Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#72206

(PW) ·
| Do ulubionych
Różne ciekawe propozycje zleceń dostałam, jednak to "zadanie rekrutacyjne" wszystko pobiło.

Agencja kreatywna proponuje współpracę. Zadanie rekrutacyjne: re-design ich własnej strony internetowej, łącznie z dziesięć podstron, rzecz jasna, wszystko ma być kreatywne i niesztampowe. Aha - w dwóch językach.

Oczywiście, nie zamierzają za to płacić, ale jeśli im się spodoba, mogę podobno liczyć na stałe zlecenia. Stawek, rzecz jasna, nie podali, zbyt zajęci drobiazgowymi wyliczeniami, co ma być na tej ich stronie.

Tego samego maila dostało jakieś 20 osób. Świetny sposób na przebieranie w projektach bez konieczności płacenia.

uslugi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 369 (375)

#79254

(PW) ·
| Do ulubionych
Temat tej historii jest dosyć wstydliwy, dlatego ostrzeżenie: Jeżeli coś jecie lub po prostu brzydzą was historie o tematyce fizjologicznej dziewcząt i kobiet, proszę, przewińcie dalej. Jeśli tak nie jest, to cóż, miłej lektury.

Mam 15 lat. Moje kłopoty zaczęły się, gdy miałam trochę ponad 14 i lewy jajnik zaczął mnie coraz częściej pobolewać. Poskarżyłam się o tym mamie, jednocześnie prosząc o zabranie do lekarza, ale gdy usłyszałam, że takie kłopoty są normalne w tym wieku (tym bardziej, że 9 miesięcy wcześniej pierwszy raz "zakwitłam") i mam je przeczekać, w swojej naiwności uwierzyłam jej i zaczęłam je ignorować.

Bóle jednak nie mijały - wręcz przeciwnie, nasilały się z każdym dniem. Powiedziałam o tym mamie, na co usłyszałam, że mam czekać dalej, bo ona i tak nie ma czasu, by zabrać mnie do lekarza. Wkrótce, mój brzuch zaczął się nieco powiększać i ciężej mi było wytrzymać, gdy musiałam iść do toalety. Wyjaśnienie mamy: Za dużo żresz chipsów i napojów gazowanych. Przestanie się opychać, to będzie lepiej. Musiała mieć bardzo dziwne poczucie poprawy, bo dwa dni później, zasłabłam i zsikałam się w szkole. Po prostu ból był tak silny, że nie wytrzymałam i "odpłynęłam" na przerwie przed ważnym sprawdzianem z matematyki. Koleżanki zaprowadziły, czy raczej zaniosły mnie do pielęgniarki, która kazała mi jak najszybciej pójść do lekarza. Napisała nawet oświadczenie o konieczności wizyty do mojej matki.

Gdy matka dostała ten list, łaskawie zgodziła się pójść ze mną do ginekologa... Za dwa miesiące, jak skończy ważny projekt w pracy, ponieważ nie chce się stresować. Na nic zdały się moje błagania i płacz. Mam czekać i już, bo jakby ona nie chciała, to by mnie mogła w ogóle nie brać, ponieważ pewnie i tak tamtego dnia symulowałam. Minęły dwa miesiące. Takich omdleń było w tym czasie jeszcze trzy, sprintów do toalety nie liczyłam. Gdy wychowawczyni pytała matkę, czy poszłam na wizytę, ona ją okłamała, twierdząc, że poszłam i nic mi nie było.

W końcu, po czterech(!) miesiącach, gdy okres przyszedł 10 dni wcześniej, niż według obliczeń (wcześniej, były to przesunięcia o 4-5 dni, albo krwawienie w ogóle nie następowało), przez co zaplamiłam całe łóżko. Matka, po dwugodzinnej awanturze, zwyzywaniu mnie od brudnych zwierząt i zmuszeniu, mimo przeraźliwego bólu w lewym boku i gorączki, do wyprania pościeli z CAŁEGO domu, umówiła mnie do lekarza.

