Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#73952

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłam w piekarni drożdżówki na śniadanie. Wydawało mi się, że z rodzynkami, do czasu kiedy natrafiłam na spory odłamek szkła boleśnie wbity w język.

Telefon do piekarni, żeby zasygnalizować problem z produktem. Pan z którym rozmawiałam z rozbrajającą szczerością oznajmił mi, że rano pękł im szklany element piekarnika. Smacznego drodzy klienci!

gastronomia

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 326 (Głosów: 332)

#74118

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia nie tyle piekielna, co absurdalna.

Do końca wakacji mieszkam z kumplem w akademiku. Kiedy wprowadzaliśmy się do pokoju zauważyliśmy, że jedno z okien się nie domyka. Zgłosiliśmy to do administracji ale nikt nie zareagował. Kilka dni później zgłosiliśmy to znowu i tego samego dnia, kiedy wieczorem wróciłem z pracy, okno było zamknięte. Sukces? No nie koniecznie, bo kiedy je otworzyłem, to znowu się nie domykało. Więc znowu zgłosiłem problem. Kiedy tym razem wróciłem wieczorem do pokoju okno było naprawione.
Ale w jaki sposób?
Otóż pan konserwator okno zamknął, ale przy okazji wykręcił z niego klamkę. Poczułem się jak w filmie Barei.

akademik

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 324 (Głosów: 330)

#39622

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja może sprzed roku. Ostrzegam - mięcho latało w ilościach hurtowych.

Wybrałem się do małego marketu po większe zakupy. Towary wybrane, idę więc do kasy. Czekam więc na moment zwany "pożegnanie z forsą", kiedy zauważam że kolejka przesuwa się dość wolno. Co widzę? Przy kasie siedzi chłopaczek, uwija się jak w ukropie, ale widać, że pracuje od niedawna, bo niezbyt składnie mu to idzie. Przede mną stoi facet z żoną. Coraz bardziej się niecierpliwi i coraz głośniej zaczyna tę niecierpliwość okazywać. Im bardziej żona go ucisza, tym gość bardziej się nakręca. Przychodzi jego kolej. I się zaczyna:

[Facet z kolejki]: Co k..a kaleko? Nie umiesz tego szybciej robić? Tu ludzie czekają!
[Kasjer]: Przepraszam, dopiero się uczę.
[FZK]: A co mnie to k..a obchodzi?! Masz ruchy jak pedał! Wiesz ciotuniu jak na takich jak ty mówią w kryminale? Cwel. A wiesz co z takimi robią? (Tu opis zbiorowego gwałtu na współwięźniu).
[K]: Proszę przestać mnie obrażać, bo będę zmuszony wezwać ochronę.
[FZK]: K...a! Jeszcze frajer! Chodź ciotuniu przed ten burdel, pogadamy jak faceci. K..a, no... za...bię go, no... Ochroną będzie mnie straszył!

Faktycznie, zbliża się ochroniarz, kiedy z kolejki pod drugą kasą rozlega się głos drugiego, całkiem niepozornego faceta:

[Facet2]: Te, te, obrotniak! Weź się od...dol od małolata, co? A gdzieś ty siedział, że taki obcykany jesteś? No pytam się, na razie grzecznie: gdzie siedziałeś?
[FZK]: Pan do mnie to mówi?
[F2]: Nie, k...a, obok ciebie. Pytam się cieciu pi...ny, gdzie siedziałeś? Chcesz wyjść, to chodź, ale k...a ze mną, a do małolata hamuj. Zbieraj te manaty i chodź, będę czekał przed wejściem. Pogadamy sobie kto gdzie siedział.
[FZK] (panika w oczach): Sądząc po pana języku, to na pewno pan właśnie więzienie opuścił, ja do pana nic nie mam, ja nie chcę kłopotów.
[F2]: Kłopoty to już masz szmato.
[FZK] (do ochroniarza): Ja rezygnuję z zakupów, proszę nas wyprowadzić, nasz samochód stoi...
[F2]: Idź, idź. Ale ja cię kojarzę. Ty jesteś z X (nazwa dzielnicy), to wiesz, oglądaj się tam za siebie, bo różnie bywa.

