnia. Jeżeli ja albo C potrzebujemy pilnie dnia wolnego, najlepiej jest jak zamienimy się dniami w grafiku, chyba, że na prawdę druga osoba nie może, to wtedy na płatne zastępstwo wchodzi A i B. Dodatkowo ja i C pracujemy po 12 godzin, A i B po 8.

Ostatnio kolega A przyszedł do mnie z informacją, że w dniu kiedy mam wolne musi wziąć pilny urlop. Zapytał się, jeszcze przed rozmową z szefem, czy jestem chętna, aby wziąć to zastępstwo. Ja odpowiedziałam, że nie za bardzo, miałam ważne plany na ten dzień, jednak zaznaczyłam, że jeżeli szef nie znajdzie nikogo na zastępstwo (co mogło się zdarzyć, bo obecnie ilość pracy jest ogromna) to mogę przyjść.

Po godzinie zadzwonił do mnie szef. Nie zaproponował zastępstwa. Chciał abym zamieniła się dniami z C. Ja bym przyszła za C w dniu, kiedy A musi wziąć urlop (środek tygodnia), a C przyszedłby za mnie w sobotę (weekend jak to weekend, wychodzimy szybciej, nic się nie dzieje, ogląda się seriale). W zamian za to C przyjdzie na dodatkowo płatne zastępstwo.

Zdziwił się, jak powiedziałam, że wolę pracować w spokojniejszy weekend niż mieć pełne ręce roboty w tygodniu. Dodatkowo nie rozumiał, że ledwo dałabym radę przyjść na 8 godzinne zastępstwo, więc nie ma mowy, abym pojawiła się na 12 godzin w tym samym czasie. Jedyne co zrobiłam na koniec rozmowy, to zaznaczyłam, że mogę przyjść tego dnia za A, ale za C na pewno się nie zjawię. Może bym to przemyślała, gdyby szef zaproponował mi dodatkowe wynagrodzenie, ewentualnie więcej dni wolnych, jednak nie mam siły wypruwać sobie żył tylko po to, aby C miał mniej roboty i był faworyzowany w przydzieleniu dodatkowo płatnych godzin, zwłaszcza, że jakiś czas temu rozmawiałam z szefem o unikaniu cięższych dni przez C.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 4 (30)
zarchiwizowany

#86891

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Warszawa, chwila po 17 więc korki, bo wszyscy wracają z pracy. Dojeżdżałam akurat na jedno z większych skrzyżowań- dokładniej skrzyżowanie Alei Jerozolimskich z Bitwy Warszawskiej/ Prymasa Tysiąclecia. Ja nadjeżdżałam z Bitwy Warszawskiej i jechałam prosto więc kierowałam się w stronę Prymasa Tysiąclecia. Dla osób, które nie znają stolicy- skrzyżowanie wielkie, górą idzie wiadukt dla samochodów, które jadą prosto Alejami, na dole 7 pasów (dwa skrajnie lewe do skrętu w lewo, trzy środkowe do jazdy prosto, dwa skrajnie prawe do skrętu w prawo), oprócz tego jeszcze pod tym wszystkim tunel. Jako że jechałam prosto, zajęłam całkowicie środkowy pas (jeden z trzech do jazdy prosto). Od razu za skrzyżowaniem kończy się lewy pas do jazdy na wprost i trzeba z niego zjechać na pas środkowy.

Zapaliły się zielone światła, wszyscy ruszyli, jednak przed samym zjazdem ze skrzyżowania widzę, że wszyscy z mojego pasa zjeżdżają na prawo, czemu?

Za samym skrzyżowaniem stanął facet na światłach awaryjnych, wysiadł z samochodu i zaczął rozkładać trójkąt. Rozumiem, mógł mu się popsuć samochód, całkiem normalne. Jednak pan zajął cały jeden pas, gdzie obok, z jego lewej strony mieścił się pas, który się kończył i z którego korzysta zwykle mało samochodów. Dodatkowo, skrzyżowanie w pewnym momencie ma lekki spadek, więc nawet nie musiałby uruchamiać samochodu, wystarczyłoby puścić hamulec i samochód by jakoś doczołgał się do miejsca, gdzie nikomu by nie przeszkadzał. Tak zajął w sumie dwa pasy (blokował zjazd z lewego na środkowy), na jednym z większych skrzyżowań w czasie największego ruchu.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (24)
zarchiwizowany

