Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

takatamtala

Zamieszcza historie od: 26 czerwca 2012 - 15:59
Ostatnio: 1 sierpnia 2019 - 11:16
  • Historii na głównej: 99 z 115
  • Punktów za historie: 35527
  • Komentarzy: 501
  • Punktów za komentarze: 2580
 

#73311

(PW) ·
| Do ulubionych
Znajoma ma mieszkanie w Dużym Mieście, które nie dość, że jest geograficznie daleko od naszej Prowincji, to jeszcze się oddala. Jak kupowała mieszkanie 10 lat temu, to Duże Miasto było 3-4 godziny pociągiem od naszego, a teraz jest się 6. Jako mieszkaniec Prowincji, Koleżanka odczuwa zwierzęcy i obezwładniający strach przed jeżdżeniem samochodem po Dużym Mieście, bo ma wrażenie, że każdy na nią trąbi i chce ją rozjechać.
W związku z powyższym, w przypadku problemów z mieszkaniem czas reakcji mojej Koleżanki jest dość wydłużony.
Koleżanka mieszkanie wynajmuje. Odpowiedzialnym, pracującym trzem kobietom. Przynajmniej tak się przedstawiły.

Od momentu wynajęcia mieszkania wszystko było źle. Mieszkanie nieposprzątane (koleżanka po poprzednich lokatorach posprzątała sama, ale ugodowo stwierdziła, że widać mają wyższe standardy), materace w łóżkach wyleżane, a drzwiczki w szafkach skrzypią. Raz na miesiąc ojciec koleżanki - jako emeryt na chodzie - jeździł drzwiczki dokręcać i przetykać odpływy. Bo lokatorki nie potrafią i te rury są jakieś dziwne, że się zapychają. Z tych rur, drzwiczek i materacy to się jeszcze koleżanka śmiała.
Mniej się śmiała, jak do niej zadzwoniły o 19, że gaz się ulatnia z junkersa. Kazała im zakręcić zawór i udało jej się dopiero rano ściągnąć jakiegoś fachowca... który niczego nie stwierdził.
Za to lokatorki stwierdziły, że ze względu na standard mieszkania należny im się obniżka czynszu. Koleżanka nie obniżyła.

Nie śmiała się już w ogóle, gdy tydzień później dostała SMS, że w łazience ulatniał się czad, one wszystkie wylądowały na pogotowiu, a na mieszkaniu interweniowała straż pożarna. O godzinie gdzieś 16.30. W piątek.

Z duszą na ramieniu Koleżanka zadzwoniła do administratora, ale było już zamknięte. W panice zadzwoniła do straży pożarnej, gdzie miła pani poinformowała ją, że owszem - była interwencja na mieszaniu pod tym adresem, ale nie stwierdzono ulatniania się czadu, a zainstalowany przez koleżankę czujnik też nic nie zarejestrował. Tzn. lokatorki twierdziły, że pikał jak głupi, ale gdy straż przyjechała, czujnik nie pikał i czadu nie było.
Koleżanka zadzwoniła więc do jednej z lokatorek, która odebrała słabym głosem, bo leżała w szpitalu na obserwacji. Na pytanie w którym, nie potrafiła odpowiedzieć, bo ją pogotowie zabrało, a ona ledwo żywa nie zarejestrowała nazwy szpitala. A potem wysłała SMS, że teraz to już trzeba im obniżyć czynsz, po takich przeżyciach.

Koleżanka wiedziona przeczuciem dowiedziała się, które dwa szpitale miały w piątek ostry dyżur i zadzwoniła do obu. Wyłuszczyła sytuację, podała dane lokatorek i spytała się, czy tu je przywieźli, bo podobno struły się czadem, a ona się martwi. Dowiedziała się, że nikogo takiego nie przywieziono, ale dostała też jakiś numer na centralę, na którym rejestruje się wszystkie interwencje ze wszystkich szpitali - gdyby zawieziono je gdzieś, gdzie akurat nie było ostrego dyżuru.
Nie bardzo chcieli jej nic powiedzieć na centrali, ale jak podała dane osobowe lokatorek i wytłumaczyła o co chodzi, to pani na rejestracji sprawdziła, że nikt taki nie został przewieziony do żadnego szpitala i takiej interwencji nie było.

