Momencik, trwa przetwarzanie danych
Profil użytkownika
Xynthia
♀
|
Zamieszcza historie od: |
30 sierpnia 2017 - 21:03 |
|
Ostatnio: |
10 stycznia 2026 - 18:59 |
-
Historii na głównej: 176 z 199
- Punktów za historie: 23360
- Komentarzy: 867
- Punktów za komentarze: 6123
@Armagedon: Po pierwsze takim dzieciom posiłki opłaca wtedy MOPS i uwierz mi, nikt z postronnych osób nie wiem, które dziecko ma posiłek opłacony przez rodziców, a które przez MOPS, w przypadku cateringu wie to tylko właściciel, w przypadku posiłków gotowanych przez szkołę dział finansowy szkoły - wspominam o tym dlatego, żeby nie było argumentu "no ale wiedza, kto opłaca posiłki, więc to też już jakaś wskazówka, czy dziecko jest głodzone, czy nie". Po drugie owszem, żołądek ma określoną pojemność, ale nie porównuj żołądka anorektyka, który od lat czy choćby tylko od miesięcy się głodzi i zjada minimalne porcje, do żołądka dziecka czy tam po prostu człowieka, który nie je dlatego, że nie ma co jeść, jak się trafi okazja, to wtedy zje, ile da radę. A żołądek o wiele łatwiej "rozepchać" niż potem skurczyć, gdyby było odwrotnie, nie byłoby żadnych problemów z odchudzaniem. Po trzecie - aleś się doczepiła tych dokładek, a to akurat najmniej istotny szczegół w historii. I po ostatnie - no owszem, dziecko się poczuło przez chwilę winne, że za dużo je. Nie pierwszy i nie ostatni raz ktoś go będzie próbował (świadomie lub nieświadomie) wpędzić w poczucie winy, tu ważna jest reakcja rodziców, jeśli matka powiedziała, że z jej jedzeniem jest wszystko OK i ma sobie jeść ile chce, to uwierz mi, żadnej traumy z tego powodu mieć nie będzie i po nocach się to nie będzie śniło. Nie znam realiów pracy na kuchni, nigdy mi się nie zdarzyło pracować tamże, ale nawet jeśli "to co zostanie zabiera się do domu", to naprawdę uważasz, że jedna dziewczynka mogłaby pochłaniać tyle jedzenia, aby dla kucharek była to zauważalna i bolesna "strata"?
@Armagedon: Nie, nie można się najeść "na zapas", ale wygłodzeni ludzie próbują, uwierz mi. Co do dokładek - faktycznie nic o tym nie było w historii, to ja sobie dopowiedziałam, że skoro dziecko dużo je = prosi o dokładni, sorry, mój błąd. Natomiast ja sama pisałam, że w pierwszej kolejności powinna porozmawiać z dzieckiem, może faktycznie potem jeszcze z rodzicami, bo dzieci czasem wymyślają niestworzone historie... Tak że owszem, pospieszyła się, ale czasem lepiej wykazać się nadgorliwością niż nie zrobić nic. Ja naprawdę bym wolała, żeby mnie 10 razy bezpodstawnie wzywali do szkoły, niż ten jeden raz ktoś miałby przeoczyć, że mojemu dziecku stała się jakaś krzywda. No bo tak szczerze mówiąc, co takiego się stało? No musiała iść z dzieckiem do lekarza, jeśli bez potrzeby, to mocno irytujące, ale też nie jest to nie wiadomo jaka niedogodność.
@Kot7: hart ducha?
@Armagedon: Zginęło mi kiedyś coś w pracy. Nie pieniądze, ciuch, ale nowy, z metką. Ponieważ u nas w pracy nic nie ginie, ludzie fajni a atmosfera OK, to dopytywałam wszystkich po kolei, czy nie widzieli, bo może położyłam jednak gdzie indziej, nie tam, gdzie mi się wydawało? Głównie padały dwa pytania, jedno zaraz po drugim - "kiedy ci to zginęło?" i "a była wtedy w pracy Oxana?". No cóż, Oxana pracuje u nas prawie dwa lata, nigdy przez ten czas nikomu nic nie zginęło, dlaczego miałabym zakładać, że to ona? Bo "obca"???
