Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Xynthia

Zamieszcza historie od: 30 sierpnia 2017 - 21:03
Ostatnio: 21 maja 2024 - 10:26
  • Historii na głównej: 133 z 140
  • Punktów za historie: 17306
  • Komentarzy: 522
  • Punktów za komentarze: 3959
 
[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
3 września 2020 o 21:06

@maat_: @didja: Mam na początku nazwiska zbitek spółgłosek, a w środku dwie jednakowe, jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś zapisał moje nazwisko poprawnie bez przeliterowania go przeze mnie...

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
3 września 2020 o 13:11

@kartezjusz2009: Cóż za niesamowity zbieg okoliczności, prawda?

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
2 września 2020 o 21:23

@Allice: Czekaj, bo się pogubiłam. Gdzie ja pisałam o nie wyrażaniu przeze mnie zgody na dzwonienie do mnie, gdy dziecku coś się stanie? Pisałam, że nie zawsze mogę odebrać telefon (potem oddzwaniam), i że to szkoła zazwyczaj w takich sytuacjach się wkurza, że rodzic nie odbiera. Po prostu nie zawsze można. A w ogóle to pewna bliska mi osoba (to już wiele lat temu) po odebraniu telefonu, że ma przyjechać po dziecko do przedszkola, bo zagorączkowało (dziecko, nie przedszkole) usłyszała od szefowej NIE. Nie zgadza się, nie może wyjść z pracy, ona nie pozwala, jak wyjdzie, to może nie wracać. Dobrze, że to było już niecałe dwie godziny przed końcem, bo w tamtym momencie nie mogła sobie pozwolić na utratę pracy - zresztą ja nie wiem, czy w ogóle jest dobry moment na utratę pracy...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 6) | raportuj
1 września 2020 o 20:54

Generalnie się z tobą zgadzam, ale... "Ale jak to dostępność telefoniczna? Jakim prawem mam być pod telefonem?" - pracuję jako opiekunka osób starszych w domu opieki. I gwarantuję ci, że kiedy przebieram, kąpię albo karmię podopiecznego, to na pewno nie odbiorę telefonu, mimo że mam go przy sobie. Owszem ,najdalej do pół godziny oddzwonię, ale przez te pół godziny w szkole się będą wkurzać, że czemu nikt się dzieckiem nie interesuje. Ewentualnie mogliby zadzwonić do: - ojca dziecka - ups, bardzo zły pomysł... - babci - osoba starsza, schorowana, mieszkająca na obrzeżach miasta, tak, już widzę, jak pędzi po Młodą, żeby ją odebrać ze szkoły, bo nauczyciel uznał, że lekki katarek jest przeciwwskazaniem do nauki w danym dniu; - mojego ojca - 250 km odległości; - mojej przyjaciółki - owszem, zawsze mogę na nią liczyć i zapewne nawet by się "urwała" z pracy, aby odebrać Młodą ze szkoły, tylko co jej przełożony powie na "przepraszam, ale muszę wyjść, aby odebrać dziecko przyjaciółki ze szkoły"? (nie, nie przyjdzie jej do głowy, żeby wymyślić cokolwiek innego, jest to osoba, która odruchowo i automatycznie mówi prawdę); - jednej z dwóch-trzech sąsiadek, na które ewentualnie mogę liczyć, jak akurat będą miały czas - no bo jak nie będą miały, to nie... I co, ja mam im te wszystkie numery podawać? No sorry... I nie, nie posyłam nigdy do szkoły chorego dziecka, ale czasem tak jest, że rano dziecko zdrowe i radosne, a ze szkoły wraca przygnębione, zakatarzone i ze stanem podgorączkowym, gdzieś tak w międzyczasie ta zmiana nastąpiła, więc różnie bywa. Aha, a co do mierzenia temperatury - ja mam to gdzieś, w pracy zawsze rano mi mierzą temperaturę (teoretycznie przy podwyższonej powinnam iść do domu, praktycznie przy 37,1*C i tak musiałam zostać) i się nie buntuję, lotto mi to, ale rodzice, którzy się "burzą" przeciwko pomiarowi temperatury, mają rację. Odczyt pomiaru temperatury jest jedną z informacji o twoim stanie zdrowia, czyli należy do tzw. "danych wrażliwych". Tak że ten, teges...