Facet płaci za to, co kasjer zdążył skasować (grzecznie pytając o cenę) i w obstawie ochroniarza opuszcza sklep. Chłopaczek na kasie oczy jak pięciozłotówki, wtedy zauważam, że facet z drugiej kolejki rozmawia z jakąś kobietą. Jego wypowiedź:

[F2]: Proszę pani, ja nie byłem święty, kraju że tak powiem trochę zwiedziłem. I z całym szacuneczkiem do pani, ale w...wia mnie, jak chłopaczyna chce sobie uczciwie dorobić, a taki cieć fika i zgrywa wielkiego garusa. Ta... siedział. Na kiblu chyba proszę pani. Nie... ja już się w takie rzeczy nie bawię, mnie wystarczy, że tak powiem przygód. Ale kiedyś trafi na takiego, co mu tak pysk skuje, że nie będzie wiedział gdzie góra, a gdzie dół.

W uzupełnieniu dodam, że facet naprawdę nie wyglądał na gościa z "bogatą" przeszłością. Dobrze ubrany, ogolony, fryzura normalna.

Dawne miasto wojewódzkie

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3450 (Głosów: 3514)

#24343

(PW) ·
| Do ulubionych
Stoję sobie wczoraj wieczorem na przystanku, marznę i wyklinam w duchu kierowców. Ogólnie typowo... ale... zza rogu wychodzi Pan Żul. Wyrzuca pustą butelczynę do kosza, wychodzi na środek jezdni, następnie oddaje mocz, i zadowolony chce zejść ze "sceny", jednakże "ulica podstępnie atakuje" i Pan Żul leży.

Wszystko byłoby ok, jednak nie bardzo wychodzi mu podniesienie się, a właściwie nawet nie zarejestrowałam żadnych takowych prób z jego strony. Ulica jak to ulica, raczej nie służy do leżakowania i czasem jednak jeżdżą po niej auta, więc zauważając dalszy brak reakcji PŻ, razem z jakimś facetem podchodzimy do niego, bo może zasłabł, czy coś...

Facet próbuje podnieść PŻ, ale ten się gwałtownie opiera. Przekonujemy PŻ, że leżenie na ulicy to nie jest dobry pomysł i kiedy Facet mówi: "niech pan idzie z nami"... PŻ podnosi głowę i pyta: "a wódkę macie?"
My odpowiadamy, że nie, na to PŻ łaskawie podnosi głowę i odpowiada:
- To spier****.
Dalsze próby perswazji i podnoszenia spełzły na niczym, więc wróciliśmy na przystanek i obserwowaliśmy sytuację.

Po jakichś 5 minutach zrobił się spory korek, bo droga była jednokierunkowa. Ludzie w autach wk***, trąbią, itp. PŻ nadal leży.
Najmniej cierpliwości okazał pan ze srebrnej toyoty, który dojechał ostatni. Kiedy zobaczył co się dzieje, wybiegł z auta, wziął PŻ za ubranie, podniósł na wysokość swojej klatki piersiowej, postawił na poboczu i zasadził PŻ solidnego kopa, ze słowami:
- Mi tu k*** żona rodzi, a ten ***uj będzie drogę blokował!

Gratulacje dla świeżo upieczonego taty, stąd te kwiaty na tyłach toyoty. ;p

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1400 (Głosów: 1426)

#53757

(PW) ·
| Do ulubionych
Historię opowiedziała mi koleżanka, która pracuje w niewielkiej firmie produkcyjnej w niezbyt dużej miejscowości. W firmie jest ok. 10 osób, warunki dobre, szefostwo bardzo w porządku, między pracownikami zgoda. Nie ma za to szczegółowo rozdzielonych zakresów obowiązków, każdy zajmuje się tym, co właśnie jest do wykonania.

Aby dotrzeć do budynku, należy przejść dość wąskim chodnikiem od furtki, przy której stoją pojemniki na odpady.