Wiesz co, autorko, pozostawię twoją historie bez oceny, ponieważ z jednej strony dla ciebie była to jakaś tam piekielność, natomiast uważam, że osoba, która gdzieś tam zgłosiła pochłanianie przez dziecko dużych ilości jedzenia, postąpiła słusznie, skąd mogła wiedzieć, czy dziecko nie jest głodzone w domu? Tylko ja w takiej sytuacji starałabym się najpierw porozmawiać z dzieckiem, delikatnie, np. "o, znowu dokładka, bardzo się cieszę, że tak ci smakuje, w domu też masz taki apetyt?". I wtedy jeśli dziecko odpowiada, że w domu to rzadko jest jedzenie albo że mama krzyczy, jak ono chce dokładkę, to dopiero zgłaszam sprawę do jakiejś instytucji. No ale na pewno chciała dobrze.
@fursik: Już myślałam, że tylko ja nie rozumiem przesłania tej historii - musiałam do toalety, weszłam tam, było wody po kostki ale dałam radę, a potem usłyszałam, jak ktoś na kogoś krzyczy...
@Kot7: Nie, przesyłają ci link niby na potwierdzenie tego kuriera, klikasz i mają dostęp m.in. do konta.
@katem: Jak dla mnie Pocztex też jest OK, zawsze dzwoni najpóźniej stojąc pod klatką i bez problemów zgadza się zostawić paczkę pod drzwiami mieszkania, jeśli mnie nie ma. Na początku trochę się bał, ja to rozumiem, on odpowiada za tę paczkę, ale ustaliliśmy, że po prostu wyślę mu sms-a z prośbą o pozostawienie przesyłki pod drzwiami mieszkania i ten system nam działa od dawna bez zarzutów ;)
@gawronek: Znalazłam nr tel. I usłyszałam informację "przepraszamy, połączenie z tym numerem nie jest możliwe, proszę spróbuj innej formy kontaktu". Czy tam coś w tym stylu, zapomniałam tego dopisać w historii. Przy czym "dokopanie się" do nr telefonu też nie było łatwe, nie da się go wygooglać, bo po prostu nie podają w necie tej informacji, on chyba był na samym końcu maila z powiadomieniem o przesyłce.
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 10 września 2024 o 21:27
@Michail: Tak, że przeoczyłeś, że bohaterka (hmm, antybohaterka?) tej historii nie jest zdolna do pracy na swoim poprzednim stanowisku, a nie że nie jest zdolna do pracy w ogóle. Więc porównanie ze skrzypkiem w filharmonii jak najbardziej adekwatne.
Tak mi się "Zły" Tyrmanda skojarzył...
@Crannberry: Szczerze Ci powiem, ze nie wiem, jak to dokładnie wygląda, bo buty kupuję albo w sklepach obuwniczych, gdzie nie ma przymierzalni, tylko wygodne siedziska, żeby usiąść i przymierzyć, albo w pewnej sieci wyprzedażowej H*** P**** i tam faktycznie nie wolno butów do przymierzalni. Może gdybym kupowała cały zestaw, tak jak piszesz, to bym się czepiała, że dlaczego nie mogę przymierzyć tego wszystkiego razem, ale buty kupuję na zasadzie "zakochałam się w nich, musze je mieć!!!", potem kombinuję, co mi do tego będzie pasowac ;)
@Crannberry: Nie w ciemno, tylko na dziale obuwniczym są siedziska, łyżki do butów i czasem nawet skarpetki "stopki" (przydatne zwłaszcza latem, kiedy sporo osób ma sandały na gołe stopy, a but by chcieli przymierzyć). Do mierzenia butów nie musisz się rozbierać, więc wiele sklepów nie pozwala na wnoszenie butów do przymierzalni, są do tego wyznaczone inne miejsca.
ad. 14 - wniosek o kartę parkingową możesz złożyć dopiero po dwóch tygodniach, ponieważ jest to czas na ewentualne złożenie odwołania od orzeczenia, jeśli nie składasz odwołania, orzeczenie uprawomacnia się i daje ci tę "masę" przywilejów z kartą parkingową na czele ;)
@madziaaara: też chcę link
@zlosnica85: Pocieszę cię, jestem raczej przeszłością tego narodu, nie przyszłością.
