Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 14 sierpnia 2019 - 22:08
  • Historii na głównej: 50 z 70
  • Punktów za historie: 7882
  • Komentarzy: 283
  • Punktów za komentarze: -518
 
Kontynuacja #77371.

Poszłam dzisiaj do FUP na moim osiedlu z karteczką zawierającą numer przesyłki. Niewiele tam wskórałam, ponieważ powiedziano mi, że wszystkie dokumenty dotyczące wydawania paczek i listów znajdują się w 'głównym' oddziale poczty.

Psiocząc i złorzecząc pod nosem, pojechałam pod wskazany adres. Zażądałam wezwania kogoś odpowiedzialnego za pracę listonoszy i pokazania mi 'mojego podpisu' na odpowiednim glejcie. Oczywiście nie przyznałam się ani słowem, że przesyłka wylądowała w zwrotkach.

Pani naczelnik poprosiła mnie o numer przesyłki i zniknęła gdzieś na zapleczu. Po jej powrocie dowiedziałam się,że :

- listonosz zaznaczył, że ta przesyłka została wrzucona do skrzynki (nigdy nie składałam na poczcie wniosku o wrzucanie mi listów poleconych do skrzynki)
- jeżeli mam jakieś roszczenia, to może mi podać numer do listonosza, a on się będzie tłumaczył co zrobił z moją przesyłką.
- mogę napisać skargę do Centrali Poczty Polskiej.

Mój mózg z trudem przetworzył takie wstrząsające informacje.
Numer do listonosza oczywiście został zapisany w telefonie.

A skarga pójdzie tak czy siak.

Listonosz za to zapamięta sobie na długo, że polecone oddaje się do rąk własnych, bo został poinformowany, że musi mi zwrócić 40 PLN, i że ma na to czas do godziny 19:00.

Narzekał, miauczał i jęczał, że 'on będzie musiał dać mi swoje pieniądze z napiwków!!'

No cóż. Powiedziałam mu zgodnie z prawdą, że za głupotę się płaci, a swoje żale może zachować dla siebie, bo to efekt jego niedbałego wykonywania powierzonych obowiązków.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (184)
Zaczynam odnosić wrażenie, że niektórym babciom brak piątej klepki. Myślę też, że wychodząc na zakupy włączają ich głupi tok myślenia "z racji swojego wieku mogę wyłudzać wszystko".

Ogromnie mnie irytuje to, że seniorki mają manię pakowania wszystkich warzyw w jeden woreczek zasupłany na solidny węzeł. Na delikatnie zwróconą uwagę, że warzyw się nie miesza, następuje obraza majestatu i głupie próby tłumaczenia się, że te produkty są w tej samej cenie.

No super, mogą sobie być w tej samej cenie, ale jest jedna kwestia, której te durne babska nie pojmują - czyli stany magazynowe, które muszą się zgadzać.
Każdy niedobór idzie w straty sklepu, a tym samym wychodzą cuda wianki na inwentaryzacjach.

Wczoraj byłam zmuszona poprosić o wezwanie kierowniczki zmiany, bo jakaś babunia narobiła zgrzytu i stęku o to, że rozerwałam jej pieczołowicie zapakowany woreczek foliowy, wypełniony marchwią i pietruszką.

Z ust babska padły zarzuty, że niszczę jej zapakowany towar (?!) i robię problem, bo nie chcę zważyć warzyw tak jak ona sobie życzy. Przecież to ta sama cena!

Nie przyjmowała wytłumaczeń, że to są dwa różne warzywa i trzeba je ważyć osobno. Żeby tego było mało, stwierdziła, że dla takiego molocha jak Piotr i Paweł g***no znaczą te warzywa, zważone nieprawidłowo.

Fajnie, ale gdyby personel był taki pobłażliwy dla każdego emeryta, sklepy stałyby się po prostu nierentowne.

Czy te babcie myślą, że zrobią szum pod tytułem "mi się należy i już!", a kasjer zrobi co mu każą?!

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (262)
O piekielności listonoszy wspominano tu zapewne nieraz.
Jednakże pan, który obsługuje mój rejon, popisał się totalnym brakiem posiadania mózgu.

Należę do jednej z facebookowych grup, na której można zakupić świece i woski Yankee Candle. Kilka dni temu zamówiłam u jednej z dziewczyn dwa woski. Jako formę dostawy wybrałam list polecony priorytetowy.