Tydzień później, ginekolog odkrył poważne zmiany już nie na lewym, lecz na obu jajnikach, więc zlecił USG. Na badaniach widać było narośle tak wielkie, że w ogóle nie widać było moich narządów rodnych. Zalecił dalsze badania, a dzisiaj przyszły wyniki: Nowotwór jajnika drugiego stopnia z przerzutami do macicy.

Dziękuję, "Mamo".

matka zaniedbanie dziecko lenistwo

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 245 (249)

#70580

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzień przed Wigilią wybrałam się do oddziału Poczty w mojej dzielnicy. Strasznie nie lubię tego miejsca, bo mają wieczny burdel, jednej paczki potrafią pół godziny szukać, a na cztery okienka zwykle dwa mają przerwę. Jednak tym razem jestem zmuszona pochwalić zimną krew jednej z pań, której trafił się piekielny klient. I to nie byle jaki ;)

Otóż pan przyszedł wysłać list. Do byłego prezydenta, na cito, bo musi dojść przed świętami! Podaje w okienku kopertę, a tam nie ma adresu. No zdarza się, można zapomnieć, pani grzecznie zwraca uwagę, że oprócz nazwy miasta trzeba napisać także ulicę i numer domu. Na to pan, że on nie zna i niech pani dopisze. Okazuje się, że o dziwo pani też nie zna. Ale jak to! Taka ważna osoba i pani nie zna?! Kto tu pracuje?! Przecież każdy powinien znać (sic!). Nie, pani jednak nie zna... No ale przecież ma pani komputer, to pani sprawdzi sobie... I tak z 10 minut.

Stanęło na tym, że zła pani w okienku, która siedzi tam w celu utrudniania ludziom życia, nie przyjmie listu bez adresu.

Pan powściekał się jeszcze chwilę i już wydawałoby się, że odpuści, ale nie. To on w takim razie chce zrobić przelew do prezydenta! Nie, nie zna jego numeru konta, ale przecież pani powinna znać!

Ciągu dalszego niestety nie znam, bo trochę mi się spieszyło ;)

Poczta

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 366 (372)

#71730

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj załatwiałam coś na mieście, w dzielnicy mało mi znanej. Postanowiłam wstąpić jeszcze gdzieś na kawę. Trafiłam na kawiarnię, wyglądała na jedną z "tych lepszych", czyli raczej z serwisem, ale weszłam, rozejrzałam się, za barem jeden pracownik robiący kawę i zanoszący ją do najbliższych stolików. Podeszłam na baru, zamówiłam kawę (co ważne, powiedziałam jedynie "poproszę kawę") i stwierdziłam, że poczekam przy barze, odbiorę kawę i sama ją sobie zaniosę do stolika. W międzyczasie, co też ważne, rozpięłam kurtkę i zdjęłam szalik.

Pan podał mi kawę, co mnie zdziwiło, w kubku na wynos, ale ok, nie będę robić cyrku, nie jestem jakąś księżniczką, żeby się z plastikowego kubka nie napić. Usiadłam przy stoliku, zostawiłam kawę, płaszcz powiesiłam na krześle i poszłam do toalety. Wróciłam akurat w momencie, gdy kelnerka, której wcześniej nie widziała zabierała mój kubek ze stolika.

- Przepraszam, to moja kawa
- Ale to jest kubek na wynos, nie może pani tutaj pić
- Przykro mi, zamówiłam kawę i dostałam w takim kubku
- Na pewno pani powiedziała "kawa na wynos", a nie "kawa"
- Na pewno nie, zresztą skoro to taki problem to proszę mi tę kawę przelać do filiżanki, jak panią tak razi widok tego kubka tutaj
- Nie mogę pani przelać, musi pani zamówić nową kawę, tu jest część z serwisem
- A jest jakaś różnica w cenie między kawą na wynos, a na miejscu?
- Nie
- czyli pani odmawia mi prawa do wypicia tutaj kawy, za którą zapłaciłam jak każdy inny gość, bo pani kolega popełnił błąd?
Całe zamieszanie zobaczył barista, podszedł, przeprosił i stwierdził, że oczywiście nie ma problemu, abym wypiła kawę na miejscu.

