Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Xynthia

Zamieszcza historie od: 30 sierpnia 2017 - 21:03
Ostatnio: 14 czerwca 2024 - 13:38
  • Historii na głównej: 133 z 142
  • Punktów za historie: 17438
  • Komentarzy: 537
  • Punktów za komentarze: 4055
 
[historia]
Ocena: 16 (Głosów: 16) | raportuj
3 października 2018 o 16:38

@singri: Masz rację, pamięć dzieci jest zadziwiająca... Jak Młoda miała ok. 3-4 lat, z powodu ciągle powracającego zapalenia spojówek zrezygnowałam na dłuższy czas ze szkieł kontaktowych i powróciłam do okularów. Po kilku dniach Młoda zapytała: "Mamo, dlaczego ZNOWU nosisz okulary?". A niby nie miała szans pamiętać mnie w okularach, około roku miała, jak ja ich nie zakładałam już nawet sporadycznie.

[historia]
Ocena: 15 (Głosów: 23) | raportuj
3 października 2018 o 16:31

Moja córka ma swoją ukochaną Owieczkę. Pluszak w formie poduszki do spania, a moja duża ośmiolatka (a w sumie to już niedługo dziewięciolatka) nie umie bez niej zasnąć... No owszem, płaczu i histerii już nie ma, jak np. nie śpimy w domu, a Owieczki zapomniałyśmy wziąć, ale nietęga mina jest. I do dziś pamiętam, jak w któryś piątek zapomniała jej z przedszkola, a ja leciałam z wywieszonym językiem, żeby zdążyć przed jego zamknięciem i nie zostać na weekend bez Owieczki, bo wtedy to by była masakra...

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
28 września 2018 o 21:36

@Armagedon: Oj tam, oj tam, ja po 20 latach patrzę na moje stare zdjęcia (nie ze ślubu!) i też stwierdzam, że byłam laska... ale potem patrzę w lustro i uważam, że nadal jestem! ;)

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
26 września 2018 o 14:44

@Sumiru: Dzięki za ten komentarz, bo już mi się wydawało, że to ja mam obsesję i wszędzie widzę historie, które już kiedyś były...

[historia]
Ocena: 14 (Głosów: 14) | raportuj
25 września 2018 o 7:51

Przecież to bezczelnie "przerobiona" historia, która już tu kiedyś była. Tylko tam była niepełnosprawna dziewczyna i facet, który ponoć był prawnikiem, a zdjęcia okazały się fotkami brazylijskiego (?) modela/aktora... W tamtej historii chyba też intrygę uknuła pseudoprzyjaciółka, ale już dokładnie nie pamiętam, poszukam. O, jest, pół minuty mi zajęło odszukanie: https://piekielni.pl/63651

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 25 września 2018 o 7:54

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 12) | raportuj
22 września 2018 o 10:41

@kierofca: Brzydki napis, powiadasz... A może być np.: "wziąść", "poszłem", "włanczać"?

[historia]
Ocena: 20 (Głosów: 22) | raportuj
15 września 2018 o 10:43

@maat_: Masz rację. Nie jestem "tropicielką fejków", zazwyczaj wierzę w prawdziwość publikowanych tutaj historii, ale tu mi coś mocno nie pasuje...

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 9) | raportuj
13 września 2018 o 11:39

A mógłbyś poprawić zdanie: "nadal rozbiera się pod szafkami niż woli szarpać się by się zasłonić"? Bo historia fajna, a tu taki zgrzyt...

[historia]
Ocena: 15 (Głosów: 17) | raportuj
4 września 2018 o 9:38

Dziękuję za wszystkie komentarze udowadniające mi, jak to źle wychowuję moje dziecko ułatwiając mu życie. Głęboką trafność stwierdzenia, że robię jej krzywdę kupując jej nożyczki dla leworęcznych, przeżywam do teraz. Oczywiście argumenty typu: "za moich czasów tego nie było, więc i teraz to niepotrzebne" oraz "ja tego nie używałam, więc każdy, kto będzie używał, wyrośnie na niedojdę" uważam słuszne i jak najbardziej merytoryczne w KAŻDEJ dyskusji, nie tylko tej. Wielkie dzięki za uświadomienie mi błędów, które popełniam! <koniec ironii> Informacja dla tych, których tak bardzo interesuje "nieporadność" mojego dziecka - Młoda doskonale sobie radzi ze wszystkimi codziennymi czynnościami. Trenuje sport, który wymaga od niej oburęczności (i "obunożności") i tutaj owszem, czasami marudzi: "ja to umiem, ale od lewej ręki (nogi), od prawej mi nie wychodzi". Ale wystarczy krótkie wytłumaczenie, że dokładnie taki sam problem (tylko niejako "odwrotny") mają jej praworęczne koleżanki, a zaczyna ćwiczyć i jednak jakoś "od prawej" też wychodzi... A sztućcami posługuje się normalnie, tj. nóż w prawej, widelec w lewej. Nie uważam, żebym wychowywała nieprzystosowaną społecznie jednostkę tylko przez to, że kupię jej jakiś gadżet ułatwiający jej funkcjonowanie w "praworęcznym" świecie - przy czym chyba jasno wynika z historii, że nie wszystkie z tych gadżetów uważam za przydatne.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
3 września 2018 o 22:13