To był ten moment, kiedy razem z ojcem emerytem wsiedli w pociąg o trzeciej, by być na mieszkaniu o dziesiątej i zastać lokatorki w piżamach. Na pytanie, co robią w mieszkaniu, skoro były na obserwacji w szpitalu usłyszała, że je wypuszczono. W sobotę rano. Kiedy niby przyjęto je w piątek wczesnym popołudniem.
Na proste stwierdzenie, że to niemożliwe, lokatorki wyjaśniły jej, że się przesłyszała i one były w szpitalu z czwartku na piątek, a nie z piątku na sobotę.

Po tej odpowiedzi, Koleżanka tak się zatroskała losem lokatorek i ich zdrowiem, że wypowiedziała im mieszkanie.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 498 (514)

#72966

(PW) ·
| Do ulubionych
Wyobraźcie sobie dwie drogi biegnące równolegle. Pomiędzy nimi dwa rzędy działek budowlanych z domami w niewielkim oddaleniu od drogi. Domy typu willa międzywojenna. Za domami ogrody.
Teraz wyobraźcie sobie, jak jeden pan dzieli działkę na pół i na tej wydzielonej z ogrodu stawia dom. Powstają trzy domy w rządzie, w tym jeden w środku pierzei. Powiedzmy: Piekielna 6A, 6B i Niebiańska 6. Jako, że każda działka musi posiadać dojazd, wydziela mu się drogę z drugiej połowy podzielonej, oryginalnej działki (czyli 6A). Administracyjnie wydziela. Droga prowadzi do ulicy, przy której budynek ma adres- czyli Piekielnej.

I teraz facet zaczyna kombinować. W starym domu 6A mieszkają rodzice, fajnie by było mieć ogród między 6A a 6B, droga zajmuje prawie całą zieleń działki 6A, poza tym każdy budynek ma gdzieś przód a gdzieś tył, więc fajnie by było mieć w elewacji południowej taras przy ogrodzie a w północnej drzwi od garażu. Tylko, że elewacja północna skierowana jest do Niebiańskiej.

Poszedł więc facet do dwóch emerytek z Niebiańskiej 6 i spytał się, czy może jeździć przez ich działkę do siebie do garażu. Za drobną opłatę.
One się zgodziły, a on wybudował dom skierowany tarasem do ogrodu, a garażem do środka pierzei. Administracyjnie wydzielona droga nigdy nie zaistniała tak na prawdę.
Jedyne czego facet nie przewidział, to to, że mu emerytki umrą. I że ktoś kupi Niebiańską 6. I że zaora bitą drogę, która tamten 20 lat jeździł do garażu, postawi ogrodzenie i zasadzi tuje.

Jakby przewidział, to by pewnie ten kawałek działki kupił, podpisał umowę na służebność czy zabezpieczył się jakkolwiek. A nie zabezpieczył.
-I wyobraź sobie- opowiada mi kumpel- że ja rano wstaje, a ten d...ek leje mi wrzątkiem po tujach! Ja na niego z mordą a on do mnie "oddawaj mi drogę". Ja mu na to, że 5 lat byliśmy w sądzie i przegrał i moje ogrodzenie w prawie stoi. I żeby sobie drzewo wyciął ze swojego dojazdu koniecznego. To on mi, że ta droga jeszcze tu wróci i wylał mi szambo w nocy na trawnik. To na na niego dzielnicowego, a tamten: to nie moje szambo. No to ja doniesienie o popełnieniu przestępstwa, a tamten mi mówi, że mnie pozwie o nękanie. I tak 5 lat.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 372 (390)

#72916

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu miałam włamanie do mieszkania. Oczywiście standard, policja, przesłuchanie i po jakimś czasie umorzenie śledztwa z powodu niewykrycia sprawcy.

Tak się składa, że miesiąc przed włamaniem miałam remont. Podczas przesłuchania oczywiście podałam namiary na firmę remontową - właściciel jest OK i to znajomy, ale ja wiem, kogo on zatrudnia? Powiedziałam mu (tzn. znajomemu) o tym, żeby nie padł z wrażenia, jak mu policja stanie w drzwiach, po co ma się facet niepotrzebnie denerwować.
Spotykam go ostatnio na budowie i pytam, czy dużo miał przeze mnie nieprzyjemności.
- Nikt nie przyszedł ani o nic nie pytał.

Badum-tsss.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 294 (322)

#72526

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu okradziono mi mieszkanie. Wyjechałam z domu na szkolenie dokładnie na 36 godzin i wystarczyło.