@Hideki: No właśnie moBILET.
@Ohboy: A, dzięki, trochę się uspokoiłam, ale to w takim razie w artykule był błąd, na pewno tam było napisane, że 140 lub 200 zł PLUS pięćdziesięciokrotność wartości biletu. Co do latanie do serwisu, to tak jak napisałam, to była głównie wina zdychającego telefonu, więc nie "z apką", tylko "z telefonem", ja totalnie nietechniczna jestem, a na "żebraczy" wywiad wśród znajomych (hej, zna się ktoś i mi to zrobi?) jakoś nie miałam ani czasu, ani ochoty.
@ICwiklinska: No niezupełnie, tzn. ogólnie tak, ale nie jeśli chodzi o tę konkretną apkę. W nowym telefonie musiałam założyć nowe konto, bo apka przy próbie zalogowania się twierdziła, że jestem zalogowana na innym urządzeniu i najpierw muszę się z niego wylogować, czego nie byłam w stanie zrobić, bo tam się zablokowało na amen...
@Crannberry: No i mam następny powód, żeby Cię lubić - ja też uwielbiam zwariowane skarpetki ;) Masz żyrafy? https://allegro.pl/oferta/skarpetki-skarpety-nie-do-pary-zyrafa-zyrafy-30-34-15933406077 Ze smokiem chyba też kupię... ;)
Moja matka czasem mówiła "lepsze bite niż zdechłe". Jako dziecko nic z tego nie rozumiałam, teraz myślę, że miało to oznaczać, że należy dać dziecku porządny wpie*dal, żeby się nauczyło, ze czegoś nie wolno. Nie przemawia to do mnie, tym bardziej że bicie może nie było dotkliwym katowaniem, ale było dla mnie upokarzające i w danym momencie odbierałam to tak, że jednak wolałabym być tym "zdechłym" dzieckiem...
Ja zauważyłam taka prawidłowość odnośnie dzieci - jeśli matka żali się, skarży, zwraca uwagę na jakąś sytuację odnośnie dziecka, to jest wyśmiewana, hejtowana, zwyzywana i nazwana "madką", choćby w danej sytuacji miała 100% racji.
@Katsuja: Oddalam sprzeciw.
"Uf" wygrywa dzisiejsze internety! Uroczyście ogłaszam to ja - nieoficjalna, jednoosobowa, nieobiektywna i nie posiadająca żadnych kwalifikacji komisja sędziowska. Odwołania nie przysługują, bo nie i już.
@Bedrana: No nie do kończ się z tobą zgodzę, bo faktycznie dziecku wszystko jedno, byle mu było wygodnie. Opcja "złote wstawki be, zróbcie mi białe" wydaje mi się przesadzona, zwłaszcza jeśli na to "zróbcie mi" należy czekać pół roku, no ale co kto lubi... Natomiast ostatnio spotkałam dawno nie widzianą znajomą, która tak z rok temu została babcią i z wypiekami na twarzy opowiadała mi, jaki wózek sobie kupiła... Tak, sobie, bo wnuczka ma wózek, rodzice jej wybrali i kupili, nie wiem, co z nim było nie tak, ale znajoma powiedziała, ze jak bierze wnuczkę pod opiekę (a często bierze), to tylko w tym "jej" wózku. I nie, nie chodziło o kolor zdobień czy jakąkolwirek inną wizualna rzecz, ona po prostu z przejęciem opowiadała mi jaki fajny, lekki, sterowny a jednocześnie stabilny, tak samo dobrze jedzie po równym chodniku, jak i po wybojach czy trawie. No cóż, biorąc pod uwagę, że dziecko faktycznie tylko wiezie swój tyłeczek w wózku, a to dorosły musi go pchać po różnym podłożu, a często też dźwigać przez różne przeszkody, rozumiem ludzi, którzy są gotowi wydać kupę kasy na wózek, aby był jak najbardziej komfortowy w uzytkowaniu.