Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

timi14

Zamieszcza historie od: 13 lipca 2011 - 22:00
Ostatnio: 20 czerwca 2021 - 10:53
  • Historii na głównej: 37 z 41
  • Punktów za historie: 4718
  • Komentarzy: 390
  • Punktów za komentarze: 880
 

#88125

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowca tzw. "tira"

2 dni od wejścia nowych przepisów w życie. Nie miałem jeszcze okazji do kontroli zachowania kierowców wobec pieszych i odwrotnie, ale po historiach już widzę, że jest gorzej niż było. Ja natomiast skupiłem się na autostradach i zachowaniu odstępu. W 2 dni nazbierałem 12 scen, które przed chwila wysłałem na policje i nie są to sceny z nietrzymania odstępu.

Jeszcze w kwestii wyjaśnienia: poruszam się głownie autostrada A1 na odcinku Włocławek Północ - Ciechocinek. Autostrada A1 jest chyba jedyną tak spokojna i mało ruchliwa autostrada, że tu się wręcz trzeba nakombinować, żeby komuś wymusić pierwszeństwo przy zmianie pasa. Tak zwykle było, ale po tym, co dzisiaj opisze widzę, że całe bydło na co dzień jeżdżące A2 i A4, dziś wyruszyło na długi weekend nad morze.

1. Jadę do pracy, 110 km/h na liczniku, bo nie czułem potrzeby jechania więcej (paliwo bije po kieszeni xd{żart}). Przede mną 3 zestawy, na lewym pusto. Kierunek i zjeżdżam na lewy. Po wyprzedzeniu drugiej ciężarówki pod tyłek podjeżdża mi BMW, trzymając maks. 10 m odstępu (powinien 55 m). Zły, że nie zjechałem po wyprzedzaniu drugiej ciężarówki na prawy pas (dystans miedzy ciężarowymi 50 m) podjeżdża mi pod zderzak na 2 m. Włączam spryskiwacz przedniej szyby, co skutkuje powrotem do 10 m odstępu. Wyprzedziłem i zjechałem.

2. Jadę firmowym busem do Torunia, 150 km/h na liczniku, bo czas goni (Mea Culpa, powinno być 140 km/h, ale bus nie pojedzie więcej niż 150 km/h). Wyprzedzam pojazdy jadące ok 120 km/h i trzymające 100 m odstępy. Pod tyłek podjeżdża mi mercedes. Sorry, nie mam gdzie zjechać, na prawym sznur aut. Kierowca się niecierpliwi i błyska światłami. Olewam to, jadę dalej. Dystans miedzy nami oceniam na 1,5m, bo w żadnym lusterku go nie widzę. Jechaliśmy tak może z 500 m, bo wyprzedziłem auta na prawym pasie i zjechałem.

3. Również trasa busem do Torunia z prędkością 140 km/h. Przede mną jedzie bus na blachach SG. Zjeżdża na prawy, więc przyspieszam do 150 km/h, żeby go wyprzedzić. Jednak chwilkę trwa, aż zredukuję dystans, który trzymałem. W międzyczasie on dogonił inny pojazd. Włączył kierunkowskaz i bezczelnie zjeżdża mi się na lewy. W momencie jego manewru nie miałem do niego nawet 1 m odstępu!!! Klakson i mrugam drogowymi (hamulec odruchowo kopnięty w podłogę). Przeprosił? Skądże, jedzie dalej. Wyprzedził pojazd i zjeżdża na prawy. Znowu zaczynam go wyprzedzam i znowu zjeżdża na lewy, żeby kogoś wyprzedzić, kiedy mam do niego ok. 1 m. Tym razem nie wciskałem hamulca (najwyżej przyłożę), wcisnąłem klakson, ale drogowymi nie mrugam. Je również włączyłem i trzymam zapalone. Nie robi to na nim żadnego wrażenia. Naprawdę szkoda, że nie zjechał na Ciechocinek, bo byłem tak wściekły, ze zatłukłbym go na miejscu.

