Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 21 maja 2020 - 2:16
  • Historii na głównej: 56 z 81
  • Punktów za historie: 8776
  • Komentarzy: 324
  • Punktów za komentarze: -626
 
Allegro i piekielny sprzedający. Krótko i żenująco.

Kupiłam jakąś drobnostkę na allegro, sprzedający deklarował wysyłkę w przedziale czasowym 24h.
Wysłał kupioną rzecz dopiero po 4 dniach i założeniu dyskusji.

Rzecz dostałam, odpowiednią notę wraz z komentarzem wystawiłam...

... I w odpowiedzi zwrotnej nakazano mi usunięcie komentarza wraz z notką, że szanowny sprzedający złoży pozew o naruszenie dóbr osobistych.

Taaa, już to widzę. Sąd rejonowy w obecnej sytuacji już piąty raz przekłada moją sprawę dotyczącą odwołania od nałożonej na mą skromną osobę grzywny, i na pewno ostatnią rzeczą jaką by się zajmowano jest jakiś komentarz na portalu sprzedażowym, w którym nie naruszam czyjejś godności, etc.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (143)
zarchiwizowany
GLS - czyli "Gdy Lepkie (Sz)łapki".

Zamówiłam dla mojego sierścia kilka pierdół w sklepie internetowym - m.in obrożę Foresto, bo sezon kleszczowy w pełni.

Nie dość, że leniwy kurier zostawił paczkę w maglu odległym od mojego bloku o jakieś 20 metrów, bo "jemu się spieszyło" ( właścicielka magla jest prywatnie przyjaciółką naszej rodziny), to jeszcze na 100% zakosił sobie obrożę - znajomej nie posądzam, bo to uczciwa kobieta, a karton był nieco nadmaltretowany.

Gdy dzwoniłam do kuriera wyjaśnić sytuację i poprosić, aby zerknął czy obroża nie wytoczyła mu się gdzieś na pakę, zostałam bez mała zwyzywana od naciągaczek.

Pan prowadzący sklep internetowy w którym kupowałam obrożę jako jedyny zachował się profesjonalnie. Przejrzał monitoring, celem ustalenia czy nieszczęsna obróżka została zapakowana przez pracownika, a gdy się potwierdziło, że tak, zaproponował wysłanie drugiej na koszt firmy, za pośrednictwem innego przewoźnika.

Ciekawe po co kurierowi była ta obroża. Czyżby zamierzał nosić ją na szyi jako zabezpieczenie przed insektami podczas spacerów po świeżo przywróconym wstępie do lasów?

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (25)

#86374

(PW) ·
| Do ulubionych
Stokrotka - zakupy jak z płatka.

Koronawirus chyba coraz bardziej rzuca się niektórym jednostkom ludzkim na głowę do tego stopnia, że wymyślają nieistniejące zarządzenia i grożą sankcjami.

Poszłam po jakąś drobnostkę, która jest dostępna zaraz za bramką wejściową. Nie wzięłam koszyka sklepowego, ponieważ cholera wie kto go dotykał przeze mną, a i w mediach mówią, że rozsądniej mieć własny.

Pani kasjerce się to nie spodobało i wcisnęła bzyczek wzywający kierownika zmiany.

Zostałam prawie że zakrzyczana, iż:

- Jest zarządzenie obligujące do wzięcia koszyka sklepowego ( :D )
- Grożą mi za to sankcje.
Itd itp.

Prośby o wskazanie takiego zarządzenia na piśmie skończyły się wymamrotaniem, że nie mają jak pokazać i przymknięciem jadaczek obu pań mądralińskich.

Dzwoniłam nawet na infolinię sieci Stokrotka by potwierdzić te "kwiatki" co spotkało się ze zdziwieniem, ponieważ jak twierdziła Pani konsultantka, nigdy nie było i nie będzie przymusu brania ich koszyka.

