Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

TomX

Zamieszcza historie od: 27 marca 2011 - 0:18
Ostatnio: 16 września 2021 - 11:21
  • Historii na głównej: 45 z 90
  • Punktów za historie: 27418
  • Komentarzy: 527
  • Punktów za komentarze: 5168
 

#88458

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka dni temu zdawałem egzamin na prawo jazdy na motocykle.

Wyjazd z ośrodka egzaminacyjnego, pierwsze skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną, mam skręcić w lewo. Grzecznie przepuszczam samochody jadące na wprost, widzę, że przez drogę na którą mam wjechać przechodzą jeszcze piesi, ale ich zielone światło już miga. Jak mogę, to ruszam, mam teoretycznie wolną drogę - na pasach już nikogo nie ma. Gdy jestem dosłownie kilka metrów od przejechania przez pasy, równocześnie zauważam dwa zjawiska: światło dla pieszych przełączyło się na czerwone, a zza wysokiego żywopłotu oddzielającego jezdnię od chodnika, na pełnym gazie wyjeżdża kolarz. Tak, oczywiście cyklista gwałtownie skręca i przecina jezdnię, po której jechałem. Na czerwonym świetle. Po przejściu dla pieszych (nie było tam przejazdu dla rowerów). Prosto pod moje koło - serio, śmignął może 1,5 metra przede mną.
Oczywiście jak tylko zauważyłem, że rowerzysta składa się do skrętu na przejście, zacząłem awaryjnie hamować, ale motocykl zatrzymał się już w połowie szerokości przejścia dla pieszych.

Zdążyłem tylko pomyśleć "jak niesprawiedliwe by było, gdyby egzaminator mnie teraz oblał". Na szczęście zamiast tego usłyszałem w słuchawce jego komentarz "Ale samobójca!" i egzamin trwał.
Więcej przygód nie było, zdałem :)

polskie drogi

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (150)

#88181

(PW) ·
| Do ulubionych
Spacerowałem z psem dookoła małego stawu, będącego siedliskiem dużej ilości kaczek. Nad brzegiem, przy szuwarach, napotkałem rodzinkę: mama, córka- nastolatka i syn, na oko 10-cio letni. Przyszli z całą siatką suchego chleba, dokarmiać ptactwo wodne.

Rodzinka robiła tyle hałasu, że skutecznie odstraszyli od siebie wszelkie ptactwo, nawet perspektywa wyżerki nie przekonywała kaczek żeby podejść do tego zamieszania. Mamusia bardzo żywiołowo zachęcała dzieciaki do rzucanie chleba ptakom, starsza córka darła się na młodszego brata (inaczej się tego nazwać nie da), żeby nie wpadł do wody, natomiast chłopak, jako jedyny przeczytał tabliczkę zamieszczoną przy brzegu, której treść próbował zakomunikować rodzinie:

- Ale tu jest napisane "Zakaz dokarmiania ptactwa wodnego pieczywem"!
- Co oni głupi jacyś są, jedzenie kaczkom dajemy, dziękować nam powinni a nie zakazy jakieś! - zareagowała Mama

Na taki obrót sprawy nie mogłem nie zareagować, wtrąciłem się więc:

- Jedzenie chleba jest szkodliwe dla ptaków. Powinno się je karmić ziarnem, bo chleb zalega im w żołądku, fermentuje i przez to ciężko chorują.

Wyraźni skonsternowana matka zdobyła się tylko na odpowiedź:

- A to moja wina że im szkodzi? No dalej dzieci, rzucajcie im, przecież nie wrócimy z tym chlebem do domu!

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (208)

#87284

(PW) ·
| Do ulubionych
Koronawirus - moja historia.

W poniedziałek poczułem się źle. Osłabienie, lekki kaszel, gorączka 37,5 stopnia. Nic strasznego, co roku o tej porze mam przeziębienie, bywa gorzej. Gripex, syrop z cebuli, szlafrok i bambosze - i tak pracuję zdalnie, więc nie przeszkadza mi to zbytnio w funkcjonowaniu.

We wtorek w sumie bez zmian. Jest OK. Ale o piętnastej dostaję maila (tylko maila!) z przedszkola do którego chodzi moja córka, że jedna z opiekunek ma potwierdzonego covida. Tak, opiekunka z grupy mojej córki. Nie, sanepid nie wysłał rodzin dzieciaków na kwarantannę, nie zamknął placówki, jutro rano zapraszamy dzieciaczki jak zwykle.