Zaglądałam codziennie do skrzynki, czy nie pojawiło się jakieś awizo. Moja skrzynka znajduje się nad skrytką na zwroty.

Dzisiaj jakiś impuls podkusił mnie, żeby zajrzeć do skrzynki zwrotnej. Przez szparę służącą do wrzucania zobaczyłam kopertę opisaną moim imieniem i nazwiskiem, oraz oklejoną znaczkiem 'PRIORYTET'.

Ciśnienie skoczyło mi momentalnie. Raz, że odbiór takiej przesyłki powinnam pokwitować własnym podpisem(!!!!!), dwa - jeżeli nawet nie było mnie w domu, należało zostawić awizo w skrzynce, trzy - nie sądzę, żeby bryftrygierowi pomerdały się skrzynki. Raczej zrobił to z czystej złośliwości, albo lenistwa.

Niestety, otwór skrzynki jest tak wąski, że kopertę wyciągnęłam w kawałkach, ale zachowała się naklejka z numerem przesyłki i moje dane. Zawartość na szczęście ocalała.

W poniedziałek idę wyjaśniać sytuację. Ciekawe,kto podpisał odbiór, bo na pewno to nie byłam ja.

Czuję, że będzie wesoło...

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (184)

#76903

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam dzisiaj 'klienta', którego mianuję Wariatem Roku 2017.

Nie zliczę ile razy dziennie proszę klientów, żeby nie kładli banknotów na taśmę, bo mogą zostać wciągnięte i zniszczone.
Czy to takie wyczerpujące położyć należność za zakupy na specjalnej tacce? Dla niektórych najwyraźniej tak.

Krótko po otwarciu sklepu do mojej kasy podszedł klient w wieku 55-60 lat. Był bardzo zajęty rozmową przez telefon - rzucił na taśmę, tuż obok wybranych produktów 100 zł. Jak nietrudno się zorientować - zostały brutalnie wciągnięte pomiędzy taśmę a wagę. Nawet nie zdążyłam zareagować.

Czekałam aż jaśnie pan skończy swoją rozmowę przez telefon,
bo chciałam mu zwrócić uwagę, na to co właśnie się stało.

W końcu, niechętnie odkleił się od swojego smartfona, i rościł pretensje dlaczego jego zakupy są jeszcze nie skasowane i gdzie jego reszta.

Powiedziałam,że czekałam aż szanowny pan raczy zainteresować się,co stało się z jego pieniędzmi,bo jakoś ich tu nie widzę,poza tym pieniędzy nie kładzie się na taśmie, bo mogą ulec destrukcji.

Krzyknął:

- JAK TO! PRZECIEŻ POŁOŻYŁEM NA TAŚMIE STO ZŁOTYCH!
GDZIE MOJE PIENIĄDZE?! TO KPINA I ZŁODZIEJSTWO!

Nadal spokojnie, odpowiedziałam,że do kładzenia pieniędzy służy specjalna tacka, a pieniądze,które położył na taśmie zostały zapewne zniszczone.

Wtedy się zaczęło. Miałam wrażenie, że mam przed sobą zbiega z szpitala psychiatrycznego. Delikwent poczerwieniał, zaczął toczyć pianę z ust i drzeć się tak, że słyszano go w całym sklepie, a nawet i na pobliskiej wysepce banku ING. Myślałam, że mnie pobije. W międzyczasie z czerwonego zrobił się niemal fioletowy. W mojej obronie zdążyła stanąć inna klientka, którą Mr Furiat zwyzywał od najróżniejszych i kazał się odpier.... - ekhm, odczepić.

Ściągnięta wrzaskami, zjawiła się Joanna - także kasjerka, pracująca znacznie dłużej niż ja.

Wysłuchała jednym uchem ryków furiata, i wyjąwszy z kieszeni nieodłączne nożyczki podważyła blachę, pod którą znajduje się mechanizm wagi. Po podniesieniu mechanizmu, naszym oczom ukazało się nieco zmięte i naddarte oblicze Jagiełły.

Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z koleżanką i oddaliłam się ochłonąć po agresji tego przyjemniaczka.

Ciekawe czy swoich najbliższych traktuje tak samo. W każdym razie współczuję im takiego kogoś w rodzinie.

Skomentuj (54) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 229 (317)

#76662

(PW) ·
| Do ulubionych
Temat stary jak świat: Senior w komunikacji miejskiej.

Tak się zastanawiam po wczorajszym dniu - czy starszym ludziom po przekroczeniu progu autobusu odbiera mowę? Odnoszę takie wrażenie.