[historia]
Ocena: 26 (Głosów: 26) | raportuj
26 sierpnia 2020 o 12:23

"Międlenie tematu powrotu do szkół powoduje u mnie już bez mała odruch wiadomo jaki...", więc wrzucę kolejną historię o tej tematyce, jakież to logiczne.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 11) | raportuj
26 sierpnia 2020 o 12:12

@Peppone: Bo tych 20-30 uczniów słucha tego samego nauczyciela, uczy się tego samego i generalnie robi to samo...?

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
25 sierpnia 2020 o 20:09

@KittyBio: "Pytanie należy sobie zadać inne - co daje termometr? Bo daję rękę uciąć, ze będą rodzice, którzy poślą dziecko do szkoły po Apapie czy Ibuprofenie i cyk gorączki nie ma. Jak dla mnie z dupy przepis, który dotyczy również przychodni i miejsc pracy." Nie wiem czy wiesz (serio pytam, nie ironicznie, bo sama też długo nie wiedziałam), że jednym z objawów jest wysoka, NIE DAJĄCA SIĘ ZBIĆ, gorączka? Czyli jak komuś spadnie po Apapie czy Ibuprofenie, to to nie jest "koronka", tylko jakaś inna infekcja. Co nie oznacza, że pochwalam posyłanie chorych dzieci do szkoły...

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
23 sierpnia 2020 o 10:45

@Armagedon: Lubię twoje komentarze, najczęściej są sensowne i powodują chęć doprecyzowania pewnych rzeczy, których się nie ujęło w historii. "...KTO, tak naprawdę ci to zarzuca? Bo jeśli rodzina - to chyba orientuje się jakie marzenia miałaś, a jeśli znajomi - to waśnie chyba orientują się słabo?". No i właśnie o to chodzi, że ludzie, którzy dosyć słabo się orientują, mają najwięcej do powiedzenia, w dodatku swoje wnioski wyciągają z powierzchownych informacji. Najczęściej słyszę: "Bo ty kiedyś tańczyłaś, prawda? Nieee??? Dziwne, chodzisz jak tancerka..." Od razu mówię, że nie wiem, co w moim sposobie poruszania się powoduje to przekonanie, no może to, że w butach na płaskim obcasie chodzę "z palców", nie "z pięty", a chodząc boso zazwyczaj chodzę na palcach. I wiesz co, może nie powinnam się przejmować opiniami i przekonaniami niezbyt bliskich mi osób, ale w sytuacji, kiedy nie jestem pewna, czy dobrze robię, takie wmawianie mi czegoś naprawdę mocno demotywuje, powoduje wątpliwości... A co do "chwalenia się" dzieckiem - wybacz, jeśli odniosłaś takie wrażenie, mnie by to nie przyszło do głowy, ponieważ jaka to moja ZASŁUGA, że mam takie, a nie inne dziecko? To już prędzej mogłabym się pochwalić ładną kiecką, bo to ja ją wybrałam, uznałam że będę w niej dobrze wyglądać, dobrałam dodatki... Dziecko jakie urodziłam, takie mam - ani moja zasługa w kwestii zdolności, ani moja wina w kwestii ich braku. Natomiast jeśli chodzi o rozwijanie zdolności w dziecku (lub kompensowanie braku tychże zdolności), to jest to po prostu psi obowiązek rodzica, więc też żaden powód do chwalenia się. Pozdrawiam!

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
21 sierpnia 2020 o 18:05

@AnitaBlake: Jeśli chodzi o młodszą, to pomyśl sama, dlaczego się drze - nie, wcale nie naśladuje starszej... Jeszcze do niedawna płacz, krzyk, był jej jedyną formą komunikowania się, a jak reaguje matka na płacz małego dziecka? Przybiega i spełnia potrzeby. Mokro -> wrzask -> mama przybiega i zmienia pieluchę. Głodna -> wrzask -> mama przybiega i daje jeść. Uderzyłam się -> wrzask -> mama przybiega i utuli. Stąd się właśnie bierze późniejszy "bunt dwulatka" - wielkie zdziwienie tym, że jak się zapłacze, to jednak nie zawsze dostanie się to, co chce. A druga zaraz ci wejdzie w okres "buntu czterolatka", tu już się słabiej orientuję, bo moja Młoda tak ambitnie przepracowała bunt dwulatka, że z tym drugim już miałam spokój, ze dwie-trzy akcje jak z kosmosu, ale poza ty "oj, jakie ty masz grzeczne dziecko" ;) Nie przejmuj się. Krzyczą, wrzeszczą, płaczą - no cóż, sprawdzają granice. I nie sprawdzą jej raz, bo człowiek uczy się przez powtarzanie. Sprawdzą raz, drugi, piąty, dziesiąty, setny... i zrozumieją, że nie, tego nie wolno, tak się nie da, a w tym mama nie ustąpi.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
21 sierpnia 2020 o 17:46

