Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 12 lipca 2020 - 0:47
  • Historii na głównej: 61 z 86
  • Punktów za historie: 9354
  • Komentarzy: 342
  • Punktów za komentarze: -643
 
Dzisiaj zyskałam pewność, że moi sąsiedzi z trzeciego piętra na pewno nie są normalni. Tak - chodzi o rodziców tego dzieciaka.

Południe. Wychodziłam akurat z psem na spacer gdy na klatce spotkałam "ukochanych" sąsiadów z przychówkiem (taaa,tak ich kocham jak psy dziada w ciasnej ulicy).

Podjudzali małego potwora z szyderczymi uśmiechami wypisanymi na twarzach,żeby powiedział mi "dzień dobry" i podziękował za "problemy jakie na nich ściągnęłam".

Nie wiedzieli, że włączyłam dyktafon i nagrałam ich ataki słowne.

Jutro bardzo się to przyda, im więcej dowodów tym lepiej dla mnie.

Państwu życzyłam miłego dnia z uśmiechem nr 5, nie komentując ich zachowania.

I teraz nasuwa mi się myśl - Oni są tak skrzywieni umysłowo czy tylko udają?

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (198)
Ja już nie mogę. Ja zwariuję.

Dzieciak opisywany w poprzedniej historii
zaczął dzisiaj dzień o godzinie.. 4:30.

Obudziły mnie jego gromkie wrzaski i walenie w kaloryfery czymś ciężkim.
Zdusiłam w sobie mordercze instynkty i nie certoląc się dłużej zadzwoniłam na Policję.

Co się okazało? Sąsiadka z drugiego piętra również nie zdzierżyła i takoważ zawiadomiła Policję. Nie ma to jak wsparcie.

Na dzień dzisiejszy skończyło się chyba mandatem dla jego rodziców.

A ja zaraz siadam i smaruję kolejne pismo do spółdzielni.

Tym razem ojciec uniknął popisów tego dzieciaka, bo był w pracy. Za to ja i matka mamy podniesione ciśnienie na resztę dnia.

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (177)
Bezstresowe wychowanie, czy po prostu choroba?

W mieszkaniu pode mną od trzech lat zamieszkuje małżeństwo z dwójką dzieci.
Starsze dziecko - chłopczyk (dla mnie nieznośny bachor) ma 8-9 lat i uczęszcza do szkoły podstawowej.

Rozumiem, że dziecko musi się wyhasać, ale to co wyczynia małoletni potomek sąsiadów woła o pomstę do nieba.

Do jego rodziców nie dociera, iż nie każdy lokator akceptuje galopowanie dzieciaka po mieszkaniu i jego krzyki.

Wczoraj, godzina 18:45.

Mój ojciec spał jeszcze przed nocną zmianą w pracy.

Akurat szykowałam mu kolację, gdy moich uszu dobiegł głośny wrzask z klatki schodowej - właściwie powinnam nazwać to "upiorny ryk".

Jak zapewne się domyślacie źródłem tych dźwięków był pierworodny sąsiadów. W jednej chwili obudził mi ojca i psa, mnie samą przyprawiając o mini-zawał.

Po wejściu do swojego mieszkania, kontynuował przedstawienie tak, że wszystko doskonale słyszałam przez okap kuchenny.

Następnie zaczął rzucać czymś ciężkim, dalej wrzeszcząc.

Nawet nie schodziłam do tych ludzi, bo usłyszałabym znowu, że mam sobie kupić zatyczki do uszu/odwalić się.

Jakieś pomysły? Zbiorowa skarga do spółdzielni? Inni lokatorzy też mają dosyć tego smarka.

__________________________________________

Edit do historii:

Dzieciaka przez te trzy lata widziałam na placu zabaw tylko raz. Na własne uszy słyszałam jak mówi do własnej matki "zamknij mordę", a mamusia się z tego śmieje zamiast dać mu porządnie w dupę za tego typu odzywki.

To tyle, dla tych czepialskich, którzy każą mi kupić dom, etc.

Skomentuj (69) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (238)
zarchiwizowany
FedEx i bucowaty kurier w tle.

Spodziewałam się przesyłki od koleżanki - ot nic wielkiego, świeca zapachowa Yankee Candle.

Obudziłam się trzy godziny temu, a na wyświetlaczu mojego telefonu trzy połączenia nieodebrane. Numer nieznany, więc oddzwaniam.

Przywitało mnie burkliwe "kurier! słucham!".

