Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#70580

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzień przed Wigilią wybrałam się do oddziału Poczty w mojej dzielnicy. Strasznie nie lubię tego miejsca, bo mają wieczny burdel, jednej paczki potrafią pół godziny szukać, a na cztery okienka zwykle dwa mają przerwę. Jednak tym razem jestem zmuszona pochwalić zimną krew jednej z pań, której trafił się piekielny klient. I to nie byle jaki ;)

Otóż pan przyszedł wysłać list. Do byłego prezydenta, na cito, bo musi dojść przed świętami! Podaje w okienku kopertę, a tam nie ma adresu. No zdarza się, można zapomnieć, pani grzecznie zwraca uwagę, że oprócz nazwy miasta trzeba napisać także ulicę i numer domu. Na to pan, że on nie zna i niech pani dopisze. Okazuje się, że o dziwo pani też nie zna. Ale jak to! Taka ważna osoba i pani nie zna?! Kto tu pracuje?! Przecież każdy powinien znać (sic!). Nie, pani jednak nie zna... No ale przecież ma pani komputer, to pani sprawdzi sobie... I tak z 10 minut.

Stanęło na tym, że zła pani w okienku, która siedzi tam w celu utrudniania ludziom życia, nie przyjmie listu bez adresu.

Pan powściekał się jeszcze chwilę i już wydawałoby się, że odpuści, ale nie. To on w takim razie chce zrobić przelew do prezydenta! Nie, nie zna jego numeru konta, ale przecież pani powinna znać!

Ciągu dalszego niestety nie znam, bo trochę mi się spieszyło ;)

Poczta

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 363 (369)

#78282

(PW) ·
| Do ulubionych
Po studiach szukałem pracy, dorywczo załapałem się do biura to tu to tam, żeby tylko było co do CV wpisać - nie tylko bezpłatne albo śmiesznie płatne staże.

W czasie jednej z rozmów kwalifikacyjnych, Pani uprzejmie poinformowała mnie na czym będzie moja praca polegała - otóż call center, przyjmowanie zgłoszeń o szkodzie, rozwiązywanie problemów etc. W porządku, jakie warunki? Na start muszę wyrobić ich normę (w praktyce niepełny etat), każda rozmowa nie jest oceniana pod względem mojej kompetentnej bądź nie pomocy tylko czasu trwania rozmowy z klientem, grafik będę dostawać w określonych dniach - praca skierowana głównie do studentów, no ale ostatecznie mnie też mogą przyjąć, każde spóźnienie (liczone powyżej 5min)/nieobecność/katastrofa rodzinna, to nie jest powód żeby nie być punktualnie w pracy, a za takie przewinienia trzeba odpokutować - 100zł za każde spóźnienie/nieobecność etc, chyba że będę miał zaświadczenie ze szpitala - bo od zwykłego lekarza to oni nie przyjmą, od policji czy innych służb też nie.

A jaka była oszałamiająca wypłata za tak cudowne warunki w wielkim gmaszysku? Oszałamiające 800 czy 900zł. Jak sobie przemyślałem wszystkie za i przeciw to wyszło, że niewiele trzeba żebym to ja im musiał płacić za swoją pracę. Pani była zaskoczona kiedy odmówiłem.

praca call_center

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 239 (243)

#70931

(PW) ·
| Do ulubionych
Z okazji Bożego Narodzenia postanowiłam kupić siostrze grę PC. Znalazłam świetną ofertę na empik.com - pakiet trzech rozszerzeń w cenie dwóch. Zachęcona dobrą ceną, 17 grudnia zakupiłam CD-key.

24 grudnia siostra postanowiła przetestować nowy zakup. Kod wpisany poprawnie, lecz wyskakuje informacja, że został już użyty. No cóż zdarza się. Napisałam do Centrum Wsparcia Klienta reklamację.

4 dni później otrzymałam nowy CD-key. Powtórka z sytuacji - kod został wcześniej użyty.

