Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bloodcarver

Zamieszcza historie od: 15 czerwca 2011 - 15:47
Ostatnio: 3 grudnia 2025 - 18:21
O sobie:

Mogłem mieć papierek dyslektyka. Nie chciałem - wolę się jednak starać. I jestem umysłem technicznym! Zarabiam na technicznych aspektach promocji. Tak że jak "czepiam się" stylu czy formatowania, to znaczy, że nawet takie beztalencia językowe jak ja widzą tu kłopot. A jak zwracam uwagę na orty - cóż, przed kim jak przed kim, ale przede mną usprawiedliwianie się dysczymśtam to śmiech na sali.

PS komentarze omawiam tylko w komentarzach, wysyłanie PW na ich temat nie ma większego sensu, i tak nie przeczytam. Jeśli nie reaguję na twoją odpowiedź - ojej.

PPS Ktoś zminusował hurtem moje komentarze. Ojej, mam już tylko 12 tysięcy punktów za komentarze i dwadzieścia tysięcy za historie, patrzcie jak płaczę, że mi te kilkanaście ubyło :D Bawcie się dzieci, bawcie.

  • Historii na głównej: 48 z 80
  • Punktów za historie: 33356
  • Komentarzy: 9381
  • Punktów za komentarze: 77349
 

#26593

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak już trafiłem na historie o palcach, to i swoją opowiem.

Na obozie naukowym - 6 osób, huk roboty, namioty, gotować sobie też trzeba. No i przeciąłem sobie w "kuchni" palec. Wskazujący. Lewy. U nasady. W zasadzie do kości. Co z tym było potem zabawy, to moje. :D

Część pierwsza: Szycie.

Jak ktoś jedzie w teren, to liczy się z wypadkami. Karetki do lasu, do palca nikt wzywał nie będzie, jak palec się trzyma, zawinięty w gazę, bandaż tylko trochę przecieka.
Pieszo do drogi, stopem do wioski, tam do punktu opatrunkowego. Pani pielęgniarka sama szyć nie umiała (i dobrze, nie jej obowiązek w sumie, a i niemłoda była), dochtór dziś w innej wsi... ale emerytowany lekarz mieszka! Wydzwoniła go, przyszedł, taki sobie facecik, nawet nie specjalnie stary.
Zszył bez znieczulenia, bo:
- Panie doktorze, to dawać w palec dwa zastrzyki, dwa razy igłę wbijać, żeby potem dwa szwy nie bolały? Jaki sens?
- Wie pan co, tyle lat w zawodzie, a żaden pacjent tak tego nie ujął.
Zszył, szwy wyszły trzy, z czego jeden głęboki.

I co się okazało? W całym punkcie nie było szczepionki na tężec. No nie było i już. W punkcie na wsi, gdzie ludziom jak coś się dzieje, to zwykle wtedy, gdy w ziemi robią! Ze świeżo załatanym palcem znów na stopa, ze wsi do miasteczka, do apteki. Dobrze, że tym razem opatrunek założyła pielęgniarka, to nie przeciekałem.

Część druga: Papierkologia.

W przychodni przyszpitalnej:
- Dzień dobry, ja chciałem na zdjęcie szwów z palca.
- Skierowanie ma?
- Nie ma, ma szwy.
- A skąd mam wiedzieć, że ma szwy, jak nie ma skierowania?
- Może pokazać.
- A kto w ogóle szył?
- A pojęcia nie mam.
- Dał się szyć i nie wie komu?!
- Dał. Miał siedzieć i krwawić?
- To zapiszę na izbę przyjęć jako ciało obce w palcu!

No dobra, brawa dla pani rejestratorki za pomysłowość, ale przepisy jakieś chore, że je aż tak obchodzić trzeba. Cóż, w sumie nie skłamała, szwy same mi nie wyrosły.

Część trzecia: Kolejka.