4. Powrót do domu. Trafiłem na sznur aut na lewym, więc zwolniłem do ich prędkości (120 km/h) i trzymam w granicach 50-60 m odstępu. Zbliżam się do ciężarówki za którą jedzie VW Tiguan z przyczepą z łódką. Kierowca osobówki włącza kierunkowskaz, że chce zjechać na lewy. Widzi lukę miedzy mną i drugim pojazdem. Zjeżdża jednak w taki sposób, ze muszę ostro hamować, bo inaczej skosi mnie ta przyczepka. Nagranie już na policji.

5. Wracam dziś z pracy, tj. 02.06. Na tempomacie 140 km/h, jadę lewym pasem w sznurku pojazdów, wyprzedzając innych jadących prawym pasem. Nie mam żadnej możliwości zmiany pasa ruchu. BMW chyba jednak sadzi inaczej. Co prawda początkowo trzymał ok. 30 m odstępu (wow, w szoku byłem), ale z racji, że ośmieliłem się nie zjeżdżać na prawy, zaczął się zbliżać, aż osiągnął w granicach 2-3 m odstępu. Spryskiwacze nie pomogły, machnął tylko swoimi i tyle. W pewnym momencie próbował mnie wyprzedzić prawym, ale tylko zaczął zmieniać pas ruchu i już musiał wracać na lewy. Nie wiem co on myślał? Że przy prędkości 140 km/h zjadę hrabiemu miedzy auta jadące 110-120 km/h?

A politycy się dziwią, dlaczego jest tyle wypadków na autostradach.

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (141)

#88101

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira"

Szczyt de****zmu został dziś osiągnięty. Jeśli nie widzicie dalej niż 100 m wokół własnego pojazdu to gorąco polecam udać się do okulisty, bo na 100% nie powinniście prowadzić pojazdu.

Wracam busem z budowy na magazyn (szczęście, że jestem pusty). Jadę DK91 z Włocławka na Toruń, jestem na wysokości Brzozy Toruńskiej. Z bocznej uliczki podjeżdża auto osobowe z zamiarem skrętu w prawo na Toruń (mam ok. 200 m do skrzyżowania). Kiedy miałem 100 m, osobowe wyjeżdża. Kierowca co prawda wyjechał na pas i natychmiast zjechał na pobocze, żeby mi umożliwić przejazd, ale odruch zadziałał i klakson z hamulcami poszedł na początku w ruch.

Puściłem hamulec jak zobaczyłem, że zjechał. Niby nic dziwnego, prawda? Normalna sytuacja, bo po co komuś ustępować pierwszeństwa, skoro lepiej mieć gdzieś jego zdrowie i życie. Ale nosz ku*na do jasnej, ciasnej anielki, za mną na dystansie 2 km nie było żadnego pojazdu. Nie jechała żadna osobówka, ciężarówka, rower ani nie poruszał się pieszy i nie lądował samolot.

Naprawdę trzeba być takim śmierdzącym leniem, żeby w tej sytuacji nie poczekać 2 sekund i nie wymuszać pierwszeństwa? Chyba, ze ja czegoś nie rozumiem, albo ze przepisy się zmieniły i od dziś pierwszeństwo ma mniejszy pojazd?

tir wymuszenie dk91

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (151)

#87995

(PW) ·
| Do ulubionych
Sporo tu historii o szukaniu mieszkania na najem, wiec ja pokażę jak to wygląda od drugiej strony. Miałem mieszkanie na wynajem i szukałem najemcy.

Krótki opis mieszkanka: nowoczesne, oddane do użytku w zeszłym roku, 3 pokojowe. W bloku winda, teren ogrodzony ze szlabanem i pod kamerami. W ogłoszeniu zaznaczam, ze interesuje mnie dłuższy okres najmu (min. rok) i podałem cenę 1500 zł (cena nie jest prawdziwa, ale nie musicie wiedzieć ile chciałem za mieszkanie).