Pewnego dnia na teren wkracza raźno młody mężczyzna. Akurat od strony pojemników wracała kobieta z pustym koszem na śmieci. Niezbyt młoda, niezbyt atrakcyjna, na ubranie założony miała fartuch ochronny. Mężczyzna przepchnął się obok niej nie mówiąc nawet "przepraszam", trzasnął jej drzwiami wejściowymi przed nosem i prawie wbiegł do budynku.
Kobieta spotkała go przed biurem.

K: - Dzień dobry, pan w jakiej sprawie?
M: - Sprzątaczce nie będę się tłumaczył.
K: - Nie jestem sprzątaczką, ale może będę mogła pomóc.
M: - Nie będziesz mogła. Chcę się widzieć z szefem, z panem Aleksandrem P.
K: - To musisz poczekać. Szef będzie za 10 minut.
M: - Od kiedy jesteśmy na "ty"?
K: - Wydawało mi się, że od przed chwili. Jeżeli pan nie życzy sobie takiego traktowania, to proszę mnie też tak nie traktować.

Kobieta wpuściła gbura do biura. Właściwie jedyne miejsce, gdzie mógł poczekać i być "na oku". Poburczał sobie coś, ale usiadł. Kobieta zajęła miejsce za biurkiem i zaczęła pakować jakieś druki, instrukcje obsługi, zszywać, układać, ogólnie robota mało rozwijająca, ale potrzebna.
Facet znów coś komentował na temat niskich kwalifikacji kobiety, że musi papiery przebierać i śmieci wynosić. W tym czasie przyjechał szef.
S: - O, zajęłaś się instrukcjami? Dużo zostało? Zaraz ci pomogę.
K: - Wszyscy zajęci, więc wzięłam. Ten pan na ciebie czeka.
S: - Dzień dobry panu, pan w jakiej sprawie?
M: - Czy moglibyśmy gdzieś w osobnym miejscu?
Szef i mężczyzna wyszli do drugiego pokoju, Po chwili szef wychodzi, woła panią "od instrukcji"
S: - Czy możesz przyjść do nas. Pan pyta o możliwość zatrudnienia.
I do faceta:
S: - To jest moja żona. Doskonały fachowiec, inżynier, firmę zna jak własną kieszeń. Proszę z nią porozmawiać o pracy dla pana.

K: - Myślę, że ten pan nie ma pojęcia o pracy i traktowaniu współpracowników. Niezależnie od kwalifikacji, dziękujemy panu.

Historia obiegła firmę w mgnieniu oka. Sam szef opowiadał ją jak przyszedł na produkcję nosić paczki.

mała firma

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2905 (Głosów: 2959)

#62504

(PW) ·
| Do ulubionych
Z pamiętnika glazurnika :) #2

Przez dość długi czas zajmowałem się układaniem glazury. Klientów miałem baaardzo dużo, zlecenia od „paru płytek na balkonie” do wykończenia „pod klucz” domów, więc na tyle zleceń trafiło się kilka czarnych owiec.

Pan „iniemamterazkasy”.

Standard: telefon, spotkanie, pomiary, umowa, robota, odbiór, zapłata. Napisałem zapłata?

Pan nie ma dziś pieniędzy, umówmy się na jutro, jutro też nie ma pieniędzy, umówmy się na „po wypłacie”. Oj, jakoś tak wyszło, że nie mam pieniążków, zapłaci, jak będę miał, telefony, spotkania, odwołane spotkania, czas leci a kasy ani widać ani słychać.

No cóż, prezentów nie będę nikomu robił... Podjechałem na budowę (bez umawiania) a tu jedna ekipa montuje wkład kominowy, druga meble w kuchni, trzecia składa szafę do zabudowy, więc chyba z kasą u pana nie jest tak krucho.

Telefon do „inwestora”, że jestem na budowie i albo za 30 minut będzie kasa , albo płytki będzie zbierał z podłogi...

Cud się stał!! Pan ma pieniądze i zaraz będzie!! Ok., czekam, poszedłem do samochodu po młotek i gadam z chłopakami od kominków.

