Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

fireman

Zamieszcza historie od: 21 lipca 2011 - 21:31
Ostatnio: 15 grudnia 2015 - 19:43
  • Historii na głównej: 59 z 86
  • Punktów za historie: 58202
  • Komentarzy: 216
  • Punktów za komentarze: 1159
 

#50057

(PW) ·
| Do ulubionych
Pożar dachu w opuszczonym budynku.

Kto widział kiedyś naszą pracę, wie, że raczej mamy w takim wypadku pełne ręce roboty i nie ma czasu na zatrzymanie się i obijanie. Za każdym razem też zbiera się spora grupka gapiów, a w okolicznych domach wszystkie babcie wiszą na oknach - dopóki ludzie nam nie przeszkadzają to niech sobie patrzą (moje zdanie).

Wodę mamy w pojazdach, ale też używamy hydrantów. W ulicy są studzienki w które wkręcamy grubą rurę w kształcie Y z dwoma zaworami, do których można podłączyć dwa węże na końcach. Oczywiście nikt nie ma czasu stać i pilnować zaworów, po prostu odkręca się je, a po akcji zamyka prądownice i dopiero potem zawór. Nie potrzeba do tego żadnych kluczy, wystarczy przekręcić.

Tak więc podłączamy taki zestaw i biegiem gasić. Nagle woda nie leci, prądownica ok, ktoś biegiem do zaworu, zakręcony (WTF?), kolega puszcza wodę, wraca i za chwilę znowu podobna sytuacja. Okazało się, że dwóch na oko 17-latków urządziło sobie zabawę i odcinali nam wodę. Dodam tylko, że nikt z gapiów nie powstrzymał ich i nie zwrócił uwagi.
Z żartownisiami pogadali policjanci, nie wiem na czym się skończyło.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1104 (1130)

#35778

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj przybliżę wam historię rodem z kronik kryminalnych. Jak wiadomo jaki kraj taka zbrodnia. Wiadomo również, że Polak potrafi, oraz, że głupota ludzka jest nieskończona. Jeżeli dodamy te trzy cytaty/przysłowia/stwierdzenia, wyjdzie nam taka oto historia.

Znajomy mój jest wielkim fanem mistrza renesansu Leonarda da Vinci. Ma o nim pełno książek, a jego dom zdobią reprodukcje niemal wszystkich obrazów, ma skany szkiców, ogólnie maniak. Kolekcję swoją darzy wielką miłością, więc całość ubezpieczył od czego się tylko da. Znakiem rozpoznawalnym była parafka z tyłu każdej reprodukcji. Co ważne "Dama z łasiczką" jako jedyna znajduje się w holu, z którego nie widać reszty kolekcji rozsianej po całym salonie i nie tylko.
Istotny jest też fakt, że pizzeria z usług których owy znajomy korzysta, zatrudniła nowego dostawcę. Ten też przyjechał, wszedł do holu z pizzą i zauważył Damę. Kolega widząc jego zaciekawiony wzrok, opowiedział co nieco o dziele. Rzecz jasna mówił zdania typu "Obraz jest bezcenny", "Została namalowana w roku", itd.

Reprodukcję skradziono.

Po pewnym czasie na portalu podobnym do alledrogo, pojawiła się jego Dama za sumę kilku milionów euro. Obfotografowana z każdej strony, wyraźnie było widać ową parafkę. Poznał ją bez problemu, w link trafił przypadkiem, kiedy szukał nowych przedmiotów do swojej kolekcji.

Złodziejem okazał się dostawca. On naprawdę myślał, że to oryginał.
Sprawa trafiła do sądu.

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1078 (1106)

#35090

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, czy już gdzieś o tym wspominałem, ale najbardziej piekielnym okresem w moim życiu było LO. Nie dlatego, że byłem debilem, ale wręcz odwrotnie, świetnie łapałem przedmioty ścisłe. Zaznaczam, że nic nie przyszło mi łatwo - nie jestem geniuszem, a IQ mam niższe od Dody, co z dumą przyznaję. Ścisłe przedmioty zawsze mnie pasjonowały, pochłaniałem literaturę naukową, co odbijało się na mojej wiedzy. Dodawałem już pojedyncze historie z LO, a teraz postanowiłem przekopać się przez co ciekawsze wątki w moich kolejnych wypocinach o ile nie zdarzy się nic ciekawszego w życiu powszednim.

Zgłaszałem się na niemal każdy konkurs z mojej dziedziny, znamienitą większość kończyłem na wysokich pozycjach, ale trafił się i taki, gdzie na poziomie miejskim zdobyłem zaszczytne ostatnie miejsce. Zdarza się, olałem i zapomniałem, aż do następnego konkursu. Zgłosiłem się, a nauczycielka stwierdziła, że mnie nie "wstawi" bo się "skończyłem" i trzeba dać szansę innym.

