Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

asmok

Zamieszcza historie od: 27 kwietnia 2012 - 21:44
Ostatnio: 19 stycznia 2019 - 10:46
  • Historii na głównej: 1 z 1
  • Punktów za historie: 528
  • Komentarzy: 851
  • Punktów za komentarze: 1545
 
[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 3) | raportuj
27 maja 2017 o 1:48

@lemongirl: Ja próbowałem. Pół godziny to jakieś s-f. Nie wierzę w tak szybką policję.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
27 maja 2017 o 1:46

@thebill: Powodzenia. Łódź, Piotrkowska, wizytówka miasta. Monitoring na całej ulicy. Krótko po dwóch atakach nożowników, gdy teoretycznie cała policja była postawiona na nogi i miała szczególnie pilnować centrum. Czas reakcji na zgłoszenie rozboju - 40 minut.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 4) | raportuj
27 maja 2017 o 1:40

@ZaglobaOnufry: Chyba sobie jaja robisz. Liczyć na przyjazd policji do napadu szybciej niż przyjaciółki? Sprawdzisz to kiedyś w praktyce. Średnia 40 minut. Zdążą cię pobić, okraść, zgwałcić i jeszcze przepić twoje pieniądze, zanim policja się zjawi i powie że coś zmyślasz.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
27 maja 2017 o 1:35

Wystarczy takiego poprosić o pomoc. W wyborze, spytać o możliwość odłożenia towaru, o parametry/skład, gdzie coś znaleźć. Zaraz zacznie się tłumaczyć że on nie od tego, że coś tam ... i zniknie. Jeszcze mi się nie zdarzyło żeby to nie zadziałało.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
27 maja 2017 o 1:16

Nadal nie rozumiem po co dzwonił. Nie przekonuje mnie tłumaczenie z historii. To jest święta zasada - obroniłeś - uciekaj póki leżą i póki służby się nie zainteresowały. Dzwonisz dopiero gdy ofiary są poszkodowane. W każdym innym wypadku czeka cię przynajmniej nocka na komendzie. W imię czego?

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
27 maja 2017 o 1:08

@Balbina: Jeśli masz wydruk z transakcją nieudaną, a pieniądze zeszły, to jest bardzo poważna sprawa. Tu się nie ma co prosić, to jedna z nielicznych sytuacji w których bank zareaguje. W takiej sytuacji, "z automatu" zakładane jest oszustwo sprzedającego i jeśli sprawa się szybko nie wyjaśni to trafia do prokuratury. Ps. W banku mnie poinformowali że mają ranking sprzedawców. I to "z automatu" zależy od tego rankingu. Jeśli mieli takie zgłoszenia wcześniej, to potrafią nawet sami zadzwonić i spytać czy wszystko w porządku.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
27 maja 2017 o 1:03

@Balbina: Oddawanie wydruku z nieudanej transakcji to nie jest "nawet" tylko obowiązek. Przynajmniej tak słyszałem, przyznaję się bez bicia że nie weryfikowałem tej informacji w rozporządzeniu.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
27 maja 2017 o 1:01

Byłem w podobnej sytuacji jak ta klientka, tylko że na większą sumę. Sklep w innym mieście, nie miałem jak dojechać. Bank nie anuluje bo nie. Nie ma takiej opcji "na telefon" bo to by była furtka dla oszustów. Więc im mówię, że ja poproszę po prostu przelewem. Ale takiej opcji mi nie proponują. Nie można i już. Bo księgowość, bo ich organizacja pracy. Tylko co mnie to obchodzi? Przecież to ja powinienem decydować o formie płatności. Wysłałem poleconym wezwanie do zapłaty, ze wszystkimi zwyczajowymi regułkami o wszczęciu egzekucji tradycyjną drogą, w razie gdyby nie zapłacili. Nagle się okazało że da się przelewem, nie ma problemu, księgowość już nie protestuje :) No ale o 7 zł, to wcale się nie dziwię że jej się nie chciało. Jeszcze by się musiała kłócić o zwrot kosztów poleconego, iść na pocztę. Bez sensu.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
27 maja 2017 o 0:37

@Alenthar: Bez sensu. Napięcie (musi być takie samo), prąd (może być większy niż w oryginale, nie powinien być mniejszy) i wtyczka na wzór. Reszta zupełnie nieistotna.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
19 maja 2017 o 0:11

@plokijuty: A co to ma do rzeczy?

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
18 maja 2017 o 15:43

@imhotep: Dokładnie. Nie wiem skąd w ogóle zarzut, że pracodawca był piekielny. Ona na tym finansowo nic nie straci. Istnieje też możliwość, że zdecydował się na takie komplikacje, bo przez jakiś czas był na skraju opłacalności i to by po prostu zabiło firmę, pozbawiając na jakiś czas dochodu wszystkich pracowników. Fajnie wszystko upraszczać, ale nie znamy jego motywacji. Może właśnie nie był piekielny, a kierował się dobrem swoich pracownic?