W każdym razie- za niedługo będę musiała ponownie wyjechać, na równie zatrważający okres czasu i idea zamknięcia domu na cztery spusty i zostawienia go samemu sobie jakoś tak mnie niepokoi. Głównie dlatego, że poprzednim razem dwa zamki i drzwi antywłamaniowe jakoś nie pomogły.
Szukam więc osoby, która przesiedzi u mnie w domu od 12 w południe do 23 dnia następnego.

Nie chodzi o to, żeby ciurkiem siedziała z patelnią w garści i nożem ceramicznym pod ręką. Tylko, żeby było widać, że ktoś jest w domu.

Zwróciłam się wiec do członków rodziny, którzy są na emeryturze.
- Nie, bo u ciebie nie ma telewizji i nie ma co robić- zgadnijcie drodzy piekielni, dlaczego nie ma telewizora.

Zwróciłam się do koleżanki:
- Nie, bo jak zostawię auto po twoim blokiem to na pewno mi zdewastują.

Zwróciłam się do kolegi:
-A co ja tam będę robił cały wieczór, jak ty bierzesz laptopa ze sobą, a kompa nie ma?- kompa nie ma z tego samego powodu co telewizora.

I tak w ogóle- czy ja nie przesadzam? To tylko jeden wieczór.

Ostatecznie na mieszkaniu śpi kolega, który stwierdził, że będzie uczył się do egzaminu. Na szczęście lampkę biurkową mam.

PS. A wnerwia mnie to tym bardziej, że dziś umorzyli mi śledztwo.

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 334 (392)

#72368

(PW) ·
| Do ulubionych
Zajmuję się przygotowywaniem dokumentacji na pozwolenia na budowę.

Formę i zawartość takiej dokumentacji określa Prawo Budowlane. Interpretacji tych zapisów jest tyle, co urzędników w Wydziałach Budownictwa w całej Polsce - ale przepis obowiązuje jeden.

Żeby nie było prosto - i żeby człowiek się nie przyzwyczajał - co chwilę nam to paskudztwo nowelizują, i trzeba potem zmieniać wszystkie sztampowe okładki, oraz grzebać w podpunktach opisów i dopisywać idiotyzmy typu: "wykonanie kolorystyki elewacji nie wpływa na powstawanie szkód górniczych w terenie".
Za każdym razem jak nowelizują, to trzeba sobie dodrukować to co znowelizowali i powymieniać strony, ewentualnie podklejać wiersze do wydruku. Chyba, że ktoś lubi czytać PDF - ja nie lubię.

W każdym razie - siedzę, pracuję, neurony trzeszczą, czacha dymi, kawa dymi- a tu telefon.

- Czego? - spytałam, tylko oczywiście nie tak, bo kulturalnie, ale w tym sensie.
- DzieńdobryczydodzwoniłemsiędofirmyTTTbiuroarchitektoniczne?

Łojesusmaria - myślę sobie - znowu telesprzedaż.

- Taaaak - odpowiadam ostrożnie.
- Mam dla waszej firmy znakomitą ofertę- normalnie zamieniam się w słuch - znowelizowane Prawo Budowlane! W twardej oprawie! - nie wiem po co ta twarda oprawa. Chyba tylko, żeby dziurę w ścianie wywalić, jak się cholerstwem rzuci w szale - W niezwykłej, okazyjnej cenie! Tylko dziś!!! Czy jest pani zainteresowana?

Rzuciłam z ukosa okiem na leżącego na stole, poklejonego, wiele razy przebindowanego i sfatygowanego Frankenstaina... Z podklejonymi wierszami i pomalowanymi korektorem uchylonymi przepisami. Którego sobie wydrukowałam sama. Z PDFa. Ściągniętego z netu, za darmo. Ze strony Internetowego Systemu Aktów Prawnych. Aktualizowanego własnoręcznie na podstawie Dzienników Ustaw.

- No...nie... wiem... - powiedziałam bez przekonania, bo uderzyła mnie miałkość prawa i niepewność jutra.
- ... na kredowym papierze, dostarczane kurierem do domu i to wszystko, tylko dziś za 50% ceny!!!- przywrócił mnie głos w słuchawce do rzeczywistości.
- A ile to jest 50% ceny? - zainteresowałam się tak z zupełnej ciekawości, bo moje wrodzone skąpstwo nie pozwoliłoby mi wydać pieniędzy na ładniejszą wersję czegoś co już miałam.
- Normalnie to 800 zł... - aha - ...ale dziś i specjalnie dla Pani tylko 400!!!