Wczorajszy poranek. Siódma rano, jadę do pracy zbiorkomem.
Po kilku przejechanych przystankach staje nade mną BABĄG. Tak, właśnie BABĄG - niesamowicie otyły i odziany w futro. Zaczyna chrząkać, chrumkać, posapywać, trącać mnie torebką w kolano i napierać na mnie niczym taran. No słowem - istny koncert rodem z ogrodu zoologicznego. Żeby jeszcze tego było mało, pochylała się w moim kierunku, a sądząc po zapachu - z higieną była na bakier.

Przyznam, że trochę bolało mnie trącanie tą torbą i jej napieranie na mnie.
Czułam się po prostu osaczona.

Grzecznie i spokojnie poprosiłam ją, żeby przestała uskuteczniać swoje ekscesy.

Przemówiła:

- Nie mogę. Boli mnie kręgosłup.

Myślałam,że spuchnę ze śmiechu. Ktoś kogo boli kręgosłup, nie mógłby się tak pochylać w kierunku innej osoby i chrumkać prosto w ucho - tak jak robiła ta kobieta.

Nadal grzecznie, wyraziłam swoje zdziwienie tym, że pani jednak umie mówić (:D) i powiedziałam jej, że niestety nie rozumiem języka zwierząt, także pochrumkiwanie i posapywanie są mi obce, a poza tym żyjemy w cywilizowanym świecie, a nie w jakiejś dżungli - tym samym, jeżeli Pani nie umie poprosić, a woli chrząkać i chrumkać jak zwierzę - proszę tak chrumkać nad kim innym, bo ja też się źle czuję i nie mogę ustąpić.

Nie przejmowałam się tym co inni powiedzą, i ze stoickim spokojem zaaplikowałam słuchawki w uszy.

Czy starsi ludzie serio myślą, że ich zwierzęce zachowania (czyt. chrumkanie, chrząkanie) jest jasne do zrozumienia? Nie cierpię takich prymitywnych manier.

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 213 (307)

#76486

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj trafił się klient, który zdecydowanie powinien zostać Tatusiem Roku.
Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, ażeby ciągać po centrum handlowym dziecko, usiane krostami jak indycze jajo - chore na coś zwanego po łacińsku varicellą - i jeszcze się do tego beztrosko przyznawać.

Akurat wykładałam słodycze, kiedy w okolicach następnej alejki usłyszałam bulgot jakby coś się wylewało. Zaniepokojona sprawdziłam co się dzieje, a tam...

...dziecię - mniej więcej lat 5, z buźką całą w wykwitach, malowniczo wybluzgiwało zawartość swego żołądka na podłogę pośrodku sali sprzedaży. Armagedon, kociokwik i kataklizm w jednym - sprzątaczka gromko wezwana na miejsce, nie wiedziała od której strony zabrać się do tego pobojowiska.

Ojciec beztrosko wyznał, że dziecko "się nieco źle poczuło, bo jest chore na ospę..." :/

A wokół pełno mam z pociechami w wózkach i kilka kobiet w ciąży - mam cichą nadzieję, że przez bezmyślność tatusia inni nie będą cierpieć.

sklepy

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 232 (258)

#76198

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem jakim cudem takie tępoty umysłowe działające na zasadzie "nie, bo nie"są zatrudniane w dyskoncie zarządzanym przez JMD.

Wczorajsze popołudnie. Staję przy kasie, przede mną jedna osoba.
Kasjerka wypala do mnie:

- Ja pani nie obsłużę. Proszę do innej kasy!

Zatkało mnie. Zapytałam się dlaczego.

Pani ponownie wypowiedziała swoją kwestię jak nakręcona zabawka.
Poinformowana, że ma obowiązek mnie obsłużyć, a żadnej tabliczki typu "zapraszamy do innej kasy" nie uświadczyłam, warknęła:

- Ja się nie muszę tłumaczyć! Niech mnie nawet zwolnią!

I zniknęła pozostawiając mnie osłupiałą.

Kierownik sklepu okazała podobny poziom inteligencji.
Skwitowała moją skargę słowami:

- I co z tego?! Proszę sobie zadzwonić na infolinię, do widzenia!

Pełen profesjonalizm, nie ma co.

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (308)

#75783

(PW) ·
| Do ulubionych
Stare pudernice są naprawdę okropne.