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 maja 2017 o 15:37

@Drago: Proponowane rozwiązania są banalnie proste. Celem jest sytuacja, w której kobieta nie straci środków utrzymania gdy zajdzie w ciążę, a dla pracodawcy będzie to "przezroczyste" i nie będzie dodatkowym kosztem, który może go zniechęcić do jej zatrudnienia. Więc wystarczą tylko dwie zmiany. Pierwsza: Zus ma płacić za całe L4, druga: pracodawca dostaje rekompensatę za naliczony takiej osobie urlop (naliczony w czasie gdy nei ma jej w pracy). Co prawda, niektórzy dorzuciliby do tego likwidację gwarancji zatrudnienia, ale moim zdaniem, wprowadzone już od dawna umowy o pracę "na zastępstwo" wystarczająco likwidują związane z tym problemy, więc tutaj nie trzeba nic kombinować.

[historia]
Ocena: -3 (Głosów: 7) | raportuj
18 maja 2017 o 15:28

@SunnyBaby: No dobrze, ale dlaczego wymagasz od obcego faceta, który nie ma nic wspólnego z twoim dzieckiem, żeby ochoczo dopłacał do twojego potomka?

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 maja 2017 o 15:25

@Fomalhaut: Kto "płaczą"? Pyskate aktywistki i kobiety siedzące na macierzyńskich to zbiór rozłączny. Najgłośniej o równouprawnieniu krzyczą ci których w ogóle to nie dotyczy.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 3) | raportuj
18 maja 2017 o 15:23

@Allice: @Bananowa: @Czarnechmury: Ale z kim kłócić i od kogo odszkodowania? Firma już nie istnieje.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 maja 2017 o 15:20

@Skarpetka: Słowo klucz: "większość". Tak, za większość macierzyńskiego płaci ZUS, ale ta "mniejszość" za którą płaci pracodawca może być całkiem sporą kwotą. Nie wiemy jak mu biznes szedł. Mogło być po prostu tak, że w chwili gdy skumulowały mu się ciąże nie miał płynności finansowej, od jakiegoś czasu wychodził w pobliżu zera albo miał stratę, a na dodatek miał właśnie jakieś zaległości w płatnościach do US. W takiej sytuacji, dla małej działalności jest to jedyne możliwe wyjście. I najlepsze, bo źródło utrzymania traci tylko część załogi a nie całość. @pasia251: Oczywiście, że państwo opłaca L4 i inne takie z pieniędzy podatników. M.in. właśnie tych, którzy chcą z tego L4 skorzystać. Jeśli kobieta przez ileś tam lat płaciła składki i podatki, to mówienie o tym że pasożytuje na pieniądzach podatników jest chamskie. Przecież po to właśnie płaciła składki i podatki, żeby mieć prawo do opieki, gdy okresowo przestaje zarabiać.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
8 maja 2017 o 17:09

Też tak kiedyś na praktyki pojechałem. Praktyki w szkole zawodowej. Wszyscy wielkie oczy, nikt nic nie wie, nikt o mnie nie słyszał, nie mam przydzielonego opiekuna. No ale umowę miałem. W końcu znalazł się dyrektor. Tak, oczywiście, wszystko załatwione, dostałem nazwisko opiekuna. Okazało się że improwizował. Wchodzę do opiekuna. On wielkie oczy. Pyta co ja tu robię. W praktyki nie chce uwierzyć. Pokazuję mu papiery, tłumaczę. W końcu uwierzył, zasmucił się, bo nic nie miał przygotowane. Myśli, myśli i nagle coś wymyślił. Radość i szczęście na twarzy. Prawie mnie uściskał. Mówi "człowieku, z nieba mi spadłeś. Z żoną jestem pokłócony. Poważna awantura. Obiecałem jej <nie pamiętam co> za pół godziny, a tu ze szkoły wyjść nie mogę. Masz tu dziennik, masz tu konspekty i moje notatki, zacznę lekcję a ty improwizuj, zaraz wrócę". Na nic moje protesty, że miałem być obserwatorem. Zresztą, faceta znałem, szkoda mi go było, to improwizowałem. Chwilę po tym jak wyszedł, ktoś na niego doniósł. Że klasa sama, że chaos, anarchia i demolka. Wpada dyrektor. Jak burza. Zaraz za drzwiami wyhamował, patrzy, przeprasza i po cichutku wtapia się w tło. Dokończyłem co tam robiłem, pytam co się stało. A bo mu powiedzieli że chaos a widzi ze porządek i lekcja w toku. Pyta gdzie nauczyciel. Mówię że jest, ale jakiś taki mizerny był, źle się poczuł i musiał pilnie do wc. Zaraz wróci. Dalej nie wnikał. Na następnej lekcji wpada nauczyciel, z obłędem w oczach. Ktoś mu doniósł, że na niego donieśli i że dyrektor wpadł i widział chaos, anarchię i totalną demolkę. Że już zwolniony będzie, konsekwencje straszne i takie tam. Za drzwiami wyhamował i jak dyrektor - postarał wtopić się w tło. Woła mnie po chwili. "Co zrobiłeś klasie? Czemu jest spokój? Gdzie dyrektor? Zrobiłeś coś nielegalnego? Poniosę konsekwencje?". Mówię, że spokojnie, wszystko załatwione, żadnej przemocy, lekcje się odbyły. Dopilnowałem żeby w zeszytach mieli dowód rzeczowy w postaci notatek, koniecznie z tematem i datą. Tak, wiem że ten komentarz nic nie wnosi. Tak tylko chciałem zauważyć, że radzenie sobie z chaosem i biurokracją, improwizowanie i "poznawanie życia", jest jednym z istotnych, o ile nie najistotniejszym elementem praktyk. Samego meritum można się z książek nauczyć. Cała otoczka, radzenie sobie z otoczeniem w którym się pracuje, to coś czego trzeba doświadczyć.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
8 maja 2017 o 16:13