W środę samopoczucie bez zmian, ale wiedząc że w przedszkolu był potwierdzony przypadek, robimy sobie dobrowolną izolację, biorę urlop w pracy, dzieci zostają w domu, ja cały poranek spędzam na telefonie z lekarzami. Do większości przychodni nie da się w ogóle dodzwonić. W kilku, gdzie odebrano słuchawkę, lekarze wprost mówią, że skierowania na test nie wystawią - mam tylko 2 z 4 objawów potrzebnych do skierowania na test (czy to nie miało być zmienione? Nie wiem, te rozporządzenia rządowe zmieniają się po 3 razy dziennie, już nikt nie wie jak należy postępować w danej sytuacji). W końcu dzwonię do ciotki, z którą rzadko utrzymuję kontakt, ale jest lekarzem w nieodległym mieście. Po znajomości wystawia mi skierowanie na test i tłumaczy, gdzie, jak i kiedy mam się udać na pobranie wymazu.
Tego samego dnia udaję się do punktu wymazowego o 15 (punkt czynny do 16). Spodziewałem się kolejki, a tam nikogo. Okazuje się że wymazu mi nie zrobią - mają limit 160 próbek na dzień, dziś go wykorzystali o 11 rano, haha. Nie wytrzymałem. Zrobiłem karczemną awanturę i w końcu pobrano ode mnie wymaz.

W czwartek czułem się gorzej. Gorączka wzrosła, pojawiły się bóle mięśni. Wyniku brak.

W piątek straciłem węch i smak. gorączka wzrasta do 38,8. Wyników brak.
W nocy zacząłem mieć duszności. Uczucie jakby ściśnięto mi klatkę piersiową pasami i nabranie powietrza wymaga niesamowitego wysiłku.

W sobotę rano już mi lepiej. W sumie dużo lepiej, duszności minęły, gorączka spadła, tylko jestem wyczerpany i nie czuję smaków/zapachów. Konsultacja telefoniczna z ciotką. Wyników brak. Jak sprawdza w systemie, to jeszcze nikt wysłany na wymaz we wtorek nie ma wyników (4 DNI PÓŹNIEJ!!!!). Dobrze, że u mnie dobrze.

I tak sobie żyję. Wyników brak, ja jestem na 100% pewny, że mam covida, na szczęście reszta domowników nie choruje. Nie jesteśmy na kwarantannie. Dzieciaki cały tydzień mogły chodzić do przedszkola i szkoły (nie chodziły). Żona mogła pójść do pracy (nie poszła - wzięła urlop, bo skoro zdrowa to L4 nie dostanie). Jutro mogę sobie normalnie pójść do kościoła na mszę albo na obiad do restauracji. Ale nie pójdę. Tylko się zastanawiam, czy test wykonany na próbce pobranej 4 dni temu będzie wiarygodny. Jak tak - to kwarantannę nam wlepią gdy już będę zdrowy...

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (123)

#87029

(PW) ·
| Do ulubionych
Dlaczego obserwujemy teraz "drugą falę" i z dnia na dzień rekordy zachorowań na COVID? A no dlatego:
Zasłyszane przypadkiem na szlaku turystycznym w górach:

- Wiesz, jak był ten wirus, to bałam się jeździć gdzieś dalej, ale teraz jak już go nie ma to można na jakieś wczasy pojechać.

Tego samego dnia w sklepie w Zakopanem - na drzwiach wyraźny komunikat żeby zasłaniać usta i nos. Wchodzę w maseczce "chirurgicznej" do sklepu, a ekspedientka z rubasznym śmiechem:

- Pan ściągnie to z twarzy, bo się przestraszyłam, że to napad, hahahaha.

Przy takim podejściu, to zaraz wrócimy do lockdownu.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (194)

#85797

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia parkingowa z roszczeniowym tatuśkiem w roli głównej.

Przedświąteczna gorączka zakupowa zagnała mnie w weekend poprzedzający Wigilię do Centrum Handlowego Bonarka - jednej z większych galerii w Krakowie. Wjeżdżając na parking podziemny, zdawałem sobie sprawę, że pewnie więcej czasu spędzę szukając miejsca postojowego, niż robiąc potem zakupy - ruch w okolicach galerii był nieziemski, na parkingu auta były parkowane w każdym niedozwolonym miejscu, masakra na całego.