Jako że ciało obce, to przyjąć trzeba od razu, jak się pacjent zgłosi. Tak mi wyjaśniono. I odesłano do kolejki. W kolejce różne drobiazgi, otarcia, stłuczenia... Chwilę po mnie do kolejki trafił facet z odpryskiem młotka wbitym w łapę.

Lekarka stwierdziła, że ciała obce mają pierwszeństwo jako najpoważniejsze. I mnie wywołuje. Ja mówię, że najpierw może ten facet od młotka. Ona, że jej mieszam, i mam nie kozakować, skoro we mnie też coś siedzi! I znowu tłumaczenie, że tak zostałem zapisany, bo tak, ale tak naprawdę mam po prostu nieautoryzowane szwy. Z faceta od młotka kapie krew. OK. Udało się. Poszedł.

Finał: Prucie.

Okazało się, że palec mam zszyty nićmi nie do palców, ale chyba do nóg, pleców itp. Grubszą, niż najgrubsza jaką tam w ogóle mieli na stanie, więc kto wie, czy nie szył mnie weterynarz. Nożyczkami do nici nie poszło. Skalpelem nie poszło. Poszło dopiero cążkami dziwnie przypominającymi te, jakich ja sam używam do drutu. W gabinecie spędziłem dobre pół godziny. Na trzy szwy.

Koniec końców palec odzyskał 100% sprawności. Tylko biała blizna przez pół obwodu i dwie krótsze w poprzek przypominają o tych przejściach.

zdrowie

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 601 (665)
zarchiwizowany

#26817

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak część z was wie, osoba przebywająca długo na zwolnieniu może zostać zwolniona zgodnie z art. 53 § 1 Kodeksu pracy, który to wyznacza dość zawile konkretne długości zwolnienia, uprawniające pracodawcę do pozbycia się ze swoich rejestrów osoby i tak nieobecnej.

Piekielni pracownicy - zamiast iść na rentę albo się doleczyć... przed upływem tego terminu robią sobie w zwolnieniu jeden dzień przerwy. W sobotę wysyłają pracodawcy informację, że już są zdrowi. W poniedziałek kolejne zwolnienie. Oczywiście pracodawca znajduje jedno i drugie w skrzynce w poniedziałek. Ale jeden dzień człowiek "pracował" - nie był na zwolnieniu. W niedzielę. Nie traci praw do świadczeń, nie musi się starać o rentę, skreślić z listy pracowników go nie można... I można to ciągnąć latami.

Spotkałem się z sytuacją, gdy przedsiębiorca zamknął firmę, żeby sobie sczyścić stan osobowy i pozbyć się takich ludzi, bo było ich już zbyt dużo, jak na jego możliwości.

PS Część to pewnie dobrzy symulanci... ale nie wierzę, żeby ci wszyscy lekarze naprawdę dali się nabrać i wypisywali w dobrej wierze te zwolnienia.

chorobowe

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (232)
zarchiwizowany

#26816

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
ZUS

Firma zgłosiła podejrzenie, że zwolnienie lekarskie jest sfingowane, bo pracownik odpracował dokładnie tyle, ile musiał, żeby skończył mu się okres próbny, i następnego dnia zachorował... A miał siłę wytoczyć pracodawcy całą masę bzdurnych procesów. Bzdurnych w mniemaniu sądu, który sporą część z nich oddalił po prostu, a wśród nie oddalonych jest pozew o nękanie, bo codziennie firma dzwoniła z pytaniem, kiedy doniesie albo dośle zwolnienie! I jeszcze śmieli go w tej sprawie nachodzić! I mieć za złe że go w domu nie ma, obłożnie chorego!

Wracając do tematu. ZUS dostał zgłoszenie. Odpowiedź:

Pracownik nie stawia się na badania u orzecznika, uznajemy więc zwolnienie lekarskie za zasadne.

ZUS

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (233)
zarchiwizowany

#26815

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jeszcze jedna sytuacja, jakich sporo osób tutaj woli nie widzieć.