Pomijam już osoby, które tylko dzwoniły/pisały czy mieszkanie aktualne i na tym się kończyło.

1. Dzwoni Pan, że on jest chętny. Pyta się o cenę najmu i czemu tak wysoko, bo on widział ofertę mieszkania o 200 zł taniej. Odpowiadam, że owszem, było takie ogłoszenie (byłem z nimi na bieżąco), ale tam był tez mniejszy metraż. Facet na to, że on weźmie już, natychmiast, ale jak obniżę o te 200 zł. Zdziwiony, że nie byłem zainteresowany.

2. Dzwoni Pani. Ona, mąż i 2-letnie dziecko. Ogląda mieszkanie, kreci nosem, że nieumeblowane pokoje, że w kuchni nie ma lodówki, a w łazience pralki. Odpowiadam, że te sprawy zostawiam w kwestii najemcy, bo każdy chciałby urządzić gniazdko po swojemu. Ona na to, że jak zejdę o 200 zł to najmie mieszkanie na pól roku, bo dłuższy najem jest niepotrzebny. Na moja uwagę, że interesuje mnie minimum rok, odpowiada oburzona, że to dyskryminacja:).

3. Dzwoni Pani. Ona, partner i dwoje dzieci 12 i 16 lat. Mieszkanie jej się podobało, chciała się urządzić po swojemu itp. Zaproponowała obniżenie ceny o 100 zł, ale szatan w nią wstąpił jak zobaczyła, że garderoba jest nieumeblowana. Mowie, że jest spora szafa w zabudowie, a poza tym nie wszyscy sobie życzą garderobę, bo niektórzy wola zrobić z takiego pomieszczenia schowek na sprzęty czy zabawki dziecka. To jej nie pasowało, bo jak garderoba, to powinna mieć szafki i tyle. Zrezygnowała. Trudno, płakać nie będę.

4. Hit wśród najemców. Dzwoni Pan (on, żona i 3 dzieci w wieku 2-6 lat) i pyta dlaczego żeruje na innych ludziach, że ja serca nie mam, bo chce się wzbogacić czyimś kosztem. Pytam się o co chodzi i odpowiada: "nooo, tyle za najem, tu doliczyć czynsz administracyjny, koszty prądu, wody i ogrzewania. To wyjdzie ponad 2000 zł/msc, a on ma dochód 3500 zł/msc. Odpowiadam, że owszem i co z tego. "Bo ja mam kolegę, co za 3 pokoje w tym samym mieście płaci 900 zł". Pytam się w jakim bloku. "No tym starym, z wielkiej płyty i skoro on tyle płaci, to ja też powinienem zjechać o 600 zł to on weźmie te mieszkanie." Mowie, że mieszkanie nowo postawione (nie 30-letnie), ogrodzone, pod kamerami, z notarialnie przypisanym miejscem parkingowym (nie ma walki, kto pierwszy ten lepszy) i dlatego taka cena. Zaczyna się litania, że ile on by mógł kupić dzieciom za te zaoszczędzone pieniądze, że gdybym nawet obniżył cenę o 300 zł to by było dobrze.

Odpowiadam, że na uśmiech "bombelka" mnie nie złapie. Kolejna litania na temat stawki więc w końcu wkurzony pytam: "Panie, a jak auto chcesz kupić i masz na nie 15 tysięcy, to kupujesz Pan za 15 tysi, czy szukasz auta za 20 tysięcy i błagasz o obniżenie ceny o 5k?". Odpowiada, że te za 15 tysi, bo na inne go nie stać. Odpowiadam krótko, że po kie licho dzwoni w sprawie mieszkania na które go nie stać?

mieszkanie najem wynajem lokator

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (127)

#87961

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowca tzw. "tira".