Próba nr 3 - dostałam odpowiedź, że sprawa przekazana dalej, trzeba czekać. Po ok. 10 dniach wysłałam maila do CWK, czy coś wiadomo w mojej sprawie. Tego samego dnia otrzymałam kolejny CD-key. Uwaga... również nie działał. 3 próby i 3 nieudane.

Od razu zadzwoniłam do CWK. Konsultant zapytał, czy chcę nowy kod czy zwrot pieniędzy. Poprosiłam o zwrot. "Nie ma sprawy. 3-4 dni robocze". Tydzień minął, ani widu, ani słychu. Zadzwoniłam jeszcze raz - konsultant przeprosił i zapewnił, że do 3 dni otrzymam maila z potrzebnymi informacjami. Po 4 dniach maila niet. W międzyczasie zdążyłam już kupić nowy produkt w innym sklepie. Po 5 dniach otrzymałam maila z... nowym CD-keyem. Wkurzyłam się, nie powiem. Napisałam kolejnego maila, że nie taka była umowa i ŻĄDAM natychmiastowego zwrotu pieniędzy. Następnego dnia otrzymałam odpowiedź, że moja sprawa zostanie rozwiązana jak najszybciej. Wczoraj minął kolejny tydzień. Jeżeli do poniedziałku sytuacja się nie wyjaśni, chyba zgłoszę się do Rzecznika Praw Konsumenta.

PS. Tak, próbowałam sprawę załatwić w oddziale Empiku. "Nie jesteśmy odpowiedzialni za sklep online".

Empik

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 358 (364)

#28554

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel pojechał z teściem do sklepu ponoć nie dla idiotów w celu zakupu nowego telewizora. Teściu z gatunku tych, co to przełączanie kanałów pilotem traktują jako intensywny wysiłek fizyczny - więc telewizor miał być na wypasie.

Wybrali model za ładnych kilka tysięcy. Sprzedawca pyta, czy będą chcieli odebrać na sklepie czy na magazynie - kumpel, jako że w wielu miejscach pracował i wie, jak czasem sprzętem na magazynie się rzuca (szczególnie, jeśli klient już zapłacił), poprosił o odbiór na sklepie.

Teściu chciał brać telewizor i jechać do kasy. Kumpel natomiast poprosił o sprawdzenie tego konkretnego egzemplarza.
[S]przedawca: To jest nowy telewizor, co pan tu chce sprawdzać?
[K]umpel: Chciałbym sprawdzić, czy wszystko działa.
[S]: Ale on jest zapakowany fabrycznie...
[K]: To pan odpakuje.
[S]: Ale ja nie mogę...
[K]: To my idziemy do konkurencji.

Sprzedawca z wielką łaską odpakował pudło, wyciągnął TV... Po czym oczom zebranych ukazał się wielki, 50-calowy ekran. Pęknięty na pół.

Oczywiście gdyby wyszli z tym telewizorem ze sklepu o reklamacji nie byłoby mowy - uszkodzenie mechaniczne, "w samochodzie pan puknął" i te sprawy.

Kupując jakikolwiek sprzęt zawsze sprawdzajcie konkretny egzemplarz.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1432 (1456)

#76820

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam z pracy, wchodzę na piętro i widzę sąsiadkę z dołu, próbującą się dobić do mnie. Pytam się, co się dzieje, na co Ona, że zalewam jej mieszkanie.

Mało brakowało, a bym wyważył drzwi do siebie. Na wejściu powitał mnie brodzik, ale lepszy widok stanowił miniaturowy prysznic z sufitu.

W podskokach lecimy piętro wyżej. I co się okazuje:
Sąsiad wpadł na genialny pomysł zrobienia remontu, rozwalił rurę z wodą, zadzwonił po wodociągi i wrócił do oglądania telewizji. I tak woda sobie wesoło kapała kij wie ile czasu.

