Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 26 listopada 2020 - 8:27
  • Historii na głównej: 64 z 92
  • Punktów za historie: 10636
  • Komentarzy: 357
  • Punktów za komentarze: 1916
 
zarchiwizowany
Będzie trochę o piekielnych rodzajach klientów.
Od nieco ponad trzech tygodni pracuję w Auchanie na stoisku grill i nazbierałam już kilku niechlubnych faworytów.

1) Klient w gorącej wodzie kąpany.

Wyrzucanie z siebie jak karabin maszynowy listy produktów które mam zapakować. Na miłość boską, przecież nad nikim nie stoję z batem i nie popędzam. Każdemu klientowi staram się poświęcić tyle czasu ile potrzebuje i przykładam do tego jak największą uwagę.

2) Klient grymaszący.

W ofercie m.in mamy ćwiartki i udka z kurczaka wypiekane w piecu. Na każdą blaszkę wchodzi 16 sztuk, a trafią się babcie, które potrafią się awanturować, że na drugiej nienapoczętej jeszcze blaszce są o wiele większe ćwiartki niż na pierwszej (co nie jest prawdą). Przyzwyczaiłam się już, że nie ma co się spierać, bo na jedno słowo odpowiedzą mi pięćdziesiąt.

3) Ukraińcy.

Ich "Pani można to?" lub "czteryje" i wymachiwanie palcem w nie wiadomo jaki punkt za szybą, jest zdecydowanie najpiekielniejsze. Zanim raczą łaskawie wyjaśnić o co im chodzi mija 5-10 minut.
Nie żebym miała coś do nich, ale na Boga, może warto nauczyć się nieco języka polskiego, skoro pracuje się w Polsce.

Czasem po popoludniowej zmianie jestem tak wykonczona, ze po jednym piwie lulam jak dziecko.
Kumulacja Ukraińców, babć i "karabinów maszynowych" robi swoje.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (24)
zarchiwizowany
Coś czuję, że rozpętam niemałe piekło w Sądzie Rejonowym, ale kuratorowi zawodowemu słusznie się to należy.

Popełniłam wykroczenie, nieważne jakie, ale nic strasznego. Nałożono na mnie grzywnę i zawnioskowałam o zamianę tejże na prace społeczne.

Pani kurator nie dość, że przyjęła mnie w odległości 2 m od swojego pokoju, wykrzykując,że mam zaczekać, aż sporządzi dokumenty, to jeszcze głucha na informacje, które jej podałam napisała w decyzji, że pracuję dorywczo co jest nieprawdą, bo mam pracę na etat.

Wisienka na torcie :

Miejsce odbywania kary : szpital.

Raczej logiczne, że przy obecnej sytuacji epidemiologicznej moja noga tam nie postanie, bo cholera wie co mogłabym przywlec do domu.

Pani kurator poinformowana o tym, że zamierzam złożyć wniosek o odroczenie prac społecznych ze względu na obecną sytuację... zamieniła się w diabła.
Zaczęła mnie straszyć tekstami typu, że daje mi czas do 16.11 abym zgłosiła się do szpitala, bo TYSIĄCE LUDZI PRACUJE I JEST WSZYSTKO OKEJ, a jak nie to zobaczę co mnie czeka.

Nie wdawałam się z nią dłużej w słowną przepychankę i opuścilam sąd. Wysłałam skan decyzji do mojej przyjaciółki prawniczki i uzyskałam od niej odpowiedź, że baba leży i kwiczy, bo wpisała nieprawdę o moim obecnym zatrudnieniu w kwicie, a gdy dołożę do zażalenia ksero umowy o pracę i to nie dorywczą, babsko będzie miało dzikie kłopoty, bo decyzja zostanie uchylona przez sąd, a o całej sprawie dowie się jej przełożony i ogólnie "nic się nie martw Mała, wyjdzie na Twoje".

Jakoś niespecjalnie czuję się winna, bo trzeba było mnie wysłuchać, że moja sytuacja zawodowa się zmieniła ( kiedyś już miałam styczność z tą panią w całkiem innej sprawie i jasno jej teraz komunikowałam zmiany).

Coś mi się wydaje, że zostanę persona non grata u tej baby. Nie żałuję.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (46)

#83571

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam #69789 i przypomniała mi się sytuacja z mojego miejsca pracy.