Dopytałam się kiedy będzie pod moim adresem, na co uzyskałam zjadliwą odpowiedź :

- Aaaa, śpiąca królewna łaskawie oddzwania. Nie będę jeździł dwa razy, raz już byłem i stałem jak żebrak (?!) pod blokiem. Odbierze sobie we wtorek z magazynu ! (tu połączenie się urwało).

Nie odbierał kolejnych połączeń ode mnie, więc ruszyłam przepytać familię na okoliczność niewpuszczenia kuriera.

Matka i ojciec zrobili wielkie oczy.Nikt nie dzwonił do domofonu, cisza i spokój.

Została mi jedyna opcja dowiedzenia się czegokolwiek.Była to wizyta u osoby, która
lubuje się w częstym wysiadywaniu w oknie i mało co jej umknie - Pani Śpiewaczki (nazywamy ją tak między sobą z matką i ojcem, bo śpiewa w chórze kościelnym).

Zwlokłam się na pierwsze piętro, i wszczęłam dochodzenie. Okazało się, że kurier był widziany, jednakże nawet nie wysiadł z busa.

Zawinął się ponoć po dwóch minutach stania pod blokiem.

Podziękowałam za informację i osłupiała ruszyłam do domu.

I tak się teraz zastanawiam - ile jadu trzeba mieć w sobie, żeby nazywać klientkę śpiącą królewną i odmawiać ponownego zajrzenia z paczką - raczej małą i lekką (sama świeca waży 623g)...chociażby po skończeniu objazdu rejonu.

We wtorek czeka mnie 60 km wycieczki (liczone już w obie strony).

Przejadę się. Innego wyboru nie mam.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 12 (96)
Niewiedza, brak szkoleń dla personelu czy po prostu chęć "bycia mądrzejszym" od klienta?

Wybierzcie sami.

Mam telefon z funkcją NFC - mogę płacić, nie szukając plastiku w portfelu i bardzo często z tego korzystam.

Sklep osiedlowy,godziny wczesnoporanne.
Wracałam z porannego joggingu i stwierdziłam, że zaraz umrę jeżeli nie zjem czegoś słodkiego.

Hyc do sklepu, baton wybrany, kierunek kasa.

Przywitałam się, nie uzyskując nawet zwrotnego "...bry", czy pocałuj mnie w nos. Czułam, że zaraz może być niefajnie.

Kasjerka (starsza pani) skasowała słodkość, burkliwie podała cenę.

Powiedziałam, że płacę zbliżeniowo, co spotkało się z nieprzychylnym łypnięciem.

Przybliżyłam telefon do pinpada co spotkało się z krzykiem:

- Co robi? Niech się nie bawi, tylko przyłoży kartę! Bawić jej się zachciało!

Wytłumaczenie, że można płacić używając telefonu, najwyraźniej nie trafiało do tej pani.

Dopiero ochroniarz zobaczywszy co się dzieje, zawołał osobę prowadzącą zmianę i mogłam dokończyć płatność przy poburkiwaniach kasjerki, że kto to widział, itd itp.

Coś mi się zdaje, że ta pani długo nie popracuje.

W moim byłym miejscu pracy, każda kasjerka (nieważne, czy starsza, młodsza - każda jak jeden mąż) musiała wiedzieć czym jest:

- BLIK
- Cashback
- płatność za pomocą NFC

I nikt nie robił takich wydziwiań.

Ręce opadają.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (205)
zarchiwizowany
Kochane Orange i ich chore zasady weryfikowania potencjalnego klienta.

Zachciało mi się nowego telefonu i zmiany sieci - Plus, Play i T-Mobile dawno mi się przejadły.

Decyzja padła więc na Orange. Podreptałam do najbliższego salonu uzbrojona w stertę potrzebnej dokumentacji. Ładnie,pięknie, konsultant przedstawia ofertę, pyta mnie jaki telefon mi się marzy.

Zamarzył mi się najnowszy flagowiec Samsunga. I tu zaczęły się schody. Po wklepaniu moich danych do systemu i weryfikacji... wyszło, że Orange żąda ode mnie depozytu w kwocie 760 zł.

Na moich ustach pojawił się karpik.
W żadnych bazach typu BIK, KRD, ERIF, BIG Info Monitor na pewno nie figuruję, zaległości u byłych operatorów nie miałam żadnych. Na sumieniu żadnego niespłaconego mandatu/grzywny etc. Nigdy w życiu nie brałam nawet kredytu czy chwilówki.

W T-Mobile i Play abonamenty i telefony dostałam bez przedstawiania żadnych dokumentów - wystarczył sam dowód.