@Malibu: To zależy, gdzie są te błędy. Jeżeli w kopii/odpisie/innym dokumencie wystawionym na potrzeby zgłoszenia aktu małżeństwa w innym kraju, no to dochodzi do bigamii, pomyłka zawsze kiedyś może wyjść. Natomiast jeśli błędny jest dokument "podstawowy", czyli jakiś tam oryginalny akt zawarcia związku małżeńskiego, jeśli tam są błędne dane, to masz rację - to nie te osoby brały ślub, bigamii nie ma ;)

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
21 sierpnia 2020 o 17:38

@Khira: Nie demonizuj, ludzie czasami (często...) będą niweczyć twoje działania wychowawcze w jak najlepszej wierze. W tej sytuacji należało po prostu powiedzieć do dziecka: "No widzisz, tata dziewczynki się nie gniewa, bo wie, że to zrobiłeś przypadkiem, nie chciałeś. Jak teraz ją przeprosisz, to i dziewczynka nie będzie się na ciebie gniewać".

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 15) | raportuj
21 sierpnia 2020 o 8:20

@Limek: @mofayar: @Armagedon: @Chucherko: Ale wiecie, że namawiacie autora do popełnienia przestępstwa? Ponowny ślub, bez rozwiązania poprzedniego małżeństwa, jest bigamią, nawet jeśli bierzesz go z tą samą osobą... Z historii wynika, że ślub jest ważny, problem jest tylko z uzyskaniem "papierka".

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 7) | raportuj
5 sierpnia 2020 o 15:53

@Armagedon: Po kolei - po pierwsze masz rację w kwestii nazewnictwa. Wiem, że mówi się "fiflak" (albo "flik"), ale sądziłam, że w pisowni stosuje się angielską formę, czyli "flic-flac" lub "flik-flac", z tą ostatnią formą właśnie miałam do czynienia w opisie układu akrobatycznego, więc ją odruchowo zastosowałam. Po drugie - bardzo ładne filmiki, dokładnie tak wygląda rundak - fiflak oraz rundak - fiflak - salto w tył. Po trzecie - Młoda ma 10 lat, akrobatykę sportową trenuje od dwóch lat, wcześniej gimnastykę artystyczną, ogólnie rzecz biorąc uprawia sport przez połowę swojego życia. Po czwarte - są dwie szkoły odnośnie nauki trudniejszych skoków typu fiflak, salto czy salto machowe. Pierwsza zgodna z tym co piszesz - nie skaczemy tego na trampolinie, bo trampolina wybija inaczej niż ścieżka, można nabrać złych nawyków. Druga uznaje, że można uczyć tych skoków na trampolinie do momentu, aż dziecko (najczęściej jest to dziecko) "załapie", jak się wybić do skoku, jak układać ciało podczas skoku, jak wylądować, potem dopiero z dalszą nauką przechodzimy na ścieżkę. Młoda np. ma już zakaz skakania salta machowego na trampolinie, może to robić tylko na ścieżce, a powoli zaczyna też próbować na podłodze, na razie z materacem w miejscu lądowania. Po piąte - nie miałam na myśli batutu, tylko trampolinę, o, taką https://www.youtube.com/watch?v=Ln75Ukd6ZoY Po szóste - gdzie ja wspominałam kombinację rundak - fiflak -salto - śruba? Ale nie twierdzę, że coś takiego nie istnieje, bo młodzież często skacze tam takie kombinacje, o jakich mi się nawet nie śniło, ja wspomniałam tylko podwójne salto ze śrubą. Po siódme - jeśli bardzo chcesz, nakręcę filmik przy następnej bytności podczas złej pogody, to zobaczysz tłum ludzi - tak, bez ograniczeń ilościowych (chyba, bo jeszcze się nie spotkałam z informacją "przykro nam, nie można wejść, za dużo osób"), bez maseczek i BEZ butów - skacze się w skarpetkach antypoślizgowych, rodzice nie korzystający z atrakcji w zwykłych skarpetkach, latem podczas upałów widziałam tez całkiem bose stopy... A ostatni filmik genialny, dzięki!