Kontynuacja historii #87430

Policja jednogłośnie stwierdziła winę kierowcy busa. Nawet poprosili dyżurnego o sprawdzenie czy w systemie jest telefon do właściciela, żeby busa zawrócić na miejsce kolizji. Niestety, nie było. Otrzymałem informacje jaki komisariat będzie prowadził sprawę. Zatrzymano mi dowód rejestracyjny (nie mogłem jechać bez prawego lusterka). Mój pracodawca naprawił lusterko na swój koszt, bo i tak uzyska zwrot kasy. Po kilku tygodniach (początki covid-19) uzyskałem od oficera prowadzącego sprawę wezwanie na przesłuchanie. Złożyłem zeznania i poinformowano mnie, że właściciel wypiera się kolizji twierdząc, że w danym dniu jego auta w ogóle nie było w tym mieście.

Po jakimś czasie przychodzi wyrok nakazowy z sądu. Sędzia uznał winę kierowcy busa skazując go na pokrycie kosztów naprawy i grzywnę. Kwota jak dla mnie niska uwzględniając, że kierowca był już karany za podobne wykroczenie, a policjant wnioskował o zatrzymanie prawa jazdy na pół roku, ale nie zamierzałem się już odwoływać, bo pracodawca chciał zakończyć sprawę i uzyskać odszkodowanie. Po 7 dniach wyrok stal się prawomocny, bo obwiniony również się nie odwołał.

tir kolizja

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (115)

#87846

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowca tzw. "tira".

W sumie znak rozpoznawczy trochę nieaktualny, bo zmieniłem pracę i kursuje wokół komina, codziennie jestem w domu, dodatkowo częściej jeżdżę busem niż dużym, ale niech zostanie ;)

Sytuacja często spotykana na rozjazdach z autostrad, kilkukrotnie poruszana na kanale YouTube STOPCHAM. Zjazd z autostrady A2 od Warszawy na DK50. Zjeżdżając mamy znak A-7 (ustąp pierwszeństwa), natomiast Ci od strony Łodzi mają znak A-6d (wlot drogi podporządkowanej, jednokierunkowej). Wprowadzono to, żeby ciężarowe mogły bez problemu zjechać na prawy pas, bo na lewym nie przejada przez bramkę.

1. Zjeżdżam od strony Łodzi. Od stolicy jada auta osobowe. Mijam skrzyżowanie dróg, zaczyna się linia przerywana. Z włączonym prawym kierunkowskazem zjeżdżam na prawy pas i słyszę klakson. Auto osobowe nie zastosowało się do znaku A-7 i niemal nie zostało zepchnięte na barierki.

2. Ponownie zjeżdżam od strony Lodzi. Widzę auto osobowe zjeżdżające od Warszawy. Jeszcze nie dojechałem do skrzyżowania dróg, a już sygnalizuje prawym kierunkowskazem, ze chce zjechać na prawy pas. Na połączeniu jadę łeb w łeb z osobowym, którego kierowca nie zastosował się do znaku A-7 wymuszając mi pierwszeństwo i ani myślał zwolnic. Musze hamować przed samymi bramkami, żeby zjechać na prawy pas.

3. Zjeżdżam od strony stolicy. Mijam znak A-7, dojeżdżam do znaku poziomego P-13 (linia warunkowego zatrzymania złożona z trójkątów). Widzę w lusterku auta zjeżdżające od strony Lodzi. Zatrzymuje zestaw przed trójkątami i czekam aż przejada. Z tylu słyszę klakson. W końcu wolne, i mogę jechać. Na rondzie kieruję się pierwszym zjazdem na Mszczonów. Na lewy pas natychmiast zjeżdża osobówka, której kierowca po wyprzedzeniu karze mnie za rzekome "blokowanie" ruchu na zjeździe.