Z Plusem takowoż poszło łatwo - może dlatego, że brałam samą kartę sim.

Wracając do tematu. Miałam do wyboru dwie opcje :

- albo dobieram światłowód i telefon przejdzie w moje ręce bez takich cyrków *.
- płacę grzecznie i bez szemrania 760 zł, które mogą zostać wliczone w poczet przyszłych wpłat, bądź mi zwrócone po jakimś czasie terminowego uiszczania tychże.


* Telefon miałby zostać wydany dopiero po podłączeniu usługi i przyklepaniu tego przez techników w systemie.

Na pewno tym przyciągną klientów. Gratulacje dla tego, kto to wymyślił.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (30)
zarchiwizowany
W nawiązaniu do #81813.

Osoby występujące w tej historii :

H - czyli ja
P.O - mój Ojciec
P.M - Pani Matka


Właśnie wróciliśmy z rozmowy w spółdzielni.

Podczas konwersacji z panią kierownik działu mieszkaniowego kilka razy myślałam,że zaraz nie wytrzymam.

Pani spytała nas co mamy do powiedzenia i wysłuchała opowieści o wyczynach tegoż dzieciaka.

Stwierdziła,że to niemożliwe, ona sama wychowała troje potomstwa, ma wnuki i trzeba wziąć poprawkę na to,że małe dzieci się tak zachowują. Zaczęła opowiadać o swoich wnukach całkowicie odbiegając od tematu rozmowy (a co nas to w ogóle obchodziło? litości!)

Spojrzałam na P.O, który powoli się już irytował sądząc po minie i wiedziałam, że zaraz usadzi słownie tą babę.

P.O : Pani wybaczy,ale ja nie przyszedłem tutaj słuchać czy ma Pani dzieci, wnuki, psa,kota, kanarka etc etc. Zwyczajnie mnie to nie interesuje. Przybyłem tu po to, aby w końcu ktoś zainterweniował w sprawie dziecka z lokalu numer X.
Jak widać, jego rodzice są po prostu nieudolni w sposobie wychowywania.
A ja chcę spokojnie żyć w moim mieszkaniu, za którego użytkowanie płacę niemałe pieniądze - kilka dni temu dziecko, którego Pani tak broni obudziło mnie nieludzkim krzyczeniem na klatce schodowej. Córka i żona zostały ostatnio obudzone przez niego podczas trwania ciszy nocnej. W razie wątpliwości proszę dzwonić na komisariat przy ulicy Owsianej, policjanci chętnie udostępnią notatkę z interwencji.
Młoda została wczoraj zaczepiona przez tych ludzi, ewidentnie szukali zaczepki.
Ma zresztą niezbity dowód na potwierdzenie moich słów o zaczepianiu.

Kierowniczce pykła brewka w górę i nie skrywając rozbawienia spytała co to za dowód.

Tutaj wkroczyłam ja - dotąd milcząca przy ojcowskiej tyradzie.

H : Proszę schować te uśmieszki i dobre humorki na inne okazje. Mam dowód, i to całkiem świeży - jeszcze z wczorajszego popołudnia.

Babsku zrzedła mina i poprosiła o przedstawienie dowodu. Puściłam jej to nagranie i obserwowałam jak robi się czerwona na twarzy. Ewidentnie było jej wstyd.

Odezwała się moja matka.

P.M - Rozumiem, że jakiś protokół z dzisiejszej wizyty zostanie nam wręczony? Chcielibyśmy mieć dowód, że tu byliśmy, bo pójdziemy nieco wyżej z tą sprawą jeżeli będzie trzeba.

Kierowniczka próbowała coś bełkotać, że ona dzisiaj nie ma czasu na wydanie nam protokołu, że ona i protokolantka mają dzisiaj sporo pracy, bo będzie zaraz jakieś arcyważne zebranie...

Tu ponownie wkroczył mój Ojciec.

P.O - Pani jest jakaś niepoważna? Idąc na zakupy też mówi pani kasjerowi, że zapłaci mu pani jutro, bo teraz Pani nie może? Nie będziemy tu przychodzili kilka razy, proszę dzisiaj wydać protokół. Nie jest to chyba jakieś niemożliwe do zrobienia.

Babsko kazało poczekać nam 10 minut i dostaliśmy opieczętowaną oraz podpisaną kopię.

Spółdzielnie jednak jeszcze mentalnie nie wyszły z PRL.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 9 (63)
zarchiwizowany
Będzie o piekielnym lekarzu z miejskiej stacji pogotowia ratunkowego. Chociaż..słowo lekarz to za dużo jak na takiego chama. Już prędzej pasowałoby określenie "jeb.. konował".