Wyrwałam się na wyskomlane u nadzoru kas wyjście na papieroska i wracając usłyszałam od ochroniarza, Roberta siedzącego za monitorami :

- Hermiona, jak będziesz wracała na linię zgarnij za sobą "niby przypadkiem" do kasy babkę w granatowej kurtce i białą torbą, bo widzę, że wybiera się do kas. Mirek (ochroniarz z linii) zaraz podejdzie i dokona ujęcia gdyby nie chciała zapłacić.

Zdziwiona zapytałam o co chodzi i dlaczego ja. Okazało się, że kobita zjadła na sali sprzedaży kilka solidnych garści mieszanki studenckiej, śliwek suszonych, moreli i ruszyła dalej po sklepie jakby nigdy nic.

Zrobiłam co mi przykazano i kończąc kasowanie spytałam niewinnym tonem głosu czy to już wszystko. Kobita powiedziała, że tak więc z uśmiechem nr 5 odpowiedziałam:

- Nie sądzę. O czymś jednak Pani zapomniała.

Baba zrobiła wielkie oczy, a zaraz podszedł pan Mirek.

Spytał ją wprost czy płaci również za degustację na sali, czy idzie do pokoju zwierzeń i poczeka na policję.


Zapłaciła od razu. I po co takie podżeractwo?

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (238)

#87277

(PW) ·
| Do ulubionych
Absurd w wykonaniu PoloMarketu, a raczej jego kadry kierowniczej.

Moja bliska przyjaciółka szuka pracy. Złożyła cv m.in do tego sklepu i to co odwaliła kadra kierownicza tego przybytku zasługuje na Złotego Buraka roku 2020.

Została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną z kierownikiem regionu, wszystko pięknie ładnie, dostała skierowanie na badania i czego dowiedziała się po ich wykonaniu?

"Że oni jednak nie mają pracy dla niej, bo kierownik źle obliczył etaty".

Wczoraj zobaczyła, że znowu szukają pracowników na to konkretne stanowisko, a rzekomo źle obliczono etaty i nikogo nie potrzebują.

Nie wiem kogo oni szukają, Miss Sprzedawców Działu Mięsnego czy jak? Bawi ich chyba marnowanie cudzego czasu.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (162)
zarchiwizowany

#87224

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielne babsko z przychodni.

Byłam dzisiaj u lekarza na rutynowej wizycie i trafiło się piekielne babsko z gatunku "Ja chcę tylko o coś zapytać, wejdę przed panią". Z doświadczenia wiem, że takie wkręty na krzywy ryj kończą się zazwyczaj półgodzinną posiadówą, więc grzecznie odmówiłam, bo spieszyłam się do pracy.

Odmowa spotkała się z teatralnym rykiem
(autentycznie babsztyl zaczął ryczeć na zawołanie) , stękiem i z "chcę o coś zapytać" nastąpiło przejście w tryb żądania "JA MUSZĘ NATYCHMIAST WEJŚĆ!".

Po moim wyjściu babsko wpakowało się do gabinetu a zza drzwi zaczął unosić się ryk o wypisanie furaginum.

Robić takie cyrki o lek na zapalenie dróg moczowych? To serio taka sprawa życia i śmierci?
Nie pojmuję takiego zachowania... Nawet ja, walcząc aktualnie z wrednym e.coli które zalęgło mi się tam i ówdzie nie odstawiałam takich cyrków..

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 18 (62)

#87071

(PW) ·
| Do ulubionych
Każdy zapewne słyszał o Kocborowie - jednym z najstarszych szpitali psychiatrycznych w Polsce.
Chyba za mało im zainteresowania ze strony programu TVN Uwaga.

Kuzynka trafiła tam na obserwację sądowo-psychiatryczną. Wyszła stamtąd poturbowana na duszy jak skopany pies.

Pierwszy zgrzyt: pielęgniarki.

Nie wiem skąd ten zwyczaj, który każe zwracać się do pacjentów per "Ty" albo głupkowatym "chodź Pani". Poza tymi uroczymi akcentami, pielęgniarki często plotkowały w nocy o innych pacjentach, obrażając ich i wyśmiewając.

Drugi zgrzyt: terapeutka zajęciowa.