Tu prychnęłam śmiechem, a facet się rozłączył, bo go chyba uraziłam.
Zła kobieta jestem.
Ale serio - 400 zł za coś, co jest dostępne w necie za darmo i będzie ważne maksymalnie dwa lata, zanim znowu czegoś nam tam nie zmienią?

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 348 (360)

#71793

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjechała do mnie kuzynka, lat 11. Z typu tych asertywnych i zadbanych. Od razu na wstępie zaznaczyła, że ona się odchudza. Pomijając czy potrzebuje czy nie - żeby rano nie doszło do scen dantejskich przy śniadaniu od razu się spytałam co będzie jadała. Jogurt grecki z zarodkami pszennymi. Zarodki pszenne to taki ciemnożółty proszek, który wcale nie wygląda obrzydliwie - w przeciwieństwie do moich kiełków jak się okazuje.
Siedzi i futruje ten jogurt, a ja płuczę kiełki.

-Co robisz?
-Podlewam ogródek - znadinterpretowałam.
-A czego wylewasz wodę?
-Bo je trzeba przepłukać.
-Z czego? - eee...
-Z produktów przemiany materii.
-Czyli z ... kupy?!!!
-Rośliny nie robią kupy. Rośliny przemieniają materię.
-Ale efekt przemiany materii to KUPA.
-No to w takim razie one jeszcze pierdzą tlenem - samo mi się nasunęło.
Nałożyłam garść kiełków na kanapkę z serem i przed solidnym wgryzieniem zatrzymało mnie spojrzenie pełne zgrozy.
-?
-TY JE JESZ O TAK O? Z RESZTKAMI TEJ KUPY
-Tak, żywcem je jem - troglodyta ze mnie.
-Z TĄ KUPĄ?
-Rośliny nie robią kupy.
-Obrzydziłaś mi śniadanie. Idę. - I poszła.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (326)

#71911

(PW) ·
| Do ulubionych
Ja wiem, że nie jestem humanistą. Ja wiem, że jestem furiatem. I po urzędach siedzą trolle- i to trolle nowej hodowli, a nie relikty z poprzedniego systemu.

Oddałam dokumentację. Okazało się, że pomimo licznych konsultacji podczas prac do skończonej roboty dostaje uwagi. Czy jak to się modnie określa "feedback".
Do mailowej komunikacji ze mną wyznaczono idio... osobę, która wyraża się w bardzo specyficzny sposób.

- Nie używa dużych liter. Chyba, że ma całe zdanie napisać caps lockiem. To wtedy tak.

- Każde zdanie kończy serią wykrzykników lub pytajników. W ilości sugerującej, że opiera się łokciem o klawiaturę. Połowa maila to wykrzykniki lub pytajniki. Nie znalazłam ani jednej kropki.

- Rzuca podsumowującymi uwagami. Np. jeśli widełki płacy dekarza są od X do Y zł, to mój kosztorysant przyjmuje stawkę w połowie. Uwaga pana: "co tak drogo???????????!!!!!!!!", mówi inwestorowi, że zawyżam kosztorys. Wysyła mi oficjalną uwagę, żeby przyjąć prace każdego robotnika jako Xzł + 1gr. Ale mój kosztorysant to nie jest człowiek z kosmosu, tylko gość co zęby na budowie zjadł i wie, że za X to nie znajdą nikogo do roboty. Inwestor na argument jest głuchy, oni znajdą. No powodzenia. A potem będzie płacz, że miał być remont za milion a wyszedł za dwa.

- Za każdym razem pisze słowo projekt i dokumentacja w cudzysłowie.

- Pyta się gdzie uzgodnienie strażackie, w następnym zdaniu zarzuca mi, że nie ma. W trzecim zdaniu, że miało być i podsumowuje (w czwartym daniu tego samego maila!), że się nie wywiązuje z zobowiązań. Dzwoni z awanturą do koordynującego projekt. Koordynujący w panice dzwoni do mnie. Ja zaskoczona odpalam maila ( o ósmej rano) i znajduje list z nieszczęsnym pytaniem o strażaka napisany poprzedniego dnia o 23. Dobrze, że wytrzymał z telefonem do koordynatora do rana. Uzgodnienie strażackie jest, wystarczy się wczytać w opis i obejrzeć rysunki, na których jest pieczątka strażaka.