Do miejsca pracy mojej [m]atki przyszła pracownica. W ciąży, drugi miesiąc. Powiedzieć koleżankom, że już jest zdrowa i czuje się świetnie, żeby się nie martwiły, bo ciąża nie zagrożona, i w ogóle, super jest!

[m] O, czyli wracasz do pracy? Od poniedziałku, tak?
[p] Nie!
[m] Jak to nie?
[p] No ja w ciąży jestem. Sama masz synów, pamiętasz jak to było!
[m] Pamiętam. Na tydzień przed porodem brałam macierzyński, bo dojeżdżanie do innego miasta faktycznie było już za ciężkie.
[p] No wiesz! To chyba wtedy kobiety były inne!
Komentarz blooda - "wtedy" czyli pokolenie temu. Jasssssne.
[m] Ale co ci jest, że zwolnienie?!
[p] Ja jestem zbyt zaaferowana, nie mam już siły myśleć o pracy!

I ta paniusia nic niewłaściwego w swoim postępowaniu nie widziała. Niestety jej lekarz w wypisywaniu ewidentnie fałszywych zwolnień też nie.

ciąża

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (278)
zarchiwizowany

#26547

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Wykonując zlecenie dla państwowej instytucji musiałem zadzwonić i załatwić jedną sprawę z urzędem dzielnicy.

W pewnym momencie przełączono mnie nawet do pokoju serwisantów, którzy to ze sprawą nie mieli nic wspólnego, są od tego żeby maszyny z numerkami klientom działały, a urzędnikom komputery.

- Dzień dobry, ja w sprawie ...
- Ale to nie do nas.
- Ja wiem, ale mnie do panów przełączono.
- Kto pana przełączył?! Tu jest helpdesk!
- Nie wiem, zadzwoniłem na centralę.
- I?
- I tak stawiam sobie kreseczki, co mnie przełączą... Panowie są piątą kreseczką.
- To szóstą kreseczką będzie pani ... wewnętrzny ..., już pana przełączam.

No i dało się, całe załatwianie z "szóstą kreseczką" pół minuty. Tylko czemu pani w centrali nie mogła od razu?

Urząd dzielnica

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (188)
zarchiwizowany

#26498

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Moje początki na allegro.
Wyprzedaję części ze stacjonarki, bo stacjonarki już nie mam, to co mają leżeć.

Jako, że nie mam jeszcze komentarzy, wybrałem dostawę "odbiór osobisty". Żeby było prosto i jasno, żeby kupujący mógł obejrzeć zanim zapłaci i żeby wyjaśnić ewentualne wątpliwości.

Pojawił się jeden potencjalny kupujący na chłodnicę. Ale upierał się, że chce ją wysłaną pocztą. Paczką nieubezpieczoną, bo po co płacić za ubezpieczenie.

Wymieniliśmy kilka maili, w których ja upierałem się, że jak mam wysyłać, to ubezpieczoną, a on, że zwykłą priorytetową.

Zmęczony tym odbijaniem piłeczki spytałem krótko a rzeczowo, czy pieniądze wyśle z góry, i jeśli paczka nie dojdzie, albo chłodnica będzie poobijana i uszkodzona, to potwierdzenie nadania wystarczy, bym otrzymał pozytywny komentarz i by nie oczekiwał zwrotu pieniędzy.

Kontakt się urwał jego tekstem, że kupi u kogoś, kto nie będzie tak uparty...

I tak się zastanawiam, czego ten gościu tak naprawdę oczekiwał?

Allegro

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (170)
zarchiwizowany

#26310

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
To samo miejsce (w Polsce), ten sam dzień, parę godzin różnicy.