#86876

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Niedziela, żar leje się z nieba, a ja zdecydowałam się na spacer. Aby się nie odwodnić, zaszłam do pobliskiego sklepu po butelkę wody. Po zrobieniu zakupów stanęłam metr od przejścia dla pieszych. Nie dawałam żadnych sygnałów, że mam zamiar przejść, otworzyłam butelkę. Woda niestety była wlana od serca, więc trochę jej poleciało na moją bluzkę. Stałam tak, przetarłam ręką mokre miejsce, w międzyczasie przykładając butelkę do ust, aby się napić. Całość trwała niecałe 10 sekund.

Nagle, słyszę wołanie w moją stronę z samochodu, który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.

-Ej! Dzi*ko, przechodzisz, czy nie?

Jak na złość zdecydowałam się zostać tam, gdzie stałam.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (32)
zarchiwizowany

#86570

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
W związku z tarczą antykryzysową.

Moja współlokatorka pracuje w niewielkiej firmie. Ze względu na panującą pandemię firma ma problemy, jak dużo innych w naszym kraju. Jednak zdecydowała, że po coś jest ta tarcza antykryzysowa, prawda? Więc starają się o dofinansowanie. Aby w ogóle złożyć wniosek muszą jednak zmienić kilka rzeczy.

Wypłata
Koleżanka dostała informację, że od tego miesiąca dostanie tylko 80% wypłaty. Wiadomo, może wykonywać tylko 80% swojej pracy, którą wykonywała do tej pory. Ale! Jak chce, może się postarać, pracować tyle samo ile wcześniej, a za pół roku MOŻE dostanie z powrotem 100% wynagrodzenia, oczywiście bez wyrównania za poprzednie miesiące.

Urlop
Pewnego dnia dowiedziała się, że musi wykorzystać połowę swojego urlopu do końca czerwca. Kilka dni już wykorzystała, bo na początku roku była na wycieczce, jednak zostało jej jeszcze sporo dni. Musi je teraz wykorzystać, siedzieć w sumie 2 tygodnie w domu, bo gdzie teraz wyjedzie? Co z tego, że zwykle urlopy trzymała na wyjazdy, a teraz liczyła, że z czasem się wszystko uspokoi i będzie mogła na kilka dni pojechać do domu. Ma je wykorzystać, bo inaczej firma się z nią pożegna.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (23)
zarchiwizowany

#86530

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Wprowadzając się do miasta, w którym obecnie pracuję szukałam miejsca do zamieszkania. Ugadałam się z koleżanką, aby wspólnie wynająć kawalerkę. Szukałyśmy czegoś z oddzielną kuchnią i dwoma oddzielnymi łóżkami. W końcu okazało się, że [Z]najoma mojej mamy ma zamiar wynająć kawalerkę po swojej teściowej. Mieszkanie położone wśród drzew, w spokojnej okolicy, nie jakoś daleko od naszych uczelni (bo jeszcze wtedy studiowałyśmy), ale za to w takim typowym wystroju PRL. Odnowiona była łazienka, nowe sprzęty w kuchni, jednak meblościanka w pokoju, stare fotele i kanapy. Moja mama uzgodniła całkiem przyjemną cenę. Nie była jakaś oszałamiająco tania, ot taka zwykła cena kawalerki w takim standardzie w tym mieście. Opłaty dzieliłyśmy na 2 osoby, więc wyszłoby o wiele mniej niż za dwa pokoje jednoosobowe.

Moja mama upewniła się, że to cena przy wynajmie 2 osób, znajoma potwierdziła. Cudownie. Nie chciałyśmy szukać czegoś innego, bo rynek wtedy był strasznie oblegany. Wprowadziłyśmy się do mieszkania.