Przyjechał samochód, wysiada z niego pan „iniemamterazkasy” i z nim trzech facetów. Okazuje się, że jednak nie ma pieniędzy, a ci trzej panowie zostali zabrani, żeby mnie wyrzucić z budowy i nauczyć, że mam grzecznie czekać na zapłatę.
Napisałem, że wziąłem z samochodu młotek? Właściwie to młot, taki do wyburzeń, waży 5 kg i ma metrową rączkę.
Robi wrażenie. Przyszli popatrzeć chłopaki od kominków, przyszli chłopaki od mebli, panowie jednak stwierdzili, że zaczekają w samochodzie.
Pan „iniemamterazkasy” wyjmuje portfel i grzecznie reguluje należność, podpisuje protokół odbioru, nawet "do widzenia" powiedział :)

epilog:
Ekipa od kominków żąda zapłaty z góry (w trakcie właściwie), ekipa od mebli już nie zgadza się na przelew...

No cóż, problemy z płatnościami trafiały się dosyć często, zwykle opóźnienie nie przekraczało paru dni, ale próba zastraszenia na szczęście trafiła mi się tylko raz.

glazurnik amator

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1183 (Głosów: 1205)

#71879

(PW) ·
| Do ulubionych
Uważam, że piekielni mają nie tylko "bawić", ale mogą też uczyć to rozpocznę tak:
Ludzie niepełnosprawni potrzebują pomocy, czasami wystarczy pomoc przy wsiadaniu np. do autobusu. Jeśli chcesz pomóc, najpierw spytaj jak możesz pomóc, bo dobre chęci to nie wszystko, czasami nieumiejętna pomoc bywa gorsza niż jej brak.

Wiele autobusów jest autobusami niskopodłogowymi z rampą ułatwiającą wjazd wózkiem. Szczecin, przystanek gdzie wsiadłem to końcowy przy piekarni. Przy koszarach, na przystanku, czeka pani z niepełnosprawnym na wózku. Kierowca ostrożnie i bardzo precyzyjnie podjechał jak najbliżej krawężnika, a autobus dodatkowo przechylił, by krawędź drzwi była na wysokości krawężnika (pneumatyczne zawieszenie Solarisów na to pozwala). I tu rozpoczyna się scena, której nie rozumiem do tej pory.

Pani z wózkiem podjeżdża do drzwi i nie wsiada, tylko naciska przycisk sygnalizujący wsiadanie osoby niepełnosprawnej. Podszedłem z pytaniem, czy mogę pomóc, ale nie, pani chce koniecznie, by kierowca wysiadł i rozłożył rampę. Nieco zdziwiony, podłoga autobusu na wysokości chodnika z przerwą maksymalnie 3-4 cm, jeszcze raz sugeruję, że pomogę wjechać do autobusu. Nie, kierowca ma koniecznie otworzyć rampę. Rampa w tym autobusie to nic innego jak kawał blachy, który ma zawias na krawędzi drzwi i trzeba ją podnieść w autobusie, a następnie położyć na chodniku. Kierowca podszedł, odchylił rampę, ale okazało się, że autobus jest odrobinę niżej niż chodnik. Rampa więc zamiast leżeć na chodniku, sterczy do góry. Kierowca wsiadł , podniósł autobus i zadowolona pani wepchnęła wózek. By nieco zaoszczędzić czasu, nie czekając na kierowcę sam złożyłem rampę. Przez kolejny przystanek nasłuchałem się monologu o leniwym kierowcy, który wysługuje się pasażerami. Dwa przystanki dalej (przy Wernyhory) cyrk się powtarza, tyle że przy wysiadaniu.

Ja wiem, że osoby opiekujące się niepełnosprawnym są czasami po ludzku zmęczone, nie zawsze człowiek wstanie prawą nogą, ale dalej się zastanawiam, co ona chciała osiągnąć. Udało jej się niewątpliwie zirytować kilkunastu pasażerów, kierowca nie dał znać po sobie, ale też pewnie z kawy mógł zrezygnować. Po co? Nie wiem.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 428 (Głosów: 436)

#72094

(PW) ·
| Do ulubionych
"Gnojek" kontra "Uczciwy" - czyli jak zrobić z siebie idiotę.