- I pisze po dwa, trzy maile dziennie.

I to młody facet jest, tuz przed trzydziestką. Aż strach, co z nim będzie potem...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 256 (280)

#71319

(PW) ·
| Do ulubionych
Adblock fajna rzecz, ale niektóre strony nie wyświetlają swoich "treści", jak się ma włączonego. Więc na niektóre strony wyłączam. No i wyskakują mi wtedy okna reklamowe, najczęściej kasyn online albo gier typu zabij demona kijem, a potem kup lepszy kij, żeby zabić lepszego demona.

No i wyskakuje mi też reklama gry, która niestety nie podciąga się pod ten schemat. W grze jesteś facetem, który chodzi i gwałci kobiety.
Przy czym nie jest to jakiś gówniarski wybryk. Gra jest - no dobra, powiem to - profesjonalnie narysowana, z zacięciem humorystycznym i składa się z historyjek wprost z pornoli.
No nic.

Znalazłam sobie, że istnieje jakiś przepis zakazujący promocji przemocy wobec kobiet i napisałam: do Rzecznika Praw Obywatelskich i do wszystkich fundacji feministycznych, jakie mi wyskoczyły Google.
Zero odzewu.

Wolę, szczerze mówiąc, nie iść z tym na policję, bo i tak ostatnio za często tam bywałam w związku z inną sprawą i mam szczerze dość biegania i składania zeznań.
Gdzie jeszcze można coś takiego zgłosić?

Uprzedzając komentarze - tak, oczywiście, że mogę po prostu wyłączać tę reklamę, ale uważam, że coś takiego w ogóle nie powinno wisieć na necie. Potem młodym debilom wydaje się, że życie to pornol i dochodzi do nieszczęść, które kobietom rujnują psychikę. Takie zjawiska znieczulają. A skoro są nielegalne, to z pewnością można coś z tym zrobić.

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 337 (395)

#71134

(PW) ·
| Do ulubionych
Gdyby istniała książka pt: "FAQ: Mieszkanie w bloku - przeżycie i obsługa", to byłby tam cały rozdział o wodzie z MPECu.

Odkręcam kurek w wannie, a tam zamiast ciepłej leci zimna woda. Ponieważ chwilowe awarie zdarzają się często, to poradziłam sobie jak na koloniach i poszłam spać. Rano ciepłej wody dalej nie było. No to się ogarnęłam i do administracji:

- Ciepłej wody nie ma - wyłuszczyłam problem.
- A tylko w łazience czy kuchni też? - zastrzelił mnie pytaniem facet. A zastrzelił mnie, bo myłam ręce w łazience w zimnej wodzie, a do czajnika w kuchni leję zimną. Po śniadaniu kubek i talerze poszły do zmywarki, która sobie sama podgrzewa wodę. W ten sposób zużywam w kuchni mniej niż kubik ciepłej wody w roku i wszyscy myślą, że majstruje przy wodomierzu.
- Nie wiem - przyznałam się. Facet popatrzył na mnie jak zwątpił.
- Z ciepłą wodą to na pogotowie ciepłownicze. Do widzenia.

No to wykonałam stosowny telefon pod stosowny numer.
Wieczorem ciepłej wody w wannie dalej nie ma, ale w ramach eksperymentu sprawdziłam czy w kuchni jest. No i była. Rano sytuacja ma się tak samo. No to idę do administracji.

- W łazience nie ma, w kuchni jest - facet popatrzył na mnie jak na bardzo upierdliwą muchę.
- Pogotowie ciepłownicze było i mówi, że w 666. ciepła woda jest.
- U mnie w wannie nie ma - jak widzicie drodzy czytelnicy, jestem mistrzem w komunikacji międzyludzkiej, z naciskiem na błyskotliwe dialogi.
- A ja pani udowodnię że jest - no to poszliśmy.

Facet odkręcił kurek i woda się leje. Zimna. No to podstawiłam wiadro, bo jak leje i pika mi licznik, to przynajmniej kwiatki se podleje. Gdzieś mniej więcej w połowie wiadra woda zrobiła się letnia, a potem uzyskała normalną temperaturę.