PS: Kierowco z historii 3: oddałeś już prawko, bo dostałem pismo z policji o zatrzymaniu twoich uprawnień?

tir autostrada skrzyzowanie

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (133)

#87763

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowca..., a niech będzie, dziś bez znaku rozpoznawczego :D

Proszę wytłumaczcie mi, dlaczego niektórzy to robią. Nie wiem jak Was, ale mnie to cholernie irytuje jak osobowe mnie wyprzedza tylko po to, żeby 500 metrów dalej hamować cały ruch, bo on skręca w lewo/prawo.

1. DK 62 z Kruszwicy na Radziejów. Przed niewielką wioską wyprzedza mnie osobowe. Wszystko legalnie. Auto wyprzedziło, a 200 m dalej kierowca hamuje. Redukuje prędkość zastanawiając się o co mu chodzi i nagle błysk prawego kierunkowskazu. Kierowca sygnalizuje skręt w prawo. Wyhamowuje mnie do 30 km/h, żeby skręcić. Kiedy mnie wyprzedzał nikogo za mną nie było. Nie mógł sobie odpuścić wiedząc, ze będzie skręcał?

2. DK 15 z Inowrocławia na Toruń. Wracałem już na bazę. Linia podwójna ciągła, ale kierowcy bmw się strasznie spieszy, bo musi koniecznie mnie wyprzedzić na 2 zakrętach (kij z tym, że miał jakaś widoczność). Kilkaset metrów za zakrętami powtórka z sytuacji. Tym razem bmw skręca w lewo. Muszę zatrzymać zestaw, a za mną nic nie jechało.

3. Rekordzista. Sytuacja chyba nawet nie opisana, bo jej nie znalazłem w spisie, ale już nie ma sensu tego robić, bo tylko powielę temat. Jeśli dobrze pamiętam jedno z rond w Oświęcimiu. Jestem załadowany cennymi lekami. Ze względu na typ ładunku, mam zamontowane czujniki przeciążeń i wstrząsu (za mocne przeciążenie/wstrząs mogło spowodować zepsucie leków) i z tego powodu mam nakaz jazdy zgodnie z przepisami. Osobowe audi wymusza mi na rondzie (hamulec w podłogę mimo niewielkiej prędkości, auto staje "dęba". Zjechał tym samym zjazdem co ja. Chciałem go nawet gdzieś zatrzymać, ale okazało się oczywiście, że 200 m dalej skręcić w osiedlowa uliczkę z tonażem. Po dojeździe do miejsca docelowego okazuje się, że ładunek jest do wyrzucenia. Porównanie zapisu z czujników i rejestratora jazdy wykazuje, że do zniszczenia ładunku przyczynił się kierowca audi. Sprawa poszła do sądu.

tir

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (163)

#87583

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira"

Dziś o kłótni z pracodawcą.

Jeździłem na wywrotce w pewnej firmie. Czwartek, godziny popołudniowe, kolega dostaje polecenia, żeby pojechać do Niemiec po towar. Ma się załadować, wrócić do Polski w okolice Piły, żeby rozładować i zjechać na bazę. Kolega odmawia, bo informował spedytora o błędzie w czasie pracy (odpoczynek dzienny wykonany przez pomyłkę na "młotkach", zamiast na "łóżku", choć kolega był pewny, ze wciskał opcje "łóżko") i prosił, żeby przez miesiąc go nie posyłać na Niemcy (obawa przed kontrola i kara).

Spedytor się wkurza i ponownie nakazuje mu jechać. Kierowca twierdzi, że pojedzie, ale jeśli dostanie służbowego sms'a, że firma opłaci mu karę. Po 30 minutach telefon od spedytora. Okazuje się, że dzwoni sam właściciel firmy i nakazuje koledze jechać na Niemcy oraz, że opłaci mu karę. Kolega prosi ponownie o sms'a. Nie, nie dostanie sms'a więc odmawia wyjazdu. Szef zagroził zwolnieniem dyscyplinarnym ze skutkiem natychmiastowym. Kolega wybrał opcje wypowiedzenia.