Niedoinformowanie, czy po prostu nieuleczalna głupota?

Mam nieodpartą pokusę sprezentować załodze sklepu najnowsze zarządzenia dotyczące unikania koszyków sklepowych. Chociaż wątpię, że to pomoże.

Ps. Aby uniknąć czepiania się - rękawiczki miałam. ;)

Stokrotka

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (140)
Moi sąsiedzi są chyba naprawdę jacyś upośledzeni.

Naklejki zakazujące palenia wyrobów tytoniowych na klatce schodowej są umieszczone na każdej kondygnacji.

Niestety, ale mam za sąsiadów totalnych buraków, którzy choćbyś lał i patrzył czy równo puchnie, będą robić swoje.

Prośby nic nie dają, nawet te od administracji, a kartki z prośbą o zaprzestanie palenia są demonstracyjnie zrywane przez patusa, którego opisywałam w historii o podpalonym wózku.

Poziomu głupoty dotrzymuje mu również jedna z mieszkanek pierwszego piętra, która twierdzi, iż "ona mieszka tu odkąd blok został oddany do użytku i nikt jej nie będzie pouczał".

Całe cztery kondygnacje dzień w dzień walą najtańszymi płuco*ebami. Woń uderza już od otworzenia drzwi.

Ktoś ma pomysł jak oduczyć takich zburaczałych idiotów takiego zachowania? Nie wiem dlaczego, ale po operacji zwiększyła się moja nietolerancja na takie "aromaty".

Witki mi już opadają.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (145)
zarchiwizowany
Wymuszanie miejsc siedzących to głównie brzydka maniera seniorów. Ale jak się okazało trafiają się też "młodsze wymuszaczki" - w mojej historii będą to dwie panie w wieku 50-55 lat.

Kilka dni temu zamarzyłam sobie pojechać zbiorkomem na zdjęcie szwów (o czekającej mnie operacji pisałam w #86116). Nic miłego, pocięta jak po cesarce, zejście z czwartego piętra na którym rezyduję zajęło mi dobre 5 minut, bo wszystko w jakimś tam stopniu rwało, ciągnęło i bolało. W ramach wsparcia pojechała ze mną koleżanka, pilnować aby nie staranowały mnie jakieś krewkie staruszki.

Po kilku przystankach poczułam stukanie pazurami w ramię i w mało delikatny sposób zostałyśmy "poproszone" o zwolnienie miejsc, jako że pani i jej koleżanka "zawsze tam siedzą i to są ICH miejsca".
Autobus prawie pusty o zgrozo.

Nie powiem, zamurowało mnie. Moja towarzyszka starała się delikatnie wyjaśnić sytuację, poinformowała jedną z Pań, że jestem kilka dni po operacji, i niestety muszę na siebie uważać.

W kobietę jakby diabeł wstąpił. Burczała coś o symulowaniu i inne mniej przyjemne rzeczy. Wręcz sugerowała, że powinnam sobie zamówić karetkę transportową skoro 'jestem tak obłożnie chora'.
Druga zachowywała się nie lepiej. Zignorowałyśmy je, bo z takiej przepychanki słownej nic dobrego nie wyjdzie.

Awanturnica i jej koleżaneczka wysiadły po przejechaniu dwóch przystanków łypiąc na nas wrogo.

Nie cierpię takiego uzurpowania sobie prawa do miejsca siedzącego, zwłaszcza jeśli nie jest to miejsce uprzywilejowane.

I jak tu mieć szacunek do starszych osób?

Powiem szczerze, że powstrzymywałam się od podciągnięcia kurtki, lekkiego zsunięcia spodni i pokazania im mojego pokancerowanego brzucha. Ciekawe czy wtedy dalej zarzucałyby mi symulowanie.


Uprzedzając pytania typu :

- Czemu nie wzięłaś taksówki,
- Czy nie mógł ktoś Cię zawieźć


odpowiem krótko. Po tym wszystkim jak najszybciej chciałam wrócić do normalności i być jak najmniej zależna od kogoś.

