Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 18 września 2019 - 17:23
  • Historii na głównej: 50 z 70
  • Punktów za historie: 7912
  • Komentarzy: 283
  • Punktów za komentarze: -520
 
zarchiwizowany
Ukraińcy i ich "ja ni panimaju" potrafi czasami nieźle podnieść ciśnienie.

Osiedlowa Żabka, godzina 19:00. Ojciec posłał mnie z misją kupienia mu doładowania przy okazji spaceru z psem.

Za kasą zobaczyłam Ukrainkę, więc wiedziałam, że będzie wesoło. Poprosiłam o doładowanie do Plusa za 100 złotych i co dostałam?

Doładowanie do Orange. Noż jak Boga kocham,myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok - dobrze, że przed przekazaniem gotówki mam zwyczaj sprawdzania co dostaję.

Poinformowałam Panią,że ja za to doładowanie nie zapłacę, bo prosiłam o inne, dziękuję i do widzenia.

Padła odpowiedź :

- Pani,ale ja już porachowała! Ja ni panimaju !Pani musi zapłacić!


No, niedoczekanie. Z jakiej racji miałabym płacić za błędnie wydrukowane doładowanie?

Zostawiłam ją z tym, i nic mnie nie obchodziło co ona zrobi. Za gapiostwo się płaci.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (51)
zarchiwizowany
Wspólnota mieszkaniowa i niespodzianki.

Kilka lat temu, blok w którym mieszka moja matka chrzestna (zwana przeze mnie czule drugą matką) został przejęty przez wspólnotę o szumnej nazwie "Marka".

Trzy dni temu. Matula nr 2 dzwoni jęcząc,że sygnał w TV wysiadł. Pomyślałam chwilę, pocmokałam z zadumą i wychodząc do niej wzięłam dwa metry kabla antenowego oraz kombinerki myśląc, że dokonał się żywot poprzedniego kabla.

Po podmianie, nadal to samo. Inni lokatorzy, nie korzystający z usług prywatnych operatorów nie mieli tego samego problemu.


Brewka pykła mi w górę, spisałam sobie numer kontaktowy do zarządzających wspólnotą i ze względu na późnowieczorną porę, postanowiłam, że zadzwonię jutro.

Godzinę po moim wyjściu telefon rozbrzęczał mi się wściekle Titanicową polką. Łypnęłam i stwierdziłam ze zdumieniem - znowu Cioteczka vel Matula nr 2.

Odebrałam i zamarłam. Teraz już każdy nie posiadający dekodera/talerza satelitarnego/karty CI+ wkładanej do gniazda w TV, pozostał bez sygnału.

Następnego dnia rano zmarszczona niczym shar-pei zadzwoniłam do biura tejże wspólnoty. Przedstawiłam problem - pan po drugiej stronie wymądrzał się, że mam sobie iść do Vectry, Orange czy gdzie tam jest podpisana umowa nie zadając sobie trudu aby mnie wysłuchać.

Odkaszlnęłam dwa razy i ze słodyczą w głosie poinformowałam Pana, iż nie jest podpisana żadna umowa a kabel antenowy jest podłączony do gniazda w ścianie.

Pan parsknął, prychnął, stwierdził, że on nie wie i oddzwoni za godzinę.

Po godzinie dowiedziałam się trzech "rewelacji":

- od 1 stycznia 2019 dokonywane są wyłączenia sygnału w każdym bloku należącym do wspólnoty
- Nie mają obowiązku poinformowania o planowanych wyłączeniach
- Nie opłaca im się utrzymywać takiego źródła sygnału.

Podziękowałam, rozłączyłam się i natychmiast poinformowałam Mateczkę.

Dwa dni później, z moim wsparciem,podpisała umowę w Orange.

Ciekawe co jeszcze wymyśli ta wspaniała wspólnota.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (31)
zarchiwizowany
Sensacja sprzed kilku chwil.

Podchodzę pod blok z psem, przed klatką schodową dogaszany przez drzwiami klatki dziecięcy wózek. Przed blokiem niemałe zbiegowisko - straż pożarna i karetka, sąsiedzi - w tym artysta z kilku moich historii.

Na kogo padło oskarżenie? Na mnie i moją matkę.
Bo nam wszystko przeszkadza,etc.

Matka zbiegła czując, że coś się dymi. JĄ wzięto za główną winowajczynię, bo wypchnęła palące się tatałajstwo poza drzwi klatki krzycząc ratunku.


