Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

takatamtala

Zamieszcza historie od: 26 czerwca 2012 - 15:59
Ostatnio: 1 sierpnia 2019 - 11:16
  • Historii na głównej: 99 z 115
  • Punktów za historie: 35552
  • Komentarzy: 501
  • Punktów za komentarze: 2601
 

#50896

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu zaczęło mi się coś dziać z oczami. Okresowo jednym okiem widziałam na czerwono a drugim na niebiesko (jak w starych okularach 3D) co powodowało bóle głowy. Na dodatek pojawiały mi się w polu widzenia czarne kropki.

Doszłam więc do wniosku, że mam jaskrę i obwieściłam rodzicom, że ślepnę - czym wywołałam zresztą lekki popłoch w rodzinie. Jako, że mówimy o moich czasach nastoletnich można mi wybaczyć podobną diagnozę, a że były to lata, kiedy nie mieliśmy jeszcze dostępu do internetu - rodzicom, wiary w tą jaskrę.

Wybraliśmy się więc w tempie ekspresowym do lekarza okulisty - po jakiejś wielkiej znajomości - żebym nie zdążyła kompletnie oślepnąć.
Lekarz po badaniu obwieścił Mamie, że jestem podręcznikowo zdrowa. Ja na to - wykazując się brakiem kultury, co z resztą zostało mi wypomniane, bo wtrącam się w rozmowę dorosłych - że nie jestem, bo to nienormalne tak widzieć.
Na to lekarz, że dwukolorowe widzenie sobie wymyśliłam, żeby zwrócić na siebie uwagę, a czarne kropki to stąd, że mam ZAJOBA. Podobno dostaje ataków nerwowych i wtedy widzę te kropki. Jak wariaci w szale, który nie widzą co czynią.

Ta głęboka diagnoza z pewnością miała coś wspólnego z moimi trampkami (czarnymi, z zamalowanymi pisakiem na czarno białymi elementami), czarnymi dżinsami i czarna koszulką przełamaną gustownie akcentem czerwonego napisu o treści nihilistycznej. Podręcznikowy ZAJOB.
Wskazaniem lekarskim było, żebym przestała być nerwowa.
Niestety moje życie jako nastolatki pełne było dramatu i niewysłowionego bólu egzystencjalnego, więc objawy nie znikały. Na szczęście Mama czuła wewnętrzny niepokój wynikający z mocnego przeświadczenia, że jak lekarz nie wie co powiedzieć, to mówi o nerwicy.

Po miesiącu picia melisy zaprowadziła mnie do innego okulisty.
Starszego pana od lat na emeryturze.
Który stwierdził, że oczy mam zupełnie zdrowe :) Jednak po obwieszczeniu tego faktu siadł naprzeciwko mnie i zamyślił się głęboko. Siedzi i się patrzy. Ja też siedzie i się na niego patrzę - w dwukolorze.
- A panienka ma taką łabędzią szyję - powiedział w końcu, ujął moją głowę w swoje wielkie dłonie i szybkim ruchem pociągnął do góry, próbując równocześnie najwyraźniej skręcić mi kark. Strzeliło tak, że aż echo poszło.
- Przeszło? - spytał się łagodnie. Kontrolnie popatrzyłam przez każde z oczu z osobna i uradowana odrzekłam:
- Przeszło!
- Panienka ma długą szyję i mało ćwiczy. Kręgi szyjne wyrodnieją i naciskają na nerw (jakiś tam), stąd takie widzenie. Trzeba zrobić takie ćwiczenia (pokazał) i uprawiać sporty, takie jak pływanie - po czym pochylił się w moim kierunku i dalej się patrzy.
- Te czarne kropki, teraz panienka widzi?
- Tak.
- Panienka ma długie rzęsy i jak panience drga powieka, to wchodzą w pole widzenia. To przez brak magnezu. Raz na tydzień tabliczkę czekolady z orzechami i przejdzie.

I przeszło :)

Lekarze prywatni.

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1442 (1516)
Centra historycznych miast mają tą piękną właściwość, że robią się w nich korki. Zwłaszcza, jeśli przez miasto przepływa rzeka i są w nim tylko dwa mosty. Te korki mają też to do siebie, że są tylko "w jedną stronę" czyli DO centrum, w drugą pas jest wolny. Wynika to też z tego, że zawsze pojawi się jakaś ciężarówka, która nie może przepchać się przez światła bo nikt jej nie chce puścić.

Stoję więc w takim korku. 10 minut w tym samym miejscu, na horyzoncie 250 m przede mną upragnione światła i most. Żar leje się z nieba a ja w granatowym aucie mam saunę za dramo. Silnik wyłączony, bo po co ma chodzić.
Ruszyło się- alleluja! Przede mną pojawiło się 2 m miejsca. Zanim zdążyłam zastartować auto 2 m miejsca zniknęło- jakiś niecierpliwy człowiek wpakował się w nie samochodem, wykonując w 90% manewr wyprzedzania. 90%, bo cały się nie zmieścił - "tyłek" mu wystawał na pas "z miasta".