Jego reakcja, kiedy ubezpieczyciel robił wykaz strat:
- Oj tam, to tylko trochę wody, po co to larmo?

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 357 (363)

#72825

(PW) ·
| Do ulubionych
Jeszcze z czasów studenckich.
Jak wiadomo, student zawsze chętnie dorobi jak może, ja również.

Tak załapałam się na jednorazową fuchę w sklepie z zabawkami w centrum handlowym. Była to nocna inwentaryzacja. Mniej więcej o czasie wyszła do nas kobieta poinstruować zielonych co i jak. Wpuściła do środka i ustawiliśmy się do kolejek do kartonów (oznaczonych rozmiarem) po koszulki. Był to jeden z wymogów- pracować w firmowej koszulce z ich logo.

Odebrałam swój przydział. Koszulka miała brudne ślady jakby ktoś kurze nią wycierał a po nozdrzach walnął smród potu. Zawróciłam kopyta w stronę osoby, która wydała mi koszulkę.

J- Ja
C- Chamidło

J- Przepraszam,proszę wymienić mi koszulkę na czystą.
C- Nie ma wymian. Bierz co dostałaś.
J- Nie założę cuchnącej przepoconej po kimś brudnej odzieży. Nie oczekuję nowej koszulki, ale czystej, wypranej ze względu na higienę.
C- Jak się nie podoba to wypie***laj! [zwróciwszy się do kompanki Chamidła, która podobny poziom reprezentowała:] Piesek francuski się znalazł, hahaha!

Cóż. Rzuciłam cuchnącą koszulką w pysk Chamidła i wyszłam.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 475 (483)

#78800

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję na parkingu galerii handlowej:

Telefon z kasy:
Klientka: Dzień dobry, ja wsadziłam bilet i mi pokazało 5 zł a jak wsadziłam drugi raz to pokazało już 9 zł.
Ja: Najwidoczniej przekroczyła Pani już 4 godziny parkowania i stąd ta opłata.
K: Ale jak wsadziłam bilet najpierw to pokazało 5 zł i ja chcę tyle zapłacić!
J: To proszę zapłacić te 9 zł które zostało naliczone.
K: Ale mi pokazało najpierw, że 5 zł!
(Jej chłopak/mąż/kolega który z nią był jej mówi, że sama jest sobie winna)
K: Ja jako klientka mam prawo się rozmyślić i zapłacić później!
J: Czyli idąc Pani tokiem rozumowania: Mogła Pani podejść do kasy od razu po wjeździe, pokazałoby Pani 0 zł do opłaty i tyle by Pani chciała zapłacić?
K: Proszę coś z tym zrobić, bo już się robi kolejka.
J: To proszę zapłacić za parking, by tej kolejki nie blokować.
K: Ja nie będę z Panem dyskutować! Ja chcę zapłacić 5 zł.
J: Jeśli nie chcę Pani ze mną dyskutować, to proszę zapłacić za parking i nie blokować kolejki, która jak sama Pani zauważyła, już się stworzyła.
K: Gdzie mogę złożyć reklamację?
J: Za chwilę podam Pani numer do centrali naszej firmy. Ma Pani jak zapisać?
K: Niech to Pana nie interesuje!
(Jej partner ją uspokaja)
J: Mogę już dyktować?
K: Jak będę mogła pisać to Panu powiem! Już!
J: (podaję numer) O ile dobrze pamiętam, centrala jest czynna od 9 rano.
K: Pana numer służbowy.
J: Nie posiadam takiego... (jest to prawda, nie mam numeru służbowego).
K: (śmiech) PANA NUMER SŁUŻBOWY!
J: Nie posiadam takiego numeru. Mogę...
K: Niech Pan nie będzie bezczelny. Ja sobie Pana zidentyfikuję! Ostatni raz pytam o numer służbowy.

Tu następuję kilkukrotne powtórzenie Klientce, że nie mam takiego numeru i mogę podać nazwisko - "MNIE NIE INTERESUJE JAK PAN SIĘ NAZYWA!"