Cała klatka śmierdzi dymem,nawet ja idąc na górę i przeglądając się w lustrze stwierdziłam, że mam czarne dziurki w nosie.


Ja pierdzielę... co się tu dzieje..

Obawiam się, że zostanę zlinczowana.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -14 (20)
zarchiwizowany
Plus GSM i dziwne "złodziejskie akcje".

Dwa tygodnie temu mój ojciec kupił sobie telefon (notabene taki sam jak mój). Musiałam mu załatwić duplikat karty, bo w starym wysłużonym urządzeniu miał kartę z czasów kiedy nikomu się nie śniło, że będą nano i micro SIM.

Po włożeniu duplikatu karty do nowego urządzenia stan konta zmienił się z 49.10 PLN na 31.60 - uprzedzając pytania, hejty, etc, internet LTE nie był włączony. Po kilku dniach stan konta magicznie wrócił do normy.


Dzisiaj znowu powtórka z rozrywki. Z 49.10 zrobiło się 25 zł - jw. internet nie był włączony, bo ojciec nawet nie wie jak to obsługiwać.

Konsultanci w najbliższym salonie rozkładają ręce, z pakietów na tym numerze się nie korzysta, bo ojciec więcej używa telefonu służbowego niż prywatnego.


Od nowego roku raczej serdecznie dziękujemy Plusowi za 14 lat współpracy.

Czy ktoś miał tak samo?

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (36)
zarchiwizowany
Szpital miejski w Gdyni zwany również ironicznie Mięsnym ma osobliwy zwyczaj informowania rodziny pacjenta o zaistniałej tragedii.

11.12.2018 mój dziadek poszedł na planowaną operację tętniaka aorty piersiowej. Po zabiegu doszło do komplikacji - rozległy udar, nerki przestały pracować.

13.12.2018 - ten dzień zapamiętam do końca życia. Około 18:10 poszłam odwiedzić dziadka. W sali zastałam nakryte łóżko. Pobiegłam do pielęgniarek zapytać co się stało. Jedyna odpowiedź powtarzana niczym mantra to "Proszę zaczekać na lekarza!". Lekarz pojawił się po czterdziestu minutach. Wypytywany rzucił beznamiętnie :

"Pan Roman nie żyje! Zmarł o 17:20. Dobrze, że Pani jest bo nawet jeszcze nie zadzwoniliśmy do rodziny. Proszę ich poinformować."

Serio? Zbolałą po śmierci dziadka wnuczkę obarczyć obowiązkiem powiadomienia rodziny?

Nie wiem sama jak udało mi się zadzwonić.
Dłonie trzęsły mi się jak galareta. Nie wiem nawet jak dotarłam z szpitala do domu.

To prawdziwa umieralnia z piekła rodem.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (58)
zarchiwizowany
Trzęsie mną, po prostu trzęsie.

Wczoraj pojechałam z matką na badania
które nie są najprzyjemniejsze - kolonoskopia i gastroskopia.

Wybrałyśmy komunikację miejską ze względu na niedaleką odległość od domu.

W drodze powrotnej usadziłam matkę na wolnym siedzeniu, drugie miałam za chwilę zająć ja (kupowałam bilety u kierowcy).

Jakaś staruszka ewidentnie nie rozumiała,że wokół siebie ma pełno wolnych miejsc i usiłowała wepchnąć się obok.

Mama powiedziała jej,że to miejsce jest zajęte dla mnie.

Rozpętał się armagedon. Jakiś krewki wypasiony staruch zeszarpał z siedzenia moją obolałą po badaniach matkę. Zeszarpał za włosy, wyrywając ich spory kłębek.

Podbiegłam w momencie kiedy matka leżała na podłodze pojazdu. Staruchy komentowały o udawaczkach,leniwych gówniarach (matka ma 53 lata!).

Została wezwana Policja. Staruch za bardzo się nie wypierał, wręcz z dumą powiedział,że od kilku wyrwanych włosów nic się nie stanie. Kilku..
Na podłodze leżał całkiem spory kłąb jasnych włosów mojej rodzicielki.

Dziad został zabrany do radiowozu i wyszedł z mandatem. Sądząc po jego minie kwota musiała być spora.

Nienawidzę starszych ludzi coraz bardziej.

komunikacja_miejska

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (37)
zarchiwizowany
Przeczytałam #69789 i przypomniała mi się sytuacja z mojego miejsca pracy.

