Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Marvel90

Zamieszcza historie od: 6 czerwca 2012 - 14:38
Ostatnio: 17 sierpnia 2018 - 22:14
  • Historii na głównej: 2 z 4
  • Punktów za historie: 210
  • Komentarzy: 33
  • Punktów za komentarze: 9
 

#82859

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym jak urząd (!!!)PRACY(!!!) utrudniał mi (!!!)PODJĘCIE PRACY(!!!).

Postaram się ograniczyć ilość faktów do niezbędnego minimum, aczkolwiek uprzedzam, że i tak wyjdzie stosunkowo długa opowieść.

Rok temu skończyłem studia. Jak to bywa, nie znalazłem przez ten czas pracy w zawodzie i tak, na pohybel swojej dumie, wędrowałem po magazynach, gdzie przyjmowali ludzi bez matury, a czasem nawet bez podstawówki.

Aż tu niedawno (tj. początek sierpnia 2018 - dla tych, co czytają długo po publikacji) pewna firma w moim rodzimym mieście zaoferowała się, że chętnie przyjmie mnie na staż, więc powiedzieli mi, że mam pójść z jakimś wnioskiem od nich do Urzędu Pracy, tym samym dając im znać, że chcą mnie przyjąć.

Problem nr 1)

Ale my (Urząd Pracy) mamy staże tylko dla facetów po 40-tce albo dla kobiet. Więc muszę albo kilkanaście lat siedzieć u starych na garnuszku (co jest, nie oszukujmy się, mało ciekawe) albo zmienić płeć (gdzie w Polsce w życiu na to hajsu nie uzbieram albo bym zadłużył się po uszy i w życiu nie zdołał tego spłacić).

Problem nr 2)

Ch*j nas to obchodzi, że ktoś chce pana zatrudnić. Musi się pan zarejestrować u nas jako bezrobotny (a po co niby przyszedłem?) [uprzedzając pytania, nie miałem potrzeby się rejestrować, bo od wygaśnięcia poprzedniej umowy minął dopiero tydzień, w trakcie którego szczęśliwie udało mi się znaleźć firmę od tego stażu].

Problem nr 3)

Dzwonię do pana, który chce mnie na staż. Daję babie w urzędzie tego pana do telefonu. Wszystko jej wyjaśnia, że według jego informacji obiecali mu opłacić staż ze swoich środków, nawet jak to będzie ze wskazaniem (czyli że przyślą konkretną osobę na ten staż). Babka "coś świta Schrödingera", czyli jemu, rozmawiając przez mój telefon, przyznaje rację, ale mi już wypiera się w żywe oczy, że nic takiego nie miało miejsca.

Problem nr 4)

Jak pracowałem w pewnej firmie (której - jak myślę - z wiadomych powodów nie wspomnę z "nazwiska"), w której - mówiąc wprost - pluli ludziom w twarz za to, że im się jeszcze chciało, dali mi wypowiedzenie (którego okres wynosił miesiąc) i pech chciał, że w ostatnim jego tygodniu wyszło mi jakieś uczulenie, więc musiałem wziąć L4. Mam świadomość, jak to musiało wyglądać z perspektywy pracodawcy, że akurat w ostatnim tygodniu wziąłem to zwolnienie. Urząd Pracy w swoim systemie miał jakiś błąd, że niby to L4 obejmowało okres już po byciu zwolnionym. I wymagali ode mnie, bym załatwił jakieś zaświadczenie z ZUS-u o tym, że ta sytuacja miała miejsce. Mimo że ich własny system pokazywał (ponoć) wszystko czarno na białym.

Problem nr 5)

Jak już tam siedziałem, stwierdziłem, że uzupełnię swoje dokumenty u nich o m.in. kurs na wózki widłowe, który przez ten rok zrobiłem (bo skoro już latałem po tych magazynach mimo studiów, to stwierdziłem, że parę groszy więcej za to uprawnienie raczej nie przeszkodzi). Dałem babce więc z rozpędu swój "Zestaw", którą to nazwą w kontekście pracy określam CV, list motywacyjny, referencje, wszystkie kursy itp. (a taki zestaw zawsze daję, zostawiając gdzieś CV) i babka mi mówi: "O! w 2010 zrobił pan kurs na kasę fiskalną, czemu pan nic nie mówił?", a ja na to: "Bo sami mnie na niego wysłaliście?”. Ale babce i tak to nie przeszkodziło twierdzić, że nie zamierzają mi dać tego stażu, bo "ja coś kombinuję”.