J: Czy w czymś jeszcze mogę pomóc?
K: Już niech się Pan nie odzywa dla własnego dobra.

(Jej partner mówi jej, że sama jest sobie winna, a "drze ryja na mnie").

Z niecierpliwością czekam na skargę na mnie, bo nie mam numeru służbowego.

Parking Galeria Handlowa 3Miasto

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 237 (241)

#75867

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieliśmy dziś zebranie w pracy. Kierowniczka przekazała nam wieści od przełożonych, a zarazem pretensje, że w naszym sklepie jest za mało świąteczna atmosfera i powinniśmy wystawić więcej choinek i świątecznych akcesoriów, choć są już one WSZĘDZIE. Pracuję w Tesco. A zatem jeśli Was irytuje świąteczna atmosfera marketów w listopadzie, bardzo przepraszamy ;-)

supermarket święta

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 355 (361)

#73740

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel, którego problemy z zatrudnieniem kiedyś opisałem, podrzucił mi nową historyjkę.

Wstęp będzie przydługi, ale jak ktoś nie lubi wstępów, to zapraszam do ostatniego akapitu.

Kolega, powiedzmy Grzegorz jest programistą. Nie informatykiem, żeby nie było niejasności.

Pracuje w firmie, która produkuje obrabiarki sterowane numerycznie. Czyli takie maszyny, gdzie pan lub pani projektantka na komputerze sobie wymyśli i zaprojektuje element, wysyła do obrabiarki i ta w pocie, i trudzie oraz oparach chłodziwa z zapałem wycina z bloku materiału zaprojektowany element. Maszyny te są z reguły duże. I ciężkie. I na plecach ich się nie przenosi.

Do projektowania takich zabawek jest specjalistyczne oprogramowanie, Grzegorz pisze tak jakby sterowniki do tych urządzeń, tak jak są sterowniki do drukarek. Tak mi to tłumaczył, takie coś jakby magia, tylko na bazie matematyki, no i ma działać.

Grzegorz jest też takim przykładem stereotypowego komputerowca, niziutki, chudziutki, w okularkach, jego hobby to programowanie mikrokontrolerów, na śniadanie zjada garść procesorów z mlekiem. Jak jest na urlopie, to pracuje tylko do 15 :) Ma zarejestrowaną działalność gospodarczą, jest więc właściwie podwykonawcą dla firmy. W sumie nie tylko dla tej jednej, dlatego taki układ mu bardzo odpowiada.

W styczniu ku zaskoczeniu i niedowierzaniu wszystkich pracowników Grześ poprosił o urlop i to cały tydzień! W czerwcu! Szok! Kierownik urlop przyznał, zaznaczył na czerwono w kalendarzu i o sprawie zapomniano.

Po jakimś czasie w firmie pojawił się nowy pracownik, na stanowisku typu "Dyrektor d/s optymalizacji procesów produkcyjnych i koordynacji zamówień do bufetu". Został zatrudniony poza procesem rekrutacyjnym, nic nie umiał, brał sporą pensję, więc został sklasyfikowany jako ucho i oko prezesa. Jego głównym zajęciem było łażenie i przeszkadzanie wszystkim, od ciecia na bramie przez produkcję, księgowość, kierownictwo, aż po sprzątaczki. Dla każdego miał mnóstwo czasu i dobrych rad typu: "Jakbyś szybciej stukał w te klawisze, to byś szybciej pisał"... no taki upierdliwiec do szóstej potęgi. Powiedzmy Janusz.
Przepraszam - Pan Dyrektor Janusz.

Traf chciał, że firma wynajęła stoisko na targach w Poznaniu w weekend, w którym rozpoczynał się urlop Grześka. Cały tydzień przed targami w firmie zamieszanie, to jedzie, to nie jedzie, banery, rowery, hostessy, ulotki, oświetlenie, nagłośnienie, cuda wianki, wszystko na cito.