Wyrwałam się na wyskomlane u nadzoru kas wyjście na papieroska i wracając usłyszałam od ochroniarza, Roberta siedzącego za monitorami :

- Hermiona, jak będziesz wracała na linię zgarnij za sobą "niby przypadkiem" do kasy babkę w granatowej kurtce i białą torbą, bo widzę, że wybiera się do kas. Mirek (ochroniarz z linii) zaraz podejdzie i dokona ujęcia gdyby nie chciała zapłacić.

Zdziwiona zapytałam o co chodzi i dlaczego ja. Okazało się,że kobita zjadła na sali sprzedaży kilka solidnych garści mieszanki studenckiej,śliwek suszonych,moreli i ruszyła dalej po sklepie jakby nigdy nic.

Zrobiłam co mi przykazano i kończąc kasowanie spytałam niewinnym tonem głosu czy to już wszystko. Kobita powiedziała, że tak więc z uśmiechem nr 5 odpowiedziałam :

- Nie sądzę. O czymś jednak Pani zapomniała.

Baba zrobiła wielkie oczy,a zaraz podszedł pan Mirek.

Spytał ją wprost czy płaci również za degustację na sali, czy idzie do pokoju zwierzeń i poczeka na Policję.


Zapłaciła od razu. I po co takie podżeractwo?

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (36)
zarchiwizowany

#83279

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kilka dni temu ukazała się historia #83242.

Od razu przypomniał mi się Jakub, wychowanek domu dziecka, uczęszczający ze mną do tej samej klasy.
Owy osobnik miał wyraźne problemy ze sobą, tak jak opisywany Maciuś rozwalał lekcje itd.

Za czasów podstawówki nosiłam okulary.
Pewnego dnia "kochany Kubuś" wyrwał mi plecak w którym spoczywało etui z moimi drugimi oczyma i zaczął grać nim w piłkę nożną. Kiedy udało mi się go odzyskać okazało się,że nieszczęsne patrzałki są potłuczone w drobny mak.

Zaryczana wróciłam do domu i opowiedziałam o wszystkim rodzicom. Następnego dnia rano rodzice zgłosili się do dyrektorki szkoły i wzburzeni przedstawili całą sytuację.

Spotkała ich reakcja :

- I co ja mam z tym zrobić? Wyłożyć z własnej kieszeni za nowe okulary? Obydwoje państwo pracujecie, nie róbcie dramatu, na pewno stać was na nowe, zwłaszcza,że Hermiona jest jedynaczką. Proszę wyjaśniać sytuację z domem dziecka. Ja nic nie mogę zrobić.

Matka i ojciec myśleli,że zabiją babsko na miejscu. Udali się więc do domu dziecka na rozmowę z panią dyrektor tego przybytku.

Udało im się osiągnąć chociaż tyle,że gówniarz nie śmiał się zbliżyć na krok do mnie. Ojciec kilkukrotnie bywał w szkole na przerwach,aby sprawdzić moje bezpieczeństwo. Nie odzywał się do tego ancymona, patrzył tylko wymownym spojrzeniem w jego kierunku - a musicie wiedzieć,że takie spojrzenie powodowało natychmiastową ucieczkę piekielnego bachora w inne rejony korytarza.

Dla mnie skończyło się to dwudniowym zwolnieniem lekarskim,bo bez szkieł nie byłam w stanie funkcjonować.

A szanownej pani dyrektorce nie mówię nawet "dzień dobry" widując ją na ulicy. Nie jest godna mojego szacunku.
Co ma do rzeczy to,że obydwoje rodzice pracują a jakaś za przeproszeniem znajda z domu dziecka, niszczy własność ich córki? Może mieli co chwilę prowadzać mnie do okulisty na badania i biegać do optyka, ot tak dla rozrywki?

Zapewne brzmi to pogardliwie,ale po prostu nie trawię takiego zamiatania spraw pod dywan.

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (171)
zarchiwizowany
Przeczytałam #83220 i przypomniał mi się mój niedawny "pobyt" w szpitalu.

Gdańsk, piękny wrześniowy poranek.
Drepczę sobie z lubym nieopodal KFC przy Dworcu Głównym, palę papierosa, można rzec,że sielanka.

Aż tu nagle - jakby ktoś zarzucił mi czarną płachtę na głowę. Ostatnie co zapamiętałam to przerażony krzyk partnera :

- Hermiona!