@Bryanka: W każdym sklepie z artykułami szkolnymi/biurowymi. Tylko że dostępne "od ręki" są tylko te dla dzieci, "dorosłe" trzeba zamawiać, ale sprowadzają bez problemów.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 10) | raportuj
3 września 2018 o 19:32

@andtwo: Nie wyśmiałam kobiety, która ten zeszyt kupiła, tylko sam fakt produkowania kolejnych przedmiotów dla leworęcznych, TO jest dla mnie absurdalne. Jeśli ujęłam to jakoś tak niezręcznie, że można było odnieść wrażenie, iż się z niej nabijam, to przepraszam, nie miałam takiego zamiaru.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 3 września 2018 o 19:33

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 16) | raportuj
3 września 2018 o 15:20

@GoshC: Nie robię. Ale jeśli jest taka możliwość, to czemu nie ułatwić jakiegoś drobiazgu? Nożyczki dla leworęcznych są naprawdę super, pióro ma raz takie, raz takie, myszki do komputera też jej nie przestawiam (jak czasem korzysta z mojego). Uważam, że we wszystkim potrzebny jest umiar i staram się go zachować, nie ułatwiać za bardzo, ale i nie robić "pod górkę".

[historia]
Ocena: 16 (Głosów: 18) | raportuj
3 września 2018 o 15:00

@thebill: Nie może mieć większej chłonności, bo byłby bibułą, a nie zeszytem. Z tego, co usłyszałam, to "leworęczność" tego zeszytu polega na tym, że kratki (to był zeszyt w kratkę) są w nim odrobinę pochylone w lewą stronę, naprawdę minimalnie - dopiero jak o tym wiesz, to to dostrzeżesz (albo się zasugerujesz). Jak chcesz, możesz sprawdzić na czym dokładnie ta "leworęczność" zeszytu polega, cudo do nabycia podobno w Oszołomie ;)

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 15) | raportuj
27 sierpnia 2018 o 11:48

@grruby80: Ale chyba w każdym mieście jest obowiązek sprawowania kontroli nad swoim psem? Ja również pozwalam biegać Kruszynie bez smyczy, ale nie jej wtedy nie spuszczam z oczu, przywołuję w razie potrzeby i ogólnie wiem, co robi mój pies. Natomiast psi "amanci" z historii właścicela mieli gdzieś daleko, na granicy zasięgu głosu, no nikt mi nie wmówi, że taki pies jest ciągle pod kontrolą.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 27 sierpnia 2018 o 11:49

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
27 sierpnia 2018 o 11:07

@Devotchka: Psy (w sensie samce) nie mogą być wykastrowany jeśli chcą brać udział w wystawach. Co do suk przepisy nie są tak restrykcyjne, a raczej są po prostu niejasne, wysterylizowana suczka może brać udział w wystawach, bo w sumie jak to sprawdzić? Szukać blizny na brzuch czy "hurtowo" robić suczkom USG? Znajoma nie wysterylizowała suni, bo wychodzi z założenia, że wystawy mają na celu wybranie tych najbardziej wartościowych "egzemplarzy", również w sensie wartości rozrodczych. Czy sama planuje w przyszłości rozmnożyć swoją sunię, tego nie wiem, chyba nie jest zdecydowana, ale nie wyklucza takiej możliwości.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 27 sierpnia 2018 o 11:08

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 12) | raportuj
27 sierpnia 2018 o 10:55

@xwieszakx: Ona wie, pies tego nie wie. Sunia przyzwyczajona do długich i intensywnych spacerów nie ma zwyczaju załatwiać się natychmiast, gdy tylko znajdzie się na zewnątrz, a chwilę później już po prostu nie ma takiej możliwości, podlatuje pies, niemalże wsadza jej pysk w tyłyk, po czym przechodzi do zachowań prokreacyjnych.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 21) | raportuj
21 sierpnia 2018 o 16:56

@Kontodospontanicznychwypowiedzi: Ale ten portal nie służy do publikowania swojego zdania i swoich wyobrażeń na różne tematy. Powstał do opisywania piekielnych HISTORII i dopiero w ich kontekście prezentujesz swoje zdanie, swoje wyobrażenia, swoje przekonania i w ogóle co tam chcesz. Natomiast twoja historia brzmi mniej-więcej tak: "Gdzieśtam cośtam przeczytałam i uważam, że to jest piekielne".