Jestem młodym chłopakiem tworzącym logotypy, strony internetowe itd. z zainteresowania. Tworzyłem dla osób prywatnych, dla firm.. Klientów miałem sporo i różnych z nimi ciekawych, lecz nie zawsze śmiesznych sytuacji też, jednak mój ostatni (definitywnie ostatni) przebił samego siebie.

Napisał do mnie o stworzenie zestawu grafik dla fanpage na facebooku (tło + obrazek profilowy). Niezbyt skomplikowana praca, przygotowanie zajęło mi ok. dwie godziny. Wszystko ładnie, pięknie - przygotowałem trzy warianty i podesłałem klientowi na maila. A że głupi nie jestem, to nałożyłem na obrazek kilka znaków wodnych czyli moje logo i napis DEMO. Czekam na odpowiedź..

Po trzech godzinach jest - odpowiedź w osobnym mailu i z innego adresu o treści mniej więcej takiej:

- ty k**** gnojku co ty sobie ch*** wyobrazasz ze mnie w taki sposob wyj***sz ku*** jakies napisy sobie na obrazek dasz i co jak ja to mam usunac teraz poku*****cu zaj****y zadnej kasy juz nie zobaczysz ch*** nara

Na maila nie odpisałem.. W zasadzie nawet dobrze zrobiłem, bo po kolejnych dwóch godzinach dostałem odpowiedź... Gdyby ktoś koło mnie postawił decybelomierz - z mojego śmiechu skalę by krótko mówiąc wy... no.

- ej dobra nie moge tego usunac w paincie ani tym jakims gimpie to zrubmy tak ja dzisiaj zrobie ci przelew i wysle potwierdzenie a ty mi te obrazki wyslesz bez tych napisow ok? (błąd ortograficzny faktycznie wystąpił)

Odpisałem, że w porządku - ale proszę potwierdzenie wysłać bezpośrednio z banku na mój e-mail, (wtedy pewność jest w zasadzie na 99%, że przelew się ,,odbył") a jak zobaczę potwierdzenie - to grafikę mogę wysłać. I czekam...

Widać, że facet ciągle przy kompie siedzi, to odpisał znowu po trzech godzinach (skubaniec ma wyczucie czasu). Żadnego tekstu, jedynie potwierdzenie przelewu. Wysłane ze swojego maila. W formacie .png - czyli zwykłego obrazka. Myślał, że zrobi idiotę ze mnie - a stało się odwrotnie.

Odpisałem, że proszę wysłać mi potwierdzenie bezpośrednio z banku, tak jak prosiłem w poprzednim mailu - inaczej grafikę wyślę jak zobaczę pieniądze na koncie. Dostałem odpowiedź:

- sluchaj przeciez wyslalem ci potwierdzenie znowu mnie chcesz w ch**a na kase zrobic jak poprzednio kase wyslalem potwierdzenie dostales czego chcesz kasa powinna jutro byc jak nie jutro to pojutrze (według potwierdzenia przelew poszedł w środę 16.03.2016. )

Odpisałem, że w takim razie czekam na pieniądze - jak ich nie dostanę to grafiki pan też nie dostanie. Proste.

No i tak sobie czekam do dziś, 26.03.2016. Gość pewnie już nie czeka, bo nie odpowiada na moje maile, telefon wyłączony... Jakoś bardzo mi nie zależy, bo kasa niewielka, przekraczała lekko 200 złotych.

Następnym razem podpiszę umowę...

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 320 (Głosów: 326)

#25985

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótka historyjka o rodzince, dokładnie o tej części rodziny, z którą nie utrzymuje i nie mam zamiaru utrzymywać jakiegokolwiek kontaktu, zresztą oni ze mną też, krótko mówiąc, nienawidzimy się. ;)

Pewnego dnia wygrałem w totolotka. Dnia następnego jak co sobotę, przyjechała babcia, oczywiście pierwsze co to powiedziałem, że wygrałem w lotto. Babcia zachwycona i pyta co sobie najpierw kupię, odpowiedziałem że samochód i w sumie tyle, babcia nigdy się nie interesowała tym, czy ktoś w rodzinie ma dużo kasy czy mało, wizyta minęła jak zwykle, herbatka, itp.