Jakieś pół godziny później kelnerka zaczęła robić rundkę między stolikami, informując, że za 10 minut zamykają i wręczała gościom rachunki. Podeszła i do mnie:

- Czy zapłaciła już pani za kawę?
- Tak
- Aha

Kelnerka już chciała odejść, lecz obróciła się jeszcze do mnie i zapytała:

- A może chce pani zostawić napiwek do obsługi?
- Tzn. dla pani?
- Tak
- Pani chyba żartuje
- No wie pani, to jest kawiarnia Z SERWISEM, jak chce pani być obsłużona, to zwyczajowo zostawia się też napiwek
- ...

Może złośliwa jestem, ale znalazłam kawiarnię w necie i wysmarowałam do kierownictwa maila opisując zachowanie kelnerki, łącznie z próbą wyrzucenia mnie z lokalu i nagabywaniem o napiwek. Szybko dostałam odpowiedź:

"Szanowna Pani,

w kawiarni nie wolno pić kawy na wynos.

Dziękujemy na wizytę i zapraszamy ponownie".

No tak, z taką siłą argumentów nie można dyskutować.

gastronomia

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 608 (618)

#72429

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracając do historii okołomatrymonialnych.

Mam uczulenie jak ktoś umawia mnie z zaskoczenia na randkę w ciemno, czy podwójną randkę. W końcu nic na siłę, prawda?

Dosyć niedawno dzwoni kumpel. Taki co to w środku nocy po jednym telefonie pół Polski przejedzie bo trzeba pomóc. Taki, co to rozumiemy się wpół słowa. Żonaty i dzieciaty.
Dzwoni i coś kręci, jak nie on. No jest sprawa, wpadnij, siostrze padł komputer. Spoko jadę.

Kumpel czeka na podwórku, idziemy do garażu (??). Z wrodzonym taktem i delikatnością pyta:
- Garrett, nie ochajtałbyś się z moją siostrą?
Lekki szok.
Siostra szalenie atrakcyjna, rozmawiałem z nią parę razy, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłaby się ze mną umówić, nie mówiąc już o ślubie...

Kumpel mówi, że żona wymyśliła, że bylibyśmy dobrą parą, ja bym sobie ją "wychował", bo, młoda, głupia, potrzebuje męskiej ręki i takie tam, że fajnie by było dla mnie mieć młodszą żonę. A i siostra się zmieniła, z nikim już się nie spotyka, od pół roku nie wychodzi z domu, dorosła, zmądrzała, szuka pracy i poważnie myśli o przyszłości. Żonie obiecał, że mnie namówi, żebym wpadł, może coś z tego wyjdzie. Ok, intryga grubymi nićmi szyta, ale w sumie nic nie stracę, a siostra ładniutka, można pogadać, idziemy do domu.

Hmm, siostra rzeczywiście się zmieniła, większość kobiet w ciąży się trochę zmienia. Pół roku siedziała w domu, aha, no trudno, żeby ze sporym brzuchem chodziła po klubach. No i to myślenie o przyszłości... wszystko jasne.

Komputer zrobiłem, z siostrą pogadaliśmy trochę, pośmialiśmy się ze swatania na siłę. Jak wychodziliśmy, kumpel zaczął mnie przepraszać za żonę, ale ta "dziurę mu w brzuchu wierciła odkąd się dowiedziała, że jego siostra w ciąży".

Żona kumpla od tego czasu się do mnie nie odzywa.

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 486 (494)

#78282

(PW) ·
| Do ulubionych
Po studiach szukałem pracy, dorywczo załapałem się do biura to tu to tam, żeby tylko było co do CV wpisać - nie tylko bezpłatne albo śmiesznie płatne staże.

W czasie jednej z rozmów kwalifikacyjnych, Pani uprzejmie poinformowała mnie na czym będzie moja praca polegała - otóż call center, przyjmowanie zgłoszeń o szkodzie, rozwiązywanie problemów etc. W porządku, jakie warunki? Na start muszę wyrobić ich normę (w praktyce niepełny etat), każda rozmowa nie jest oceniana pod względem mojej kompetentnej bądź nie pomocy tylko czasu trwania rozmowy z klientem, grafik będę dostawać w określonych dniach - praca skierowana głównie do studentów, no ale ostatecznie mnie też mogą przyjąć, każde spóźnienie (liczone powyżej 5min)/nieobecność/katastrofa rodzinna, to nie jest powód żeby nie być punktualnie w pracy, a za takie przewinienia trzeba odpokutować - 100zł za każde spóźnienie/nieobecność etc, chyba że będę miał zaświadczenie ze szpitala - bo od zwykłego lekarza to oni nie przyjmą, od policji czy innych służb też nie.