Pierwszy zgrzyt pojawił się przy płatności za pierwszy miesiąc i od razu podpisaniu umowy wynajmu. Nie zgadzała nam się suma. Powiedziałyśmy, że umawiałyśmy się na połowę mniejszą. Z oczywiście potwierdziła, ale powiedziała, że ustalenia były prowadzone na temat jednej osoby mieszkającej. Ja zdziwiona, siedziałam w czasie, gdy moja mama uzgadniała telefonicznie szczegóły. Byłam pewna, że dopytywała się czy to dla 2 osób, bo nie było mowy od samego początku, że mam tam mieszkać sama. Zwróciłam też uwagę Z, że cena, którą uzgodniła z moją mamą, jest całkowicie normalną rynkową ceną podobnej kawalerki, a za dwukrotność tej ceny miałybyśmy świetnie urządzone mieszkanie 2 pokojowe w centrum. Z stwierdziła, że zadzwoni do mojej mamy i z nią ustali. Ja w takim razie od razu zadzwoniłam do mojej mamy aby ją uprzedzić i powiedzieć jak miałaby wyglądać opłata. Rozłączyłam się i czekałam.

Po jakimś czasie moja mama zadzwoniła z powrotem do mnie. Uzgodniła ze swoja znajomą, że to mieszkanie będzie trochę droższe i że Z przyznała się, że chciała trochę na tym zarobić, bo widziała w internecie inne ogłoszenia i były droższe. Dzieląc nową cenę na 2 osoby, już mogłybyśmy wynająć dwa oddzielne pokoje, w lepszym standardzie. Powiedziałam o tym mojej mamie, zapowiedziałam, że jak tylko podpiszemy umowę to po kilku dni ją wypowiemy, aby przez miesiąc na spokojnie coś innego znaleźć. Oczywiście jak złożyłyśmy wypowiedzenie umowy Z była zdziwiona. Pytała się czemu rezygnujemy z tak cudownej oferty. Odpowiedziałyśmy, że cena nie jest adekwatna, a za tą samą kwotę, co każda tutaj daje, miałybyśmy dwa oddzielne pokoje.

Znajoma oczywiście dała jeszcze o sobie znać przy wyprowadzce. Podczas rozliczania stanu liczników okazało się, że mamy jej oddać pieniądze za odbiór ścieków. Ja byłam zdziwiona, moja koleżanka też, bo zwykle ta opłata jest wliczana w czynsz do spółdzielni (który według umowy mieliśmy już w naszym czynszu). Jeszcze bardziej zdziwione byłyśmy gdy okazało się, że za 1,5 miesiąca mieszkania miałyśmy zapłacić ponad 400 zł. Wymiana zdań trochę trwała, ale byłyśmy zmęczone, miałyśmy dosyć tego mieszkania (piekielna właścicielka, sąsiadka jak i moja koleżanka/współlokatorka), poddałyśmy się i zapłaciłyśmy.

Właścicielka oczywiście opłatę sobie wymyśliła. Nie zgodziłyśmy się na wyższą cenę za mieszkanie, więc chciała chociaż trochę sobie odegrać na zużytych mediach. Prąd, woda i gaz wyszły mniej więcej tyle samo ile wpłacałyśmy zaliczki, więc musiała wymyślić coś nowego.

Uprzedzając komentarze, czemu ja z nią nie mogłam ustalać warunków, skoro umowa była na mnie i koleżankę. Nigdy wcześniej nie widziałam jej, nigdy z nią nie rozmawiałam. Moja mama ją znała, więc logiczne było, że lepiej jakby to ona rozmawiała z Z na tematy mieszkania, a nie 20 latka, której nigdy nie widziała na oczy.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (33)
zarchiwizowany

#86385

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Uwaga, będzie trochę obrzydliwe.

Miałam chłopaka, który nie pochodził z moich rodzinnych stron. Ja mieszkałam bardziej z okolicy małego miasteczka, na odludziu. Poznaliśmy się w mieście, w którym studiowałam. Gdy zaczynało się robić poważniej, zaproponowałam mu, aby wpadł na weekend do mojego domu rodzinnego, odpoczęlibyśmy, pozwiedzalibyśmy, poznałby moją przyjaciółkę, rodziców. Chłopak zadowolony, że myślę o nim tak poważnie, że chcę go przedstawić rodzicom, przyjechał na weekend.