- Ciepła woda jest - udowodnił mi facet z administracji.
- Przecież pan z 5 litrów wylał! Zimnej liczonej jak ciepła.
- Pani mieszka na 10 piętrze. Zima jest, mróz jest, rura się wychładza i trzeba zimną wodę z rury spuścić.
- Po pierwsze: to nie jest pierwszy sezon grzewczy i wcześniej tak nie było. Po drugie: w pionach temperatura jest tylko trochę niższa jak w mieszkaniach, bo jakby była taka jak na zewnątrz, to by pękały od różnicy temperatur. To nie może być tak jak pan mówi!
- WODA CIEPŁA JEST! PROSZĘ BEZZASADNIE NIE WZYWAĆ ADMINISTRACJI - i poszedł.

Więc wieczorem spuściłam wodę do drugiego wiadra (umyłam wszystkie podłogi w mieszkaniu) i wzięłam prysznic włącznie z myciem głowy.
Następnego ranka o ósmej była u mnie ekipa remontowa, bo zalałam sąsiada poniżej. Rozsadziło rurę od ciepłej w pionie łazienkowym. Po interwencji ekipy remontowej, ciepłą wodę w wannie mam od razu.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 392 (406)

#70929

(PW) ·
| Do ulubionych
Po lekturze komentarzy do poprzedniej historii mi się przypomniało...

Znajoma moja - zestresowaną kobietą będąc - spytała się naszej wspólnej koleżanki, czy może spędzić kilka dni na jej RODOS (Rodzinnym Ogródku Działkowym Ogrodzonym Siatką) w błogiej ciszy i spokoju.
Leżała więc opalając się w sielankowym odosobnieniu, gdy nagle- PIERDUT!!!

Zerwała się na równe nogi i jej oczom ukazała się chmura pyłu rozwiewająca się powoli jakieś trzy działki dalej. Gdy dotarła na miejsce, zobaczyła na miejscu działki sąsiada krater zabarwiony centralnie na czarno- czerwono.

Zadzwoniła więc czym prędzej na 112 i mówi - że wybuch, że krater, że w kraterze chyba sąsiad i olaboga. I tu historia mogłaby się skończyć. Gdyby nie szlaban.
Szlaban postawili działkowcy, żeby im dzika młodzież nie rozjeżdżała drogi. Znajoma przyjechała rowerem, więc nie miała klucza, właścicielka działki pojechała gdzieś w Polskę po coś tam, a administrator nie odbierał, bo podał numer domowy, a była piękna pogoda.

Pierwsze na miejscu było pogotowie, które zatrzymało się za szlabanem. Załoga karetki dotarła na miejsce pieszo i przez siatkę stwierdziła zgon. Potem przyjechała policja. Przywieźli ze sobą sekator, żeby przeciąć kłódkę od szlabanu, ale nie docenili działkowców. Kłódka znajdowała się w metalowym pudełku zrobionym z prętów zbrojeniowych. Można było między nie włożyć palce z kluczem i "ucho" szlabanu, ale już nie sekator do cięcia metalu.

Policjanci udali się na miejsce zdarzenia pieszo i przez siatkę ocenili, że po okolicy rozrzuciło mnóstwo podejrzanego żelastwa, wiec trzeba wszystkich natychmiast ewakuować - w tym nieszczęsną znajomą w bikini, która absolutnie nie może wrócić po swoje rzeczy i najlepiej, żeby się z nimi tak jak stoi udała na komisariat składać zeznania.

Potem pojawiła się straż pożarna, która forsowała szlaban 20 minut. Co ciekawe nie sforsowali zamknięcia tylko zawias. Działkowcy powinni być z siebie dumni. Na samym końcu przyjechali saperzy.

Co się okazało. Sąsiad miał skalniak a na skalniaku co najmniej kilkanaście niewybuchów. Prawdopodobnie zmarł podczas uzupełniania kolekcji. Okoliczne działki zostały całkowicie stratowane przez saperów, szukających szczątków z tejże ekspozycji.

To tak a propos komentarza Mściwego Frustrata: "Jeśli granat przywieziony przez babcię na komendę policji nie wybuchł w tramwaju, to i na komendzie nie wybuchnie. Jeśli łuska artyleryjska zamówiona pocztą przez syna nie wybuchła po drodze, to i w jego pokoju, na półce nie wybuchnie i nie ma potrzeby donosić na policję że syn bombę kupił!"

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 437 (449)