Tleniona blondyna, uzależniająca wpisanie pacjenta na listę osób wychodzących na spacer/zakupy od tego czy dana osoba uczestniczyła w durnowatej porannej gimnastyce polegającej na kręceniu głową w prawo i lewo etc. Jeżeli ktoś zaspał, był informowany, że nie zasłużył na zakupy, bo nie ćwiczył.

Trzeci zgrzyt: pani psycholog.

O ile psycholog-stażystka była dziewczyną do rany przyłóż, to jej koleżanka starsza po fachu niewiele odbiegała poziomem zachowania od terapeutki zajęciowej. Poinformowana, że ktoś nie ma ochoty uczestniczyć w psychorysunku, bo najzwyczajniej w świecie talentu do rysowania zero, waliła fochy jak dziecko i oznajmiała, że "ona to sobie zapamięta i być może obserwacja zostanie przedłużona, bo ona przekaże odmowę lekarzowi prowadzącemu".

Zagalopowało się babsko, bo o przedłużeniu obserwacji decyduje sąd na wniosek ordynatora/kierownika zakładu leczniczego, jeżeli nie da się jednoznacznie określić stanu psychicznego pacjenta, tzn:

- jeśli pacjent nie współpracuje
- jeśli testy psychologiczne (np MMPI-2) wyjdą nie do interpretacji.

Kuzynka współpracowała z biegłymi psychiatrami, niczego przed nimi nie ukrywała, test MMPI-2 rozwiązała w sposób prawidłowy, pozwalający na diagnozę i wyszła po 3 tygodniach tej męczarni.

Dla ostrzeżenia jest to oddział ogólnopsychiatryczny nr VII.

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (183)
zarchiwizowany
Przychodzę z kolejną porcją "smaczków" odnośnie Kocborowa, jako że poprzednia historia spotkała się z lekkim niedowierzaniem.

Tym razem śmieszące mnie i kuzynkę wymysły pań pielęgniarek i psychologa.


1. Kuzynka oglądała z innymi pacjentkami bodajże "Dlaczego Ja" czy "Ukrytą Prawdę" na sali telewizyjnej. W pewnym momencie wpadła pielęgniarka i oznajmiła, że NIE WOLNO im tego oglądać. Nawet nie potrafiła logicznie wytłumaczyć z jakiego to powodu. Nie bo nie i już, zarekwirowała pilota, wyłączyła telewizor i koniec oglądania...

2. Psycholog na obchodzie miała "poważne" zastrzeżenie do książek jakie leżały na szafce kuzynki i stwierdziła, że TAKA lektura jest dla niej nieodpowiednia.

Nieodpowiednią rzekomo lekturą były książki Agaty Christie i dwutomowa seria "Opowiem Ci o zbrodni" zawierająca m.in opowiadania pióra Katarzyny Bondy, Maxa Czornyja i innych autorów. To co miała czytać biedna dziewczyna? Bajki czy elementarz? :D


Mam coraz większe wrażenie że ten szpital nadaje się do zamknięcia jak to napisał pewien user pod poprzednią historią...

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (26)

#86742

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostrzegam przed internetową drogerią Horex, jeśli nie chcecie zostać oszukani tak jak ja.

Tytułem wstępu : Jestem włosomaniaczką - moja czupryna to dla mnie świętość, i z wielką radością testuję coraz to kolejne kosmetyki do jej upiększenia - a mam jeszcze większego bzika na jej punkcie od dnia napaści, opisanej jakiś czas temu wstecz (niewiele brakowało abym skończyła z łysym wygolonym plackiem na głowie, bo chirurg chciał mi zafundować strzyżenie w ramach szycia).

13.06.2020 złożyłam dość spore zamówienie i opłaciłam je z góry. Minął weekend, żadnej wiadomości od InPostu o wyruszeniu przesyłki w drogę na moje lube Pustki Cisowskie...

Po e-mailowym dopytaniu o moje zamówienie w dniu 17.06.2020 dowiedziałam się, że paczki będą nadawane od 22.06 ze względu na "awarię systemu".

Jak łatwo się domyślić, 22.06 także głucho i cicho na temat przesyłki. Telefon podany na stronie drogerii był wyłączony, poczta głosowa pełna.
Po przedyskutowaniu tematu z przyjaciółką postanowiłam przegrzebać facebookową stronę tego przybytku.