Jednego wieczoru spotkaliśmy się z moją przyjaciółką i jej bratem na grillu. Wiadomo, kiełbaski, karkówka i piwo. Niestety, tak jak zwykle bywa, nie ważne ile kupiło się alkoholu, zawsze go zabraknie. Faceci poszli do sklepu po zaopatrzenie. Wrócili z kolejnymi piwami i niestety wódką. Ja nie przepadam za mocnym alkoholem, zostałam przy piwie, przyjaciółka stwierdziła, że nie chce mieszać, ale chłopaki stwierdzili, że w takim razie sami wypiją. I wypili. Pół litra wódki w niecałe 20 minut. Jakiś czas później zadzwoniła moja siostra, którą poprosiłam o przywiezienie nas do domu (żadne autobusy pomiędzy moim domem a miejscem zamieszkania przyjaciółki nie jeździły). Zapytałam się wtedy chłopaka czy czuje się dobrze, czy chce wracać, czy woli zostać na noc (jak proponowała przyjaciółka). Chłopak stwierdził, że czuje się bardzo dobrze, możemy wracać. Super, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.

Niestety, między domem przyjaciółki a moim, drogi są bardzo kręte, co nie wpływa dobrze na różnego rodzaju choroby lokomocyjne, czy na za dużą ilość spożytego alkoholu. Jak zapewnie się domyślacie, chłopak w pewnym momencie bez ostrzeżenia zaczął wymiotować. W samochodzie moich rodziców, który kupili pół roku wcześniej, prosto z salonu. Nagle siostra musiała zatrzymać się na poboczu, aby chłopak mógł dokończyć to, co zaczął. Niestety i tak większość wymiocin wylądowała na tylnych siedzeniach, plecach przednich foteli, wycieraczkach i nawet suficie (jak?). Po dojechaniu do domu, gdy chłopak poszedł spać, ja z siostrą szorowałyśmy samochód, aby przez noc nic nie zaschło, a następnego dnia pojechałam do firmy zajmującej się praniem tapicerki.

Co w tym najbardziej piekielnego? Gdy pół roku później proponowałam chłopakowi podobny wypad, stwierdził, że on do moich rodziców nie pojedzie, bo go nie lubią, a następnie zastanawiał się czemu, bo przecież nic nie zrobił.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 18 (68)
zarchiwizowany

#85948

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzisiaj dowiedziałam się, że moi rodzice nie interesowali się mną, nie nauczyli mnie czytać i źle wychowali.

Wsiadam, na jednej z pierwszych stacji, do metra w naszej cudownej stolicy. Jako, że godziny akurat po największym szczycie, w metrze jest pusto. Na peronie razem ze mną czekało może z 5 osób. Zdecydowałam się usiąść na jednym z samego przodu, które było oznaczone, że jest dla osób starszych, inwalidów i matek z dziećmi. Siedzenie to znajduje się jako 2 od drzwi, pierwsze od drzwi nie jest oznaczone, więc po prawej miałam puste miejsce, a po lewej usiadł starszy Pan, który od razu zaczął do mnie niewyraźnie mówić. Ja zdziwiona, powiedziałam, że nie rozumiem.

Pan: Jesteś inwalidą?

Ja jeszcze bardziej zdziwiona, po co się mnie o to pyta.

Ja: Nie.
Pan: To po co zajęłaś nie swoje miejsce. Tu mogą siadać tylko inwalidzi i osoby starsze!
Ja: W tym momencie w metrze jest wystarczająco dużo miejsc, aby osoby starsze i inwalidzi usiedli sobie na jakimkolwiek, gdy metro będzie pełne a ja kogoś takiego zobaczę to od razu ustąpię miejsca.
Pan: Widać, że czytać nawet nie umiesz! Tutaj mogą tylko siadać inwalidzi i starsze osoby!

Tu postanowiłam, że jednak nie mam siły kłócić się z dziadkiem, zaczęłam zajmować się komórką. Tymczasem dziadek się rozkręcał.

Pan: Rodzice nie nauczyli Cię czytać! Nie nauczyli Cię szacunku! Nie możesz tutaj siedzieć! Nie interesowali się Tobą bo inaczej byś umiała czytać!

I tak dobre kilka minut. Całe szczęście, wysiadł zanim straciłam cierpliwość. Na odchodne tylko dodał, że ma nadzieje, że będę inwalidą i ktoś mi zajmie moje miejsce.

Czyli według jego logiki, nie mam prawa siedzieć na tym miejscu w momencie gdy dookoła jest pełno pustych siedzeń, bo jeszcze przyjdzie emeryt albo inwalida i będzie musiał koniecznie usiąść na moim siedzeniu.

Co najlepsze, na przeciwko mnie, na takim samym miejscu siedziała inna młoda dziewczyna, której dziadek nie zwyzywał.