Konkurs był tak zorganizowany, że szkoła mogła wystawić x kandydatów, ale można było się też zgłosić samemu, a nie z ramienia szkoły (warunkiem były jakieś groszowe wpisowe, z których była finansowana nagroda), co też uczyniłem.

Zdobyłem 1. miejsce w powiecie i zadbałem o to, aby nigdzie na listach, na dyplomie i w gazecie nie pojawiła się nazwa szkoły.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1283 (1369)

#34882

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostrzegam, że będzie długo, bo przez 3 tygodnie sporo się tego nazbierało, a i bez wstępu się nie obejdzie. Często widywałem tutaj bardziej lub mniej śmieszne i piekielne historie o teściowych. Zaśmiewałem się wtedy ciesząc się, że nic takiego mi się nie przytrafi, bo mama mojej Madzi to równa babka, a oczywiście zakładałem pozytywny scenariusz, że wytrwamy razem do ołtarza.

Zdecydowałem się więc oświadczyć, wszystko pięknie, dziewczyna szczęśliwa. Jednak zostałem tak wychowany, że nie mógłbym tak bez powiadomienia (lub poproszenia o rękę jak kto woli) jej rodziców. Zorganizowaliśmy uroczystą kolację wszystko pięknie, aż do czasu kiedy to powiadomiliśmy ich o naszych planach.

Teściu, uśmiechnięty zaraz zabrał mnie na cygaro (jest wielkim koneserem), bo "musisz potrafić zapalić, żeby nie było wstydu jak pojawi się wnuk", itd. Teściowej jednak mina zrzedła i siedziała jakaś dziwna przez cały wieczór, wtedy jeszcze nie wiedziałem co nadchodzi.

Uno. Połówka zwierzyła mi się, że matka cały czas odwodzi ją od ślubu, bo nie zna mnie dobrze (?), skąd wie, czy nie zostawię jej dla młodszej (w naszym wieku to chyba dla gimnazjalistki). Jeżdżę jak wariat (odnośnie ostatniego wypadku, poruszonego w innej historii) i na pewno byłem pijany. Wpadnę w alkoholizm i będę ją bił. Tekstów było więcej, nie będę się rozpisywał w drobnostkach.

Dos. Ja pracuję 24h a potem mam 48h wolnego + jakieś ewentualne urlopy, więc często jestem cały dzień "w domu". Rano odwiedziła mnie teściowa, byłem sam (mieszkam z Magdą). Porozmawialiśmy i zapytała czy zrobię coś na obiad w związku z tym, że nie pracuję. Oczywiście, nawet lubię gotować, ale tego dnia mieliśmy zjeść kaszankę z cebulką (oboje lubimy, połówka nauczyła się jeść przy mnie). Teściowa poszła, wraca kiedy już zajadaliśmy.

[T]eściowa, [M]agda

T- Co tam jesz?
M- Kaszankę, chcesz się poczęstować?
T- Ale ty nigdy nie jadłaś.
M- Ale fireman mnie nauczył i jest pyszna
T- ZOBACZ CO TU JEST! WĄTROBA WIEPRZOWA! KREW WIEPRZOWA! CHCESZ OTRUĆ MOJĄ CÓRECZKĘ NIE ZASŁUGUJESZ NA NIĄ!

Zdębieliśmy podczas gdy mama wyjmuje słoiki pełne zup, pierogów, pulpetów, gołąbków i innego jedzenia, z którego wyżylibyśmy miesiąc.

T-(jak gdyby nigdy nic) Masz, ugotowałam ci PRAWDZIWE jedzenie. Pójdę już, pamiętaj, że to dla CIEBIE tylko.

Tres. Dzwoni do mnie przerażona Magda, że była u niej mama i podczas gdy ona się krzątała, ta wywaliła część moich płyt. Powiedziała jej, że chroni mnie od satanizmu, czego Magda wtedy nie zrozumiała.

Wracam dyskografia rzeczywiście mocno uszczuplona. Poszło wszystko z czarnymi okładkami (np.Metallica- Metallica) krzyżami (np.Metallica - Master of puppets) pentagramami (znamienita większość Slayera), te z napisami devil i beast (np.Powerwolf - Bible of the Beast, co ciekawe zostawiła Blood of saints i Lupus dei) oraz wszystko z jakimkolwiek "potworem" (viva Iron Maiden). Całość udało mi się odzyskać z pobliskiego śmietnika, na szczęście bez strat oprócz pękniętego pudełka z Killers.