Więc siedzę dalej i widzę, że gościa nosi. Na dodatek "z miasta" pojawił się jakiś szczęśliwiec który przedarł się przez światła, stanął przed nim i trąbi. Tamten nie ma się jak przestawić. Przez kolejne 5 minut, zanim coś się ruszyło zrobił się sznureczek 5ciu aut pełny wkurzonych, spoconych ludzi. Wszyscy trąbią. Ktoś wysiada z auta i ale rezygnuje z tłumaczenia i pali papierosa.
Po tym pełnym emocji okresie czasu niecierpliwy człowiek dał radę ruszyć się o metr i schował "tyłek".
Stoimy dalej.
Mucha, leżąca na grzbiecie obok mojej kierownicy ruszyła nogą, więc chyba jeszcze tak jakby żyje. Ja osobiście kontempluje bratki posadzone wzdłuż drogi, bo zieleń uspokaja.
...
Dojechaliśmy do miejsca, gdzie nasz pas dzielił się na dwa- można było skręcić w lewo na pas na inne światła. Gość dwa auta przede mną najwyraźniej tam się kierował, bo wjechał tak pół na pół, robiąc coś nieco ponad metr miejsca na naszym pasie. Niecierpliwemu człowiekowi więcej nie było trzeba- ruszył z rykiem silnika pół na pasie pół po poboczu... na których rosły bratki. Już nie rosną.

Zyskał tym bezcenne trzy metry.
25 minut później oboje przejechaliśmy przez most na tych samych światłach.
By utknąć na następnych za mostem.

Ruch uliczny.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 446 (570)
zarchiwizowany

#44353

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kolega z pracy znalazł na jednym z głupkowatych portali (mam nadzieje) sfingowany screen ogłoszenia o prace. W wielkim skrócie: "zatrudnię feministkę do noszenia węgla".

W związku z powyższym przypomniała mi się historia, która opowiedziała mi moja niepełnosprawna znajoma. Osoba z bardzo dużą nadwagą ze względu na hormony, chodząca o kulach z kolanami wygiętymi w charakterystyczne X. Osoba, która uciekła na studia z wiejskiej chaty bez centralnego ogrzewania, za to z węglową kuchnią na której gotuje się wodę.
Znajoma mieszka w akademiku cały rok na okrągło, ale na święta wypada rodzinę odwiedzić. Jako późne dziecko ma rodziców po 60-tce, ojciec alkoholik, syn kontynuujący tradycje rodzinne, a matka w zasadzie współuzależniona i z mentalnością ofiary.
Na dodatek ojciec zapalony myśliwy kupił do domu trzy zamrażarki, żeby mieć gdzie dziki trzymać, ale żonie pralki już nie kupił, bo niepotrzebna.
No i koleżanka przyjeżdża, a matka w lament jaka ona biedna i w ogóle wstyd, że nienagotowane, że w domu zimno, że rzeczy nie uprane ( ręcznie w takiej dużej metalowej miednicy) a ona siły tego węgla i drzewa tachać nie ma. A ojciec z synem kontynuują tradycje rodzinne i śpią.

No to znajoma- wzorowa córka, kobieta o kulach z trudem wchodząca po schodach, jeśli są bez barierki- dalej wiadrami ten węgiel tachać. No, jednym wiadrem. Przy akompaniamencie matki, jaka ona biedna, poczciwa i pracowita, ta znajoma.

Plusem jest to, że koleżanka zdaje sobie sprawę, że to tak nie powinno wyglądać i już na stałe zaczepiła się w większym mieście.

Skomentuj (78) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (211)
zarchiwizowany

#39819

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z okazji pewnej rodzinnej okoliczności musiałyśmy z mamą wysłać bukiet pocztą kwiatową. Wybrałyśmy co chcemy kupić, przyszło do wypisywania bileciku. Zdecydowałam się na oryginalne:
-"Od rodziny Nowaków".
Na co ekspedientka:
-Przez jakie u?
No i stoję jak ta idiotka i zastanawiam się gdzie w "Nowak" jest "u/ó".
-Przez ó z kreską- mama wykazała się lepszym refleksem- i oba "w"!

Kwiaciarnia

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (167)
zarchiwizowany

#34305

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem samotną, bezdzietną osobą koło trzydziestki- tyle tytułem wstępu.
Miałam drobny wypadek samochodowy. Ale nie na tyle, żeby autko nie było na chodzie.
Dzwonie do Ojca, który jest właścicielem auta.
Ja: Tatooo...
Tata: No słucham...
Muszę Ci coś powiedzieć... Ale mnie nie zabij...
Tata (z nadzieją w głosie): Jesteś w ciąży?

rodzina

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 260 (370)