I dalej nicość.

Dobudziłam się porządnie na SORze w Szpitalu Wojewódzkim.
Nade mną stał stojak z czterema kroplówkami a w pobliżu kręcił się naburmuszony lekarz.

Co się nasłuchałam, to moje. Lekarz (starszy pan, wyglądał na lekko przemądrzałego) ironizował,że pewnie zabalowałam, zaćpałam, kto to widział, aby zdrowa i wypasiona (!) 26 letnia baba mdlała na środku ulicy po zapaleniu papierosa.

Wypisano mnie po sześciu godzinach, całą skłutą i wymiętą. Od partnera dowiedziałam się,że 10-15 minut nie było ze mną kontaktu - oddychałam,ale za Chiny Ludowe nie mogłam otworzyć oczu.
Powieki mi drżały, i opadały zaraz jak tylko próbowałam je unieść. Żadne poklepywanie po twarzy,ani nic w tym stylu nie działało. Przyjechała po mnie karetka na sygnale.

Dopiero ratownik, który solidnie dźgnął mnie w mostek, sprawił że otworzyłam oczy.

Dotychczas nie miałam żadnych problemów zdrowotnych, badania w szpitalu też za wiele nie wykazały.

No, ale według lekarza "wypasieni ludzie" (cokolwiek miało to znaczyć) nie mają prawa mdleć.

Na drugi raz chyba pozostaje umrzeć.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (37)
zarchiwizowany
Zapewne pamiętacie o siostrze mojego dziadka opisanej w historii #82663. Wspominam dzisiaj o niej ponownie, ponieważ świeżo wróciłam z odzyskanymi pieniędzmi, które nieboszczka pożyczyła piekielnej Edytce (W skrócie PE).

Piekielna Edytka ma około 60 lat, kamienicę i lokale handlowo-usługowe w tymże gmaszysku.
Oddanie 2500 zł (a tyle właśnie była winna) nie stanowiłoby dla niej raczej żadnego problemu. Unikała tego jak mogła. Zmieniła nawet numer telefonu, abyśmy tylko jej nie przypominali o naszym istnieniu i o tym, że czekamy na pieniądze.
Uciekała nawet od sąsiadów ś.p cioci Ireny, którzy byli proszeni przez nas o przypomnienie jej o wysłaniu nam przekazu pocztowego/zrobieniu przelewu na konto.

Dzisiaj, cztery miesiące po zobowiązaniu się przed moim dziadkiem, że odda dług najszybciej jak będzie mogła, wydusiłam z tej przebiegłej baby pieniądze. Kosztowało mnie to co prawda prawie trzy godziny jazdy autem w jedną stronę, oraz odpowiedni załącznik dziękczynny dla kolegów, którzy pojechali ze mną jako wsparcie.

Nie mogłam dłużej patrzeć jak dziadek, schorowany starszy człowiek po udarze, z dnia na dzień denerwuje się coraz bardziej.

Dzisiaj rano skrzyknęłam straż przyboczną w ilości trzech chłopa i ruszyliśmy w okolice Działdowa odzyskać to co słusznie należało się mojej rodzinie.

Dziadek oczywiście nie wiedział o moim genialnym pomyśle, bo i po co? Szkoda jego podkopanego zdrowia.



PE dorwaliśmy na samym środku rynku, przy fontannie. Prawdopodobnie wracała z kościoła.
Postawiliśmy jej ultimatum, że ma piętnaście minut na oddanie pieniędzy, bo w innym przypadku wzywamy Policję, świadkowie wiedzący o tym, że zalegała z zwrotem długu znajdą się w czasie krótszym, niż pstryknięcie palcem, a ponadto w takim miasteczku jak Lidzbark, wszystko roznosi się w dwie sekundy, więc będzie tu spalona do końca życia.

Pieniądze oddała czerwona jak burak i z łzami w oczach. Myślę, że taka nauczka jej się przyda.

Wróciłam do swojego miasta, i od razu pognałam na full spidzie do dziadka. Biedny senior był zaskoczony, że w końcu odzyskał te pieniądze.
Oczywiście dostała mi się sowita sumka za to, że wzięłam babsko w obroty.

Nie chciałam. Nie uważałam, że mi się należą. Ale dla rodziny zrobię wszystko. Nikt nie ma prawa im czegokolwiek zrobić.

A piekielna Edytka będzie się smażyć w piekle za swoje zachowanie.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (121)