Krążę po parkingu w nadziei, że zobaczę kogoś wyjeżdżającego z miejsca, a tu cud! Piękne, wolne miejsce parkingowe przy samym wejściu do galerii! Upewniłem się, czy to nie miejsce rezerwowane dla niepełnosprawnych albo rodzin z dziećmi, ale nie - zwyczajne miejsce parkingowe, ogólnodostępne. Biorę!

Gdy tylko rozpocząłem manewr parkowania tyłem, kierowca samochodu jadącego za mną zaczął wściekle trąbić i mrugać światłami. Nie powiem, skonsternowałem się, stop i rozglądam się dookoła, czy ktoś mi za samochodem nie stanął, czy coś nie leży na miejscu parkingowym, czy rzeczywiście nie ma na nim wytartego znaczka, dla kogo jest przeznaczone. Nic z tych rzeczy, więc kontynuuję manewr. Ot, świąteczny frustrat dla którego to 15 sekund, które czekał na przejazd, gdy parkowałem było sprawą życia i śmierci.

Ale zamiast odjechać z piskiem opon, rzeczony kierowca zajechał swoim SUV-em przed moją maskę, jakby chciał uniemożliwić mi wyjazd, po czym wysiadł z samochodu i leci do mnie, drąc się i gestykulując, jak, nie przymierzając, wariat. Również wysiadłem z samochodu, coby jak człowiek z człowiekiem porozmawiać, a nie przez uchyloną szybkę.

- Czemu pan na miejscu dla rodzin z dziećmi parkuje?! Proszę NATYCHMIAST wyjechać!
- (uprzejmie, acz stanowczo) To nie jest miejsce dla rodzin z dziećmi. Proszę zobaczyć. Pięć miejsc na prawo to są miejsca dla rodzin z dziećmi. Wszystkie poszerzone, pomalowane na różowo z symbolem wózka dziecięcego, nad każdym wisi tabliczka "miejsce dla rodzin z dziećmi". To jest zwykłe miejsce.
- Dobra, ale mógł się pan DOMYŚLIĆ, że ono nam będzie potrzebne! Strasznie nam pan utrudnia życie!

Absurd tej sytuacji był taki, że nie byłem w stanie nic odpowiedzieć. Zresztą Roszczeniowy Tatusiek nie czekał na kontynuację dialogu, wsiadł z powrotem do auta i odjechał.

...i Wesołych Świąt?

parking Święta

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (187)
zarchiwizowany

#82944

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Byłem na wczasach. Takich z biura podróży - hotel, plaża, Morze Śródziemne...
Do celu przylecieliśmy dość wcześnie, około 10 rano. Nasze pokoje nie były jeszcze wysprzątane po poprzednich gościach, ale pozwolono nam zostawić w nich walizki, przebrać się i wyjść na plażę/miasto.

Przede mną pokój zajmowali inni Polacy. Łatwo to było stwierdzić po istnej stercie śmieci rozrzuconych po całym pokoju. Paczki po fajkach, papierki po batonach, opakowania po kremach z filtrem - na wszystkim etykiety po polsku. Wspomniane butelki po kremie do opalania rozcięte na pół, chyba tylko w celu wygrzebania zawartości do ostatniej kropli w celu rozsmarowania po lustrze, stole, podłodze...
Pościel z łózka rzucona gdzieś w kąt, poplamiona czerwonym winem. Masa piasku naniesiona dosłownie wszędzie. Ilość włosów w umywalce sugerowała by co najmniej, że kogoś tam ostrzyżono na łyso. Brudna damska bielizna zostawiona w szafie. Jednym słowem - pobojowisko.


A potem płacz, że mamy taką a nie inną opinie za granicą.

hotel

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (109)

#82371

(PW) ·
| Do ulubionych
Kontrola bezpieczeństwa na lotnisku Kraków - Balice. Przede mną w kolejce do "prześwietlenia" starsze (50 - 60 lat) małżeństwo. Sądząc po języku, w którym ze sobą rozmawiali, pochodzili ze Skandynawii. Ich bagaże podręczne zostały skierowane do dodatkowej kontroli - ot, coś wzbudziło podejrzenia celnika obsługującego skaner.

No cóż, pan Starszy Viking zapomniał wyciągnąć z plecaka laptop (obowiązkowo sprzęty elektroniczne mają być skanowane osobno), miał też w plecaku butelkę soku. A to wszystko pomimo, że przed kontrolą celnik wyraźnie poinformował ich po angielsku o konieczności wyrzucenia płynów i okazania elektroniki, a Pan Viking potwierdził że zrozumiał, i zaprzeczył, jakoby takie artykuły posiadał.