Quatro. Śledziła mnie, nie wiedziałem w jakim celu. Podczas gdy byłem w pracy siedziała w samochodzie przez ponad 12 godzin wpatrując się w remizę i nawet jadąc za nami do wypadku. Często też na nią wpadałem. Niedawno dowiedziałem się, że chciała mnie przyłapać na zdradzie.

Finito. Ostatecznie wspólnymi siłami udało nam się ją jakoś uspokoić i od 3 dni mamy ciszę, chociaż nie pała do mnie taką radością jak wcześniej. Mam nadzieję, że ostatecznie pogodziła się z faktem, że zabieram jej ukochaną, jedyną córeczkę.

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 805 (863)

#34166

(PW) ·
| Do ulubionych
Sobota, piękna pogoda, sezon na grilla, a jak grill to i alkohol, nic tylko czekać aż jeden z drugim coś podpalą, czyś się udławią, itp.

Dostajemy wezwanie, z pijackiego bełkotu nic nie zrozumieliśmy oprócz ′pali się′. Dyspozytorowi nie udało się wyciągnąć adresu. Chwilkę później dzwoni przerażony trzeźwy sąsiad.

Na miejscu spotykamy garstkę licealistów/młodych studentów. Ognisko w domku jednorodzinnym. Tak w domku, a dokładnie na tarasie. Wszyscy byli tak pijani, że nic nie kontaktowali. Szczęśliwie wiatr zagnał ognień nie w stronę domu, tylko na pobliskie krzaki. Rodziców nie ma. Po chwili przyszli z własnej imprezy w nie lepszym stanie. Skończyliśmy swoje. Nagle tatuś wytrzeźwiał i zaczął objeżdżać syna, a syn nas (!)
Krzyczał, że wtargnęliśmy na jego teren (!!), że niebezpieczeństwa nie było (!!!), a ojciec, że ma do syna zaufanie i on nic takiego by nie zrobił, a my jesteśmy podpalaczami, bo chcemy więcej zarobić.

Zrobiło się nieprzyjemnie. Policja przyjechała, zabrali rodzinkę na komendę lub do wytrzeźwiałki, nie jestem pewien.
Ciekawe, czy dzisiaj też są tacy wygadani.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 765 (801)

#33058

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia mojej dziewczyny.

Jako, że nadeszło Euro i Polska miała rozegrać mecz, postanowiliśmy zaprosić trochę znajomych, aby wspólnie pokibicować. Wiąże się to oczywiście ze spożywaniem dużej ilości czipsów, paluszków i innej niezdrowej żywności, a także wypiciem kilku piw. Na zakupy poszła moja [d]ziewczyna. Rozmowa z [p]anią z kasy:

[P]: Masz dowód?
[D]: Chcesz zobaczyć?
[P]: (oburzona) Od kiedy jesteśmy na TY?

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1533 (1697)

#32440

(PW) ·
| Do ulubionych
Od jakichś 3 lat zawsze używam tej samej wody po goleniu.
Skończyła się, więc wybrałem się przed chwilą na zakupy, a ponieważ Rossmann był najbliżej, tam też poszedłem. Dla niezorientowanych jest to sklep samoobsługowy. Szybko zlokalizowałem cel, leżał na dolnej półce. Spytałem stojącą obok kobietę (nie pracownicę) czy mogłaby mi podać. Zaczęło się:

- Co?! Ja kobieta mam ci usługiwać! Ty męski szowinisto, współczuję twojej dziewczynie! Ja jestem kobietą wyzwoloną! Sam się schylaj leniu śmierdzący!

Obróciła się na pięcie i oddaliła.

Ps. Mam gips na nodze, który skutecznie uniemożliwiał mi kucnięcie po produkt.

Skomentuj (57) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 986 (1070)

#31633

(PW) ·
| Do ulubionych
Widziałem wiele piekielnych sytuacji z punktu widzenia ratownika, wczoraj dane mi było poznać jak to jest być ofiarą w naszym nietolerancyjnym społeczeństwie.

Otóż zaznaczam, że na motocyklu nie jestem święty i zdarza mi się naginać przepisy ruchu drogowego. Dwóch rzeczy jednak nie robię nigdy - nie kieruję po pijaku i nie przekraczam znacznie prędkości. Po prostu już zbyt wielu ludzi zbierałem z asfaltu i bardzo nie chcę skończyć jak oni.

Tak więc jadę sobie wczoraj i wpadłem w poślizg na przedmieściach - dróżka mało uczęszczana, kilka domków jednorodzinnych. Otrząsnąłem się, szybkie oględziny, kiedy minął szok poczułem ból w nodze. Na moje oko złamanie, trzeba po jakąś karetkę zadzwonić i nogę na szybko usztywnić. Upadłem tak niefortunnie, że wylał mi ekran w telefonie, w plecaku miałem apteczkę (nawet na motorze się z nią nie rozstaję) szukam, a raczej rozglądam się i widzę leży jakiś badyl niedaleko. Dodam, że cały czas leżę/siedzę na jezdni, a wokoło mnie zebrała się jakaś grupka gapiów. Poprosiłem o podanie badyla.