Co się okazało? Niektóre Panie czekają na swoje zamówienia od maja (tu już puściłam wiąchę godną parobka).

Udało mi się dzisiaj dodzwonić do tego bajzlu.
Dziewczę w słuchawce na pytanie o zwrot pieniędzy bądź wysłanie przesyłki nie jest w stanie określić logicznego terminu. Według niej mogę otrzymać pieniądze nawet za miesiąc.

Jak kiedyś pisałam - wcuurwiona Hermiona jest gorsza od wszelkich plag egipskich.

Kwota jest za poważna aby puścić to płazem.
Jeszcze dziś będę składać na komisariacie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa (286 k.k)

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (123)

#86659

(PW) ·
| Do ulubionych
Komisariat w Gdyni-Chyloni jest zdecydowanie najgorszym w mieście.

Możecie mi wierzyć, albo nie, ale 4.06.2020 spacerując z psem w lesie za pętlą trolejbusowo-autobusową Pustki Cisowskie, zostałam napadnięta przez jakąś amebę umysłową. Dostałam kilka ciosów od tyłu w głowę niezidentyfikowanym przedmiotem ( rana tłuczona, dość rozległa, wymagająca szycia) i gdyby nie pies,który ugryzł napastnika w nogę....

..nie wiem co by było. Może pogrzeb,może ciężkie uszkodzenie ciała. Drań wziął mnie z zaskoczenia.


W każdym bądź razie napastnik uciekł w nieznanym kierunku, mnie pozbierała jakaś przypadkowa kobieta i powiadomiła policję oraz pogotowie.

Składając zeznania u młodej Smerfetki usłyszałam tekst, że pewnie to sobie sama zrobiłam, przywaliłam gdzieś głową i teraz konfabuluję.

Milutko co nie? Takie słowa "przywracają wiarę" w służby mundurowe, które z założenia mają nam pomagać.

Do tego lasu chodziłam z Niuńkiem od lat, mieliśmy tam swoje ścieżki, włóczyliśmy się tam godzinami i nigdy nic się nie działo, aż do tego feralnego dnia.


Napaść miała miejsce w biały dzień około 11:00, w miejscu gdzie zazwyczaj spaceruje mnóstwo ludzi.

Według "pani niebieskiej" mam się nie łudzić, że go znajdą.

Trauma pozostanie chyba na zawsze. Teraz ciężko mi wyprowadzić pupila nawet pod blok, boję się każdego szmeru za plecami, etc.

A niby to takie spokojne osiedle było..

Edit do historii:

Dowiedziałam się, że w tej części lasu zamordowano przed laty młodą dziewczynę - 17 letnią Agnieszkę.
Czyżby jakiś następca zwyrodnialca...?

Wiem jedno. Więcej tam moja noga nie postanie.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (179)
Kontynuacja historii #86636 dotyczącej batalii z firemką windykacyjną.

Ręce i cycki opadają na prezentowany poziom durnoty pracowników tego bałaganu.

Przedstawiłam mailowo skan zaświadczenia o kradzieży dowodu osobistego, jednak to chyba za ciężkie do przełknięcia dla tych tumanów i twierdzą w odpowiedzi zwrotnej, iż wierzyciel czyli PKP SKM Trójmiasto nie zamierza zrezygnować z dochodzenia spłaty długu, a także, że jeżeli nie spłacę tych 166,78 w terminie nieprzekraczającym trzy dni... to zostaną skierowane "pozwy do przekazania długu na drogę postępowania sadowego jak i na dochodzenia organów ścigania  na podst. art 121 Ustawy Kodeksu Wykroczeń. " - cytat z e-maila.

Drugi smaczek - Inkaso nie zamierza się tak łatwo ode mnie odpierdaczyć, i mój "rzekomy dług" został ponoć umieszczony przez nich na stronce długi info. Sprawdziłam to - bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury.

Nosz curfa mać, jak to mawia TakaTamTala,zachowanie "pracowników" tej firemki zajeżdża mi zmuszaniem do określonego zachowania (191 Kodeksu Karnego).

Niech sobie zgłaszają gdzie chcą, mam kwit potwierdzający kradzież dowodu, chętnie go przedstawię w sądzie czy na komisariacie.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (91)