Przed chwilą stałam za taką babą w kolejce do kasy biletowej.
Babsko w czerwonym skórzanym kapeluszu, wymalowane aż do przesady i obute w różowe kozaki zachowywało się nader wstrętnie.

Za bilet kosztujący 4 zł rzuciła kasjerce, niczym psu, 100 zł.
Na pytanie, czy nie ma drobniej, wyburczała:
- Dałam ci pieniądze, tłuku, to wydawaj mi bilet i nie dyskutuj!

Zapytałam zniesmaczona, czy mogłaby się odnosić trochę grzeczniej do tej pani.

Baba syknęła:
- Spie....j , bo dostaniesz wpi...ol! Nie dość, że ma krzywą mordę, to się udziela!

Odsunęłam się, bo baba wyglądała na posiadającą problemy umysłowe.

Jak można być takim chamem? Gdzie tego uczą!?

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (251)

#75771

(PW) ·
| Do ulubionych
Ileż to razy w telewizji czy internecie było głośno o okradzionych/oszukanych/napadniętych seniorach? Setki.

A ja głośno i wrednie stwierdzę, że sami się czasami o to proszą.
Sytuacja z dzisiejszego dnia w pracy:

Małżeństwo w wieku ok 70+ podeszło do mojej kasy. Pan po chwili się zmęczył więc odszedł na pobliską ławeczkę. Przyszła pora na płacenie, pani wyciąga kartę i tubalnie drze się do męża:

- Podaj mi PIN!

Małżonek równie gromko odkrzykuje cztery cyferki.

Zastanawiam się, gdzie owi państwo zgubili mózgi. Ja, jako osoba rozważnie myśląca nie darłabym się przez pół sklepu podając PIN od mojego plastiku.
A później tyle stęku i narzekań, że pobili i okradli!

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (272)
zarchiwizowany

#75749

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z serii "cham się uprze i mu daj". No może nie do końca cham...

Babcia, około 80 letnia kupiła parasol. Nie spodobał jej się najwidoczniej i po pięciu minutach chciała "wymienić" na większy próbując mi dorzucić brakującą różnicę w cenie.

Nie docierało do niej,że takie coś jest niemożliwe i trzeba zrobić zwrot a następnie dostanie ona swoje pieniądze i kupi sobie inny parasol.

Zrobienie zwrotu jest możliwe tylko na jedynej kasie w sklepie, w miejscu szumnie zwanym Punktem Obsługi Klienta, gdzie za szeroką ladą znajduje się komputer do wystawiania faktur, biurko ochroniarza z monitorem wyświetlającym obraz z kamer CCTV. W związku z tym, że niektórzy kasjerzy notorycznie gubili dokumenty od zwrotów, kierownik sklepu zapowiedziała,że zwroty ma dokonywać osoba upoważniona - czyli ona sama, bądź jej dwie zastępczynie A. i D.

Tego dnia kierownikiem zmiany była pani D., ale w momencie gdy babci zachciało kupić się parasol, poszła na przerwę - z doświadczenia wiem, że wtedy lepiej jej nie przeszkadzać, bo można ją zirytować.

Powiedziałam więc seniorce,że musi zaczekać, bo ja zwrotu dokonać nie mogę i poprosiłam ją o zajęcie miejsca na pobliskiej ławeczce.

Nie zrozumiała. Zaczęła wykrzykiwać "pani kochana, ja mam xx lat, no niechże mi pani przyjmie ten parasol" i przeszkadzać w obsłudze innych klientów, obłapując mnie za ręce i próbując wrzucić jakiś bilon do kasy.

Zawołałam ochronę, żeby uspokoiła staruszkę i wskazała jej miejsce gdzie może spocząć. Babcia nie skorzystała, zaczęła coś wykrzykiwać i co gorsza płakać.

Możecie się domyślić jaka atmosfera zapanowała w kolejce?

Facet około 30 roku życia zaczął żądać,żebym wymieniła NATYCHMIAST ten parasol, bo jak nie, to on ... - i tu nastąpiła cała lista pogróżek.
Szczerze - wcale mnie to nie bawiło - ta ryczy, ten wrzeszczy..

Na szczęście pani D wpadła w sam środek tego krzyku.
Sprawnie dokonała zwrotu, klientowi który żądał żebym wymieniła kobiecie parasol poradziła powściągliwość.

Taka głupota, a nastrój miałam zwarzony do końca dnia.
Po co ludzie się wtrącają w nie swoje sprawy...?

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (143)