Mam nadzieję, że będę jak najmniej uciążliwa i zgryźliwa na starość, bo inaczej każę się zastrzelić. :D

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 4 (34)
Lekarze POZ - temat rzeka.

Zachorowało mi się. Na tyle poważnie, że za tydzień o tej porze będę już leżeć w szpitalnym łóżku i czekać na operację.

Lekarz, u którego byłam na konsultacji przedoperacyjnej, poprosił mnie abym udała się do przychodni i zrobiła kilka badań laboratoryjnych : m.in morfologię oraz czas protrombinowy z INR.

W osiedlowej przychodni od niedawna urzęduje dziewczę po świeżo skończonych studiach i to do niej z braku laku umówiłam się na wizytę.

Nie będę tu przytaczać całej rozmowy ale według niej:

- Jedna morfologia na pół roku wystarczy, a zresztą ona widzi w systemie, że poprzednią miałam bardzo dobrą, więc po co zawracam głowę?
- Jeśli idę na operację, to powinnam takie rzeczy jak czas protrombinowy i INR załatwiać prywatnie i nie żerować na NFZ.

Zatrzęsło mną. Niewiele brakowało, abym dała panience prosto w zęby, ale wizja srebrnych bransoletek na nadgarstkach szybko mnie otrzeźwiła.

Skończyło się na tym, że "pani dochtórka" wystawiła mi skierowanie na morfologię z tekstem, że następnym razem mam jej nie prosić o jakiekolwiek skierowanie.

Jestem typem osoby, która absolutnie nie chodzi do lekarza dla rozrywki. A zbliżająca się operacja, może zaważyć na moim dalszym życiu pod wieloma względami. Może nawet przekreślić moje marzenia względem posiadania potomstwa.

Nie ma to jak empatia. Wróżę tej pani owocną i długą karierę przy takim podejściu do pacjenta.

Edit, 18.02.2020, stan na godzinę 9:40: Byłam u innej lekarki w tej samej przychodni i dała mi skierowanie na to drugie badanie bez żadnej łaski. Oczywiście, tym razem nie puściłam pary z gęby po co mi to potrzebne. Wychodzi na to, że czasem lepiej nie mówić prawdy.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (133)
zarchiwizowany
W związku z moją ostatnią historią #85987 i dość napastliwym komentarzem użytkownika Euferyt postanowiłam wyjaśnić kilka kwestii, ponieważ z odpowiedzi na jego pytania w komentarzu wyjdzie cały elaborat.

1) Na dyżurze najczęściej są dwie salowe, pracujące w systemie 12 godzinnym. Ich obowiązkiem jest nie tylko przygotowywanie posiłków ( przygotowują tylko śniadania i kolacje - obiady są zamawiane). Panie zajmują się również pralnią i innymi pomniejszymi obowiązkami. Nie zmuszają nikogo do zbierania śmieci i nie wysługują się nikim. Zwykle po zakończeniu mszy, która jest odprawiana o 15:00, któraś z pań pytała "Beatko czy mogłabym poprosić o zebranie śmieci?". Żadnych rozkazów czy zmuszania, nic na siłę.

2) Nie mam kija gdzie plecy kończą swą szanowną nazwę. Sytuacja, w której Beatka słownie poniżała odpracowującą rozgrywała się na moich oczach. Było to świeżo po zwiezieniu brudnych naczyń w porze kolacji. Dziewczyna, która miała umyć naczynia, wyparzyć je i odłożyć na specjalny wózek, została obwarczana, że na pewno nie będzie umiała tego zrobić i ma się trzymać od zmywalni z daleka, bo jest tępą tapeciarą (!). Ze mną Beatka nie zaczyna, bo wie, że nie wygra - raz, że nie daję się sprowokować, dwa, olewam jej dziamgolenia.