Kilka stacji dalej, gdy miejsca siedzące były już pozajmowane wsiadła kobieta z dwójką małych dzieci. Oczywiście miejsce ustąpiłam, ale dziadek juz tego nie widział

komunikacja_miejska

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (25)
zarchiwizowany

#83035

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
W czerwcu skończyłam studia. Postanowiłam od razu zacząć poszukiwania pracy w zawodzie. Wysyłałam więc CV i portfolio (wymagane przy zawodzie) do każdej z ofert, w której spełniałam warunki. Przyjęto mnie do jednej z firm, w połowie lipca zaczęłam naukę systemu pracy, a z początkiem sierpnia rozpoczęłam pracę na stanowisku.

Jakoś kilka dni temu, pod koniec sierpnia dostałam telefon. Odezwała się Pani, proponując mi rozmowę kwalifikacyjną w ich firmie. Zdziwiłam się, powiedziałam, że w przeciągu ostatniego miesiąca nie wysyłałam żadnych zgłoszeń do rekrutacji. Pani stwierdziła, że się zgadza, bo swoje CV przesłałam im na początku lipca. Gdy jej powiedziałam, że od miesiąca mam pracę, zaczęła pogadankę, że w jej firmie byłoby mi lepiej niż u konkurencji. Już sobie wyobrażam, skoro po 1,5 miesiąca dopiero odzywają się w sprawie rekrutacji, to ciekawe po jakim czasie byłaby umowa i wynagrodzenie.

Poszukiwanie pracy

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (42)
zarchiwizowany

#82527

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Przypomniało mi się a propos historii #82520. Tym razem będzie o głupich zasadach Kościoła. Jak jeszcze byłam dzieckiem, uczęszczałam do małej parafii w moim mieście. Parafia dopiero co powstała, miała jedynie małą, drewnianą kapliczkę, w której wszyscy się nie mieścili. W planach była budowa wielkiego kościoła. Na początku ksiądz proboszcz był sam. Czasami do pomocy przychodził ksiądz senior. Proboszcz rozpoczął budowę kościoła, parkingu, plebanii, dzwonnicy. W przeciągu 10 lat budowa rosła, parafia się rozwijała. Proboszcz był lubiany przez wszystkich. Jest to człowiek miły, ciepły, otwarty na wszystko i bardzo ludzki. Dzieci go uwielbiały, a on uwielbiał dzieci, ale bez żadnych dwuznacznych sytuacji. Ksiądz idealny. Budowę kościoła doprowadził do końca.

Jednak po pięciu latach odwołali go ze stanowiska proboszcza w mojej parafii. Zamiast niego przyszedł ksiądz, który z ambony w czasie kazań miesza religię z polityką. Większość osób, zdecydowała się przenieść do drugiej, sąsiedniej parafii.

Po roku okazało się, czemu odwołano księdza proboszcza. Na terenie miasta miał swoją "dziewczynę", chociaż to za słabe słowo. Miał z nią dwójkę dzieci. Żyli sobie na co dzień razem, spędzali razem święta. Aby plotka nie rozniosła się dalej, po całym mieście, postanowiono przenieść księdza do zupełnie innej parafii na drugim końcu Polski. A jego prawie żona i dzieci pojechali za nim.

ksieza

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 4 (30)
zarchiwizowany

#80873

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Obecnie szukam pracy w zawodzie. Praca bardziej kreatywna, w której potrzebuję oprócz CV mieć i portfolio. Portfolio posiadam na stronie internetowej- bo wygodniej i wszystko działa tak jak powinno. W CV mam podany link do strony internetowej. Za każdym razem informuję, że link można znaleźć w CV.

Poszukuję głównie ogłoszeń na znanym portalu przeznaczonym do szukania pracy. Portal ten, gdy pracodawca otworzy CV wysyła maila do możliwe, że przyszłego pracownika z tą informacją. Do początku listopada rozesłałam z 15 CV, wraz z zaznaczeniem w wiadomości co do miejsca linku do portfolio. Rekrutacje kończyły się z początkiem listopada. W sumie dostałam 3 maile, że pracodawca otworzył moje CV. A reszta jak mogła dowiedzieć się czy nadaję się do pracy w ich firmie? Oprócz mojego imienia i nazwiska i CV nie posiadali nic innego.

praca

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (35)