1:
- Tu nie wolno palić.
- A spier* ty ....
(i dalej trwał i dym, i potok przekleństw)

2:
- Tu nie wolno palić.
- Excuse me?
- No smoking area here.
- Oh! Sorry!
(i oddalił się energicznie)


Niestety to porównanie bardzo dobrze oddaje podejście naszych i nienaszych palaczy do zakazów i zwykłej przyzwoitości. I czemu tak?

Palacze Polska

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (241)

#25031

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Tramwaj, ranek, droga do pracy.

Wchodzę, siadam na jednym z wolnych miejsc. Na następnym przystanku tramwaj się zapełnia. Nie to, żeby tłok, ale miejsc wolnych nie ma. Jedna pani staje tuż koło mnie, łapie się uchwytu nad oparciem krzesełka, na którym siedzę. Co tramwaj ruszy czy przyhamuje, pani buja się aż do przesady, i za uchwyt szarpie tak, że całe krzesełko chodzi.

Tu wyjaśnienie: prawe kolano mam kontuzjowane. Stara sprawa. Generalnie mogę chodzić, biegać, skakać, ale rano, gdy jest jeszcze nie rozgrzane (a to był jeden z tych poranków -20 stopni) po prostu kuleję i nie mogę na prawej nodze ustać.

Tak więc widząc wysyłek tej Pani wkładany w wyrzucenie mnie z krzesełka podciągnąłem się na pionowej rurce, odkicałem ze dwa kroki i mówię:
- Pani sobie siądzie.

Pani spłonęła czerwienią. Dopóki nie wysiadła, nikt tego miejsca nie zajął.

tramwaj

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 567 (639)
zarchiwizowany

#25841

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Miejsce pracy mojej matki:
Wszystkie pracujące tam kobiety, a było ich sporo, poszły na zwolnienie chorobowe od razu po dowiedzeniu się o ciąży i pozostały na nim aż do macierzyńskiego (szkoła, więc informacja nijak nie tajna jak nauczycielki nie ma).

Państwowa instytucja, dla której wykonywałem projekty:
Większość pań od razu po info o ciąży - chorobowe. Choć był jak pamiętam jeden wyjątek. Z drugiej strony, jak robię dla nich już z półtora roku, to jednej pani na oczy nie widziałem - zwolnienie, macierzyński, zwolnienie (drugie dziecko)..

Moje ostatnie miejsce pracy przed przejściem na freelancing, prywatne:
Kilka ciąż było. Chorobowych nie stwierdzono, poza takimi na 2 dni badań czy tydzień przeziębienia.

Miejsce pracy mojej siostrzyczki, bank:
Ciąże stwierdzono. Chorobowe - sporadycznie.

Patrząc na powyższe, mam radę dla kobiet planujących ciążę: Zatrudnijcie się gdzieś, gdzie za ściemnianie, kombinowanie i wyłudzanie naprawdę grozi dyscyplinarka. To wręcz niesamowicie zwiększa szanse na zdrową, nie zagrożoną ciążę!

2x firma prywatna państwowa

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (301)

#24791

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem kiedyś w markecie, na wagę, "rybę po grecku".

No skoczyłem w przerwie obiadowej, taka fantazja nas w robocie naszła. Przynoszę do roboty, otwieram. Jedzie octem.
W rybie po grecku nie ma octu. Odrobina na widelec - jeść się tego nie da, plułem dobry kwadrans, koledzy ze mną.

Po robocie - do marketu. Idę do punktu obsługi klienta, zaczynam dyskusję. Oczywiście nie ma zwrotów na garmażerkę i te de i te pe.

W tym miejscu bardzo chciałem przeprosić panią, która była w kolejce za mną. Jakbym wiedział, że to co mój nos odbierał jako "jechanie octem" u Pani spowoduje wymioty, naprawdę poprosiłbym panie z POK o odejście na bok przed otwarciem pudełka.

Jednocześnie bardzo Pani z kolejki dziękuję. Dzięki Pani reklamacja została przyjęta bez dalszego gadania.

Garmażeria marketu znanej sieci

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 992 (1036)