Koniec końców, po ponad 2 godzinach męczarni psychicznej, (chyba) się udało. Jutro (licząc od dnia, w którym to piszę) idę do tego pana od stażu z informacją, że, mimo perturbacji, niedługo możemy zacząć staż.

Niemniej, reasumując, wniosek z tej historii jest taki, jak wspomniałem na wstępie:

Urząd (!!!)PRACY(!!!) utrudniał mi (!!!)PODJĘCIE PRACY(!!!).

Urząd Pracy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (127)

#80679

(PW) ·
| Do ulubionych
Na fejsowej grupie akademika, w którym mieszkałem podczas studiów znowu jest shitstorm, który wygląda w dużym skrócie tak:

Obcokrajowcy z Erasmusa kradną koszyki od prania z pralni (nie wiadomo po co, jednak tu liczy się sam ten fakt). Ludzie ich słusznie wyzywają od złodziei i za chwile ci sami ludzie sami siebie wzajemnie wyzywają od rasistów i ksenofobów, no bo jak można nazywać obcokrajowców złodziejami. ¯\_(ツ)_/¯

akademik

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (135)
zarchiwizowany

#79181

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Właśnie się zetknąłem z tzw. "logiką kierowców z GTA" na żywo :D Chcę przejść przez pasy na jezdni. Takie najzwyklejsze, nawet świateł nie było. Centralnie przed pasami stoi kierowca który się zagalopował i stoi aż wszyscy przejadą. Spoko, do niego nic akurat nie mam. Ale jak wszedłem spokojnie na te pasy to kierowca stojący za tym kierowcą nagle sobie przypomniał, że też musi ruszyć mimo, że ma przed sobą raz, że inne auto które siłą rzeczy mu blokuje ruch, to jeszcze mnie ¯\_(ツ)_/¯ Normalnie bym na to ręką machnął ale coś mnie ruszyło, zapukałem mu w szybę i mówię czy aż tak mu zależało na tych kilku centymetrach że aż musiał zablokować przejście pieszym. W odpowiedzi usłyszałem jedynie że mam "spier**lać" ¯\_(ツ)_/¯

przejście dla pieszych

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (75)
zarchiwizowany

#52414

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Siemka. Chciałbym się podzielić swoimi wspomnieniami na temat pewnej nieistniejącej już firmy z Leszna. Oferowała ona internet, zaś jej nazwa sugerowała iż ich usługą jest "super jakości internet" (kto z Leszna to myślę że powinien wiedzieć o której firmie myślę :))

Owa spółka cywilna była wręcz książkowym przykładem przedsiębiorstwa lubującego się w robieniu ludzi w ch*ja.

Internet 1MB/s za 80zł.
Za założenie routera, konfigurację neta, anteny etc pobierali kasę. Dosłownie za wszystko jak leci. Jeśli próbowałeś się do tej firmy dodzwonić to przez pół godziny słyszało się w kółko komunikat: "Prosimy czekać, zaraz ktoś odbierze", a w międzyczasie impulsy leciały. Gdy ktoś z pseudo-informatyków lub serwisantów łaskawie stwierdził że chwilowa przerwa w przerwie na kawę i papierosa mu nie zaszkodzi, to spławiał cię tekstem typu: "My nie wiemy, u nas działa jak należy".

Nawet jak się poszło osobiście do ich siedziby to nic nie pomagało bo "z tym to Pan(i) musi dzwonić, tak nam (nie) jest przykro".

Spytacie dlaczego ludzie brali od nich internet? Otóż dlatego że istnieli w czasach gdy w moim rodzimym Lesznie jedyną alternatywą dla nich była..... Telekomunikacja Polska (dalszy komentarz w tej kwestii myślę że zbędny).

A jak działał ich internet. A właściwie nie działał?
Zrywał czasem po - dosłownie - 10 sekundach od połączenia.
Z obiecywanego 1MB/s to transfer był taki, że Google ładowało się tak długo iż śmiem przypuszczać że tyle czasu to nawet Adam Małysz by nie zdołał spędzić w powietrzu po wyjściu z progu.
Zasłaniali się tym że 1MB/s to jest "maksymalna obiecywana prędkość".

Jak firma upadła? W banalny sposób.
Zaczęły się pojawiać w Lesznie inne firmy typu UPC, Netia i temu podobne. Jak ludziom kończyła się umowa to jej nie przedłużali, brali neta od kogoś innego, po czym pokazywali dawnemu dostawcy neta pewien gest z igrzysk olimpijskich w ZSRR z 1980r.

Szanowna spółka cywilna upadła "nie wiedzieć czemu" gdyż "dawali świetnej jakości internet".

uslugi

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (23)

1