Ojciec mi się popsuł. Dwie godziny temu matka wyciągnęła mnie z łóżka lamentując,że ojciec uskarża się na bóle w okolicy serca - żartów w takiej sytuacji nie ma, z uwagi na nadciśnienie tętnicze tatki.

Poszłam ocenić sytuację - głowa rodu próbowała trzymać fason i stanowczo zakazywała wzywania karetki - prosząc za to "zawieź mnie do lekarza na ulicę X".

Odziałam się natentychmiast, pomogłam też doprowadzić papę do stanu kultury i należytego wyglądu, sprowadziłam go ostrożnie do auta i ruszyliśmy.

Po dotarciu na miejsce kazano nam chwilę zaczekać.

Po bodajże pięciu minutach pojawił się pożal boże "lekarz" i burkliwie zaprosił nas do gabinetu warcząc pod nosem,że o tej godzinie się śpi a nie zawraca lekarskie cztery litery.

Zapytany przeze mnie czy mu przeszkodziliśmy w spaniu i poinformowany, że swoje fustracje ma wyładowywać gdzie indziej prychnął, jakim prawem komentuję jego wypowiedzi.

Z wielką łaską zbadał tatę, dał mu jakąś tabletkę pod język i wystawił skierowanie do szpitala.

Ojciec musi pozostać całą noc na obserwacji a cholera wie co będzie dalej.
Komu można zgłosić takie zachowania?

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (34)

#81137

(PW) ·
| Do ulubionych
Kasjerka w monopolowym chyba za bardzo wczuła się w swoją rolę.

Tatko posłał mnie po piwo marki Kuflowe - nie wiem jak można to pić, ale jak sobie zażyczył to rzecz święta.

W wyżej wymienionym piwie lubuje się również Maryśka - osiedlowa żulietta (ale o tym za chwilę).

Stanęłam grzecznie w kolejce, a gdy nadeszła moja kolej poprosiłam o ów napój bogów.

Co powiedziała pani za ladą?

- Jak Kuflowe to wiem już dla kogo (miała na myśli Żuliettę M). Nie sprzedam.

Nie miałam ochoty na żarty, więc ostrzejszym tonem upomniałam paniusię, że nie jej zakichany interes dla kogo to kupuję, mam skończone 25 lat oraz dowód osobisty do wglądu, jeżeli jest potrzeba okazania takowego.

Podziałało.

Z fochem wypisanym na twarzy nabiła towar na kasę i ciężko obrażona podała kwotę do zapłaty. Baaaa - usłyszałam,iż jestem PRZEMĄDRZAŁA...

A ja się zastanawiam nad jednym - czy to, że ktoś może ma ochotę wypić tańsze piwo czyni go posłannikiem żuliett, które są wywalane ze sklepu z wiadomych względów?

No chyba nie.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 60 (106)

#81067

(PW) ·
| Do ulubionych
Babcie autobusowe chyba nie mogą odpuścić nawet w Wigilijny poranek darcia się, że zajmowane przez nas miejsce należy do nich.

Przystanek początkowy, do odjazdu jeszcze 3 minuty.
Wsiadłam do pojazdu i wybrałam miejsce z przodu, by łatwiej i sprawniej wysiąść (niedawno przeszłam solidny uraz nogi i muszę ją oszczędzać, bo czasem nawet 20 minut stania kończy się bólem).

Siadam, autobus rusza i... słyszę nad sobą "To moje miejsce! Krowo pękata! Zajęła mi miejsce!"

Podniosłam spojrzenie na źródło wrzasków i ujrzałam kobietę (lat ok. 70) uzbrojoną w parasol. Brwi odrysowane od szklanki i wojownicza mina - czyli standard.

Przez chwilę miałam nawet podejrzenia, że z jej zdrowiem psychicznym nie jest do końca w porządku.

Powiedziałam jej, że ma pełno wolnego miejsca dookoła, aby dała mi spokój i ogarnęła się nieco, bo robi szum o nic.

Zamachnęła się na mnie parasolem. Kierowca zauważył to w lusterku, zatrzymał pojazd, otworzył drzwi i wysiadł z kabiny. Upewnił się, że baba nie zdążyła zrobić mi krzywdy i wyprosił agresorkę mówiąc, że dla niej to koniec podróży.

Babol wysiadł opornie, nadal wykrzykując wyzwiska.

A ja nadal nie ogarniam tego co się stało. Wigilia i taki cyrk?

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (197)