3) Beatka nosi swoją torebkę niemalże 24/7 przy sobie. Tamtego dnia odstawiła ją na chwilę w kąciku telewizyjnym i poszła do toalety. Po powrocie zrobiła regularną jazdę, że któraś z odpracowujących dziewczyn zwinęła jej dowód. Gdy dowód znalazł się zawinięty w podszewkę torby, oskarżana nie usłyszała nawet głupiego "przepraszam". Poza tym, na prace społeczne ludzie trafiają czasem za totalne głupoty - niezapłacona grzywna za jakieś drobne wykroczenie, etc, więc to nie jest tak, że są tu same zakapiorki.

4) Byłam tego świadkiem. Jedna z pań salowych zażartowała, że przełoży Beatkę przez kolano za jakieś tam pyskowanie, a kilka dni później Beatka rozpowiadała, że salowa groziła jej że jej da oklep.

5) Słyszałam na własne uszy jak Beata mówi o niektórych pensjonariuszach za ich plecami i bezpośrednio do nich. Niedawno pyskowała też starszemu panu, mężowi jednej z pensjonariuszek.

Ta kobieta ma 45 lat, a zachowuje się jak dziecko w przedszkolu, jest chronicznie zazdrosna o innych. Nie wiem, może czuje się pokrzywdzona przez los z racji swojej niepełnosprawności - w dzieciństwie miała pewien wypadek.

Ostatnio ( wczoraj i dzisiaj) po prostu zaczęła nas wszystkich unikać - przychodząc do hospicjum nie odzywa się do nikogo, odgrzewa sobie obiad przyniesiony z domu i znika gdzieś w jakimś ciemnym kącie.

Myślę iż jej czas "wolontariuszowania" jest już policzony, bo wiem, że ksiądz przełożony podejmie stanowcze kroki w jej sprawie.

Hospicjum Oksywie

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (67)

#85987

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pewnego czasu jestem wolontariuszką w jednym z gdyńskich hospicjów.

Dziś opowiem Wam o Piekielnej Beatce - weterance wśród osób przychodzących na wolontariat (14 lat stażu ) - imię niezmienione, celowo.

PB jest osobą, która uwielbia przeinaczać fakty, kłamać, robić z siebie cierpiętnicę oraz straszyć nowy narybek - zarówno nowych wolontariuszy jak i osoby skierowane przez sąd na prace społeczne.
Często wyrzeka, że czuje się jakby była tu za karę.

Oto kilka przykładów:

1) Beatka została poproszona przez salową o opróżnienie koszy na śmieci w pokojach pensjonariuszy, pokoju pielęgniarek, i gabinecie zabiegowym. Jej wyrzekanie "jestem wykorzystywana, salowe nic nie robią, siedzą na dupach i piją kawkę" było już doskonale słychać z pierwszego piętra. Salowe rzecz jasna nie "siedziały na dupach i nie piły kawki" tylko przygotowywały kolację dla pensjonariuszy. Tak, w naszym hospicjum istnieje takie stanowisko jak salowa-kuchenkowa.

2) Znęcanie słowne nad osobami skierowanymi na prace społeczne. Teksty typu "jesteś łamagą, nie umiesz nawet umyć naczyń, zużywasz za dużo płynu" są wręcz na porządku dziennym.

3) Pewnego razu oskarżyła jedną z dziewczyn przychodzących na odrabianie prac o kradzież dowodu osobistego i chęć wzięcia kredytu na jej dane.

4) Pomówiła też jedną z pań salowych jakoby ta chciała ją uderzyć.

5) Często zwraca się do pensjonariuszy i rodzin w niegrzeczny, wręcz wulgarny sposób.

Ksiądz przełożony wielokrotnie przymykał oko na jej wybryki, ale po sytuacji nr 5 wydaje mi się, że po zebraniu personelu jakie jutro zostanie zwołane, Beatka otrzyma zakaz przychodzenia do hospicjum - wiem od salowych, że będą tego żądać.