Janusz biega jak kot z pęcherzem, przeszkadza wszystkim, we wszystko się wtrąca, wszędzie go pełno, przeszkadza wszystkim jak tylko się da. Czyli jest w swoim żywiole.

Janusz w pewnym momencie zorientował się Grzegorz ma urlop. Wzięty pół roku wcześniej, zaznaczony w firmowym grafiku, kalendarzu i zaakceptowany przez jego kierownika. Ale Janusz wymyślił, Grzegorz na targach być musi. W piątek o 15 ogłosił mu dobrą nowinę, że anulował jego urlop i jutro jadą do Poznania. Stoisko trzeba szykować, maszyny ustawiać, lampy wieszać, banery rozwijać, promować, agitować, namawiać, objaśniać, pozyskiwać, targety robić, klientów ściągać! Nie ma, że urlop! Nieważne, że maszyny po 5 ton, nieważne, że Grzegorz jest tam niepotrzebny! Jedziem, jedziem! Jeżeli Grzegorz nie pojawi się w sobotę o 7 rano punkt, zostanie to potraktowane jako porzucenie pracy, dyscyplinarnym zwolnieniem, wpisaniem do akt i tylko szubienicy na rynku brakowało.
Traf chciał, że Grześ z kierownikiem nie miał kontaktu, więc godzina 16 (punkt) zabrał swoje zabawki, laptopa (swojego), pożegnał się z kolegami, Januszowi powiedział, żeby na niego nie czekał, że zwolnić go nie może, więc widzimy się po urlopie, cześć.

I wyszedł. I w sobotę nie przyszedł. To znaczy przyszedł, tylko nie na 7 tylko na 17, nie na targi tylko do kościoła i nie ulotki rozdawać, tylko ślub wziąć. A na weselu też byłem i tę historię usłyszałem, i dla piekielnych zapisałem.

A stary kawaler Janusz doskonale wiedział po co Grześkowi urlop, wszyscy w pracy dostali zaproszenia. Ale to przecież taki doskonały sposób, żeby kogoś zdenerwować i podleczyć swoje kompleksy.
A prezes dopiero po akcji "zwolnijmy głównego programistę" trochę się ogarnął, Janusz dostał biurko, komputer z internetem i już więcej szkód nie robił.

firma rodzinna a z rodziną wiadomo najlepiej na zdjęciu

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 472 (480)

#71971

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak mi się przypomniało, bez związku z czymkolwiek.

Sytuacja w pewnym urzędzie - sprawa, z którą przyszłam, wymagała wypełnienia miliona papierków z absurdalnymi rubryczkami, prawie że typu: nazwisko panieńskie prababki ze strony ojca oraz uwzględnienia co najmniej 3/4 mojego życiorysu. Dużo rubryczek wymagało wpisania w nie tych samych informacji, co np. stronę wcześniej, no ogólnie typowy urzędniczy świstek służący tylko i wyłącznie "zmaltretowaniu" petenta.

Siedzę, wypełniam, trybiki w mózgu pracują mi na najwyższych obrotach, w pewnym momencie chyba się przegrzały, bo za cholerę nie rozumiem, co ja mam wpisać w następną rubryczkę, tak to głupio sformułowane było. Co prawda nauczona doświadczeniem wiem, że urzędnik nie jest od tego, żeby petentowi pomagać, ale w akcie desperacji pytam błagalnie:

- Przepraszam pana bardzo, bo ja nie rozumiem, co tutaj trzeba wpisać???

Pan urzędnik podniósł wzrok nad jakiś swoich bardzo ważnych dokumentów, zerknął na ten fragment papierka, z którym miałam problem, po czym z doskonałą obojętnością w głosie odpowiedział:

- A, tutaj... Niech pani wpisze, co pani chce, tego i tak nikt nie czyta.

Tak, wiem - gdyby mi ktoś coś takiego opowiedział, też bym uznała że to dowcip.

urząd

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 353 (359)