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
17 sierpnia 2018 o 21:25

@Koralik: Jeśli dodajesz historię jako osoba niezalogowana, po kliknięciu w "opublikuj" nie trafia ona od razu do poczekalni, tylko czeka na akceptację, jest jakby "zawieszona" - niby jest na portalu, ale nigdzie jej nie ma. Zapewne autorka nie mogąc nigdzie znaleźć swojej historii założyła konto i "wrzuciła" ją ponownie, dlatego się zdublowało.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
17 sierpnia 2018 o 20:26

@szafa: Bardzo możliwe, na pewno obyło się bez interwencji weta, zakładania szwów czy innych takich. Zapewne z czasem stwierdzenie, że w sumie nic takiego się nie stało, przekształciłam sobie na przekonanie, że ABSOLUTNIE NIC jej się nie stało.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
14 sierpnia 2018 o 23:26

@LittleM: Ja też z wielu nieciekawych sytuacji "wyszłam" za pomocą słów "ja tu mieszkam!". Łódź Bałuty (wtedy), teraz niestety całkiem inny rejon Polski. Ech, czasami żal...

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 14 sierpnia 2018 o 23:27

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
14 sierpnia 2018 o 21:07

@Papa_Smerf: W obecnych czasach wszystko można. Gdyby ta pani faktycznie miała na nazwisko Piekielna (co może się zdarzyć), to tylko od fantazji jej rodziców zależałoby, czy miałaby na imię Szefowa. No i od urzędniczki USC rejestrującej dziecko ;) Dobra, a teraz poważnie. Skoro "Piekielna Szefowa" nie może być użyte jako imię i nazwisko, to potraktuj to jako pseudonim, który jej nadałam. Pseudonim to też nazwa własna, więc niech zostanie, jak jest. P.S. Mój wujek miał kiedyś suczkę, na którą wszyscy wołali Sunia. Po prostu jej imię, nadane jej przez hodowców (pies był rodowodowy) było na tyle pretensjonalne, że nikt go nie używał. No ale Sunia to też nie jest nazwa własna, tylko zdrobniałe określenie samicy psa, czyżbym powinna napisać "sunia", pisząc o tym konkretnym psie?

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
9 sierpnia 2018 o 21:00

"...po co pani mieszkanie?" Hmm... żeby w nim mieszkać?

[historia]
Ocena: 14 (Głosów: 14) | raportuj
8 sierpnia 2018 o 21:21

Najlepsze jest to, że tekst: "Weź no sobie znajdź jakiegoś faceta!" zawsze słyszę od osób, którym się w związku nie układa... Takie, co to na męża/partnera narzekają non stop, ledwo skończą narzekanie, a już się zabierają za układanie mi życia. Takie, które o swoim życiu nie opowiadają (albo krótko wspominają o jakiś pozytywach) jakoś się w moje prywatne sprawy nie wpie... nie wtrącają.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
8 sierpnia 2018 o 21:04

No bo miała być ciułała (albo jamnik), a tu mieszaniec... to do lasu i kupmy sobie innego, bardziej "rasowego"!

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 9) | raportuj
5 sierpnia 2018 o 10:16

O rany, naprawdę nie sądziłam, że niewinny żarcik wywoła tyle emocji. A czasami nie da się poprawnie... Jako przykład podam kładzenie jednego z naszych podopiecznych do łóżka wieczorem: "Panie Stefanie, proszę się położyć do łóżka. Panie Stefanie, już późno, proszę się położyć. Panie Stefanie, bardzo proszę do łóżka. Stefan, weź se już legnij!!!" Oczywiście zareagował dopiero na to ostatnie zdanie :) Tak, mogłam napisać prawidłowo. Mogłam też wziąć w cudzysłów. Ale zagwiazdkowałam i wyjaśniłam - ot, taki żarcik. A o poprawność językową dbam, zarówno na co dzień, jak i w moich historiach - kto nie wierzy, niech je poczyta (komentarz zawiera lokowanie produktu).

« poprzednia 1 213 14 15 16 17 18 19 20 21 22 następna »