Nie pojmuję jej toku myślenia. Jeżeli wolontariat jest "karą" to po kiego diabła przyłazić i psuć innym nerwy?

Hospicjum Oksywie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (176)
zarchiwizowany
Spodziewam się kolejnego linczu i zminusowania, ale muszę wyrzucić to z siebie, bo to co opiszę jest wręcz technicznie niemożliwe.

Historia będzie o jednej z sąsiadek, mieszkającej pod opisywaną tu kilkukrotnie właścicielką ukochanych przeze mnie rottweilerek.

Bodajże dwa dni temu byłam mimowolnym świadkiem awantury na klatce schodowej. Piekielna sąsiadka wykrzykiwała, że :

- psice sikają w łazience
- że smród moczu czuć także na całej klatce schodowej
- że należałoby je uśpić, bo są głupie


Nie docierały do niej żadne tłumaczenia ani próby załagodzenia sytuacji. Nakręcała się coraz bardziej.

Nawet gdyby dochodziło do regularnego sikania w łazience przez psiny, to pierwsza czułabym ten smród. Po drugie musiałaby tam być niezła melina.
Nie wyśmiewam tu nikogo, ale może ta pani sama leje w gacie nie kontrolując tego co robi i zwala winę na biedne psiaki.

Sabina oraz Niunia (imiona zmienione, z pewnych względów) są wyprowadzane na spacery 4-5x na dzień i na pewno nie narżnęłyby w łazience, bo tam nie wchodzą.

Nie wiem jak mam określić tą sytuację. Dla mnie takie oskarżenia wzięte za przeproszeniem z dupy, podchodzą pod jakiś rodzaj demencji/ zaburzeń psychicznych.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (31)
zarchiwizowany

#85501

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pani opisywana przeze mnie m.in w sierpniowej historii #85105 ewidentnie chce tłumaczyć się przed sądem za czyny z art 234 i 212 kodeksu karnego.

Zgadnijcie o co oskarżyła mnie i moją matkę? O podpalenie tego cholernego grata i wkładanie jej kartek z pogróżkami do skrzynki na listy - dowiedziałam się od kilku osób, że rozpowiada o nas, że jej nienawidzimy i zrobiłyśmy jej to SPECJALNIE, ona jest pewna, że to nasza sprawka, etc.

Kilka dni temu musiałyśmy się tłumaczyć na komisariacie.

Moja mama ma co najmniej dwudziestu świadków, że nie było jej, a także mojego ojca w naszym mieście tego dnia, bo przebywała w tym czasie prawie 700 kilometrów od domu, w rodzinnej miejscowości ojca. Podała numery telefonu do kilku znajomych osób i rodziny, jestem ciekawa jak Policja to rozwiąże.

A co do mnie :

- Nie jestem na tyle głupia, aby podpalać czyjeś auto i przy okazji narażać inne pojazdy zaparkowane przed nim/za nim, zwłaszcza, że centralnie za tym autem stało audi mojej ulubionej sąsiadki.

- Podpalaczka ze mnie żadna, nawet nie wiedziałabym jak to zrobić, a to auto zostało podpalone od strony baku, czyli ewidentnie komuś zależało aby spaliło się doszczętnie.

- Wkładanie komuś anonimowych liścików typu "Nie wsadzaj nosa w nie swoje sprawy, bo stracisz więcej niż tego grata" * do skrzynki, uważam za totalną dziecinadę..


Mam tylko szczerą nadzieję, że Policja odpowiednio ukarze babsko za oskarżanie niewinnych osób, przedstawiając jej odpowiedni zarzut.

* Taką kartkę z wydrukowaną treścią pokazał mi funkcjonariusz na przesłuchaniu twierdząc, iż została znaleziona przez tą panią w skrzynce.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (23)