A jaka była oszałamiająca wypłata za tak cudowne warunki w wielkim gmaszysku? Oszałamiające 800 czy 900zł. Jak sobie przemyślałem wszystkie za i przeciw to wyszło, że niewiele trzeba żebym to ja im musiał płacić za swoją pracę. Pani była zaskoczona kiedy odmówiłem.

praca call_center

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 242 (246)

#78800

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję na parkingu galerii handlowej:

Telefon z kasy:
Klientka: Dzień dobry, ja wsadziłam bilet i mi pokazało 5 zł a jak wsadziłam drugi raz to pokazało już 9 zł.
Ja: Najwidoczniej przekroczyła Pani już 4 godziny parkowania i stąd ta opłata.
K: Ale jak wsadziłam bilet najpierw to pokazało 5 zł i ja chcę tyle zapłacić!
J: To proszę zapłacić te 9 zł które zostało naliczone.
K: Ale mi pokazało najpierw, że 5 zł!
(Jej chłopak/mąż/kolega który z nią był jej mówi, że sama jest sobie winna)
K: Ja jako klientka mam prawo się rozmyślić i zapłacić później!
J: Czyli idąc Pani tokiem rozumowania: Mogła Pani podejść do kasy od razu po wjeździe, pokazałoby Pani 0 zł do opłaty i tyle by Pani chciała zapłacić?
K: Proszę coś z tym zrobić, bo już się robi kolejka.
J: To proszę zapłacić za parking, by tej kolejki nie blokować.
K: Ja nie będę z Panem dyskutować! Ja chcę zapłacić 5 zł.
J: Jeśli nie chcę Pani ze mną dyskutować, to proszę zapłacić za parking i nie blokować kolejki, która jak sama Pani zauważyła, już się stworzyła.
K: Gdzie mogę złożyć reklamację?
J: Za chwilę podam Pani numer do centrali naszej firmy. Ma Pani jak zapisać?
K: Niech to Pana nie interesuje!
(Jej partner ją uspokaja)
J: Mogę już dyktować?
K: Jak będę mogła pisać to Panu powiem! Już!
J: (podaję numer) O ile dobrze pamiętam, centrala jest czynna od 9 rano.
K: Pana numer służbowy.
J: Nie posiadam takiego... (jest to prawda, nie mam numeru służbowego).
K: (śmiech) PANA NUMER SŁUŻBOWY!
J: Nie posiadam takiego numeru. Mogę...
K: Niech Pan nie będzie bezczelny. Ja sobie Pana zidentyfikuję! Ostatni raz pytam o numer służbowy.

Tu następuję kilkukrotne powtórzenie Klientce, że nie mam takiego numeru i mogę podać nazwisko - "MNIE NIE INTERESUJE JAK PAN SIĘ NAZYWA!"

J: Czy w czymś jeszcze mogę pomóc?
K: Już niech się Pan nie odzywa dla własnego dobra.

(Jej partner mówi jej, że sama jest sobie winna, a "drze ryja na mnie").

Z niecierpliwością czekam na skargę na mnie, bo nie mam numeru służbowego.

Parking Galeria Handlowa 3Miasto

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 240 (244)

#76820

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam z pracy, wchodzę na piętro i widzę sąsiadkę z dołu, próbującą się dobić do mnie. Pytam się, co się dzieje, na co Ona, że zalewam jej mieszkanie.

Mało brakowało, a bym wyważył drzwi do siebie. Na wejściu powitał mnie brodzik, ale lepszy widok stanowił miniaturowy prysznic z sufitu.

W podskokach lecimy piętro wyżej. I co się okazuje:
Sąsiad wpadł na genialny pomysł zrobienia remontu, rozwalił rurę z wodą, zadzwonił po wodociągi i wrócił do oglądania telewizji. I tak woda sobie wesoło kapała kij wie ile czasu.