Cóż, do tej pory historia jakich wiele, prawie za każdym razem na lotnisku taką widzę. Ale Pan Viking postanowił głośno wyrazić swoje oburzenie tą sytuacją. Oczywiście nie wprost do celnika. Pewnie nie chciał zadzierać z "władzą". Zwrócił się, i to bardzo donośnie, do swojej żony:

- Traktują nas tu jak Żydów w nazistowskich obozach!

+50 punktów za poprawne wskazanie sprawców holokaustu. Jednak co ciekawe, kwestię wygłosił po angielsku, a nie w języku, w którym chwilę wcześniej komunikował się z małżonką. Czyli po pierwsze, doskonale zna angielski i musiał zrozumieć pouczenia celnika przed kontrolą, po wtóre - udając rozmowę z żoną chciał, aby wszyscy wokół usłyszeli i zrozumieli jego wywody.

Oczywiście i celnik na służbie i pozostali pasażerowie w kolejce wywrócili oczami przytłoczeni siłą argumentu. Mi to nie wystarczyło, wdałem się z Panem Vikingiem w krótką i zupełnie niekonstruktywną dyskusję, jak bardzo niestosowne było jego porównanie. Oczywiście nie przekonałem go do swoich racji. Podejrzewam, że gdy machnąłem ręką i odszedłem, Pan Viking był bardzo zawiedziony, że nie może kontynuować swojego przedstawienia.

Lotnisko

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (207)

#79442

(PW) ·
| Do ulubionych
Sieciowa pizzeria w dużym centrum handlowym w Krakowie. Czekam na swoje zamówienia przy stoliku usytuowanym dokładnie naprzeciwko „okienka", z którego kuchnia wydaje kelnerom gotowe dania.

W pewnym momencie słyszę stamtąd taki dialog:

- Ej, ale ta Americana miała być bez pomidorów!
- Cholera, co teraz?
- No nowej przecież nie będziemy robić!

Po czym pani bez skrępowania, na widoku całej restauracji, gołą ręką bez żadnej rękawiczki, powybierała z pizzy wszystkie pomidorki, zapakowała pizzę i wydała do dostawy...

Widziałem to ja, widzieli i inni klienci. Ja zdecydowałem się zostać (ach, ten głód...), para przy sąsiednim stoliku po prostu wstała i wyszła, nie czekając na swoje zamówienie.

Pizza Chatka

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (152)

#75547

(PW) ·
| Do ulubionych
Centrum krwiodawstwa. Przy wejściu kosz z foliowymi ochraniaczami na obuwie dla dawców. Wiadomo, w takiej instytucji czystość powinna przewyższać zwyczajne standardy.

Wewnątrz ochraniaczy które wziąłem, znalazłem drobiny błota i zeschnięte igliwie.

Recycling. I tyle by było z tej higieny.

RCKiK

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (193)

#72867

(PW) ·
| Do ulubionych
W późnych godzinach wieczornych, po zmroku, jechałem autostradą. Utrzymuję prędkość minimalnie poniżej dozwolonej na danym odcinku, trzymam się prawego pasa, ruch jest niewielki, bez trudu wyprzedzam pojazdy jadące wolniej ode mnie.

Zacząłem doganiać kilka jadących wolniej pojazdów, więc włączam lewy kierunkowskaz, zmieniam pas i ze stałą prędkością zaczynam je wymijać.

Nagle tuż przede mną, bez kierunkowskazu, bez żadnego znaku, zmienia pas i zajeżdża mi drogę jeden z wymijanych samochodów. Oj gwałtownie musiałem hamować żeby uniknąć nieszczęścia, szczęśliwie nic się nie stało. Nie omieszkałem jednak siarczyście zakląć pod nosem i obtrąbić debila.

Historia jakich wiele, każdy kierowca miał takich sytuacji na pęczki, ale ten konkretny burak wspiął się na wyższy level.
Gdy tylko wyminęliśmy pojazdy na prawym pasie, idiota zjechał grzecznie na prawo. Bez trudu go wyprzedziłem, po czym też zmieniłem pas na prawy. I co wtedy zrobił urażony rajdowiec? Włączył światła długie skutecznie mnie oślepiając i uparcie trzymał się za mną.

Pytanie co chciał osiągnąć?

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 301 (315)