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
3 sierpnia 2020 o 9:29

@Lobo86: Generalnie się z tobą zgadzam, tzn. nie neguję, że sądy mogą "klepnąć" wszystko, co napisze matka dziecka odnośnie wydatków na jego utrzymanie. Ale wydaje mi się, że takie "przyklepanie" ma miejsce raczej wtedy, gdy ojciec argumentuje: "nie będę tyle płacił, bo mnie nie stać!" zamiast: "chętnie zapłacę za fajne kolonie/obóz dziecka, ale nie za jego wyjazd na Wyspy Kanaryjskie". Niestety, argumentacja idioty ściśle mieściła się w tej pierwszej kategorii. Po to jest rozprawa o ustalenie wysokości alimentów, żeby ustalić, co dla dziecka jest niezbędne, a bez czego się może obejść, a wszystko to w kontekście zarobków obojga rodziców. Tak jak pisałam wcześniej, ja sama uznałam niektóre z wydatków za takie, które nie podlegają pod kategorię 'niezbędne" i po prostu nawet o nich nie wspomniałam. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem obiektywna w tym temacie, być może niektóre wydatki (te, które już uwzględniłam) również nie były aż tak bardzo potrzebne, no i od tego jest rozprawa - pytasz grzecznie: "a po co dziecku abonament telefoniczny za 150 zł/mies?". Niestety, oprócz zapytania, dlaczego dziecko ubiera się w "Smyku", żadnych tego typu pytań nie usłyszałam. Nie wiem, może ja mam jakiś idealny obraz świata, gdzie do sądu idzie się po to, aby się dogadać - z uwagi na powagę miejsca i grożące restrykcje bez obaw, że skończy się to pyskówką - a nie po to, aby upierać się, że "nie, bo nie"...

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
2 sierpnia 2020 o 22:14

@Lobo86: Co do pkt 1 - może i masz trochę racji, ale w sumie, aby ustalić, co można, a czego nie można zaliczyć do uzasadnionych potrzeb dziecka, wystarczy zdrowy rozsądek. Czyli np. wyjazd na kolonie czy obóz OK, ale już wyjazd na Majorkę niekoniecznie. Nie wmówisz mi, że facet bez adwokata nie jest w stanie dostrzec bezzasadności niektórych wydatków... Ja starałam się naprawdę ująć tylko te podstawowe wydatki - w wyliczeniach nie podałam np. takich rzeczy jak dodatkowe, prywatne treningi, które opłacam Młodej, czy koszt stroju startowego, bo to nie był niezbędny wydatek - nie podobał jej się ten, który miała "przydzielony" z klubu na zawody (faktycznie był brzydki), więc kupiłam jej inny. 2. Przeciąganiem sprawy sam sobie zaszkodził, nie wiem skąd potem jego zdziwienie, że jak to, ja mam jakieś zaległości do spłacenia??? 3. Mieszasz chyba odpowiedzialność karną za niepłacenie alimentów, a ściąganie tychże przez komornika. Ja nie potrzebuję kolejnej rozprawy sądowej, idę z tym wyrokiem który mam do komornika i on ściąga zadłużenie. Co do obniżenia - to się nigdy nie dzieje z automatu, trzeba złożyć wniosek o obniżenie alimentów i uzasadnić znacznym pogorszeniem sytuacji materialnej, wtedy sąd może obniżyć alimenty. Ale akurat nasza sytuacja finansowa jest bardzo podobna, tzn. moje i jego zarobki mieszczą się w tych samych widełkach płacowych.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 12) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 10:32

@maat_: Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców i wiem, jak to boli, gdy jedno z rodziców źle się wypowiada o drugim, nigdy w życiu nie zrobiłabym czegoś takiego Młodej. Przy niej albo do niej o jej ojcu mówię w tonie neutralno-życzliwym, o jakichkolwiek zadrażnieniach między nami nie ma zielonego pojęcia.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
31 lipca 2020 o 22:19

@digi51: Zastanawiałam się, czy to faktycznie dzik, czy też nie... Ale nie, to nie on - historia nie ma setki plusów chwile po opublikowaniu ;)

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
25 lipca 2020 o 12:07

Kogo jeszcze wkurza nowa moda na Piekielnych pt. "ojej, moja historia trafiła do archiwum, wrzucę ją jeszcze raz"?