Jego reakcja, kiedy ubezpieczyciel robił wykaz strat:
- Oj tam, to tylko trochę wody, po co to larmo?

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 359 (365)

#70931

(PW) ·
| Do ulubionych
Z okazji Bożego Narodzenia postanowiłam kupić siostrze grę PC. Znalazłam świetną ofertę na empik.com - pakiet trzech rozszerzeń w cenie dwóch. Zachęcona dobrą ceną, 17 grudnia zakupiłam CD-key.

24 grudnia siostra postanowiła przetestować nowy zakup. Kod wpisany poprawnie, lecz wyskakuje informacja, że został już użyty. No cóż zdarza się. Napisałam do Centrum Wsparcia Klienta reklamację.

4 dni później otrzymałam nowy CD-key. Powtórka z sytuacji - kod został wcześniej użyty.

Próba nr 3 - dostałam odpowiedź, że sprawa przekazana dalej, trzeba czekać. Po ok. 10 dniach wysłałam maila do CWK, czy coś wiadomo w mojej sprawie. Tego samego dnia otrzymałam kolejny CD-key. Uwaga... również nie działał. 3 próby i 3 nieudane.

Od razu zadzwoniłam do CWK. Konsultant zapytał, czy chcę nowy kod czy zwrot pieniędzy. Poprosiłam o zwrot. "Nie ma sprawy. 3-4 dni robocze". Tydzień minął, ani widu, ani słychu. Zadzwoniłam jeszcze raz - konsultant przeprosił i zapewnił, że do 3 dni otrzymam maila z potrzebnymi informacjami. Po 4 dniach maila niet. W międzyczasie zdążyłam już kupić nowy produkt w innym sklepie. Po 5 dniach otrzymałam maila z... nowym CD-keyem. Wkurzyłam się, nie powiem. Napisałam kolejnego maila, że nie taka była umowa i ŻĄDAM natychmiastowego zwrotu pieniędzy. Następnego dnia otrzymałam odpowiedź, że moja sprawa zostanie rozwiązana jak najszybciej. Wczoraj minął kolejny tydzień. Jeżeli do poniedziałku sytuacja się nie wyjaśni, chyba zgłoszę się do Rzecznika Praw Konsumenta.

PS. Tak, próbowałam sprawę załatwić w oddziale Empiku. "Nie jesteśmy odpowiedzialni za sklep online".

Empik

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 359 (365)

#28554

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel pojechał z teściem do sklepu ponoć nie dla idiotów w celu zakupu nowego telewizora. Teściu z gatunku tych, co to przełączanie kanałów pilotem traktują jako intensywny wysiłek fizyczny - więc telewizor miał być na wypasie.

Wybrali model za ładnych kilka tysięcy. Sprzedawca pyta, czy będą chcieli odebrać na sklepie czy na magazynie - kumpel, jako że w wielu miejscach pracował i wie, jak czasem sprzętem na magazynie się rzuca (szczególnie, jeśli klient już zapłacił), poprosił o odbiór na sklepie.

Teściu chciał brać telewizor i jechać do kasy. Kumpel natomiast poprosił o sprawdzenie tego konkretnego egzemplarza.
[S]przedawca: To jest nowy telewizor, co pan tu chce sprawdzać?
[K]umpel: Chciałbym sprawdzić, czy wszystko działa.
[S]: Ale on jest zapakowany fabrycznie...
[K]: To pan odpakuje.
[S]: Ale ja nie mogę...
[K]: To my idziemy do konkurencji.

Sprzedawca z wielką łaską odpakował pudło, wyciągnął TV... Po czym oczom zebranych ukazał się wielki, 50-calowy ekran. Pęknięty na pół.

Oczywiście gdyby wyszli z tym telewizorem ze sklepu o reklamacji nie byłoby mowy - uszkodzenie mechaniczne, "w samochodzie pan puknął" i te sprawy.

Kupując jakikolwiek sprzęt zawsze sprawdzajcie konkretny egzemplarz.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1435 (1459)