Wkurzył się, zostawił auto 500 km od bazy i wrócił do domu pociągiem. 2 dni później otrzymuję od niego prośbę wystąpienia jako świadek z pozwie, ponieważ pracodawca nakłamał w zwolnieniu, a kierowca miał na to dowody i postanowił walczyć o odszkodowanie. Zgadzam się, ponieważ i tak byłem już na okresie wypowiedzenia w tej firmie. Dowiedziałem się również, że razem z kolegą w ramach protestu, wypowiedzenie złożyło 15 kierowców.

Pracodawca w sadzie przegrał. Dla pieniędzy stracił w jednym momencie 16 kierowców, zyskał 25 negatywnych opinii w internecie, a w przeciągu następnego miesiąca zwolniło się kolejnych 10 kierowców.

Ciekawi mnie czy warto mu było tracić pracowników, którzy w imię solidarności złożyli wypowiedzenia mając w tej firmie po 8-12 lat stażu pracy?

pracodawca konflikt tir praca

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (194)

#87430

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira"

Bum. Cały czas wiedziałem, że kiedyś sie to zdarzy. Na początek finał innej historii (86024). Punkt 4, kierowca uznał swoją winę za lusterko (a ktoś pisał, że nie powinienem był jechać częściowo awaryjnym).

Miasto wojewódzkie, tym razem wyjątkowo bez nazw dróg, itp. Skręcam w lewo na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym, które jest sterowane sygnalizacją i ma dwa pasy do lewoskrętu. Czerwone światło do skrętu, przede mną jedna osobówka. Patrzę na sygnalizator i nie dostrzegam busa, który zatrzymuje się na zielonym świetle z włączonym lewym kierunkowskazem na pasie do jazdy na wprost, połową busa na wysokości mojej kabiny. Zapala się zielone światło do skrętu w lewo. Upewniam się, że osobowe ruszyło i tez ruszam dynamicznie (waga zestawu- 20t). W tym momencie zauważam busa, który postanowił się wepchnąć przede mną, wykorzystując moją masę. Niestety, hamowanie z włączonym klaksonem nie pomogło. Kierowca busa nie wykonał żadnego manewru w ceku uniknięcia kolizji. Bus zahacza plandeką ze stelażem o prawe lusterko, całkowicie je urywając. Trąbię na niego dalej i migam kilkakrotnie drogowymi, ale nadaremno. Kierowca ucieka z miejsca kolizji. Skręcam w lewo i 50 metrów dalej zatrzymuję się na początku jakiegoś pasa zjazdowego. Włączam awaryjne, powiadamiam firmę o kolizji i wzywam patrol policji, którym ukazuję nagranie z rejestratora jazdy. Policja błyskawicznie orzeka winę kierowcy busa i informuje mnie, że sprawa zakończy się w sądzie. Cdn.

miasto wojewódzkie droga tir kolizja ucieczka

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (106)

#87192

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Sytuacja, którą opiszę dzisiaj przydarza mi się dość często, ale pierwszy raz spotkałem się z taka arogancją, samolubstwem i chamstwem kierowców. Za tę sytuację bydgoscy kierowcy nieźle mi podpadli.

Skrzyżowanie ulic Toruńskiej i Kazimierza Wielkiego. Wjechałem do Bydgoszczy ulicą Nowotoruńską w godzinach szczytu i skręciłem w Kazimierza Wielkiego. Godziny szczytu, korek w stronę Fordońskiej. Przesuwamy się w tempie 3-4 pojazdów na cykl świateł. Kierowcy wyjeżdżający z Toruńskiej mają albo zielone światło, albo czerwone ze strzałką skrętu warunkowego. Kiedy mają zielone, za skrzyżowaniem robi się miejsce na kilka samochodów. Kiedy mają czerwone, pchają się, blokując możliwość przejazdu samochodom na Kazimierza Wielkiego.