Niedziela, środek nocy, ok. 11 ktoś wali do drzwi, ja ledwo żywy (wiadomo, wygraną trzeba było godnie przywitać), patrzę przez oczko i widzę rodzinkę w składzie - ciotka, wujek i 2 kuzynki. Ja lekki szok, bo to ostatni ludzie, których bym się spodziewał przed moimi drzwiami, no ale ok, wpuściłem, kawy zrobiłem i dopiero do mnie dotarło, skąd oni się tutaj wzięli. ;) Wizyta trwała niecałe 15 minut. Rozmowa przebiegła tak [Ja] [W]uj, [C]iotka,[K1]uzynka1 i [K2]uzynka2.

[W] No Skuty, a ty już jakiś samochód masz? Bo babcia mówiła, że prawo jazdy zrobiłeś.
[Ja] No, właśnie mam zamiar na dniach coś kupić.
[K1] Mamo, kupisz mi te buty i tą kurteczkę?
[C] Nie mamy pieniążków teraz.
[K2] Mamo, ale jak jej kupisz to mi też musisz.
[W] Dużo wydatków mamy, cicho bądźcie.
[W] A jakie masz zamiar kupić? Coś sportowego?
[Ja] A nie, widziałem ofertę fajnego forda mondeo z 2001.
[W] ??
[K1] ?
[K2 ??
[C] ???
[Ja] Albo jeszcze czerwoną corsę z 2003.
[W] Tyle pieniędzy masz, a takie starocie chcesz kupować?
[Ja] Jakie tyle pieniędzy?
[W] Babcia mówiła, żeś w lotto wygrał!
[Ja] No wygrałem, 3520,24zł, piątkę miałem.
[W] Kur**, to po co my tu przyjechali? Halina idziemy!

No i poszli, do dziś cała rodzina ma ubaw, jak to Skuty załatwił Andrzeja. ;D

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1813 (Głosów: 1847)

#71943

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak mi się luźno przypomniało po historii Zuzanki (http://piekielni.pl/71937):

Sprzedawałem kiedyś mieszkanie. Dałem ogłoszenie w necie, ale i rozkleiłem kartki po okolicznych blokach i klatkach. Pierwsze telefony tego samego dnia to oczywiście agencje nieruchomości. Z dziką rozkoszą podejmą się pośrednictwa, reprezentacji, dystrybucji, produkcji i masturbacji, bylebym tylko umowę podpisał.

OK. Ale jakie warunki współpracy? Wyłączność, rozumiem, zero innych agencji, nie wolno łapać dwóch srok za ogon. Ale punkt drugi rozłożył mnie na łopatki.

Otóż zapytałem z głupia frant jak anulować umowę, jeżeli oni nikogo nie znajdą, a zgłosi się ktoś zdecydowany z ogłoszeń, które rozlepiłem w okolicy. Usłyszałem że po pierwsze to jak sprzedam mieszkanie to mam w zębach przynieść akt notarialny, aby mogli... uwaga... naliczyć KARĘ w wysokości 10% ceny. A dane kupca z aktu potrzebują żeby poinformować go, że miałem z nimi umowę i wisi im 2% prowizji. Ch..j z tym, że biedak nic nie wiedział i nic nie podpisywał. Mogłem uprzedzić. Jak się będzie stawiał, to te dodatkowe 2% ściągną ze mnie.

Najpierw skisłem, potem śmiechłem, a w efekcie rzucałem słuchawką gdy tylko słyszałem "Dzińdybry, Henio Naciągacz przy telefonie, dzwonię z agencji...".

Mieszkanie sprzedałem po dwóch dniach sąsiadowi z czterech pięter nade mną i to bez żadnych targów. Potrzebował go dla ojca, który z racji wieku wymagał regularnej opieki, więc lokal w tej samej klatce spadał mu z nieba.

agencja nieruchomości

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 426 (Głosów: 434)