@MyCha: Ja w przypadku małżeństw i narzeczeństwa, nawet gdy nie znałem drugiej osoby, starałem się najpierw dowiedzieć jak się nazywa i wpisywać jednak obie osoby. Tak się w mojej rodzinie przyjęło, że oficjalnych wpisuje się osobno, a nieoficjalnych wedle uznania, czyli albo z personaliami, albo jako osoba towarzysząca, albo wcale. Tej ostatnia opcja głównie w przypadku małoletnich, a jeśli nie, to wypada jakoś się skontaktować i porozmawiać.

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 13) | raportuj
8 maja 2017 o 15:38

Tu nie chodzi o obywatelstwo, tylko o pewną warstwę społeczną, u nas potocznie zwaną "Januszami i Grażynami". Są u nas, są i u nich. Rozkład w społeczeństwie tych głupszych i mądrzejszych na Ukrainie jest taki sam jak i u nas. Tyle, ze w grupie przyjeżdżającej do prostych, niewymagających prac, jest ich już procentowo więcej niż w społeczeństwie ogółem. W mojej firmie pracuje kilka osób z Ukrainy, ale to są specjaliści. Nie dość że nie mają takich zachowań, to jeszcze w ogóle nie domyśliłbyś się że to Ukraińcy, gdyby przypadkiem robili u Ciebie zakupy. Języki mamy podobne więc bardzo szybko opanowali polski i włożyli dużo pracy w to żeby pozbyć się tez akcentu. Sami z siebie, bo szef nie wymaga znajomości polskiego.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
8 maja 2017 o 15:10

Ja swój trzymam na biurku. Nie odkładam do wspólnej szafki bo i po co. W tej firmie nie ma problemu. W poprzedniej trafił mi się dziwak, który najpierw zwędził mi kubek, a później zrobił awanturę gdy go odebrałem. Bo on nie ma własnego a do tego się przyzwyczaił, więc mogłem sobie wziąć firmowy zamiast odbierać własny. Taka logika.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
28 kwietnia 2017 o 22:44

@PolskiChorwat95: U nas w Polsce też. Obawiam się, że znacznie więcej niż w u Ciebie :) Żyjesz we własnych wyobrażeniach, nie mając pojęcia o rzeczywistości. Przeczytaj chociażby powyższe komentarze.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
19 kwietnia 2017 o 13:26

@Carima: Tu bym nie ufał. Też mnie kiedyś próbowali wygonić z zarezerwowanego przedziału. Miałem zły humor i wykazałem gotowość do konfrontacji, choćby nawet siłowej. Na szczęście siłowej nie było, za to pojawił się konduktor. Okazało się że to zwykli ściemniacze byli. Ktoś zabierał zorganizowaną grupę, ale postanowił sobie obniżyć koszty i zamiast naprawdę zarezerwować miejsca wydrukowali sobie karteczki z napisem rezerwacja.Może bym się nawet nabrał i uwierzył w błędnie wydrukowany bilet, tylko akurat wsiadłem pierwszy i widziałem że karteczki sami przylepiają. Skończyło się na wyproszeniu całej grupy przez konduktora i rozsadzeniu po wolnych miejscach. Nie pojechali sobie razem.

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 5) | raportuj
19 kwietnia 2017 o 13:13

@Iceman1973: No właśnie dlatego że ksiądz, to niemożliwe. Zrezygnować z kasy za ślub? Normalnie w takich sytuacjach się skraca i w czasie jednego robi dwa. Po co godzinna msza jak można półgodzinną. Jeszcze dwie pary chętne? To po 15 minut. Byłem na takim :) Jedni jeszcze nie wyszli, drudzy już wbiegają. Produkcja taśmowa. Po co miałby przekładać? Doba ma 24 godziny.

[historia]
Ocena: 14 (Głosów: 16) | raportuj
19 kwietnia 2017 o 13:04

@katka1110: Obawiam się, że nie wzięcie kredytu wcale Cię nie chroni przed taką sytuacją. Mam całą teczkę korespondencji i dokumentacji, bo próbowali mnie obciążyć cudzym kredytem. Odkręcanie sprawy zajęło rok.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
17 kwietnia 2017 o 16:51

To raczej kierowca jakiś upośledzony. Nie wolno zatrzymywać się na torach. Jak nie ma miejsca żeby zjechać, to nie wjeżdża, proste.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 1033 34 następna »