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 7) | raportuj
23 lipca 2020 o 19:56

Historia nigdzie nie zniknęła (ani tym bardziej nie "znikła"), tylko po prostu nazbierała tyle minusów, że została zarchiwizowana. A minusy zbierała, bo Piekielni to nie przegląd newsów ze wszystkich możliwych mediów, tylko miejsce na opisywanie historii, których byłeś uczestnikiem bądź świadkiem. Jeśli miałeś ochotę podyskutować na temat zdarzenia, o którym najpierw usłyszałeś, a potem przeczytałeś, to pod artykułem, do którego podałeś link, jak najbardziej jest miejsce na zamieszczenie komentarza.

[historia]
Ocena: 29 (Głosów: 29) | raportuj
20 lipca 2020 o 20:01

@Balbina: Po co zapisywać? Nie lepiej kosić dokładnie w momencie, kiedy robią to inni, ci "uprzywilejowani"? Wtedy chyba pani prezes nie przyjdzie z upomnieniem, ale gdyby była jednak tak bezczelna i przyszła, z niewinną minką należy powiedzieć: "Ojej, przepraszamy bardzo, faktycznie gdzieś nam się zawieruszył ten regulamin i nie pamiętamy, w jakich godzinach można kosić, ale skoro teraz robi to pan X, pan Y i pani Z, to chyba można, prawda?"...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
18 lipca 2020 o 17:54

@Marjorie: Z pierwszym punktem się zgadzam, najpierw się leczy stan zapalny, potem dopiero robi się cokolwiek z zębem. No chyba że ząb ewidentnie nie do uratowania, to może faktycznie rwą od razu? Co do drugiego punktu, no to własnie zatrucie zęba jest takim "znieczuleniem na amen" - ząb zatruty, nerw martwy, nie przewodzi żadnych impulsów bólowych, po co jeszcze znieczulać? I miałam to samo, ząb zatruty, a mnie bolało usuwanie tego martwego (teoretycznie) nerwu, popłakałam się z bólu na fotelu... A dentystką w tym przypadku była moja własna matka, więc raczej fuszerki żadnej nie odwaliła.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
6 lipca 2020 o 21:16

@starajedza: Też sobie zapisz w pamiętniczku, bo + ci dałam ;) Zgadzam się z Armagedon, i z tobą też.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
6 lipca 2020 o 21:14

@Trepcio: W sumie opisanie prostej sytuacji w sposób mocno niezrozumiały to też pewnego rodzaju sztuka.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
6 lipca 2020 o 21:12

@Meliana: Wspomniałam w komentarzu powyżej, że mnie tak "pochlastali" - blizna zaczyna się 2 cm pod pępkiem... Więc zdarza się. Wiele razy słyszałam pytanie: "ale dlaczego, przecież tak się już nie robi???". Nie wiem dlaczego, jakoś nie przyszło mi do głowy zapytać lekarza, dlaczego zdecydował się na takie akurat cięcie. Ważniejsze dla mnie było to, że dzięki temu moje dziecko urodziło się całe i zdrowe, a blizna? No jest. I tyle.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 5) | raportuj
6 lipca 2020 o 20:13

@Morog: O ile się zgadzam z pierwszą częścią twojej wypowiedzi (chociaż nie wiem, jak ją odnieść do historii, bo autorka wyraźnie zaznacza, że cc zalecone przez lekarzy, a nie z powodu "bo ja tak chcę"), to czemu za ważne uznałeś uświadomienie nas, że po cc zostaje blizna? No jest, u mnie w dodatku prawie że od pępka w dół, jest częścią mojego ciała, jest widoczna, gdy zakładam dwuczęściowy kostium, no i co z tego? Naprawdę uważasz większość kobiet za puste lalki, które zrezygnują z cc, bo "łojezusmaria, blizna mi zostanie"? Jak dla mnie to: cc ze względów medycznych - kto by się przejmował blizną, ważne żeby wszystko poszło OK; cc "na żądanie" - też spoko, skoro kobieta przekalkulowała wszystkie za i przeciw, to kwestię blizny chyba też wzięła pod uwagę...

« poprzednia 1 25 6 7 8 9 10 11 12 13 14 1520 21 następna »