- Trzeba było nie pić, to byś się nie rozbił, teraz urwa cierp urwysynu.

- Patrz, kupują urwa ścigacze i ścigają się nielegalnie i potem zabijają dzieci i urwa dobrze, że nikogo innego nie pokaleczył.

Podobne teksty towarzyszyły całej sytuacji. Z pomocą przyszedł mi gimnazjalista, który z PO czy podobnego przedmiotu wiedział to i owo, więc jakoś nogę opatrzyliśmy. Też nie zabrał telefonu. Po chwili jedna pani zadzwoniła pod 112 (łaskawie). Wezwanie brzmiało mniej więcej tak:

- Tutaj ja Piekielna Grażyna zgłaszam: Pijany kierowca rozbił się, jest poważnie ranny, ale alkohol chyba zamroczył mu umysł, bo nie wie co mówi, czuć woń wódki (!!!). Jest cały połamany.

Oczywiście na miejsce przyjechała karetka + policja celem badania alkomatem. Wynik 0,00 lekarz śmieje się, że "cały połamany", itd. Ogólnie z lekarzem jak i policjantami znałem się z pracy, na odchodne usłyszałem z grupki coś w stylu:

- Patrz urwa, po znajomości, to nic mu nie zrobią! kiedyś kogoś urwa zabije i będzie!

Leżę sobie w domku z nogą w gipsie i czekam na finał Ligi Mistrzów. Chyba taka sytuacja nie zdarza się codziennie, będę miał długo co wspominać. Jeżeli chodzi o straty, to ramoneska trochę się zdarła, zbite lusterko i lampa oraz jakieś drobne rysy i wgniecenia, więc nie jest jeszcze tak źle.

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 816 (874)

#31253

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałem niedawno I Kominuę bratanicy i musiałem wybrać się z dolnośląskiego do Warszawy. Musiałem zamiast motoru wybrać autko, więc podróż była dosyć męcząca, toteż w połowie stanąłem w pewnym mieście, którego nazwy nie przytoczę coby zjeść coś, kupić coś do picia i rozprostować kości. Miasteczko nie duże, ale też nie jakaś dziura, w centrum znalazłem wolne miejsce i idę. Wracam i widzę, że państwo ze straży miejskiej zakładają mi na koło blokadę. Z tego co się orienuję to nie mogą, ale nie kłóciłem się o to bo nie jestem pewien, jak coś to wytknę to w sądzie, bo sprawa będzie. Zaparkowałem prawidłowo, pan poprosił dokumenty i zaczął wypisywać mandat. Po chwili oprzytomniałem i kiedy dał mi kwitek do podpisania:

- Nie zgadzam się z tym mandatem, nie przyjmuję go, nie wiem za co jest.
- Zaparkował pan na miejscu dla niepełnosprawnych, a mandat musi pan wziąć, bo już wypisałem
- Nie obchodzi mnie czy pan wypisał, pan ma się upewnić czy ja mandat przyjmę zanim go pan wypisze.

Nie będę opisywał całej rozmowy. Miejsce dla niepełnosprawnych to było, ale po znaku została tylko dziura w chodniku, natomiast z koperty jakieś minimalne ślady, które zauważyłem kiedy zbliżyłem nos do asfaltu. Całość miejsca obfotografowałem, aby udokumentować (nie)oznakowanie i czekam na wezwanie.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 813 (877)

#31135

(PW) ·
| Do ulubionych
Strażackie wozy są duże. Duże jest widoczne. Są pomalowane na czerwono, chyba najbardziej rzucający się w oczy kolor. Duży czerwony wóz z kogutem i wyjącą syreną. Nie można nie zauważyć?

Też tak myśleliśmy, więc jadąc na akcję przejeżdżaliśmy przez około 500-metrowy odcinek drogi, ruch kierowany wahadłowy, z światłami, pali nam się czerwone, ale z naprzeciwka nic nie jedzie, więc grzejemy, w końcu chyba nas puszczą. Końcowe 50 metrów na czołówkę wyjeżdża Panda. Dobrze, że nie jechaliśmy za szybko i udało się wyhamować, bo wóz ciężki wypełniony wodą... jak nic zmiażdżylibyśmy malutkie żółte autko.
Pani (wcale nie blond solara) wyskakuje z buzią, że ma zielone i co to znaczy i kto dał nam prawo jazdy...

Po krótkiej, kilkusekundowej sprzeczce wycofała. Kiedy ją mijaliśmy, wystawiła nam język.

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 848 (888)