Dojeżdżam do świateł i stoję, bo mam czerwone. Kierowcy z Toruńskiej skręcają w prawo na zielonym i zakorkowali ulicę. Zapaliło mi się zielone światło, ale nie mogę ruszyć, bo zablokuję skrzyżowanie.

W momencie, kiedy zrobiło się troszkę miejsca, kierowcy z prawej się pchają na czerwonym ignorując, że ja też chcę przejechać (mają wtedy warunkową strzałkę, czyli nie mają prawa wjechać). Stoję i blokuję ruch. Zapaliło mi się czerwone, za skrzyżowaniem zrobiło się miejsce, kierowcy z prawej znowu wjeżdżają na zielonym. Ponowna zmiana świateł i powtórka sytuacji. Nie mogę wjechać, bo osobowe pchają się na strzałce warunkowej.

Nie wytrzymałem. Zapaliło mi się zielone, wjechałem na skrzyżowanie. 2 osobówki zdążyły się wpieprzyć przede mną z prawej i zablokowałem skrzyżowanie. Nastąpiła zmiana świateł, kierowcy z Toruńskiej nie mogą wyjechać na skrzyżowanie, bo je blokuję i trąbią na mnie. Dopiero po kilku sekundach zrobiło się miejsce, żebym mógł podjechać i odblokować skrzyżowanie.

Bydgoszczanie i wszyscy pozostali. Nauczcie się jakie przywileje dalej Wam strzałka skrętu warunkowego, bo przez takie sytuacje nie jestem w stanie przejechać przez głupie skrzyżowanie bez blokowania ruchu. Czy naprawdę trzeba być takim samolubem i mieć w dupie innych kierowców?

Bydgoszcz

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (165)

#87053

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowca tzw. "tira"

Znacie takie drogowe zasady jak "nie widzę, nie jadę"? Zastanawiam się, dlaczego jesteśmy tak ograniczeni umysłowo, że nie potrafimy tego zastosować i wyznajemy przy tym zasadę "ja jeszcze przeskoczę/zdążę".

Bardzo nieprzyjemna sytuacja. Wyjeżdżam po rozładunku z Legnicy, kieruję się dw 323 (dawniej dk3) w stronę ekspresowej S3. Przejeżdżam przez Rzeszotary. Tam na 2 zakrętach jest skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną i od strony S3 jest przeszkoda, którą trzeba ominąć zjeżdżając na przeciwny pas. Przejeżdżam przez skrzyżowanie. Jestem widoczny dla innych kierowców, ale wszyscy wyznają zasadę "ja przeskoczę" i uparcie się pchają. Zostaję zmuszony do hamowania i włączam klakson. Ostatnie osobówki się chowają, kiedy widzę jego. Przecież on też musi jeszcze przeskoczyć. Wjeżdża, mimo, ze jestem już naprawdę blisko. Do mojego klaksonu dołączyły światła drogowe (zawsze tak robię, może mnie nie widzi?). Zostanę zmuszony do kompletnego zatrzymania zestawu ostrym hamowaniem, bo idiota nie umie poczekać 20 sekund, aż przejadą 3 pojazdy (za mną tylko 2 osobówki, zaskoczone moim ostrym hamowaniem. Na szczęście nie uderzyły). Kierowca nawet nie przeprosił, nagranie już trafiło na policję.

Naprawdę trzeba tak traktować ciężarówki? A co by było, gdybym wiózł ładunek podatny na przeciążenia? W tej chwili byłby tylko do utylizacji, a za straty zapłaci taki głupek z własnej kieszeni, bo żadne ubezpieczenie OC czy AC nie obejmuje takich sytuacji.

PS: opisałem najniebezpieczniejszą sytuację jaka mi się przydarzyła, bo cm dzieliły nas od kolizji, ale miałem takich dużo więcej.

tir = "ja zdążę" Legnica dw323 S3

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (148)